Disney+ z nowym filmem science-fiction. Ta premiera może być dobrą opcją na weekend?
Disney kolejny raz wykorzystuje sytuację i oferuje na koniec tygodnia potencjalnie ciekawy film… choć pierwsze recenzje nie zwiastują wielkiego hitu.
Disney dosłownie na sam koniec miesiąca dorzuca jeszcze jedną nowość do katalogu. Tym razem mowa o filmie science-fiction, za który w roli reżysera odpowiada Andrew Stanton - twórca takich hitów jak „Gdzie jest Nemo”, „Wall-E” czy współreżyser zmierzającego na wielki ekran „Toy Story 5”. Nazwisko robi wrażenie, więc wielu widzów z miejsca może zainteresować się nową produkcją.
Tym razem jednak Disney obrał inną drogę dystrybucji. „W oka mgnieniu” nie trafiło do kin - film od razu debiutuje w ramach Disney+ oraz Hulu. To typowy „streamingowy projekt”, który ma umilić widzom weekend i jednocześnie sprawdzić, jak dużą publiczność przyciągnie spokojniejsze, bardziej filozoficzne science-fiction.
„W oka mgnieniu” opowiada trzy przeplatające się linie czasowe, które rozgrywają się na przestrzeni tysięcy lat i dotykają tematów nadziei, więzi oraz cyklu życia. Obserwujemy neandertalską rodzinę zmuszoną do opuszczenia domu i walki o przetrwanie z wykorzystaniem prymitywnych narzędzi. W teraźniejszości poznajemy Claire (Rashida Jones), ambitną antropolożkę badającą pradawne szczątki proto-ludzi, która wchodzi w relację z innym studentem, Gregiem (Daveed Diggs). Z kolei w przyszłości, na pokładzie statku kosmicznego zmierzającego na odległą planetę, Coakley (Kate McKinnon) i zaawansowana sztuczna inteligencja starają się uporać z chorobą niszczącą rośliny produkujące tlen. Przeplatanie tych historii ma tworzyć poetycką opowieść o miłości, stracie, śmiertelności i potrzebie połączenia – z innymi ludźmi, naturą i technologią – bez względu na epokę.
Pierwsze recenzje „W oka mgnieniu” nie wyglądają jednak zbyt optymistycznie - film może pochwalić się na razie zaledwie 16% pozytywnych ocen, więc o „nowym klasyku” raczej nie ma mowy. Jeśli jednak lubicie spokojniejsze, bardziej kontemplacyjne science-fiction i nie macie większych planów na weekend, to ta premiera może okazać się ciekawą opcją „na spróbowanie”.

REKLAMA: Seria „Krzyk” od zawsze była rozmową z widzem - o horrorze, o regułach gatunku i o tym, co dzieje się, gdy zaczynamy je znać zbyt dobrze. „Krzyk 7” wraca do tej gry, proponując nowy rozdział i nową perspektywę, która najlepiej wybrzmiewa na dużym ekranie.
To film dla tych, którzy pamiętają poprzednie części, ale nie oczekują prostych powtórek. Świadomy swojej historii, a jednocześnie gotowy ją podważyć. Seans, który warto zobaczyć wcześnie - zanim dyskusje i spoilery przejmą narrację.
I uwaga, po raz pierwszy będziecie mogli obejrzeć Ghostface’a w formacie IMAX! Premiera już w ten weekend - nie czekaj, kup bilet!