Mimo że produkt który otrzymujemy jest w dużym stopniu jedynie ewolucją (i to niespecjalnie szybką, co nie powinno dziwić, w końcu ewolucja trwa niezliczone eony), a nie rewolucją czekam na nowe edycje gry i jaram się niemożebnie, gdy uda mi się na nich położyć łapska. Nie będę jednak ukrywał, że po tym roku chyba się to zmieni, a upust mojemu rozczarowaniu dam w poniższej recenzji. 

(Nie) dla każdego... coś miłego

NBA 2K21 - tryb kariery

Gdy gra jest wydawana co rok i trzeba za nią zapłacić ciężko zarobione PeeLeNy gracz ma podstawy, by oczekiwać dużych zmian, takich, które usprawiedliwią wysoką cenę i sprawią, że spędzi się przy konsoli długie godziny. I w tegorocznej edycji NBA 2K zmian nie brakuje – problem w tym, że niekoniecznie są to zmiany na lepsze. Z jednej strony kto stoi w miejscu ten się cofa, a z drugiej strony nie powinno się naprawiać tego, co nie jest zepsute, w innym wypadku stajemy przed paradoksem, jaki nas zastał w przypadku tej gry.

Nie zrozumcie mnie źle – NBA 2K21 to fenomenalna symulacja koszykówki, przy której wytrwali i wytrawni gracze klasycznie spędzą setki godzin wymaksowując statystyki swojego byczka przygotowując go do bojów online, w tle słuchając Intercontinental Bajers. Gorzej, o wiele gorzej mają gracze niedzielni, casualowi, albo nawet nie – po prostu tacy, którzy nie mogą spędzić przy konsoli 20 godzin na dobę każdego dnia. Nie dość, że już na starcie są skreśleni w jakiejkolwiek walce z tymi pierwszymi, bo (bez wkładu finansowego, o czym później) nie będą w stanie nadrobić przepaści pomiędzy swoimi zawodnikami, a tymi od grindujących dzień i noc gamerów pełną gębą, to jeszcze gra jest dla nich po prostu wybitnie niewygodna i nieprzystępna.

Masz coś na twarzy... TO BYŁ BÓL!

NBA 2K21 - gameplay na PS4

Na początku wita nas przejrzyste menu, nic specjalnego, ale przecież nie spędzimy tu na tyle czasu, żeby nas to obchodziło. Gra wygląda przepięknie – to trzeba przyznać, największe gwiazdy dyscypliny są odwzorowane naprawdę doskonale. Najważniejsze jednak jest mięcho, rozgrywka i co tutaj mamy? Jak już mówiłem, doskonałe odzwierciedlenie koszykówki, symulację na naprawdę wysokim poziomie. Nie ma jednego, dla mnie kluczowego aspektu. Zabawy. NBA 2K21 wydaje się być grą stworzoną dla zawodowych graczy, grupy, która oczywiście z roku na rok rośnie w siłę i wolumen, ale według mnie nie powinno to być podstawą do zapomnienia i traktowania po macoszemu graczy, którzy po prostu chcą odpalić grę, zagrać dwa mecze i mieć z tego możliwie jak najwięcej funu. Gra jest trudna, żmudna, próg wejścia jest naprawdę wysoki, granie online mija się z celem o ile nie masz ambicji i czasu na to, żeby przemęczyć się i nauczyć się grać tak, jak gra tego oczekuje. Słowo „przemęczyć się” nie jest tu przypadkowe – tam naprawdę nie ma radości z gry. Interesuję się koszykówką całe życie, za młodziaka grałem i wiem, że taki jest ten sport – dużo przepychanek, twardej i nieustępliwej gry defensywnej, rzadko kiedy mecz wygląda jak highlightsy z NBA...

Ale jednak w momencie gdy dzieje się coś fajnego, wpada ten piękny rzut, drybling się uda – są emocje, jest radość, jest ogromna satysfakcja. W NBA 2K21 jest tego po prostu za mało, a jak już, to człowiek nie cieszy się tak jak powinien z tego wsadu czy wypracowanej otwartej trójki. To się wydaje wręcz wyzwaniem, żeby tak ekscytujący sport przedstawić w tak frustrujący sposób, ale takie są realia. Ktoś powie: „Mordo, po prostu jesteś lamus i musisz się nauczyć grać.” No niby tak. Tylko że mając przed sobą ten konkretny produkt mi się po prostu nie chce, a przecież grałem w każdą edycję rok w rok od ponad dekady. I coś mi podpowiada, że osoby, które nie mają tyle cierpliwości, pasji do koszykówki i doświadczeń z poprzednimi częściami mogą się fest sparzyć i uprzedzić od początku. I słusznie.

NBA 2K21 - Show me the money

NBA 2K21 - nowości i rzuty

Niezwykle irytującym i coraz bardziej powszechnym zjawiskiem (wiem, boomer się obudził po latach) są dodatkowe opłaty, które ultymatywnie prowadzą do fenomenu pay-to-win. Niestety w tej edycji gry widać to bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Dla twórców gry to łatwy pieniądz. Dla tych, którzy nie mają czasu lub ochoty grindować, to fajna opcja. Dla graczy, którzy po prostu chcą pograć, ale mieć poczucie jakiegoś progresu w poczynaniach ich zawodnika lub drużyny w MyTeam... totalne podcięcie skrzydeł. Odpaliłem sobie mój ulubiony tryb, ww. MyTeam i jeszcze przed rozegraniem pierwszego meczu uświadomiłem sobie, że hej, fajnie, że dają tyle setek godzin zadań do wykonania i przeszkód do pokonania, tylko, że jest to nie do przeskoczenia dla zwykłych graczy. No chyba, że opróżnią sakiewkę z denarów. 

W tym roku poziom trudności w NBA 2K21 to jest chyba w ogóle jakaś zorganizowana akcja, żeby obrzydzić ludziom wirtualną koszykówkę – to, że wpadniesz na zabijaków online to jedno, ale w trybie dla jednego gracza też nie poszalejesz. Tryb Domination w MyTeam został tak nieludzko utrudniony, że mogę sobie tylko wyobrażać jak gracze widzący obowiązkowy poziom Hall of Fame by zgarnąć to co najciekawsze zamawiają dostawę plastrów, coby mieć czym palce opatrzyć. Wyzwań jest masa, jeśli ktoś przegapi kilka to jest mocno do tyłu. Tworzy się górka, której nie sposób później ogarnąć i z czasem po prostu człowiek rezygnuje, bo nie widzi sensu gonić rywali, którzy są już lata świetlne od niego.

Nam rzucać nie kazano, czyli cegła za cegłą w NBA 2K21!

NBA 2K21 - twarze zawodników

Jedną z najważniejszych zmian w gameplayu w tym roku jest nowy sposób rzucania. Opisywany jako próba jeszcze bliższego oddania realizmu w rzucaniu do kosza jest kolejnym przyczynkiem do zwiększenia kontrastu pomiędzy zawodowymi graczami, a casualami. Trafienie do kosza nigdy nie było tak trudne – szczególnie biorąc pod uwagę, że zawodnicy mają różne animacje rzutu, tempo, etc. Dla realizmu – super, dla miodności i radości wyciąganej z NBA 2K21 – kolejny strzał w kolano. 

Na moim własnym przykładzie, po spędzeniu dłuuuugiego czasu na trenowaniu rzutów, wypracowywaniu timingu i szeroko pojętego męczyguzikowania... nie miałem już sił (czy może ochoty?) przechodzić z tym do meczów o stawkę. Całość składa się na frustrujące doświadczenie, gra nie jest warta świeczki, bo satysfakcja z (nielicznych) widowiskowych momentów jest nieproporcjonalna do irytacji wynikającej z mozolnej pracy na nie.

Łyżka miodu do beczki dziegciu

Czytam tę recenzję i czytam i jest ona bardzo gorzka, to fakt. Dlatego ostatni akapit chciałem poświęcić aspektom pozytywnym, bo takowe są w NBA 2K21 i należy o nich wspomnieć. Jedną z najważniejszych rzeczy przyciągającą do NBA jest widowiskowa otoczka, prezentacja i tu NBA 2K od lat daje radę na najwyższym poziomie. Wstawki ogląda się z przyjemnością nawet za którymś razem, a całość jest bardzo interesująca, to żywy organizm.

MyTeam ma wielką głębię i jeśli masz nieograniczone pokłady czasu, cierpliwości i jesteś (tylko trochę) masochistą to da Ci wiele radochy. I przede wszystkim, to co przez całą recenzję wysuwałem na pierwszy plan jako wadę może dla Ciebie być zaletą – jeśli jesteś graczem zawodowym, lub do tego aspirujesz, to NBA 2K21 jest grą stworzoną pod Ciebie. Innymi słowy jeśli chcesz pograć w kosza i mieć z tego radochę, to bierz piłę i leć na bojo – już nie trzeba siedzieć w domu :) A jeśli chcesz pokazać noobom gdzie ich miejsce w szeregu i udowodnić, że jesteś największym złodupcem w świecie wirtualnej koszykówki – NBA 2K21 zaprasza!