Przyznaję się, że po Marvel's Iron Man VR nie spodziewałem się dużo. Przez większość czasu miałem błędny obraz produkcji i dopiero udostępniona wersja demonstracyjna sprawiła, że zrewidowałem swoją opinię i zachęciła do recenzji. Okazało się, że nie jest to żadna technologiczna pokazówka, a faktycznie pełnoprawna i przemyślana gra. Tytuł w świetny sposób wykorzystujący założenia wirtualnej rzeczywistości i oferujący spore pokłady dobrej zabawy.

Tony Stark, jeden z największych filantropów świata. Miliarder, playboy i superbohater, którego zna cały świat. Do tego pionier w dziedzinie wojskowego uzbrojenia. Od tego ostatniego postanawia się odciąć. Doszedł do wniosku, że to źle rzutuje na jego publiczny image. Jednocześnie ma dosyć pośredniego przyczyniania do ludobójstw i wojen. Odchodzi na swoistą emeryturę, a potężne Stark Industries przepisuje na Pepper Potts. Niestety, grzechów przeszłości nie można tak łatwo wyrzucić przez okno. Podczas swojej kariery nasz (super)bohater nabawił się wielu wrogów. Po wielu latach ci postanawiają o sobie przypomnieć i jeszcze raz zmuszają Tony'ego do założenia zbroi Iron Mana.

Tony Stark w swoim żywiole

Marvel's Iron Man VR recenzja - prolog

Historia w recenzowanym Marvel's Iron Man VR jest prosta jak budowa cepa. Tony zachowuje się jak Tony, Pepper to z kolei Pepper. Ten pierwszy jest dziecinnym cwaniakiem, który poważnieje wyłącznie w kluczowych chwilach. Panna Pots stanowi dla niego przeciwwagę i głos rozsądku. Całość podąża stylem wypracowanym przez MCU i operuje na znanych kliszach. Jest sztampowo, przewidywalnie, ale jednocześnie lekko. Na naszą głowę czyhać będzie Duch. Przeciwnik, który pragnie zemsty za ofiary zabite technologią, do której powstania przyczyniła się firma Starka. Fani będą zadowoleni. To prosta i przyjemnie rozrywkowa historia ze znanym poczuciem humoru. Jest w porządku, choć to nic specjalnego.

Specjalna jest za to rozrywka! Śladem Spider-Mana od Insomniac, producenci postawili nacisk na sterowanie i radość z podróżowania po wirtualnym otoczeniu. Marvel's Iron Man VR tym samym robi genialny użytek z kontrolerów ruchowych. Pełnią one funkcjonalność napędów odrzutowych. Latamy poprzez imitowanie ruchów filmowego Iron Mana i wiecie co? Bycie nim jest serio  fajne.

Chcemy się rozpędzić, to wystarczy wystawić ręce za siebie i sterować kierunkiem dłoni. Zatrzymać możemy się poprzez intuicyjne wyciągnięcie rąk w przód - identycznie jak robi to Iron Man z MCU. Motoryczne szaleństwo, które wbrew moim początkowym obawom jest bardzo komfortowe. W recenzji warto odnotować, że nawet przy dłuższych sesjach nie miałem mdłości. Latanie w górę, dół i szybkie skręcanie w celu ominięcia wrogów, czy gwałtowne regulowanie prędkości dopalaczami. To wszystko stanowi bardzo efektowne doznanie i nie powodowało u mnie problemów.

Marvel's Iron Man VR nie wymaga wiadra

Marvel's Iron Man VR recenzja - walka

Oczywiście jest to mocno subiektywna kwestia. Warto wspomnieć, że Marvel's Iron Man VR nie zapomniał o posiadaczach słabszych żołądków i oferuje dla nich opcję poprawiające komfort. Możemy wybrać kilka funkcji obracania oraz zawęzić pole widzenia podczas dynamicznych akrobacji.

Tego naprawdę trzeba doświadczyć na własnej skórze! Żaden materiał wideo nie odda odczuć, jakie towarzyszą przemierzaniu Szanghaju w zbroi Iron Mana i wymijaniu wieżowców w szaleńczym pościgu z dronami na ogonie. Perspektywa, głębia i po prostu intensywność rozgrywki to naprawdę bardzo mocny atut produkcji. Samo latanie dostarcza tyle frajdy, że w poszczególnych misjach chce się spędzić jak najwięcej czasu. Ta gra nie mogłaby powstać bez wirtualnej rzeczywistości, która w potworny sposób potęguje nie tylko immersję, ale i ekscytujące emocje czerpane z podstawowych czynności.

Wystarczająco duże i otwarte przestrzenie przy rozgrywce w 360' (obracamy się niestety za pomocą przycisków). Do tego bardzo przyjemne strzelanie w stronę dronów atakujących z każdej strony. Powiedziałbym, że wręcz finezyjne! Uwielbiam wszelkie strzelnice w VR i tutaj również ten element spisuje się wręcz na medal. Trzon jest przyjemny, ale parę kwestii ciągnie go widocznie w dół.

PS Move musi odejść

Marvel's Iron Man VR recenzja - funkcje pancerza

Marvel's Iron Man VR to także cały arsenał przeróżnych zabawek. Lawirowanie uzbrojeniem sprowadza się do różnych gestów i tutaj zaczynają wychodzić poważniejsze problemy. Niedoróbki natury technologicznej, których demo nie było w stanie mi do końca ukazać. PlayStation Move w kontekście branżowych standardów, to technologia dosłownie antyczna. Różdżki Sony mają już na karku 10. lat i z każdym rokiem przy kolejnych, bardziej rozbudowanych tytułach, ząb czasu jest coraz mocniej odczuwalny. 

W tym wypadku nie wszystko działa od ręki. Zacofany tracking nie zawsze odczytuje na czas część ruchów. U mnie największe problemy sprawiało strzelanie alternatywną bronią i proste uderzenia pięściami. Gra po prostu nie rejestrowała lub reagowała z opóźnieniem na komendy. Dopóki strzelamy z podstawowych pulsatorów i latamy po środowisku, wszystko jest w porządku i intuicyjne. Bardziej zaawansowane gesty to już gwarancja, że nie wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem. Przy większych zadymach potrafi to być naprawdę wkurzające i odbiera sporo radości z walk.

Ogólny zachwyt utrzymuje się przez kilka misji. Efekciarskie intro i walki z dronami bawią do czasu... aż sobie uświadomimy, że trwająca 6-8 godzin kampania Marvel's Iron Man VR nie oferuje wiele więcej. Poszczególne misje to w zasadzie kolejne fale wrogich dronów i wszystko opiera się w sumie o jeden schemat nieco sztucznie wydłużony do pełnoprawnej kampanii. Przeplatany krótkimi segmentami, gdzie rozmawiamy z postaciami jako Tony, a nie Iron Man.

W Marvel's Iron Man VR brakuje konkretnych czynności urozmaicających i różnorodności pomiędzy misjami. Wyzwania bojowe oraz czasowe nie są w stanie zapewnić powiewu świeżości. Gra prędko robi się schematyczna i powtarzalna. Na pewno na plus działa konstrukcja misji, bo te nie należą do najdłuższych. Dlatego najlepiej dawkować sobie przygodę, aby przesyt nie uderzył za szybko. W moim przypadku znużenie pojawiło się już w połowie gry.

Łyżka dziegciu w beczce miodu

Marvel's Iron Man VR recenzja - eksploracja

Nie jest to też najlepiej zoptymalizowana produkcja stworzona z myślą o PSVR. Graficznie jest niestety nierówno. Kilka detali technicznych potrafiło mnie pozytywnie zaskoczyć, ale przykładowo Chińska metropolia wygląda, jakby ją żywcem wyrwano z 2001 roku. Dosłownie kilka prostokątnych brył udających budynki i wszędobylskie tekstury pozbawione szczególnych detali. Muzyka? Coś tam niby gra, ale szczerze nie jestem w stanie jej sobie przypomnieć. Pełni po prostu rolę niewyróżniającego się tła dla akcji.

Na szczęście był to raczej wyjątek od poprawnej (jak na standardy konsolowego VR) oprawy graficznej z okazjonalnie ładnymi przebłyskami. Bardzo spodobały mi się w Marvel's Iron Man VR wnętrza pomieszczeń skąpanych w blasku księżyca. Większym problemem jest jednak framerate. Grałem na najwyższym poziomie trudności i bazowym PS4. Podczas starć potrafiło mnie zaatakować liczne stado dronów. Połączcie to z wybuchami, niepohamowanym atakami rakietowymi i nieustającą salwą wystrzeliwanej plazmy. Spadki się zdarzają, a w przypadku VR potrafi to z miejsca zdeklasować cały sens tytułu, choć w tym wypadku nie jest to aż tak drastyczne. Do tego autorzy wypuścili już dwie łatki poprawiające stabilność - powtórzyłem część misji, gdzie występowały i faktycznie jest lepiej, choć sporadycznie potrafi się zdarzyć krótkie szarpnięcie.

Mimo paru niezaprzeczalnych problemów i nie do końca udanej optymalizacji, która zapewne zostanie jeszcze usprawniona, Marvel's Iron Man VR to tegoroczny czarny koń PSVR. Udany tytuł oferujący kilka godzin intensywnej i dynamicznej rozgrywki. Popada co prawda w pułapkę własnego schematu i technologicznego zacofania PS Move, ale nie jest to aż tak uciążliwe, by przekreślać wszystkie superlatywy. Radość ze swobodnego latania jest warta przymknięcia oka na część minusów i brak ostatecznego dopieszczenia. Finalnie bycie Iron Manem okazało się autentycznie fajniejsze, niż sądziłem i bardzo się cieszę, że autorzy uderzyli w wirtualną rzeczywistość. Entuzjaści VR powinni umieścić ten tytuł wysoko na swojej liście priorytetów. Niezdecydowani i nieprzekonani mają kolejny argument, by jednak spróbować tej formy zabawy.