Insomniac Games to aktualnie najbardziej zapracowane studio SIE Worldwide Studios. Na premierę next-gena młody zespół Sony przygotował Spider-Man: Miles Morales oraz Spider-Man: Remastered, a jednocześnie pracuje nad Ratchet & Clank: Rift Apart. Jako wierny fan przygody Parkera z 2018 roku, od razu po odebraniu PS5 i przygotowaniu materiałów, które widzieliście na portalu, włączyłem grę i rozpocząłem bujanie się po Nowym Jorku. Na historię Moralesa czekałem z wypiekami na twarzy, bo jestem przekonany o jednym – ta przygoda zaprowadzi mnie do czegoś znacznie większego... A zakończenie premierowej gry z PlayStation 5 tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że najlepsze dopiero przed nami.

Spider-Man: Miles Morales przedstawia „tego drugiego Spider-Mana”

Spider-Man: Miles Morales - recenzja - na początku przygody

Akcja recenzowanego Marvel's Spider-Man: Miles Morales została umiejscowiona rok po wydarzeniach, które poznaliśmy jeszcze za czasów PlayStation 4, jednak nikt nie wymaga od nas znajomości Spider-Mana. Od początku poznajemy młodego, zaledwie 17-letniego Moralesa, który niczym jego starszy mentor musi się przekonać, że "z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność". Twórcy jednak na każdym kroku dobitnie chcą udowodnić graczom, że nowy protagonista jest tym mniej doświadczonym superbohaterem, który dopiero uczy się „fachu”.

Na początku przygody Miles nie ma nawet konkretnego stroju, a dopiero po pierwszej, nie do końca udanej, misji otrzymuje od Petera porządniejsze wdzianko. Jednak nawet wtedy, na ulicach Nowego Jorku Morales nieustannie słyszy, że jest „tym drugim”, któremu ludzie nie do końca ufają. Jak pokazać swoje superbohaterstwo i udowodnić społeczności, że młody może wiele? Sytuację ułatwia sam Parker, który wyrusza do Europy – od razu powiem, że fabuła nie jest w żaden sposób powiązana z Marvel Cinematic Universe. W historii Moralesa, Peter wyjeżdża z MJ, która otrzymała zlecenie z pracy. Poprzez najnowszą grę Insomniac Games wyraźnie odcina się od MCU, co przez pewien czas mocno mnie uwierało, pojawia się także jeden wątek, który może zaskoczyć sympatyków ostatnich filmowych perypetii Spider-Mana. Mam przeczucie, że deweloperzy wyraźnie uchylają duże drzwi, by w przyszłości zaprezentować niezwykle emocjonujący wątek.

Tym razem scenarzyści skupili się na pokazaniu, jak młody Spider-Man poznaje swoje moce, staje przed kolejnymi wyzwaniami, radzi sobie z niedogodnościami noszenia maski i wypełniania następnych zleceń, a jeszcze w tym wszystkim nie zapomniano o wątku rodzinnym czy odnoszącym się do przyjaciół. W przedstawionym Spider-Man: Miles Morales otrzymujemy wiele ciekawych elementów fabuły, które w wielu przypadkach nie są rozbudowane zgodnie z moimi oczekiwaniami, a główna historia kończy się po około 8-9 godzinach. Opowieść główna to dopiero początek, a Spider-Man może realizować serię różnorodnych zadań pobocznych, jednak nie zadziwię Was śmiałym stwierdzeniem, że recenzowana przygoda kończy się o kilka godzin za wcześnie. W pewnym momencie miałem wrażenie, że deweloperzy zdecydowanie przyspieszają akcję, by zakończyć wydarzenia – nie pomaga nawet mozolne zmuszanie do kilku pobocznych misji, które musimy wykonać w trakcie głównego wątku.

W Spider-Man: Miles Morales nie brakuje prawdziwej epickości

Spider-Man: Miles Morales - recenzja - bujanie się po mieście

Spider-Man: Miles Morales scenariusz jest w zasadzie dość zaskakujący, ale nie ze względu na przebieg wydarzeń, a ich realizację – przez długą część gry Insomniac Games nie stawia przed nami prawdziwego antagonisty. Nawet pod koniec przygody miałem wrażenie, że Miles mierzy się bardziej z własnymi słabościami niż wielkim przeciwnikiem, którego moglibyśmy oczekiwać w produkcji tego typu. Jest to w zasadzie bardzo wyważone wprowadzenie w świat młodego Spider-Mana, który wciąż nie do końca rozumie własną moc, niekoniecznie biegle włada posiadanymi umiejętnościami, a nie brakuje również scen, gdy brakuje mu rozwagi.

To nie jest tak, że pozycji Insomniac Games można odmówić epickich momentów, lecz spoglądając na oponentów, deweloperzy wciąż przygotowują sympatyków uniwersum na największą bombę. Gra posiada też ogromną zaletę: główny wątek można dosłownie połknąć za jednym razem. Historia jest na tyle interesująca, choć czasami przewidywalna, to jednak byłem bardzo ciekaw, jak to wszystko się zakończy.... I całą przygodę poznałem za dwoma posiedzeniami. Świetnie prezentuje się również zakończenie, które nie tylko kontynuuje wątek z zakończenia Spider-Mana, ale również pozwala wierzyć, że Miles powróci.

W zasadzie nie trudno mi w zasadzie wyobrazić sobie sytuację, w której Insomniac Games systematycznie oferuje przygody Parkera oraz Moralesa – choć akcja dzieje się w tym samym mieście i dwukrotnie kontrolujemy Spider-Mana, to jednak obie gry otrzymały znaczące różnice, które czuć szczególnie w rozgrywce.

W Spider-Man: Miles Morales poznajemy nowego Człowieka-Pająka

Spider-Man: Miles Morales - recenzja - walka i elektryczność

Insomniac Games stanęło przed trudnym zadaniem: Sony nie ma do dyspozycji wszystkich superbohaterów, ale japoński producent również planuje tworzyć własne uniwersum. Deweloperzy mając w pewien sposób ograniczony zakres postaci, zadbali o stosowne różnice w rozgrywce. W trakcie poznawania Spider-Man: Miles Morales czułem, że gram w swoisty spin-off Spider-Mana, jednak bardzo podobało mi się, jak twórcy nie tylko w samej fabule, ale również poprzez gameplay dodali kilku charakterystycznych cech i stylu protagoniście.

Miles już na początku historii odkrywa, że nie tylko może biegać po ścianach, ale obdarzony został mocą elektryczności – atak jadu przydaje się podczas eliminowania wrogów i znacznie wpływa na sferę wizualną pojedynków. Teraz nie tylko unieszkodliwimy przeciwników dynamicznymi atakami, sprawnie doskakując dzięki pajęczynie, bowiem podczas największego zagrożenia odpalamy elektryczność i dosłownie obserwujemy, jak przeciwnicy przelatują na drugą stronę areny. To jednak nie koniec, ponieważ wraz z biegiem czasu Morales uczy się znikać – zdolność przydaje się szczególnie pod koniec gry, gdy mamy okazję wpaść na znacznie większą arenę, gdzie znajduje się nawet kilkunastu rywali. Wtedy młody Spider-Man dynamicznie skacze po ścianach, razi prądem swoich przeciwników lub knebluje ich pajęczyną.

Spider-Man za obijanie przeciwników lub realizowanie misji otrzymuje punkty doświadczenia, dzięki którym może rozwijać trzy drzewka umiejętności – deweloperzy z Insomniac Games oferują umiejętności bojowe, zdolności jadu oraz związane z kamuflażem. Wszystkich skilli jest 24, ale trzy odblokujecie dopiero w Nowej Grze+. Dodatkowo, w trakcie przemierzania świata znajdziemy kilkanaście wyzwań, dzięki którym uzyskamy dostęp do kolejnych 9 biegłości. Swoisty progres odczuwa się wyśmienicie, bowiem wraz z nabywaniem umiejętności przez Moralesa dobitnie czuje się jego zwiększającą siłę – szczerze mówiąc uwielbiam to uczucie, gdy bohater na przestrzeni całej historii staje się znacznie potężniejszy.

Spider-Man: Miles Morales to także gadżety i zróżnicowane misje

Spider-Man: Miles Morales - recenzja - Miles z przyajcielem

Czego nie mogło zabraknąć w recenzowanym Spider-Man: Miles Morales? Oczywiście kostiumów. Insomniac Games przygotowało 19 strojów, których odblokowanie wymaga zawsze czegoś więcej niż tylko poznania fabuły. W niektórych przypadkach trzeba zgromadzić żetony aktywności oraz części, a zdobycie innych wdzianek wymaga ukończenia specjalnych wyzwań lub realizacji wskazanych zadań. W samych fatałaszkach możemy również zadbać o modyfikacje wizjera oraz kostiumu – dzięki temu poprawiamy naszą mobilność, ataki, skanowanie wrogów lub wpłyniemy na moc jadu.

Miles, podobnie jak Peter Parker, jest gadżeciarzem, więc podczas przygody skorzystamy ze sprzętu, spośród którego możemy wyróżnić sieci, holodrony, zdalne miny lub studnie grawitacyjne. Pojedynki, gdzie zazwyczaj ukrywałem się na suficie, a wcześniej rozstawiłem miny i miałem możliwość obserwowania show, w którym holodrony grały główną rolę, a ja jedynie eliminowałem wrogów z ukrycia, sprawiały mi największą frajdę. Opcji na rozwiązanie starć jest tym razem naprawdę sporo... Ale musicie wiedzieć, że wszystkie ulepszenia strojów lub gadżetów kosztują – w grze musimy zbierać żetony aktywności lub części.

Cała mapa w Spider-Man: Miles Morales została podzielona na dziewięć dzielnic, w których rozrzucone zostały zróżnicowane misje. Możemy szukać kapsuł czasu, skrytek, eliminować przeciwników w laboratoriach, uczestniczyć w pełnoprawnych zadaniach pobocznych lub zająć się próbkami dźwiękowymi. Ta ostatnia aktywność znakomicie została wpleciona w fabułę i wiąże się z genezą głównego bohatera. Miles musi w niektórych miejscach odszukać odpowiedniego dźwięku – otrzymuje on kawałek nagrania, który został stworzony w terenie, a naszym zadaniem jest znalezienie obiektu generującego odgłos. Po zakończeniu głównego wątku możemy bez problemu kontynuować rozgrywkę udając się na różne wyzwania, jednak włączycie także Nową Grę+, w której ponownie otrzymacie szansę poznania głównego wątku, tym razem z odblokowanymi zdolnościami.

Spider-Man: Miles Morales na PlayStation 5 – na co możemy liczyć?

Spider-Man: Miles Morales - recenzja - strój z filmu Spider Man Uniwersum

Spider-Man: Miles Morales to jedna z produkcji zapowiedzianych początkowo wyłącznie na PlayStation 5, ale w międzyczasie ogłoszonych także dla posiadaczy PS4. Ja miałem okazje poznać całą opowieść na next-genie i mogę wspomnieć o kilku detalach oferowanych przez PS5. Włączenie gry z menu głównego konsoli trwa dokładnie 11,6 sekundy, a po tym czasie widzimy Moralesa znajdującego się w metrze – jest to główny ekran gry. Gdy wybierzemy save i będziemy kontynuować rozgrywkę, akcja rozpocznie się dokładnie po kolejnych 2,3 sekundach. W zasadzie nie czekamy na rozgrywkę, co robi ogromne wrażenie – podobnych czasów wczytywania doświadczamy w momencie, gdy umieramy lub chcemy przełączyć tryb grafiki.

W recenzowanym Spider-Man: Miles Morales autorzy zaoferowali dwa graficzne warianty: „Wierność odtwarzania obrazu” (do 4K + 30 fps + ray tracing + ulepszone oświetlenie + efekty) lub „Wydajność” (do 4K + 60 fps). Początkowo sądziłem, że będę głównie ogrywał produkcję z wyższą liczbą klatek na sekundę, ale nie będę ukrywał, że odbicia na budynkach czy też ulicach mnie dosłownie oczarowały. Podczas bujania się po mieście gra prezentuje się bardzo dobrze, ale doceniałem również momenty, kiedy Miles przechadzał się chodnikiem, a moim oczom ukazywały się efektowne kolory i odbicia – tytuł odznacza się niesamowitą jakością, gdy mamy okazję obserwować bohaterów z bliska. Twórcy dopracowali włosy, na skórze dostrzeżecie pot, a kostiumy Spider-Manów prezentują się niezwykle efektownie.

Ogólnie produkcja nabiera wyrazu, gdy na ekranie pojawiają się najróżniejsze neony lub wyraźnie zaakcentowane światła – mam wrażenie, że to między innymi z tego powodu jedna z wrogich frakcji korzysta z futurystycznych, świecących broni, które znakomicie prezentują zalążek możliwości nowej generacji. Pod względem wizualnym Spider-Man: Miles Morales pokazuje pazur, a musimy pamiętać, że to początek nowej generacji.

Spider-Man: Miles Morales oferuje przyjemną wolność

Spider-Man: Miles Morales - recenzja - pokaz miasta i Spider-Cat

Miles Morales nie jest Peterem Parkerem, co Insomniac Games zaakcentowało nawet w samym poruszaniu się bohatera. Ponownie podróżowanie po mieście jest błogą przyjemnością, a podczas rozgrywki łatwo dostrzeżecie wszystkie momenty, podczas których nowy Spider-Man korzysta z własnych animacji. Twórcy puszczają oczko do fanów oscarowego „Spider-Man Uniwersum” i zapewnili kilka ruchów, które dobrze będą kojarzyć sympatycy tej animacji. W dodatku młodszy Człowiek-Pająk podczas przemierzania miasta wykonuje różne tricki pasujące do koncepcji tej postaci.

Oczywiście musicie zdawać sobie sprawę, że recenzowany Spider-Man: Miles Morales jest pod wieloma względami bardzo podobny do Spider-Mana – Insomniac Games na każdym kroku akcentuje indywidualną stronę postaci, ale rodowodu protagonisty nie da się oszukać. Tutaj jest pająk, tam jest pająk, więc jeśli odbiliście się od historii z 2018 roku, to w tegorocznej premierze nie doświadczycie wyjątkowego powiewu świeżości. Działa to jednak w drugą stronę: jeśli zakochaliście się w przygodzie Parkera, będziecie bardzo dobrze bawić się w szatach Milesa.

W zasadzie cały tytuł działa znacznie płynniej względem poprzednika. Insomniac Games wyraźnie dopracowało animacje, a eksploracja świata ponownie jest dużą przyjemnością. Deweloperzy poszerzyli także pole widzenia, co przyczynia się do lepszego obserwowania miasta, a dodatkowo nie zapomniano o wykorzystaniu funkcji kontrolera DualSense. Dzięki haptycznym wibracjom efekt rozchodzącej się elektryczność Moralesa podkręca doznania, a z głośnika cały czas słyszymy wystrzeliwaną sieć. W przypadku tej produkcji odrobinę zabrakło mi mocniejszego wykorzystania adaptacyjnych triggerów, ale sprężenie zwrotne oferowane przez pad robi wrażenie.

Czy warto zainteresować się Spider-Man: Miles Morales?

Z Moralesem sprawa jest bardzo prosta: sympatycy Spider-Mana muszą zagrać w tę produkcje. Od początku do końca będziecie czuć, że jest to tylko i wyłącznie spin-off, ale autorzy na każdym kroku udowadniają, że mają pomysł na tego superbohatera. Szkoda, że całość kończy się te kilka godzin za szybko, bo chciałbym przeżyć z Milesem jeszcze kilka przygód... Z drugiej strony mam wrażenie, że za kilka lat ponownie spotkamy tego młodzika. Jedno jest pewne: recenzowany Spider-Man: Miles Morales zwiastuje kolejne spotkanie z Pająkami. Insomniac Games nie powiedziało ostatniego słowa.

Przeczytajcie również: