Packmore to miasto tętniące życiem, w którym jego mieszkańcy są w ciągłym ruchu – zmieniając również miejsce zamieszkania. Sofy, łóżka, kartony, zwierzęta, sprzęty czy niezbędne pamiątki, to wszystko do przetransportowania, a do tego ciężarówka, która nie jest z gumy i zegar nieubłaganie odliczający minuty. Dla firmy przeprowadzkowej FART żadne zadanie nie jest straszne – liczy się bowiem zlecenie (kaska!) i jak najszybsza jego realizacja, a że cel uświęca środki: wszystkie chwyty są dozwolone.

Moving Out recenzja 001

Moving Out recenzja 002

Moving Out – nie od razu Rzym przeprowadzono

Zasiadając do Moving Out ruszamy z szybkim samouczkiem, który w kilku krokach przedstawia tajniki trudnego losu pracownika firmy od przeprowadzek. Lekkie wprowadzenie, kilka zadań i możemy ruszać na ulice miasta – zaczynamy pierwsze zlecenie! Wybierając swoją postać, którą dla przykładu może być istota z doniczką zamiast głowy, kot, kogut czy jednorożec, ruszamy na pace do kolejnych domów czy lokacji, których rozkład widzimy w rzucie izometrycznym. Ich różnorodność jest całkiem spora – deweloperzy z SMG Studio nie bali się kreatywnych rozwiązań i dali upust swojej pomysłowości, także już pierwsze chawiry dają przedsmak przygodzie jaka na nas czeka, a im dalej w las, tym robi się coraz ciekawiej. Nawiedzone domy, samolot, zaświaty czy miejscówki, w których przeniesienie poszczególnych towarów będzie wiązało się z niemałą rozkminką to tylko kilka propozycji (spośród 30), które nieraz zaskoczą. A zdziwić może Was tu całkiem sporo, bo choć założenia gry są do bólu oczywiste – z poszczególnego domu przenosimy wskazane przedmioty czy meble na ciężarówkę w określonym czasie – tak przeszkód na drodze do sukcesu nie brakuje. Pierwszą z nich są same budynki, gdzie wyniesienie łóżka między wąskimi korytarzami czy drzwiami może przyprawić o kilka kropel potu. W Moving Out takie szczegóły są nam jednak niestraszne, bo od czego mamy okna czy tarasy, z których sprzęty wylądują tuż przed domem (lub przy wprawnej ręce, nawet w ciężarówce). Do tego dodajmy chociażby zbiorniki wodne, windy, ruch uliczny, taśmy, drobne zagadki i małych mieszkańców. Natrafiamy więc na uciekające kurczaki, atakujących nas pupili, a duchy nie będą tylko przerażać w leciwym domu, a na pustych korytarzach bezdusznej korporacji. Z każdym budynkiem przekonujemy się, że można w jeszcze bardziej zwariowanych warunkach zrealizować przeprowadzkę.

Moving Out – meblowe tarapaty

Czerpiąc całkiem sporo z Overcooked, Moving Out to pozycja nastawiona przede wszystkim na dobrą zabawę. Frajdy może być całkiem sporo, jeżeli obok Was na kanapie zasiada przynajmniej jeszcze jedna osoba (kooperacja daje możliwość zabawy w 4-osobowej grupie). Podczas gdy przeprowadzka w czwórkę może być przygodą, przy której można dorobić się nie tylko pęcherzy na rękach czy innych groźniejszych kontuzji, tak w przypadku zmagań na ekranie jest do bólu przyjemnie. W Szalonych Przeprowadzkach nie ma co doszukiwać się rozbudowanej fabuły – ekipa FART nastawiona jest na zysk w jak najkrótszym czasie. Wszystkie chwyty dozwolone, nie liczą się więc zasady BHP, a nawet stan niektórych przedmiotów, a wszelkie zastosowane przez nas taktyki, jeżeli tylko poskutkują zebraniem kompletu sprzętów w aucie, są dobre. Samo wrzucenie mebli na przyczepę nie daje gwarancji wygranej, bowiem ściany ciężarówki do elastycznych nie należą, a rzeczy do przetransportowania nierzadko lubią uciekać, więc doświadczenie zaczerpnięte z Tetrisa także się przydaje ;). Spora dawka humoru, animowany świat i jego zaskakujące smaczki powodują, że przy Moving Out można naprawdę dobrze się bawić. Oczywiście, rozgrywka jest do bólu powtarzalna, po dłuższym czasie staje się wręcz frustrująca, gdy coś pójdzie nie tak,  a pomimo wszelkich smaczków, może nieco znużyć. Jeżeli jednak mamy obok siebie drugą osobę, wrażenia z gry zyskują. A do niezaprzeczalnych jej atutów należy, że bez problemu zagramy z dzieckiem, nastolatkiem czy dorosłym.

W Szalone Przeprowadzki zagracie też samodzielnie: w ustawieniach gry można uruchomić tryb wspomagania, który nie tylko ułatwi zabawę z mniej doświadczonymi graczami, ale ułatwi samodzielną realizację zleceń. Możemy chociażby zmniejszyć trudność zadań, dać możliwość samodzielnego przeniesienia najcięższych przedmiotów jednemu bohaterowi, wydłużymy czas zabawy. Szkoda tylko, że ktoś nie wpadł na pomysł choć skromnego trybu sieciowego, gdzie moglibyśmy zagrać ze znajomymi z innego miasta lub okolic. W czasach ograniczonych kontaktów z innymi, jeżeli w domu zabraknie nam kompana do zabawy, przyjemność z pojedynczej rozgrywki jest o wiele mniejsza. Grając w kilka osób zapewnicie sobie sporo śmiechu, choć nie można mówić o bardzo długiej zabawie. Mając do dyspozycji 30 lokacji i wprawionych graczy, dość szybko można dobrnąć do końca, choć deweloperzy rozciągają zabawę o kolejne szalone zadania, które niejednokrotnie lubią się wzajemnie wykluczać, dzięki czemu do kolejnych miejscówek wejdziemy nie raz, nie dwa. Do tego dodajcie określone ramy czasowe: misje można zrealizować otrzymując złoty, srebrny, bądź brązowy medal albo partacząc rozgrywkę, gdy kilkanaście wyznaczonych mebli nie znajdzie się w aucie. Doprowadzenie do zabrania wszystkich rzeczy w jak najkrótszym czasie wcale nie jest tak łatwe jakby się wydawać mogło – wystarczy bowiem na moment utknąć w drzwiach, przez przypadek wrzucić pakę do wody, zostać złapanym przez czyhającego za rogiem stwora czy mieć partnera, któremu akurat teraz zachce się biegać w kółko, a złoty medal ucieknie tuż przed nosem. Jednocześnie, czasami zdarzyło mi się, że czegoś nie mogłam chwycić lub szybko przerzucić przez rozbite już okno - ale to pojedyncze wpadki. Dzięki zdobyciu złotych monet z napiwków, uruchamiane są dodatkowe atrakcje i poziomy, które po raz kolejny udowadniają, że ekipa autorów bawiła się całkiem dobrze już w momencie tworzenia kolejnych miejsc do odwiedzenia.

Moving Out recenzja 003

Moving Out recenzja 004

Moving Out – telewizor na plecy i dawaj!

Nie możemy twórcom odmówić spójności. Kolorowy świat, oryginalne postacie i niemała dawka humoru sprawiają, że to lekki tytuł idealny dla każdej grupy wiekowej. Pomimo że wraz z upływem kolejnych zadań co jakiś czas do naszego wyboru zostaje oddany następny śmiałek pragnący odnieść sukces na rynku przeprowadzek, postaciom brakuje dodatkowych umiejętności, dzięki którym wyróżniałyby się na tle innych pracowników FART-a – a to dodawałoby jeszcze więcej radochy w trakcie gry.

Moving Out: Szalone przeprowadzki to tytuł nie tylko dla sympatyków przenoszenia kartonów. To propozycja, w której liczy się dobra zabawa, niezależnie od tego, czy obok nas siedzi dziecko, partner czy ekipa znajomych. Gdy nie przywiązujecie aż takiej uwagi do fabuły, ultra dopracowanej oprawy graficznej czy sieciowego multiplayera – Moving Out jest do polecenia każdemu. To zaskakująca, figlarna gra, przy której kolejne minuty upływają niezwykle szybko i zaskakująco przyjemnie. Idea jest prosta, oprawa znakomita, realizacja zadowalająca. Ja bawiłam się świetnie, niejeden karton lub krzesło wyrzucając przez okno, łapiąc wyrzucane w powietrze paki, zsuwając się po śniegu, czy lądując po raz dziesiąty w basenie. Jeżeli kapitalnie spędzaliście czas przy Overcooked czy Tools Up!, a w zasięgu Waszej kanapy zawsze znajdzie się ochotnik do dynamicznych przepraw z sofą w rękach, to zabawa przygotowana z myślą o takich jak Wy. Przeprowadzka została odczarowana!