The Last of Us Remake zwiastunem, co wydarzy się w dziewiątej generacji konsol?

The Last of Us Remake zwiastunem, co wydarzy się w dziewiątej generacji konsol?

Mateusz Wróbel | 28.04.2021, 21:30

The Last of Us Remake powstaje w ekipie Sony i może sporo namieszać w branży gier. Jego potencjalny sukces komercyjny zapewne przyczyni się do powolnego wybijania nowych marek.

Z kronikarskiego obowiązku trzeba napomknąć o tym, że The Last of Us Remake powstaje z myślą o current-genie Sony, czyli PlayStation 5. Decyzja ta zdziwiła wszystkich, bo ekipa, a raczej ekipy odpowiadające za przygotowanie odświeżenia konsekwentnie trzymały język za zębami, nie zdradzając nikomu tajemnicy o jego istnieniu. 

Mleko wylało się, gdy "niezawodny" Jason Schreier opublikował jeden z najlepszych w czasie całej swojej kariery artykuł na łamach portalu Bloomberg, gdzie w treści zaznaczył, że nad remake'em pieczę sprawował - jak sam zaznaczył - "cichy bohater", czyli nieznana dotąd ekipa Visual Arts Service Group, która jeszcze parę lat temu pomagała w różnych aspektach najważniejszym studiom należącym do Sony.

Nikt nie chce być jedynie pionkiem w dużej grze

Właściciel zespołu powstałego w 2007 roku, Michael Mumbauer, nie chciał być jedynie pionkiem w grze Sony, więc zatrudnił do swojego zespołu około 30 deweloperów i poprosił japońską korporację o zatwierdzenie pierwszej, własnej gry. Zdecydowano się stworzyć The Last of Us Remake, czyli coś, co z założeń nie miało pochłonąć masy pieniędzy i w moim odczuciu być po prostu łatwym sposobem na zarobienie konkretnej sumy pieniędzy. W końcu uniwersum przedstawiające historię Joela i Ellie to jedna z najpopularniejszych marek na świecie.

Pierwotnie Visual Arts Service Group zastanawiało się nad rozpoczęciem prac nad Uncharted Remake, ale, tak jak przed sekundą wspomniałem, ich projekt nie mógł kosztować fortuny, a odświeżenie pierwszej części przygód Nathana Drake'a wymagałby więcej wkładu finansowego przez przymus tworzenia nowych mechanik, animacji, jak i przenoszenia całego świata na silnik graficzny stworzony z myślą o PS5. The Last of Us jest wciąż "grywalne" i próżno szukać tutaj archaicznych elementów, które zniechęcałyby do dalszej rozgrywki. 

Przyczepić tak naprawdę mogą się jedyni graficzni puryści, którzy stawiają grafikę ponad wszystko. Osobiście znam takie osoby i już z góry mogę zakładać, że The Last of Us Remake wleci do ich biblioteki znajdującej się na PlayStation 5 już w dniu premiery. I to właśnie z myślą o takich odbiorcach przygotowywane (teraz przez Naughty Dog, które przejęło w lekko nieodpowiedni sposób pałeczkę, odsuwając przy tym od projektu tak naprawdę nieistniejącą już ekipę Michaela Mumbauera) jest odświeżenie ciężkiej przeprawy Joela. Tak, jak już wspomniałem dwa akapity wyżej, to książkowy przykład na to, jak w prosty sposób zarobić górę pieniędzy.

Stare hity w nowym wydaniu

Można, a raczej trzeba zadać sobie pytanie - co po ewentualnym sukcesie komercyjnym The Last of Us Remake? Szczerze powiedziawszy, jest on prawdopodobny, a idąc w parze z next-genowym wydaniem The Last of Us Part II (lub minimum patchem odblokowującym 60 klatek na sekundę i natywną rozdzielczość 4K), wiele osób może postanowić wrócić do świata zarażonych i po raz kolejny przeżyć walkę w postapokaliptycznym świecie o lepsze jutro.

Wysoko sięgające słupki sprzedażowe odświeżenia pierwszego TLOU pokazałyby i jednokrotnie utwierdziły w przekonaniu twórców, że gracze wciąż pragną starszych gier w odmłodzonej oprawie. Ósma generacja konsol przedstawiła czarno na białym, iż chcemy kolejne porządne remake'i (popatrzmy chociażby na bardzo ciepłe przyjęcie Resident Evil 2 (2019)Final Fantasy VII RemakeMafia: Edycja Ostateczna, czy nawet Tony Hawk's Pro Skater 1+2). Niektóre pozycje sprzedały się lepiej od nowych marek, więc co stoi na przeszkodzie, aby serwować kolejne remake'i remastery, czyli produkty, które graczom tak bardzo się podobają.

Jak najszybciej zapomnieć

Nie odkryję Ameryki pisząc także o tym, że wydawcy coraz bardziej boją się tworzyć nowe marki, na które trzeba po prostu wyłożyć bardzo dużo pieniędzy. Idealnym przykładem jest tutaj Marvel's Avengers, na które (razem z bardzo owocnym marketingiem) wyłożono na stół około 190 mln dolarów, a przez mieszane przyjęcie gry przez odbiorców, Square Enix z tegoż projektu zwróciło się dopiero jedna trzecia sumy. Dramat to za mało powiedziane.

Kolejny do odstrzału jest Anthem od Electronic Arts, który został już porzucony przez wydawcę, jak i deweloperów. To miała być maszynka do zarabiania pieniędzy, a koniec końców przez tenże projekt ucierpiało konto bankowe firmy wprowadzającej pozycję na rynek, jak i reputacja BioWare, która powróciła do tworzenia... kolejnego Dragon Age'a oraz Mass Effecta. 

A co z Days Gone, czyli serią, o której w kwietniu było bardzo, ale to baaardzo głośno przez zamieszanie, które wynikło z przywołanego na początku materiału artykułu Jason Schreiera? W jego treści znalazło się doniesienie, jakoby Days Gone 2 pierwotnie miało powstać (suma summarum, było już opracowywane w Bend Studio), ale projekt został wrzucony do kosza nie przez mizerną sprzedaż, a średnie - przynajmniej tak uważa Sony (według słów wypowiedzianych przez byłego pracownika Bend) bazując na średniej ocen z Metacritic od krytyków wynoszącej 7.1/10 - przyjęcie przez recenzentów historii znużonego sytuacją na świecie motocyklisty o imieniu Deacon. Cóż, to nie pierwszy i zapewne nie ostatni taki przypadek w branży.

Ciężko stwierdzić, które zespoły first-party opracowują na PS5 nowe IP - przez ostatnie kilka miesięcy mogliśmy usłyszeć o tworzeniu tytułu sci-fi przez Santa Monica Studio i produkcji zahaczającej tematyką o fantasy przez Naughty Dog, ale skoro ten drugi zespół opracowuje już omawianą dzisiaj pozycję oraz Uncharted 5, to wątpię, aby miał siłę i środki na tworzenie aż trzech gier. Jedyną nadzieją pozostaje Santa Monica Studio, gdzie pracuje Cory Barlog, niejednokrotnie pokazujący w niezbyt dosadny sposób, iż marzy mu się stworzenie własnej serii rozgrywającej się w przyszłości.

Podsumowując - sam nie wiem, co sądzić o The Last of Us Remake. Sukces odświeżenia na pewno zachęci Sony do tworzenia kolejnych remake'ów, więc jestem święcie przekonany, że na tej decyzji sporo straciłyby zespoły chcące przedstawić japońskiej korporacji swoje plany dotyczące nowych marek. I grupa graczy pragnących nieznanych dotąd opowieści. Cóż - jeśli wysoka sprzedaż odmłodzonego TLOU zabiłaby nowe IP, to chciałbym, aby gra sprzedała się mizernie.