Piotrek Kamiński Piotrek Kamiński 10.03.2021
WandaVision (2021) – recenzja serialu [Disney]. 5 etapów żałoby
2310V

WandaVision (2021) – recenzja serialu [Disney]. 5 etapów żałoby

Pierwszy serial wchodzący w skład Marvel Cinematic Universe dobiegł końca. Część fanów obiecywała sobie, że wraz z jego finałem świat kina superbohaterskiego przepoczwarzy się w nową, lepszą formę. Czy faktycznie tak się stało? Będzie trochę spoilerowo w zakresie poruszanej tematyki.

Elisabeth Kubler-Ross w swojej książce, "O śmierci i umieraniu" (1969) zaproponowała model radzenia sobie z traumatycznymi doświadczeniami rozpisany na pięć etapów: zaprzeczenie, gniew, negocjacje, depresja i, w końcu, akceptacja. Słuszność jej teorii omawiana jest po dziś dzień, lecz nie da się ukryć, że jest to model popularny i przynajmniej częściowo trafny. Książkę Kubler-Ross przetłumaczono na ponad 40 języków, nie dziwota więc, że z przedstawionego weń modelu wielokrotnie korzystała i popkultura.

W latach osiemdziesiątych dzieci Marge i Homera Simpsonów patrzyli jak rozpada się ich rodzina, przechodząc po kolei przez wszystkie pięć etapów. Później sam Homer zrobił to samo w rekordowo krótkim czasie. Według jednej interpretacji, głowni bohaterowie "Avengers: Koniec Gry" reprezentują kolejne stadia modelu. Idąc za ciosem, Kevin Feige postanowił poświęcić tematowi cały serial. Tak oto dostaliśmy zamkniętą historię przedstawioną w dziewięciu odcinkach "WandaVision".

WandaVision (2021) – recenzja serialu [Disney]. Bezpieczna prostota sitcomu

Dwa miesiące temu na portal zawitała opinia o pierwszych odcinkach serialu, z której można było dowiedzieć się, że Wanda i Vision żyją w latach pięćdziesiątych w Westview, niewielkiej miejscowości na wschodnim wybrzeżu. A już w kolejnym odcinku w latach sześćdziesiątych, później w siedemdziesiątych, aż do względnie dzisiejszych. Osoby zaznajomione z resztą MCU od początku wiedziały, że nie oglądają prawdziwych wydarzeń, przynajmniej w standardowym tego słowa znaczeniu. Raz, że Wanda urodziła się pod koniec dwudziestego wieku, a Vision został zbudowany przez Ultrona i dokończony przez Tony'ego Starka, którego w latach pięćdziesiątych nie było jeszcze na świecie. No i jeszcze jeden mały fakt - Vision nie żyje. Zabity raz przez Wandę i raz przez Thanosa. Natychmiast zaczęły pojawiać się teorie, o co tu właściwie chodzi. Niektóre zaskakująco trafne.

WandaVision (2021) – recenzja serialu [Disney]

Scenarzyści Marvela nie bez powodu zdecydowali się osadzić akcję (części) serialu w ramach stylistyki sitcomu. I nie chodzi mi nawet o to, że Wanda lubi oglądać stare seriale komediowe. To dodano dopiero teraz, aby umotywować formę całego projektu. Nie. Otóż tyczy się to wspomnianych wyżej pięciu etapów walki z żałobą. Ponieważ klasyczne seriale komediowe zawsze składały się z tych samych, znajomych - a więc bezpiecznych - elementów. Spokojny początek, wezwanie do przygody, "shenanigans" (z angielskiego: błazenada, wybryki), rozwiązanie, powrót do statusu quo. Tak więc forma jaką przyjęło życie Wandy i Visiona to nic innego jak pierwszy etap modelu Kubler-Ross. Kolejne etapy również znajdują swoje odzwierciedlenie w następnych odcinkach, ale o tym każdy już musi przekonać się sam.

Konstrukcyjnie więc można w miarę świadomie domyślać się do jakiego finału zmierza opowiadana historia. Nie jest to oczywiście, aż tak proste, ale pozostawia jednak pewien niedosyt. Raz, że widz szykuje się już na to, co zobaczy - co samo w sobie jest genialne, ponieważ niejako sam dochodzi do ostatniej fazy: akceptacji - dwa, że serial zdaje się sugerować kilka potencjalnie istotnych wątków, aby ostatecznie je zignorować. Nie oznacza to, że zakończenie nie daje satysfakcji, bo jak najbardziej daje. Jest logicznym, spójnym finałem tej opowieści. Problem w tym, że mogło być czymś znacznie więcej. Zapomnij o połączeniu ze światem Foxa, zapomnij o wielkim źle czyhającym na bohaterów tuż za rogiem , tajemniczych postaciach i zgadywaniu ich tożsamości. Na wszystko to wciąż trzeba czekać.

WandaVision (2021) – recenzja serialu [Disney]. Co to za czary?!

Nie jest żadną tajemnicą, że jeśli chodzi o casting, Marvel w 90% przypadków wie, co robi. Najmłodsza z sióstr Olsen wzięła rolę Wandy i uczyniła ją swoją. Nie jest to może ta sama postać, co na kartach komiksów, ale, z drugiej strony, kto w MCU może coś takiego o sobie powiedzieć? To nie są dokładne kopie papierowych oryginałów, ale zaadaptowane na potrzeby dzisiejszego odbiorcy, alternatywne wersje tych postaci. Wanda od swojego debiutu była bardzo rozchwianą emocjonalnie postacią, a z biegiem czasu rozchwianie to tylko się pogłębiło. Vision to zasadniczo lekko uczłowieczony android, ale tutaj zdarzają mu się i bardzo ludzkie zachowania.

Być może nie do końca pasuje to do charakteru i przeszłości postaci, lecz biorąc pod uwagę charakter serialu, można mu to wybaczyć, czy nawet zrozumieć i polubić. Z innych ważnych postaci widzowi przyjdzie oglądać Monikę Rambeau - córkę przyjaciółki Carol Danvers z filmu "Kapitan Marvel", znanego z "Ant-Mana" agenta Woo, lekko irytującą Darcy Lewis z "Thora" i kilka dotąd nieprzedstawianych na ekranie postaci z sąsiadką Wandy, Agnes oraz szefem S.W.O.R.D., Tylerem Haywardem na czele. Właściwie cała obsada spisuje się świetnie i nie sposób się do nich o coś przyczepić. Przynajmniej z tych wymienionych wyżej, ponieważ dwóch dziecięcych aktorów, którzy w dalszej części sezonu grają niemałą rolę, mogłoby zostać dobranych odrobinę lepiej.

Na uwagę zasługują również i efekty specjalne, zwłaszcza fakt, że zależnie od epoki, w której rozgrywa się konkretny odcinek, nie przekraczają one tego, co w tamtych latach dało się osiągnąć. Tak więc w pierwszym odcinku są to głównie sznurki, lustra i duża umowność, a już w latach dziewięćdziesiątych proste, niespecjalnie ambitne CGI. Oczywiście sceny rozgrywające się w czasach obecnych stoją na poziomie nieodbiegającym od tego, do którego przyzwyczaiły widzów pełnometrażowe filmy. Budżet całego serialu wynosił około 200 milionów dolarów i to widać.

Być może "WandaVision" nie okaże się być motorem zmian w lekko już skostniałym świecie filmów o superbohaterach, ale to wciąż bardzo dobrze napisana historia, pełna humoru, uczuć i tajemnic, których odkrywanie daje frajdę aż do ostatniego odcinka... który postanawia zepsuć widzowi frajdę wywalając połowę jego teorii przez okno. Wizualnie jest to najwyższa półka, co nie powinno nikogo dziwić, lecz nie samymi wizualiami człowiek żyje. W kwestii zawartości serial zrobił dokładnie to, co zrobić zamierzał, lecz, niestety, niewiele więcej. To tylko i aż mądrze pomyślana historia o żałobie. Zgrabnie rozwija i nadaje głębi postaci Wandy, poszerza delikatnie świat przedstawiony i dla fanów powinna być satysfakcjonująca. Czy dla innych też? Ciężko powiedzieć, zwłaszcza samemu będąc fanem.

Tagi: Disney disney+ Marvel MCU recenzja recenzja serialu serial Vision Wanda Maximoff WandaVision

WandaVision (2021) – recenzja, opinie o serialu [Disney].
  • + Walory produkcyjne na najwyższym poziomie;
  • + Niebanalna tematyka;
  • + Niezły humor;
  • + Przemyślana historia
  • - Kilka poucinanych wątków;
  • - Trochę niewykorzystany potencjał
8.0
Piotrek Kamiński
Piotrek Kamiński "WandaVision" nie zmienia w żaden diametralny sposób świata filmów o superbohaterach, ale jest bardzo solidną propozycją dla wszystkich fanów MCU. Komedia miesza się z dramatem, akcją i paroma innymi gatunkami dając ostatecznie piękny, szkarłatny kolor, któremu brakuje jednak trochę blasku.