Kącik Filmowy: Recenzje

Kącik Filmowy: Recenzje

Łukasz Kucharski | 15.04.2014, 19:18

Seria dziwnych zbiegów okoliczności sprawiła, że miałem okazję obejrzeć tylko jeden film, ale za to jaki! Od dłuższego czasu nie byłem tak pozytywnie zaskoczony i tuszę, że Wy również podzielicie moje odczucia. A wywołał je Snowpiercer: Arka przyszłości. Zapraszam!

Krótki werdykt

 

Snowpiercer: Arka przyszłości / Snowpiercer (2014)

 

 

Reżyseria: Joon-ho Bong, Scenariusz: Joon-ho Bong, Kelly Masterson, Produkcja: USA, Korea Południowa, Czechy, Francja, Czas trwania: 126 minut, Obsada: Chris Evans, John Hurt, Tilda Swinton, Jamie Bell

 

Ostatnia zima nie należała do srogich. Trochę śniegu, trochę lodu i mrozu. A w porównaniu z tym co prezentuje anglojęzyczny debiut Joon-ho Bong (The Host: Potwór) mieliśmy szczęście i to duuuuuże. Pamiętacie film Pojutrze? Katastroficzna wizja ukazywała jak Ziemię opanowuje kolejne zlodowacenie, ginie mnóstwo ludzi, ojciec i syn próbują się odnaleźć, a amerykańska flaga powiewa na sam koniec (brakowało tylko hymnu USA). Wyobraźcie sobie, że cała ta sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Wieczną zimę wywołują ludzie, ponieważ w obliczu globalnego ocieplenia próbują rozpylić magiczny proszek, który miał obniżyć temperaturę naszej planety. Jak zwykle coś poszło nie tak i ludzkość została przetrzebiona niczym koszyk z promocjami. Ostatni homo sapiens skryli się w pociągu, napędzanym supernowoczesnym silnikiem, stworzonym przez wizjonera wyprzedzającego swoje czasy. W pędzącym po torach pojeździe lądujemy siedemnaście lat później, w roku 2031. A teraz mały eksperyment myślowy. Co otrzymamy po wtłoczeniu najbardziej agresywnego, pazernego i wrednego gatunku na Ziemi do ciasnych pomieszczeń na nieograniczony czas? …...... Tak, macie rację – rzeźnię, następująco w kilkuletnich odstępach. Identycznie jak w starym świecie, na pokładzie niemal automatycznie nastąpił podział na klasy. Na samym końcu znajdują się osoby żyjące w najgorszych warunkach, a na początku wspaniały dobroczyńca pławiący się w luksusie. Siłą rzeczy wskutek prześladowań, wyzysku i zwyczajnego głodu (w klasie „ekonomicznej” podawane są batony proteinowe z...lepiej zobaczyć samemu) ludzie aktywują w sobie tryb buntu. Tym sposobem, arka przyszłości zyskała zestaw legend o poprzednich powstaniach, które oczywiście nie odniosły sukcesu. A ten kto kontroluje lokomotywę rządzi resztą, więc kolejne mobilizacje są tylko kwestią czasu.

Grupa wymęczonych bohaterów, pod wodzą Kapitana Chrisa Ameryki Evansa, rusza więc w korytarzową podróż przypominającą grę wideo. Rebelianci przebijają się przez kolejne wagony, z których każdy pełni inną funkcję i utrzymany jest w innej stylistyce. W trudnym zadaniu pomaga im spec od zabezpieczeń, który tworzył grodzie oddzielające wagony, ale przy okazji jest uzależniony od przyszłościowego narkotyku. Walka będzie oczywiście krwawa i nie obejdzie się bez licznych ofiar, ale wiele tajemnic zostanie ujawnionych. Dzieło Joon-ho Bonga może wydawać się traktatem o despotyzmie czy tyranii, ale dla mnie jest raczej opowieścią o niezmiennej ludzkiej naturze. Zakładam, że względny pokój trwał jakieś dwie minuty po zlodowaceniu, a potem zaczęliśmy znów być sobą – przedfinałowa opowieść Curtisa zdaje się to potwierdzać. Tutaj nie ma miejsce na piękno. Mobilny świat jest brutalny i przetrwają najsilniejsi lub najsilniejsze. Całe szczęście, że zdecydowano się na zróżnicowane etnicznie postacie, bo nie zdzierżyłbym samych białasków. Nasz główny protagonista z każdym krokiem rozwija skrzydła i odsłania swe skomplikowane oblicze. Chris Evans na szczęście nie powiela schematu superbohaterskiego, tylko tworzy nową postać. Brawa za odwagę spróbowania czegoś innego. Jego dokonania bledną jednak wobec kunsztu i charakteryzacji Tildy Swinton jako szurniętej rzeczniczki tych równiejszych pasażerów. A także, tajemniczego maszynisty – Wilforda – który pokazuje co znaczy świetny aktor, na właściwym miejscu, lecz kto nim jest nie chcę zdradzać.

Nie dajcie się oszukać zwiastunom. Hipnotyczny, biały świat poza arką zobaczycie tylko kilka razy. Wykonano go przyzwoicie i nie razi w oczy. Najważniejsze są jednak  wydarzenia wewnątrz metalowego pocisku. A tam czeka na Was wizualny spektakl, który co i rusz zachwyca pomysłami na ujęcia. W dodatku jest uzupełniony przez intrygującą fabułę, która ma słabsze momenty, lecz skłania do myślenia i kombinowania co Ci scenarzyści wymyślili. Kto czytał komiksowy oryginał, ten wie. Nie miałem styczności z francuskojęzycznym, obrazkowym Le Transperceneige, ale mam zamiar zapoznać się z wydaniem angielskim udostępnionym przez Titan Comics. Zastrzeżenie mam jedynie do muzyki, która niczym nie wybija się i kompletnie nie zapada w pamięć oraz pewnych drobnych elementów, które mogły zostać trochę jaśniej wytłumaczone. Pomijają te drobiazgi, Snowpiercer stanowi świetny kawałek kina gatunku i całe szczęście, że powstał. Zdarza się, że dzieło potrafi zaskoczyć widza w ogromnie pozytywny sposób - to właśnie taki film. Spodziewałem się kolejnej produkcji z ładną oprawą, ale bez głębi. Bez tego magicznego czynnika, który powoduje, że tytuł z czystym sumieniem polecamy rodzinie, przyjaciołom i znajomym gustującym w tego typu klimatach. Nawet końcówka wypada wiarygodnie i można odbierać ją dwojako – albo jako nowy początek lub definitywny koniec ludzkości. Skłaniam się ku drugiej opcji, ponieważ lepiej pasuje do całościowego przesłania Arki przyszłości, które jest mroczne, wredne i...realne.

Werdykt: 8.5/10


###

 

Fani w akcji


Przedświąteczna porcja fanowskiej twórczości przynosi nam starcie Kapitana Ameryki z Master Chief'em, alternatywną wizję The Last of Us, powrót bohatera w Super Smash Wars 3, realistycznego Mario od Pete'a Holmesa, Ryu z krwi i kości oraz zwiastun do animowanego Thorgala.

 






 

###

 

W tym tygodniu to wszystko. Do przeczytania!

cropper