Blog Mendrka

Your hejt daily bonus: +15 %

Mendrek Mendrek 28.07.2014, 19:50
Mendrkownia vol. 4: "Master Chief, czyli kto?"
1188V

Mendrkownia vol. 4: "Master Chief, czyli kto?"

Niewątpliwie Master Chief, stał się jedną z ikon naszej branży. Zespolony nieodłącznie ze swoim power armorem, tak samo jak z serią Halo, dla wielu jest on również ikoną Xboxa. Jest też na swój sposób postacią niezwykłą - i nie do wszystkich ona trafia. Ja (stety/niestety) należę do tej grupy, a ten tekst ma wyjaśnić czemu.

Master Chief jest dla mnie postacią skierowaną typowo na rynek amerykański. To taka postać w stylu "american heroic". Charakterystyczny to styl, gdyż bohaterowie są bardziej symbolami, niż osobami. W ich historiach liczą się przede wszystkim czyny, szczere i proste idee które za tym stoją, i to co owi bohaterowie sobą prezentują (m.in. odbija się to na ich wyglądzie). Często przejawia się w tym nurcie czerń i biel, i niewątpliwie ów nurt ma swoje podstawy w genezie komiksów. Dlatego nikomu nie przeszkadza to, że Master Chief nie ma twarzy. Amerykanie zresztą lubią tych co twarzy nie mają. Batman, Spider-man, Kapitan Ameryka - komiksy tętnią zamaskowanymi postaciami pierwszoplanowymi. Ktoś powie - ale przecież te postacie mają twarz: Petera Parkera, Bruce'a Wayne'a czy Stevena Rogersa. Owszem, ale jakby się głębiej im przyjrzeć, to nie są oni odwzorowaniem ich zamaskowanych tożsamości. Raczej są ich alter-ego, i nierzadko zaprzeczają wizerunkom superbohaterów. Czy Ameryka kocha więc Petera Parkera? Nie, Ameryka kocha Spider-mana. Tego gościa, którym Peter się staje gdy zajdzie potrzeba. Wtedy wszelka osobowość odchodzi na dalszy plan i wyłania się postać wyidealizowana.

I tu dochodzimy do przypadku Master Chiefa, który jest esencją takiej postaci, pozbawionej swojego ludzkiego, przeciętnego alter-ego. Master Chief zawsze jest superbohaterem, i wali krasnalom headshoty nawet jak siedzi na klopie :) Ok, dość żartów. Mam na myśli to, że gdyby zdjął swoją zbroję, przestałby być Master Chiefem. Wyszłaby jego ludzka natura, zapewne jakiegoś żołdaka o imieniu John. I co gorsza, on nie mógłby jej udawać, jak to robią superbohaterowie DC czy Marvela. I jakby wtedy poczuł się amerykański gracz, dla którego MC to ciągły, nieprzerwany symbol walki, odzwierciedlenie nadziei ludzkości? Czy chciałby oglądać swojego idola siedzącego z piwem na kanapie czy flirtującego ze stażystkami pod nieobecność Cortany?


I choć trochę po kryjomu 343 uchyliło rąbka tajemnicy co do wyglądu Master Chiefa, to nadal pozostaje on postacią-symbolem. To niestety ma też drugą stronę medalu. Master Chief pozbawiony twarzy i osłonięty pancerzem, w pewnym sensie jest też ograniczony w okazywaniu emocji. Niewątpliwie mowa ciała jest bardzo silnie skojarzona z wyrazami twarzy. Przecież nie wiemy, czy tak naprawdę przez całą grę MC szyderczo się z wszystkiego dookoła nie śmieje? A może jest wkurzony na całą tą szopkę? Zresztą pokazywanie twarzy protagonisty w fps-ach znane już było w czasach Wolfensteina czy Dooma, a nawet Metroid przecież też miał zamaskowaną postać i też w HUD-zie hełmu odbijała się facjata Samus Aran. Dzięki temu widzieliśmy kiedy postać coś boli, albo kiedy się cieszy, lub złości. W pewnym sensie współodczuwaliśmy tą postać. Natomiast MC nawet w cutscenkach hełmu nie zdejmuje. Jest niczym manekin, czy robot. I w jego zachowaniu też tą pewną sztywność widać. W zasadzie wcale nie mówi poza cutscenkami, a w cutscenkach mówi niewiele. Ma bliskie relacje z Cortaną, ale jednocześnie niczym superbohater nie ma czasu na bardziej intymne relacje, bo musi ciągle wykonywać jakąś misję i ratować świat. W jego zachowaniu przemawiają czyny. Bo on nie ma czasu być człowiekiem. W zasadzie trudno powiedzieć, czy nim w ogóle jest.


 

Ta właśnie owa "nieludzkość" jest czynnikiem, który powoduje we mnie awersję. Ja nie wierzę w taką idealistyczną rzeczywistość, że może być ktoś tak mono-kolorowy, a jednocześnie bezbarwny. Bardzo lubię w komiksach wątki dylematów, na które cierpią ludzkie części superbohaterów. W Halo mi tego brakuje, bo Master Chief najzwyklej w świecie nie przestaje Master Chiefem być. W dawnych wywiadach i tekstach designerów postaci, można przeczytać że chodziło o utożsamianie postaci MC-a z graczem. To gracz miał być wręcz owym MC-em. Ale przecież MC nie był graczem. Był nadal postacią o pewnych celach, o głosie i własnym otaczającym świecie. Bo pod tymi względami niczym nie różnił się od Kratosa, Drake'a, czy Samus Aran. Poza tym, czy to że postać ma twarz, charakter i historię, oznacza że już gorzej radzimy sobie z utożsamianiem, albo że wcale tego nie robimy? IMO bzdura, gramy w gry po to by się w te postacie wcielać, by się nimi poczuć. A jednocześnie pokierować ich losami zgodnie z naszą wolą, sumieniem, humorem, czy co tam jeszcze na to wpływa. Grając MC-em nie wiem kim gram tak naprawdę. Sobą? Johnem? Symbolem? Ten dysonans plus wszelkie konsekwencje fabularne i reżyserskie związane z beztwarzowością i zachowawczością charakteru protagonisty, sprawiaja że nie jestem w stanie przełknąć tego bohatera. A wy? Czy wam też przeszkadzają założenia postaci Master Chiefa? Może jednak dla was jest jednak zupełnie inaczej, i nie przeszkadza wam to co opisałem w tekście? Podzielcie się swoimi opiniami nt. tego niezwykłego jegomościa...

Tagi: blog mendrka Halo master chief Mendrkownia

Oceń notkę
+ +9 -

Oceń profil
+ +2 -
Mendrek
Ranking: 8461 Poziom: 19
PD: 1299
REPUTACJA: 133