Wrażenia na półmetku czwartego sezonu From? Mam duży problem…

Wrażenia na półmetku czwartego sezonu From? Mam duży problem…

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Bywały już w “Stamtąd” momenty, kiedy człowiek wychodził z odcinka z większą liczbą pytań niż odpowiedzi i jeszcze potrafił uznać to za zaletę. W końcu ten serial od początku żywił się niepokojem, niedopowiedzeniem i bardzo świadomym przeciąganiem liny między „zaraz coś się wyjaśni” a „właśnie zrobiło się jeszcze dziwniej”. Problem w tym, że na półmetku czwartego sezonu ta zabawa zaczyna dla mnie wchodzić w znacznie mniej wygodny etap.

I tutaj pojawia się mój duży problem. Nie z tym, że From nadal potrafi być niepokojące, bo z tym akurat radzi sobie bardzo dobrze, tylko z tym, że coraz częściej wygląda jak serial, który wyjątkowo chętnie rozstawia nowe zagadki, ale znacznie ostrożniej podchodzi do dawania widzowi realnego poczucia ruchu do przodu. A przy takim formacie to zaczyna boleć mocniej, niż powinno. Zwłaszcza że czwarty sezon od początku zapowiadał się jako moment większych odpowiedzi.

Dalsza część tekstu pod wideo

Co na plus...

Na plus na pewno zapisuję to, że czwarty sezon wreszcie daje niektórym postaciom trochę więcej miejsca, by przestały być tylko nośnikami kolejnych reakcji na dziwne rzeczy dziejące się w mieście. Najlepiej widać to tam, gdzie serial zwalnia i pozwala bohaterom naprawdę pobyć ze swoim lękiem, stratą albo narastającym poczuciem, że wszystko wymyka się spod kontroli. Nie każdemu wychodzi to równie dobrze, ale akurat tutaj czuję, że From wreszcie zaczyna lepiej rozumieć, iż sama mitologia nie wystarczy.

Drugą rzeczą, która autentycznie mnie trzyma, jest wątek podróży w czasie, a może szerzej - poruszania się po wcześniejszych wersjach historii. Julie i cały ten motyw „storywalkingu” wnoszą do serialu coś, czego mu było trzeba: poczucie, że zagadki mogą wreszcie zacząć się łączyć, a nie tylko piętrzyć. To wygląda jak narzędzie, które potencjalnie może naprawdę otworzyć tę opowieść na nowe poziomy.

No i zostaje jeszcze Gość w Żółtym, czyli chyba najlepszy nowy-stary element całego sezonu. Od początku było jasne, że to nie jest zwykły potwór do straszenia między jedną sceną a drugą. W jego obecności serial nagle łapie inny ciężar - bardziej złowrogi, bardziej konkretny i dużo mniej przypadkowy. To postać, która nie tylko podbija stawkę, ale też sprawia, że część wcześniejszego chaosu zaczyna wyglądać jak coś celowo układanego przez kogoś stojącego wyżej w tej hierarchii koszmaru… No i kim jest?! 

Co na minus

Mój największy problem jest jednak dość prosty - te odcinki za często naprawdę pchają fabułę naprzód tylko na początku i na końcu, a środek sprawia wrażenie rozciągniętego do granic wytrzymałości. Nie chcę od razu rzucać wielkich słów o fillerach, ale czasem bardzo trudno odeprzeć to wrażenie. Jakby serial doskonale wiedział, gdzie chce dojść w pierwszych i ostatnich minutach, ale po drodze nie zawsze miał równie mocny pomysł, jak wypełnić cały odcinek czymś więcej niż atmosferą, napięciem i kolejnymi rozmowami krążącymi wokół tego samego. 

Druga rzecz boli mnie chyba jeszcze bardziej, bo wraca jak zły nawyk, z którym ten serial nie potrafi się rozstać. Ci ludzie nadal kompletnie nie umieją ze sobą rozmawiać. I nie chodzi już nawet o klasyczne horrorowe „nikt nikomu nie wierzy”, tylko o zwykły brak wymiany informacji między bohaterami, którzy po tylu przejściach powinni już dawno zrozumieć, że samotne kombinowanie prawie zawsze kończy się źle.

To był problem From od dawna, ale na półmetku czwartego sezonu zaczyna męczyć dużo bardziej, bo trudno traktować to jako wiarygodny rys postaci, a nie wygodny mechanizm sztucznego przeciągania tajemnicy. Ba, nawet gdy rozmawiają, to nikt nie chce drugiej osobie wierzyć. Bo przecież ich sytuacja jest maksymalnie normalna, prawda?

I wreszcie zostaje sprawa może najmniej widowiskowa, ale też taka, którą trudno ignorować - gra aktorska części obsady po prostu bywa nierówna. Nie wszyscy wypadają źle, żeby było jasne, bo są tu osoby, które naprawdę potrafią udźwignąć ciężar tego świata. Problem w tym, że obok nich trafiają się też momenty, w których emocje brzmią dziwnie płasko, reakcje są przesadzone albo zwyczajnie nie mają tej siły, jakiej wymagałaby scena. A przy serialu, który tak mocno opiera się na napięciu, rozpadzie psychicznym i ciągłym poczuciu zagrożenia, takie pęknięcia widać wyjątkowo szybko.

Nie jest idealnie, ale czekam na kolejne odcinki

Na tym etapie From na pewno nie jest serialem, który całkowicie się rozsypał. I może właśnie dlatego ten półmetek tak mnie uwiera. Bo tutaj nadal widać potencjał. Zamiast rosnąć razem z własną mitologią, serial momentami jakby zapętlał się we własnych nawykach - zbyt ostrożny w dawkowaniu konkretów, zbyt przywiązany do niedopowiedzeń i zbyt pewny, że sama atmosfera jeszcze długo wszystko udźwignie.

Najbardziej niepokoi mnie to, że From stoi dziś dokładnie w tym miejscu, w którym seriale oparte na tajemnicy albo wchodzą na wyższy poziom, albo zaczynają po cichu tracić zaufanie widza. Nie potrzebuję, żeby nagle wyłożono wszystkie karty na stół. Potrzebuję tylko poczuć, że za tymi kartami naprawdę coś jest i że ktoś wreszcie zaczyna układać je w konkretny wzór. Bo jeśli druga połowa sezonu tego nie zrobi, to cały ten niepokój, cała dziwność i cały urok tego świata mogą już nie wystarczyć. 

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper