Słowem wstępu warto wyjaśnić, czym tak naprawdę jest RIDE 4, ponieważ wielu fanów gier wyścigowych mogło nawet nie słyszeć o rzeczonym IP, bowiem jej pierwsze trzy części nie były oficjalnie wydawane w naszym kraju. Najnowszy projekt Milestone, twórców, których możecie znać z licencjonowanej serii MotoGP, ponownie skupia się na zapoznaniu graczy z zabójczo szybkimi motocyklami. Co warto przede wszystkim zaznaczyć, "czwórka" oferuje zdecydowanie więcej zawartości oraz realizmu niż jej poprzednia odsłona.

Długa kariera z przejedzonymi założeniami

Ride 4 - Suzuki GSXR

Zasiadając przed telewizorem i załączając tryb kariery w recenzowanym RIDE 4, od razu przetarłem oczy ze zdziwienia, bowiem kampania fabularna dla pojedynczego gracza prezentowała się niemal identycznie, co ta w Project CARS 3 (tytułu od Slightly Mad Studios, którego miałem okazję zrecenzować pod koniec sierpnia bieżącego roku). Swoją przygodę z jednośladami rozpoczynamy mając już w swoim garażu zakupioną Yamahę R3 (warto wspomnieć, że pojazdy tegoż producenta pojawiły się w marce po raz pierwszy). Mamy tutaj do czynienia z formułą from zero to hero - wykonujemy poszczególne zadania wchodzące w skład mniejszych, mniej popularnych zawodów, aby piąć się do góry w hierarchii, zdobywać coraz to lepsze motocykle, a następnie walczyć w eventach na skalę światową.

Aktywności dzielą się na parę kategorii, m.in. próba czasowa, wyścig, przejazd po optymalnej linii toru, tudzież gonitwa. W tym pierwszym chodzi o to, aby jak najszybciej przejechać czysto okrążenie, w drugim musimy spróbować przeciąć linię mety jako pierwszy, w trzecim jesteśmy zmuszeni jeździć po optymalnej linii toru, aby zmieścić się w wyznaczonych przez twórców bramkach (jeśli tego nie zrobimy, zostanie doliczony do naszego rezultatu karny czas), a w tym ostatnim lotnie startujemy i gonimy przeciwników, aby w określonym czasie dokonać X czystych manewrów wyprzedzania, nie tracąc przy tym pozycji.

Limity toru dawały się we znaki

Ride 4 - KTM DUKE

O ile z pierwszego i trzeciej formuły jestem bardzo zadowolony, tak z tego drugiego i ostatniego już nie. I to nie dlatego, że jest to nudne, czy autorzy recenzowanego RIDE 4 zawieszają zbyt wysoko poprzeczkę, lecz przez idiotyczne, dla mnie niezrozumiałe limity toru, które, po wyjechaniu poza "mapę toru", anulują okrążenie. Brawa dla Milestone, że je wprowadzili, ale zrobili to według mnie dosyć nieudolnie, bowiem najechanie dwoma kołami na linię oddzielającą pobocze od toru już skutkuje restartem "fast lapa". Jest to dosyć nierealistyczne, ponieważ patrząc jak limity toru wykorzystują zawodowi kierowcy ultraszybkich maszyn podczas zawodów, w produkcji Włochów powinno być podobnie. Świetnym przykładem jest tutaj tor w Mugello, którego wyjazd z boksu a tor jest oddzielony specjalnym pasem. Każdy z kierowców jadąc wyścig wjeżdża na niego, a gdy my to zrobimy w rzeczonej grze, to nasze okrążenie zostanie anulowane. 

Często dochodziło do tego, że próbowałem przejechać jednego "fast lapa" nawet 10 minut, restartując przy tym minimum 8 razy dany event, co, przyznaję z ręką na sercu, zaczęło mnie denerwować do tego stopnia, że zawody z próbą czasową po prostu pomijałem albo przechodziłem częściej mając wciśnięty hamulec, aniżeli gaz, nie zdobywając potem upragnionego żetonu, doświadczenia, tudzież pieniędzy, czyli elementów przyznawanych po każdej imprezie, pozwalających następnie powiększać nasz początkowo skromny garaż. Suma summarum, kariera w recenzowanym RIDE 4 jest dosyć nijaka - pozwala ona szybko zarobić pieniądze i zdobyć potrzebne doświadczenie w celu zdobycia nowej Hondy, Suzuki itd. Nie ma tutaj jakiejkolwiek warstwy fabularnej.

Z kolei wyścigi i gonitwy to gratka dla fanów gier wyścigowych. W połączeniu z bardzo przyjemnym modelem jazdy, z którym trzeba trochę spędzić czasu, aby go zrozumieć (o nim w dalszej części recenzji), i świetnie brzmiącymi, licencjonowanymi motocyklami. Sztuczna inteligencja lubi już od pierwszych metrów walczyć, szczególnie w zakrętach wciskając nam się pomiędzy łokcie. Gorzej sytuacja wygląda na prostych, bowiem tam znacząco zwalniają, szczególnie na niższym poziomie trudności, co chyba ma za zadanie ułatwić wyścig nieobytemu w wirtualnej jeździe jednośladami - mnie to osobiście się nie spodobało, bo wygląda to niczym cheat, dzięki któremu zwycięstwa możemy odnosić z palcem w nosie. Z kolei zwiększenie poziomu trudności równa się z brakiem walki z krętych sekcjach danego toru, bowiem tam SI zaczyna odjeżdżać. 

Ależ to pięknie mruczy!

Ride 4 - wyścig

RIDE 4 wyróżnia się masą jednośladów, które widzimy na co dzień na ulicach. Mamy tutaj do czynienia chociażby z Yamahami z serii R, Hondami CBR, KTM'ami Duke, czy przysłowiowymi Gikserami od Suzuki. Ilość szczegółów jest niesamowita, a szczególnie przyglądając się motocyklom w garażu i jeżdżąc na nich po torach korzystając z perspektywy pierwszej osoby. Nawet płyn hamulcowy umieszczony blisko kokpitu w specjalnym zbiorniczku rusza się w kierunku, w którym skręcamy, a obrotomierz działa tak, jak ten pokazany na interfejsie. Plusem są także charakterystyczne brzmienia pojazdów. Fabryczna CBR-ka o pojemności 600cc niesamowicie mruczy, a wyżej wymienionego Giksera aż chce się wkręcać na obroty, bowiem jest to wręcz miód dla uszu.

Wspomnieć w recenzji warto także o torach. Ich odwzorowanie robi wrażenie, i widać na każdym kroku, że autorzy poświęcili bardzo wiele czasu na dopracowanie tegoż aspektu gry. Milestone wykorzystało najnowsze technologie skanowania prawdziwych obiektów, tak aby ich cyfrowe odpowiedniki były jak najwierniejsze rzeczywistości. Jeżdżąc po Imoli, Suzuce, Monzy, Interlagos, czy wyżej wymienionym Mugello nie zaskoczył mnie żaden dodatkowy krawężnik, wybój, nie wspominając nawet o nowych zakrętach.

RIDE 4 dla każdego?

Ride 4 - Kawasaki Ninja

Model jazdy jest przyjemny, i myślę, że opanuje go każdy zainteresowany recenzowanym RIDE 4. Włosi przygotowali trzy poziomy trudności - w tym najłatwiejszym wystarczy po prostu korzystać z linii optymalnego toru jazdy i manewrować gazem i hamulcem, w średnim musimy uważać bardziej na zdradzieckie krawężniki i pamiętać, aby nie dodawać całego gazu przy wyjściu z zakrętu, bowiem tył naszego pojazdu może nam uciec, co spowoduje kraksę. Z kolei ten ostatni jak najbardziej przypomina symulację i jest skierowany tylko dla osób, które wiedzę nt. kierowania owymi maszynami mają w jednym paluszku. Warto wspomnieć, że w opcjach pozycji możemy zrezygnować z automatycznej skrzyni biegów, tudzież wyłączyć w każdym momencie trakcję, optymalny tor jazdy, czy nawet interfejs, aby poczuć się jak zawodowy kierowca.

Milestone nie zawiodło w aspektach graficznych. Recenzowany przeze mnie tytuł prezentuje się pięknie, a co najważniejsze, jest bardzo dobrze zoptymalizowany. Nawet podczas wyścigów, kiedy to rywalizujemy z kilkudziesięcioma przeciwnikami, klatki na sekundę są stałe (produkcja chodzi w 30 FPS-ach na current-genach), Nie zauważyłem żadnych błędów, nawet tych najmniejszych, które w jakiś sposób przeszkodziłyby mi w obcowaniu z tytułem włoskich deweloperów. Technicznie RIDE 4 stoi na bardzo wysokim poziomie.

Must have dla fanów jednośladów

Ride 4 - próba czasowa

Podsumowując - z czystym sumieniu wystawiam RIDE 4 ocenę 7.5/10. Grze dałbym nawet 8.5, gdyby nie limity toru, przez które straciłem ogromną ilość czasu, a także nerwów. Produkcja jest gratką dla fanów dwukołowców, którzy, z powodu zamknięcia sezonu, chcą poszaleć swoimi "demonami prędkości" w wirtualu. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy odpicowali swojego Giksera, CBR-kę, Yamaszkę, czy KTM-a na taki motocykl, jaki stoi przykryty pokrowcem w naszym garażu. Tytułem twórców licencjonowanej serii MotoGP mogą zainteresować się także osoby niezaznajomione z wyścigami, bowiem dla nich deweloperzy przygotowali wiele udogodnień, dzięki którym jeszcze lepiej zrozumieją jednoślady.