52% seriali to produkcje lokalne. Netflix zmienia kurs
Rok 2025 zapisał się w historii Netflixa jako moment symbolicznego przełomu. Po raz pierwszy od początku istnienia serwisu, oryginalne produkcje w języku angielskim przestały stanowić większość oferty.
Według najnowszego raportu Ampere Analysis, aż 52% premierowych seriali stanowiły tytuły nieanglojęzyczne (wzrost z 48% rok wcześniej). To dowód na to, że obecna strategia przynosi określone rezultaty i stanowi fundament ekspansji platformy.
Motorem napędowym tej zmiany jest Azja, a w szczególności Korea Południowa. Udział koreańskich produkcji oryginalnych w bibliotece wzrósł skokowo z 12% do 18%, napędzany niesłabnącą popularnością marek takich jak Squid Game czy nowych formatów - programy TV. Analitycy przewidują, że ten trend utrzyma się w 2026 roku, cementując pozycję Seulu jako jednego z najważniejszych ośrodków produkcyjnych dla amerykańskiego giganta.
Na Starym Kontynencie i w Ameryce Łacińskiej niepodzielnie króluje język hiszpański, odpowiadający za 21% nieanglojęzycznej oferty. Tu jednak zaszła ciekawa ewolucja gatunkowa - o ile thrillery i kryminały wciąż są wizytówką regionu, to coraz większy kawałek tortu (wzrost do drugiego miejsca) zajmują komedie. Z kolei w Japonii Netflix przyjął inną taktykę i zamiast produkować własne seriale fabularne (tylko 4 premiery), skupił się na wykupywaniu licencji, gdzie aż 67% stanowiły tytuły anime.
Przekroczenie progu 50% to sygnał, że lokalne hity - jak francuskie czy niemieckie produkcje - przynoszą wymierne zwroty z inwestycji. Jest jednak pewien haczyk. Choć pod względem liczby tytułów język angielski jest w mniejszości, to wciąż produkcje z USA i UK pochłaniają lwią część budżetu firmy. Netflix produkuje więc „więcej” na świecie, ale „drożej” u siebie. Mimo to, kierunek jest jasny - przyszłość streamingu nie mówi już tylko w jednym języku.