Fabuła przeważnie nie miała większego znaczenia w uniwersum "Szybkich i wściekłych". Liczyła się akcja, co część coraz bardziej absurdalna, efekty specjalne i szybkie auta. Co by jednak nie mówić postacie grane przez Vina Diesela czy Michelle Rodriguez stały się dla serii ikoniczne. I co najciekawsze występują one również w recenzowanym Fast & Furious: Crossroads (razem z niejakim Romanem), co jest jak dla mnie jedną z niewielu zalet tego tytułu. W scenariuszu pojawiają się także dwie nowe protagonistki oraz obowiązkowo przestępczy syndykat, ale fabułę posklejano z kolejnych skrawków historii, która czasami nie ma zupełnie sensu albo sprawia wrażenie, jakby wycięto z niej jakieś ważne elementy. Śledzi się to wszystko za karę i nawet udany voice acting znanych aktorów nie jest w stanie zmienić obrazu nędzy i rozpaczy.

Kartonem być 

Fast & Furious Crossroads - recenzja gry. Wyścig

Fabuła fabułą, ale skoro nad Fast & Furious Crossroads czuwało Slightly Mad Studios, twórcy Project Cars, o model jazdy powinniśmy być spokojni? Prawda? Niekoniecznie. Twórcy gry wypłacili nam siarczystego liścia tworząc symulator jazdy kartonem (z całym szacunkiem dla kartonów). Nie czuć zupełnie ciężkości aut, które fruwają niczym wojownicy w filmach Wuxia i mają tendencję do odbijania się od wszystkich możliwych barier bez większych konsekwencji dla rozgrywki. I to bez możliwości zmiany kamery. Ślizgamy się więc kolejnymi bryłami z logotypami znanych marek samochodów uciekając przed policją, śledząc cele, czasami biorąc udział w wyścigu tudzież walcząc z bossami pokroju poduszkowca. Może i brzmi to ekscytująco, ale uwierzcie mi na słowo -  nie jest.

"Zalicz filmowe akcje na całym świecie, śmigając samochodami z filmów, nad którymi opiekę roztacza Dennis McCarthy, oficjalny koordynator pojazdów z Fast & Furious" - krzyczy slogan reklamujący grę. Oczywiście na trasach nie brakuje wielkich dźwigów z kulami miażdżącymi przeciwników, uciekającej po autostradzie rakiety kosmicznej (sic!) i całej masy wybuchów, ale bardzo często są to tylko efektowne animacje, które niczemu nie służą. Bo oprawa Fast & Furious Crossroads to jeden wielki żart. Tak wyglądały wczesne gry na PS3. Przemierzając miasto nawet nie chciałem wysiadać z auta (chociaż i tak nie można). Słabej jakości tekstury, kiepska geometria, wszechobecna pustka i ogólnie brak ikry oraz designerska nuda. Wszystko jest tu przewidywalne, sztampowe, jakby cały budżet na grę połknął Vin Diesel bekając przy tym donośnie, a za pozostałą resztę sklejono na szybko grę projektując ją w przerwach pomiędzy dodawaniem kolejnych tras i aut do Project CARS 3.

Fast & Furious: Crossroads za prawie 3 paki 

Fast & Furious Crossroads - recenzja gry. Walka z bossem

Jednym z niewielu  elementów, który zasługuje na wzmiankę są wspomniane walki z bossami, w rolę których "wcielają" się różne pojazdy. Możemy się wówczas zmieniać pomiędzy autami poszczególnych bohaterów, a te dysponują różnymi unikalnymi zdolnościami jak hakowanie przeciwników, harpun wyrywający elementy karoserii, rakiety czy kolce rzucane pod koła. Potencjał nie został jednak należycie wykorzystany w czym zasługa również kiepskich tras, które zmuszają nas do jeżdżenia z punktu A do B, a ich nieliniowość jest często pozorna i nie raz zaliczyłem bliskie spotkanie trzeciego stopnia z niewidzialną ścianą. Chaos w Fast & Furious Crossroads potęguje brak jakiejś mapki, która pomogłaby nam zobrazować sobie gdzie jechać można, a gdzie już niekoniecznie.

Całą kampanię można skończyć w 4-5 godzin, co biorąc pod uwagę wątpliwy poziom gry jest jej kolejną niezamierzoną przez autorów zaletą. Nie jest nią za to na pewno cena. Kogoś tu zdrowo pogięło, bo na PS Store trzeba wybulić 289 złotych, a wersja Deluxe to wydatek ponad 400. Może twórcy gry liczyli na to, że chwyci nas za serca multiplayer dla 9 osób, w formule gliniarze kontra bohaterowie kontra złoczyńcy, ale sprawdzenie tego trybu to jak wygrana w toto lotka, bo znaleźć takich desperatów jak ja chcących w to grać choćby z recenzenckiego obowiązku jest bardzo ciężko. 

Biorąc pod uwagę wszystko to, co wyżej napisałem nie dziwi fakt, że wydawca Fast & Furious Crossroads w ostatniej chwili zrezygnował z dostarczenia kodów do recenzji. Tym samym były to najgorzej zainwestowane przeze mnie pieniądze na tej generacji konsol. Już lepiej zamówić Ubera z hindusem i przejechać się po Warszawie. Emocje większe, a zaoszczędzicie 200 złotych.