The Sims 4, a więc najnowsza odsłona kultowej serii symulatorów życia, od początku nie ma łatwo. Electronic Arts poszło w kierunku, który niekoniecznie spodobał się fanom. Usunięto wiele aspektów, które cieszyły się świetnym odbiorem, a zdecydowano o pozostawieniu tych, które były powodem irytacji i zniechęcenia. Od początku utrzymuje się też ten znienawidzony system DLC, który w oczach wielu nie dodaje do gry treści nadmiarowej, a zaledwie uzupełnia ją o taką, która powinna być na start. 

Osobiście nie do końca mogę się z tym zgodzić i choć czasem też widzę w tym pewien niesmak (moja lepsza połówka prawdopodobnie określiłaby to nieco mniej łagodnie), to nie mogę się całkowicie zgodzić z takim zarzutem. Dodatki w The Sims 4 są serio duże! Każdy z nich rzeczywiście rozwija rozgrywkę i, jasne, można się sprzeczać, co do tego, czy powinny być w grze od początku. Odstawmy to jednak na bok - rozwijają podstawkę, więc robią to, co do nich należy i postaram się udowodnić to w tej recenzji. 

The Sims 4: Życie Eko recenzja -  śmieci

The Sims 4: Życie Eko - Ekologia w modzie

Podobnie jest w przypadku The Sims 4: Życie Eko, a więc ostatniego dodatku do najnowszej części złotego dziecka EA. Co ważne, to świeża tematyka poruszona ze strony wydawców, którzy co generację gry powielali rozszerzenia (np. The Sims 2: Na Studiach -> The Sims 3: Studenckie Życie -> The Sims 4: Uniwersytet).

Pierwsze zwiastuny okazały się ogromną klapą. Komentujący nie pozostawiali suchej nitki, a największe kanały traktujące o grze krytykowały w swoich recenzjach najnowszy pomysł Maxis. Zarzucano „kolejny skok na kasę”,  „mało zawartości za duże wydatki” i w końcu „propagowanie ekologicznego stylu życia, wyciągając za to pieniądze”. Jeśli mam być szczery, nie dziwię się. 

Materiały promocyjne nie były dobre.

I wiecie co? To największy komplement dla samego dodatku! Wydaje mi się, że dział marketingu zdecydował się wystawić na pokaz nie do końca te elementy, które sprawiałyby, że ten będzie wart wydanych pieniędzy. Muszę jednak z całym przekonaniem zaznaczyć już teraz, że zdecydowanie tak jest. To bez wątpienia jedno z lepszych DLC, jakie pojawiły się w dotychczasowym życiu The Sims 4 i recenzje to potwierdzają. 

The Sims 4: Życie Eko recenzja - fabryki

Jeśli zdążyliście już skreślić najnowsze rozszerzenie i zamierzaliście je odpuścić, to pozwolę sobie nieco zniesmaczyć Wasze portfele. Wydaje mi się, że to jeden z dodatków, które najbardziej zmieniają ogólną rozgrywkę. Wszystko za chwilkę wyjaśnię i mam nadzieję, że uda mi się naprostować złe opinie, które zdążyły wylać się w Internecie. Myślę, że The Sims 4: Życie Eko na to zasługuje. 

Pierwsze kroki!

Tym, co wita nas, gdy postanawiamy odpalić nową rozgrywkę z zainstalowanym dodatkiem, jest oczywiście tworzenie nowych Simów. Jak to zwykle bywa w przypadku DLC, pojawiło się całkiem sporo świeżych elementów, jak ubrania czy fryzury. W przypadku tych pierwszych mogło być zdecydowanie lepiej, niespecjalnie przypadły mi do gustu i nie sądzę, żeby znalazły duże grono odbiorców. Drugie są zdecydowanie ciekawsze i bardzo różnorodne.

The Sims 4: Życie Eko recenzja - rodzina

Gdy już zdecydujemy się na ostateczny wygląd naszej postaci (tudzież ich grupki), naszym oczom ukaże się wybór otoczenia, w którym zamierzamy zamieszkać. Standardem jest dodawanie nowej lokacji przy okazji każdego dodatku i nie inaczej jest teraz. Posiadacze The Sims 4: Życie Eko mogą zamieszkać w Evergreen Harbour! Muszę przyznać, że robi ona spore wrażenie i jest wyjątkowa w swojej brzydocie - zwłaszcza, gdy zaczniemy ją rozwijać! 

Same parcele są bardzo oryginale i niepodobne do niczego, co prezentowano nam wcześniej (szczególnie warto zwrócić uwagę na dom w kształcie żurawia budowniczego, jest genialny). Niewiele osób spodziewało się także aż czterech nowych mieszkań, co jest świetną alternatywą dla tych, którzy nie posiadają dodatku „Miejskie Życie”, umożliwiającego wprowadzanie się do podobnych lokali. 

Tryb budowania

Maxis, ale mi zaimponowaliście! The Sims 4: Życie Eko dodaje całą masę bardzo ciekawych obiektów, które, w przeciwieństwie do ubrań, wypadają bardzo pomysłowo. Interesującą nowością są też znaczniki, o które uzupełniono przedmioty - niektóre mogą wpływać na wysokość  rachunków, albo stan środowiska (zielone lub przemysłowe). Dzięki temu, budując dom, mamy wpływ na całe nasze otoczenie. Czegoś takiego jeszcze nie było.

The Sims 4: Życie Eko recenzja - dom w żurawiu

Nie powinno się także zapomnieć o ciekawej funkcji recyklingu, która sprawia, że oprócz kupnych mebli, możemy wytworzyć własne, biodegradowalne odpowiedniki! Wyglądają zupełnie inaczej i mają zdecydowanie surowszy klimat, choć jest w tym sporo uroku. Kreujemy przedmioty, meble i wiele więcej. Co najlepsze, aby wytworzyć dane rzeczy, trzeba wcześniej posiadać odpowiednie surowce! Przykładowo, na potrzeby recenzji, spróbowałem stworzyć świeczki. Musiałem zdobyć wosk, który możemy uzyskać z soi. Tę z kolei musimy wyhodować na własną rękę!

Chyba żaden wcześniejszy dodatek nie rozszerzał rozgrywki w tym kierunku. Widać, że kryje się za tym niezły pomysł, a nie tylko skok na portfele fanów i fanek. 

Rozgrywka w The Sims 4: Życie Eko

Nowe przedmioty, nowa okolica, nowe fryzury… To wszystko elementy, które muszą znaleźć się w każdym dodatku. Są jednak jeszcze aspekty mające rozwijać samą rozgrywkę, będące dla wielu kwintesencją DLC do The Sims. Tu jest ich całkiem sporo i zacząć należy od nowych karier: wolnego strzelca - twórcy oraz miejskiego projektanta. W przypadku tej pierwszej można się dość szybko znudzić, albowiem w gruncie rzeczy jest dość monotonnie, a powtarzalność wytwarzanych materiałów nieco irytuje. Druga wypada nieco lepiej, choć i tu nie ma szału. Plusem jest tablet, przy pomocy którego możemy projektować, choć trzeba podkreślić, że wtedy nasz Sim „znika” w pracy. 

The Sims 4: Życie Eko recenzja - praca

Świetnie wypada także system oszczędzania, który daje nam znacznie większe poczucie kontroli nad kierowanymi postaciami, a o to przecież w symulatorach chodzi. Panowanie nad rachunkami wprowadzono po prawdzie w aktualizacji dostępnej dla wszystkich, ale w pełni można z niej korzystać tylko, gdy posiada się The Sims 4: Życie Eko. Możemy modulować poziom wydatków, inwestując w kolektor rosy, wiatraki produkujące prąd, a nawet panele słoneczne.

Dbaj o środowisko!

Przy okazji trybu budowania wspomniałem o oddziaływaniu na środowisko. Jest to bez wątpienia jeden z głównych aspektów dodatku i pozwala nam wpływać na to, czy nasze otoczenie będzie piękne, zielone i pełne natury, czy industrialne, zasypane śmieciami i zanieczyszczone smogiem (można się poczuć jak w brzydszych dzielnicach Warszawy). Co ważne - funkcja ta pojawia się w przypadku wszystkich otoczeń, nie tylko dodanego Evergreen Harbour. 

The Sims 4: Życie Eko recenzja - drewniany dom

Warto na zakończenie wspomnieć, że jeśli mamy ambicję być w stu procentach eko-friendly (wpisując się w dzisiejszą modę) od samego początku, może być to bardzo trudne. Jesteś w stanie oczywiście grzebać w śmieciach, ale na dłuższą metę okaże się to męczące i średnio przyjemne (nawet w grze). Stanowiska do tworzenia są drogie, więc początkowy budżet może na nie nie pozwalać. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Bycie eko nigdy nie było proste. Tu jest podobnie i… To świetnie! W innym przypadku szybko byśmy się znudzili, a tak tworzenie recenzji było czystą przyjemnością. 

Reasumując…

Choć początkowe opinie nie były korzystne, to ostatecznie okazało się, że The Sims 4: Życie Eko jest jednym z najbardziej pomysłowych dodatków, jakie ukazały się przy okazji najnowszej odsłony. Rzeczywiście można poczuć, że mamy do czynienia z prawdziwym rozszerzeniem, a nie uzupełnianiem wybrakowanej zawartości. Gołym okiem widać ogrom pracy i pomysł, który został zaplanowany od samego początku, aż do końca. 

Aby w pełni cieszyć się DLC, trzeba zdecydowanie się w nie zagłębić. Tak, jak po zwiastunie można było odczuwać niechęć, tak samo początkowe godziny gry mogą odpychać i zdradzać niewiele nowości. Gwarantuję jednak, że im dalej, tym ciekawiej. To system, który przywodzi na myśl „odroczoną przyjemność” - transformacja otoczenia i wdrażanie planów dają efekty w przyszłości i musimy na nie poczekać. Podobnie jest w zasadzie z samym życiem w zgodzie z ekologią. Pracujemy na to, co dopiero nadejdzie i jeśli taki właśnie był zamysł twórców, to wypadło świetnie. Bycie eko popłaca, a dodatek się opłaca.