Pierwsze skojarzenia z Windbound jakie naszły mnie po pierwszych zajawkach z gry to film animowany Disneya, w Polsce znany jako Vaiana: Skarb oceanu. Owszem fabularnie obie produkcje nieco się różnią, ale profil filmowej Vaiany znakomicie pasuje do Kary - głównej bohaterki gry, nie mówiąc już o niemal takim samym kroju fontów loga w obu tytułach. Na pierwszy rzut oka recenzowany tutaj przygodowo-survivalowy Windbound nie odstaje od innych przedstawicieli tego gatunku jak choćby Don't Starve czy Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas plus, na upartego, pewne elementy Zeldy czy Monster Huntera. Jednakże jest coś, co od razu rzuca się w oczy, czyli marynistyczne klimaty.

Historia w Windbound bez słów opowiedziana 

Windbound – recenzja gry - fabuła

Fabularnie w recenzowanym Windbound mamy tak jak w typowych przygodówkach chodzonych, samej treści praktycznie zero i wszystko opowiedziane obrazem, ewentualnie dźwiękiem tym razem w oparciu o polinezyjskie legendy. Jak wspomniałem we wstępie do recenzji  wcielamy się w rolę dziewczyny imieniem Kara, która wraz plemieniem żeglującym po oceanie dostaje się w oko potężnego sztormu. W trakcie nawałnicy zostaje zmyta ze swojego katamaranu i wyrzucona na brzeg nieznanej sobie wyspy. Jak przystało na protagonistkę Kara musi nauczyć radzić sobie w sama bez męskiej pomocy, by nie zginąć a przy okazji odkrywać tajemnice nowo odkrytego archipelagu. W sumie scenariusz nie gra tutaj pierwszych skrzypiec, bo ostatecznie liczy się przetrwanie, ale jest całkiem znośny i można go śledzić bez ziewania w kluczowych jego momentach. 

Wbrew początkowemu wrażeniu rozgrywka w Windboud okazuje się wcale nie taka rozbudowana, aczkolwiek zawierająca klika ciekawych elementów. Survival jest na pierwszym miejscu, więc zbieranie surowców, polowanie i „gotowanie” są kluczowe by przetrwać, inaczej umrzemy z głodu. Wprawdzie można wybrać z dwóch trybów zabawy: fabuła i przetrwanie, gdzie w razie śmierci tracimy wszystko i zaczynamy grę od początku, ale nawet w pierwszym przypadku, pomimo pewnych ułatwień, Kara będzie musiała się sporo napocić. Pierwsze chwile przygody mogą być trudne, zwłaszcza że dziewczyna nie ma zdolności łowieckich, a dokładniej ma takie jakie my, czyli mierne. Cóż zwierzaki nie czekają jak podejdziemy i poderżniemy im gardło tylko same uciekają, a co gorsza, im dalej w las atakują nawet niesprowokowane, zresztą co bohaterka może zdziałać na wpół tępym kozikiem? W sukurs na szczęście przychodzi rozbudowany system rzemiosła.

Po co wiosłować, kiedy można żeglować?

Windbound – recenzja gry. Świat gry

Mimo iż Kara niewiele wie o przetrwaniu szybko się uczy, nabywając umiejętności niemal takich jak MacGyver. Nożykiem ciężko zarżnąć zwierzynę, ale można ściąć nim trawę i upleść z niej linę, która posłuży do zrobienia prostej procy, albo też naostrzyć kijek i mamy pierwszą dzidę. Z czasem gdy będziemy wchodzić w posiadane coraz lepszych materiałów ulepszymy w Windbound naszą broń oraz co najważniejsze zbudujemy sobie canoe a później katamaran. Właśnie zabawa z ciągłym ulepszaniem naszej jednostki pływającej daje tutaj najwięcej frajdy: nowe żagle, większych pokład, pojemniki na przechowywanie naszych dóbr itd. Wszystko po to by sprawnie pokonywać wzburzony ocean w poszukiwaniu nowych wysp jak najmniejszym wysiłkiem ograniczając uczucie głodu. Dowcip polega na tym że większych zapasów nie zrobimy, bo nam  z czasem po prostu zgniją - nawet po upieczeniu, broń się rozleci, a łódka/katamaran wymagają napraw. Cóż inwencja całkiem słuszna, lecz wszystko, moim zdaniem, psuje się tutaj bądź niszczy za szybko, co strasznie irytuje. 

Ponadto głód grozi nam nawet jeśli nie prowadzimy żadnego forsownego wysiłku. Na logikę rzecz biorąc wszystko jest na swoim miejscu, ale w gra za bardzo wymusza ważenie wszystkich ruchów i poczynań. Z drugiej strony ciężko uznać rozgrywkę za trudną, ponieważ po wymagającym początku z czasem zdobywamy coraz lepszy sprzęt dający nam przewagę nad miejscową florą i fauną. Trzeba przy okazji przyznać dziewczynie, że pomimo wszystkich swoich niedostatków na żeglowaniu z pewnością się zna. Owszem możemy po prostu wiosłować, ale dlaczego nie postawić żagli i wykorzystać siłę i kierunek wiatru? Wprawdzie często będziemy kołować wokół wysepek, by pchnął nas do brzegu, lecz wciąż to bardziej efektywniejsza i mniej męcząca metoda morskiej podróży niż szorowanie wiosłem po falach. W trakcie zabawy w Windbound  nie zabraknie rzecz jasna skakania, wspinania oraz przygodowego poszukiwania magicznych artefaktów, pozwalających zapalać specjalne wieże, by posunąć fabułę naprzód. Recenzowany tytuł oferuje także pełne wrażeń przejścia pomiędzy rozdziałami, gdzie trzeba wykazać się zręcznością i opanowaniem naszej jednostki pływającej.

Olśniewający Windbound to ciągle nowe wyzwanie (przynajmniej w teorii)

Windbound – recenzja gry. Eksploracja

Świat Windbound tworzony jest proceduralnie, dzięki czemu jej każdorazowe rozpoczęcie ma przynosić nowe wyzwania. Inna sprawa, że rozwiązanie to jest lekko na wyrost, bo fakt że za każdym razem wyspy będą inaczej rozmieszczone wiele nie zmienia, mimo odkrywanie i pływanie pomiędzy nimi jest bardzo relaksujące. Wracając jeszcze w tej recenzji do spraw polowania, da radę ograniczyć się tylko do zdobywania pokarmu, ale jeśli chcemy naprawdę ciekawe rzeczy, to łowy na grubą i groźną zwierzynę będą nieodzowne, bowiem tylko tak zdobędziemy rzadkie materiały.  Ponadto to dość ekscytujące zajęcie, zważywszy ze można zginąć zarówno od ran jak i szybko postępującego głodu. Cieszą pewne elementy RPG, bowiem za grową walutę na koniec każdego rozdziału możemy dokupić wzmocnienia i umiejętności dla postaci, czy specjalny, nie ulegający zniszczeniu oręż.

Stworzony na popularnym silniku Unity, Windbound prezentuje się całkiem miło dla oczu, a animowany, bajkowy styl grafiki, lekko nawiązujący do Zelda Windwaker świetnie pasuje do dużego ekranu telewizora. Cykl dnia i nocy oraz związana z nimi gra świateł przyjemnie podkreślają różne elementy oprawy wizualnej, aż chce się „pstrykać” kolejne zdjęcia. Prawda, że pominięto takie szczegóły jak ślady stóp na piasku czy jakiekolwiek uszkodzenia bądź blizny, lecz nie niszczy to pozytywnego obrazu całości. Podobnie jest z muzycznymi brzmieniami nawiązującymi do motywów plemiennych wzmacniających obecny w grze klimat. Samo sterowanie  padem w grze również należy do wygodnych, chociaż kamera sporadyczne nie zawsze nadąża za naszymi ruchami.

Kilka słów na zakończenie recenzji

Zabawa z Windbound przypomina powiew wiatru – nie wiadomo gdzie nasz zaniesie. Chociaż jak wspomniałem w recenzji nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, a sama rozgrywka zbyt długo nie trwa, mimo to za całokształt  z przyjemnością wystawiam ocenę dobrą. Pomimo iż głód często w kiszkach gra marsza i czasem brakuje jasnego celu gdzie płynąć, za sensowną cenę można pokusić się o zakup tego tytułu.