GTA Online - recepta na sukces i... brak nowych gier

GTA Online - recepta na sukces i... brak nowych gier

Igor Chrzanowski | 06.12.2020, 12:00

Marka Grand Theft Auto biła rekordy popularności już od czasów kultowego GTA III, które rozeszło się już wtedy w prawie 18 milionach egzemplarzy, co było jednym z najwyższych wyników w historii. Niestety gdy Rockstar Games wraz z GTA V odkryło dobrodziejstwo mikro-transakcji, przestało wydawać nowe gry, a szkoda.

W dawnych czasach ery PSOne, PS2, a nawet PlayStation 3, ekipa Rockstar Games potrafiła wydawać na rynek nawet po 3 duże gry rocznie, które mimo tak dużego tempa wciąż zachowywały bardzo wysoką jakość i zbierały miliony fanów przed konsolami i pecetami. Brytyjczycy mają bowiem pod swoimi skrzydłami aż 10 wielkich zespołów deweloperskich, co zapewniało nam regularne dostawy dobrej zabawy z ich stajni.

Mroczna era wielkich zarobków

Rockstar ewidentnie spowolnił swoje tempo wydawnicze w okolicach 2010 roku,kiedy to na rynek wyszło pierwsze Red Dead Redemption - niesamowicie dobrze przyjęta produkcja była początkiem nowej ery dla deweloperów, którzy zaczęli stawiać sobie bardzo ambitne cele i nie chcieli zaliczyć już takiej wtopy jak komputerowe wydanie GTA IV. Od teraz R* przestało oglądać się na innych, a zaczęło iść wyłącznie własną drogą ku przebijaniu kolejnych granic sukcesu.

Najpierw zrobili najlepszą grę o Dzikim zachodzie jaką widział świat, potem pokazali kryminalną opowieść godną najlepszych filmów, a dzięki trzecim przygodom Max'a Payne'a weszli do pierwszej ligi twórców strzelanin typu TPP. Zaplanowane na 2013 rok Grand Theft Auto V miało być zarówno ich istnym Opus Magnum jak i gwoździem do trumny wszystkich innych projektów nad jakimi pracowali.

Sukces piątego GTA widać było już na samym początku, bowiem tytuł zarobił swój pierwszy miliard dolarów w zaledwie 72 godziny, co było niebywałym rekordem i jedynie Call of Duty pokusiło się o jego przebicie. Wynikało to przede wszystkim z dwóch czynników - jakości gry doprowadzonej do absolutnej perfekcji oraz renomy jaką marka wyrobiła sobie przez ostatnie 16 lat. Z tak wielką bazą użytkowników deweloperzy wystartowali z ogromnym sieciowym trybem GTA Online, który z miejsca stał się jedną z najpopularniejszych usług multiplayer w całej branży. Oczywiście ktoś w Rockstarze wyniuchał w tym żyłę złota, dlatego już od samego początku w grze mogliśmy znaleźć mikro-płatności - i to był strzał w prawdziwy dziesiątkę!

GTA Online - recepta na sukces i... brak nowych gier

Załamanie czasoprzestrzeni

Patrząc na powyższą grafikę można odnieść wrażenie, że chciwa korporacja postanowiła zamęczyć kurę znoszącą złote jaja, bez jakiegokolwiek większego wkładu w rozwój innych projektów, bo to przecież tylko zbędne ryzyko finansowe. Prawda może być jednak nieco odmienna i dziś przedstawię Wam swój punkt widzenia na ten temat. Ogólnie rzecz ujmując każdy z nas doskonale wie, że niczyi budżet nie jest z gumy i wszystko co robimy zarobkowo musi mieć określony plan, aby dostarczać nam kolejne fundusze na dalsze przetrwanie.

Tak samo jest w przypadku firm tworzących gry - ich finanse są konstruowane tak, aby każdy jeden projekt zarabiał na siebie oraz pozostałe projekty, dzięki czemu cała ta karuzela kręci się w określonym trybie, żeby nikomu nie zabrakło kasy. Jednakże gdy GTA V zarobiło tak chore ilości pieniążków, Rockstar przestał mieć jakikolwiek problem z budżetem, dzięki czemu włodarze firmy mogli podjąć pewną bardzo odważną decyzję. Grand Theft Auto Online mogło wziąć na swoje barki utrzymanie wszystkich zespołów na raz, podczas gdy poszczególne jednostki deweloperskie mogą się skupić na szlifowaniu swoich nadchodzących dzieł do granic technicznych możliwości!

No bo to jest naprawdę niemożliwe, aby 10 zespołów nie pracowało od tych co najmniej 7 lat nad absolutnie żadną nową produkcją. Dowodem na taką strategię firmy może być fakt, że Red Dead Redemption 2 jakie ostatecznie otrzymaliśmy ma niedorzecznie wręcz wysoki poziom detali. Żadna normalna firma jaka musi oglądać każdy wydany cent z kilka razy, nie pozwoliłaby sobie na marnowanie milionów dolarów na szczegóły, jakie niekiedy zauważy z 0,001% graczy.

Ponadto często zapominamy również o pomniejszych projektach firmy, takich jak remaster L.A. Noire oraz specjalny tytuł na gogle wirtualnej rzeczywistości L.A. Noire: The VR Case Files. Kolejną cegiełką w drodze Rockstara do niezależności jest przecież tak bardzo znienawidzony przez marudnych pececiarzy Rockstar Games Launcher, który ostatnio zastąpił mocno przestarzały Social Club.

Potrzebujemy takiej perfekcji?

Nie ulega żadnym wątpliwościom, że R* chce zostać najlepszą firma deweloperską na całym świecie, a jej włodarze chcą przebijać kolejne granice zarówno fotorealizmu jak i immersji jaką odczuwamy podczas zabawy. Obecnie brytyjski gigant ma aż dwie kury znoszące duże złote jaja, co daje im jeszcze większe bezpieczeństwo finansowe oraz jeszcze więcej pieniędzy na absurdalnie wręcz dokładne tworzenie następnych tytułów.

Szkoda tylko, że zanim ujrzymy GTA 6, Max Payne 4, Bully 2 czy nawet L.A. Noire 2, minie jeszcze kilka lat - w końcu perfekcja sama się nie przygotuje. Ale będąc szczerym, czy naprawdę tego potrzebujemy? Czy nie byłoby lepiej gdybyśmy mogli otrzymać jeden wielki tytuł chociażby co 3 lata, a nie co 5? Z tymi przemyśleniami zostawiam już was sam na sam.

cropper