Carrion to odwrócony horror, w którym nie uciekamy przed strasznymi potworami, a sami wcielamy się w niebezpiecznego pasożyta zabijającego przerażonych ludzi, a dokładniej jego twórców. Bezkształtnym stworem sterujemy już od pierwszej sekundy rozgrywki, wychodząc ze specjalnej kapsuły, w której był przetrzymywany przez, najprawdopodobniej, żądnych nowej wiedzy naukowców. Po dosłownie sekundzie zostajemy rzuceni w wir akcji, wiedząc jedynie, iż poruszać możemy się lewym analogiem.

Carrion rzuca nas na głęboką wodę

Carrion - recenzja gry #1

Jeśli mam być szczery, to nie do końca wiedziałem, co się dzieję. Twórcy nie pokusili się o zrobienie jakiegokolwiek tutorialu ani wprowadzenia, a co za tym idzie, wytłumaczyć, jakie jest nasze główne zadanie. Osoby, które nie śledziły produkcji, czyli nie oglądały materiałów promocyjnych ani nie czytały notek opisujących ów tytuł, z pewnością będą w lekkim szoku. Śmiem twierdzić, że niektórzy nawet mogą się odbić od produkcji już po dwóch minutach.

Sterowany potwór w recenzowanym Carrion jest początkowo bardzo osłabiony - posiada zaledwie kilka macek, które nie pozwalają mu wykonywać skomplikowanych, szybkich ruchów. Wraz z eksplorowaniem więzienia i innych lokacji wchodzących w skład ogromnego ośrodka znajdujemy specjalne toksyczne kapsuły, które musimy rozwalić, aby zdobyć nową umiejętność lub rozwinąć tą już posiadaną. Owe arcyważne obiekty można łatwo przegapić, ponieważ często z jednego poziomu możemy udać się do trzech innych. Gdy już wejdziemy do jednego, idziemy naprzód, często zapominając, że mieliśmy do sprawdzenia jeszcze dwa otwory. 

Plusem recenzowanego Carrion jest to, że do zaprojektowanych poziomów często wracamy wraz z pchnięciem gameplayu do przodu. Dobrym przykładem jest tutaj specjalny otwór, do którego dostać możemy się jedynie wchodząc w ścianę pokrytą biomasą (wtedy także możemy zapisywać grę). Gdy już aktywujemy pierwszą część otworu, wracamy do pierwszej lokacji, aby przejść do drugiego poziomu, aby tam ponownie aktywować kolejną część otworu itd. Dzięki takiemu zabiegowi z łatwością można zauważyć przejścia, które przy pierwszym spotkaniu nie zauważyliśmy, czy to przez walkę z przeciwnikami czy stojące na naszej drodze przedmioty.

Rozwój monstrum czuć na każdym kroku

Carrion - recenzja gry #2

Powracając jednak do umiejętności, początkowo możemy jedynie przesuwać przedmioty lub łapać przeciwników i ich zjadać za pomocą swoich kilku macek. Wraz z postępem zdobywamy kolejne skille, takie jak wypuszczanie nici potrafiącej złapać przeciwnika czy włączyć dany przycisk przez obiekt, którego nie jesteśmy w stanie przenieść w inne miejsce. Przez paro-godzinną rozgrywkę czuć, jak stworek przeradza się w niebezpiecznego potwora, a można nawet rzec, że w demona siejącego ogromne spustoszenie. Omawiany Carrion świetnie podkreśla rozwój głównej postaci.

Wraz z nowymi umiejętnościami upiększany jest także system walki, bowiem możemy wykonywać bardziej odważne ruchy, nie bojąc się o to, że zginiemy. Ciskamy wrogów o ściany, prześlizgujemy się przez otwory, aby zabić opancerzonego żołnierza z tarczą od tyłu czy także przebijamy się przez bariery. Mimo nowych mutacji i skillów, konfrontacje z każdą minutą robią się coraz bardziej monotonne, a co gorsza, coraz prostsze. O ile w pierwszych minutach zabawy zabijanie satysfakcjonowało, tak po godzinie gry czułem już lekkie znużenie, że znowu muszę robić to samo, czyli przytrzymywać prawy trigger i analog odpowiadający za pracę kamery.

Carrion to dobra gra, i to by było na tyle

Carrion - recenzja gry #3

W recenzji nie mogło zabraknąć kilku słów o zagadkach, o ile można je tak w ogóle nazwać. Często, aby dostać się do zamkniętego pomieszczenia, musimy przestawić dany obiekt w inne miejsce lub iść w miejsce, z którego będziemy w stanie kliknąć dany przełącznik odblokowujący tajemnicze przejście. Wszystko jest podane na tacy, a szkoda, bowiem można było w tym aspekcie zaserwować coś zdecydowanie ciekawszego.

Podczas zwiedzania ośrodka możemy natrafić również na zapiski naukowców, dzięki którym aktywujemy specjalne wspomnienia. Są one dosyć krótkie, a podczas nich poznajemy krótką historię ludzi, najprawdopodobniej badaczy, którzy zostali wysłani przez dowództwo do miejsca, w którym był tworzony sterowany przez nas potwór. Są one jednak nudne do takiego stopnia, że aż pragnie się powrócić do świata przerażającego monstrum.

Zabrzmi to dosyć dziwnie, ale plusem recenzowanego Carrion jest to, że tytuł jest krótki. Nie mamy tutaj do czynienia ze sztucznym, na siłę, przedłużaniem rozgrywki, tak jak ma to miejsce w wielu wysoko-budżetowych produkcjach. Pozycję można spokojnie ukończyć w parę godzin, a osobom, którym „było mało”, mogą powrócić do wcześniej zwiedzonych lokacji w celu odnalezienia np. pozostałych kapsuł. 

Podsumowując - Carrion to dobra gra dla osób chcących się zrelaksować. Nie jest ona wymagająca, lecz lekko monotonna ze względu na niezbyt rozwinięty system walki. Brak skomplikowanych zagadek i bardziej różniących się od siebie lokacji to także minus polskiego odwróconego horroru. Natomiast z plusów trzeba przede wszystkim wymienić świetny rozwój niebezpiecznego stworzenia i przyjemne sterowanie.