W 2010 roku Vigil Games zaprosiło graczy na historię nawiązującą do treści Apokalipsy św. Jana i przedstawiło wydarzenia z perspektywy jednego z Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Od tego czasu poznaliśmy kolejną opowieść, studio zostało zamknięte, seria miała trafić do kosza, ale na szczęście przyszło niebiańskie wybawienie. Trzecia przygoda nie rozbiła banku, a mimo to fani jednym tchem wypowiadali magiczne pytanie – kiedy Darksiders 4? THQ Nordic zamiast stawiać na pewniaka, postanowiło zaszaleć zapowiadając Darksiders Genesis. Gra wykreowana przez stosunkowo młode Airship Syndicate oferuje pełne odświeżenie, ale mimo to trudno nie docenić spójności projektu z wcześniej przygotowanymi tytułami – nie jest to przypadek, ponieważ szefem zespołu jest Joe Madureira, założyciel Vigil Games i twórca dwóch pierwszych części Darksiders. Można powiedzieć, że po latach seria wróciła do swojego ojca, który jednak nie zdecydował się na przechadzanie po znanych ścieżkach. Twórcy oferują świeży powiew piekielnego powietrza, co wychodzi wszystkim na zdrowie.

Darksiders Genesis recenzja 1

Darksiders Genesis - czasami można zaszaleć

Oglądając pierwszy zwiastun Darksiders Genesis dosłownie wstrzymałem oddech. Jedna z moich ulubionych serii w rzucie izometrycznym z rozgrywką w stylu klasycznego slashera z możliwą kooperacją na jednym ekranie? Tak właśnie najlepiej przedstawić produkcję, która porzuca schematy znane z trzech poprzednich części. „Geneza” przy tych wszystkich zmianach nie została wypatroszona z klimatu serii. Od samego intra czuć w tytule niesamowitą atmosferę, z której dobrze znamy poprzednie części – mam świadomość, że twórcy doskonale znają swój materiał źródłowy, ponieważ przy tych wszystkich nowościach nie zapomnieli o odpowiednim pomoście pomiędzy „starym” i „nowym”. Tym łącznikiem jest Wojna – to jeden z dwóch bohaterów dostępnych w grze, który powraca po latach i ponownie odznacza się niebywałą zadziornością. Obok znanego Jeźdźca pojawił się także Waśń – on debiutuje w serii, ale robi to w idealnym momencie, ponieważ jest pełnym przeciwieństwem znanej postaci. Wojna biega z potężnym mieczem, Waśń korzysta głównie z dwóch pistoletów. Ten pierwszy nadal twardo stąpa po ziemi dokładnie analizując każde słowo, ten drugi to typ, który na początku powie, później pomyśli, a wcześniej jeszcze strzeli. Twórcy decydując się na "zestawienie wody i ognia" potrafili zbudować kapitalną relację pomiędzy postaciami – tego zdecydowanie brakowało w poprzednich odsłonach. Już w zasadzie na samym początku gry zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony, ponieważ Darksiders Genesis otrzymało pełną, polską lokalizację, która brzmi świetnie – dawno tak bardzo nie czekałem na kolejne scenki, podczas których bohaterowie będą wypowiadać swoje kwestie. Umiejętnie dobrano aktorów, którzy potrafili odpowiednio zaprezentować swoje role – dobra robota.

Deweloperzy niezwykle mądrze dysponując swoim budżetem i znając swoje możliwości, nie zdecydowali się na obładowanie gry filmikami przygotowanymi na silniku produkcji, a w ważniejszych momentach mamy okazję spojrzeć na animację w komiksowym stylu, które wyglądają naprawdę dobrze. Ta decyzja pasuje do konwencji, relacji bohaterów oraz samej historii – pod względem opowieści nie otrzymujemy tutaj typowej kontynuacji. Darksiders Genesis to spin-off, a raczej prequel przedstawiający wydarzenia przed pierwszym Darksiders – nie bez powodu wspomniałem na początku tekstu o skromnej historii studia, ponieważ właśnie na kartach opowieści czuć rękę Joego Madureiry, który doskonale wie, w jaki sposób wprowadzić graczy w kolejne wydarzenia. Akcja została tym razem podzielona na 16 wyraźnych rozdziałów, a całą przygodę można ukończyć w 12-13 godzin – jest to tym samym najkrótsza część serii i nie będę ukrywał, że to pozostawia spory niedosyt. Rozgrywka jest na tyle satysfakcjonująca, że chciałbym spędzić w tym świecie znacznie więcej czasu odkrywając kolejne misje i eliminują następnych przeciwników.

Historia jest dość prosta – Rada dostrzega duże zagrożenie w równowadze świata, więc wysyła Wojnę oraz Waśń na misję. Mamy sprawdzić co knuje Lucyfer, ale już na samym początku opowieści dowiadujemy się, że demon zaginął – zamiast spotkania z upadłym aniołem, musimy zająć się wykonaniem szeregu misji, które mają nas doprowadzić konfrontacji. Stajemy się w zasadzie narzędziem do wykonywania zleceń. Historia nie jest specjalnie emocjonująca, a jeden z wątków potrafi nawet poirytować, jednak spełnia swoje najważniejsze zadanie – zachęca do kolejnych misji. Nie możecie tutaj liczyć na wielowątkową opowieść przeładowaną emocjonującymi i scenami, a w pewnym momencie odczuwa się dość mocno niewykorzystany potencjał zarysowanych wydarzeń. Pod koniec brakuje też odpowiedniego urozmaicenia rozgrywki. 

Darksiders Genesis recenzja 2

Darksiders Genesis – raz z miecza, raz z gnata

Postawienie na izometryczną kamerę wymusiło na deweloperach zmiany w samej rozgrywce – Darksiders Genesis jest slasherem z krwi i kości, w którym tańczymy z przeciwnikami na śmiercionośnym parkiecie. Systematycznie uczymy się nowych ruchów, by z większą gracją eliminować oponentów, a zastosowanie dwóch bohaterów sprawia, że gameplay potrafi angażować na naprawdę długo. Tak jak wspomniałem, dobór postaci jest imponujący – mamy tutaj Wojnę biegającego z dużym mieczem (bliski kontakt) oraz Waśń korzystającego z dwóch ślicznotek (atak z daleka). Bez problemu podczas akcji wymieniamy herosów, korzystamy z ich specjalnych umiejętności, a w dodatku mamy przyjemność wybijać oponentów za pomocą krwawych finisherów. Wygląda to równie dobrze jak smakuje i bez wątpienia rozgrywka w nowym Darksiders potrafi zaangażować. Dużym atutem gry jest kooperacja, która dodaje nowego dna. Produkcję bez problemu ukończycie w pojedynkę, jednak właśnie z kumplem na kanapie zabawa nabiera odpowiedniego wymiaru. Tytuł został wprost stworzony do takiej zabawy.

Airship Syndicate nie oferuje od początku pełnego arsenału, więc na starcie bohaterowie nie mogą korzystać z wyjątkowo efektownych combosów, ale z czasem duet uczy się nowych sekwencji, by coraz śmielej radzić sobie nawet z tymi większymi oponentami. W grze nie znajdziecie szerokiego wachlarza broni, a samych zabawek nie możemy ulepszać, ale za pomocą zdobytych dusz mamy okazję wykupować nowe zdolności i ataki wpływające na możliwości zespołu. Duet od czasu do czasu natrafi na Rdzenie Istot, które możemy włożyć do specjalnego drzewka umiejętności –Wojna i Waśń dzielą rozwój, który wpływa na ich możliwości bojowe. Cały system przypomniał mi o Sphere Grid – także w tym wypadku zdobywamy bonusy, które pozwalają zwiększyć przykładowo siłę bohatera.

Mechanika przypadła mi do gustu z jeszcze jednego względu – rdzenie nie wypadają z każdego napotkanego ogara, a śmiałkowie są zachęcani do kombinowania. Lokacje są często wielowymiarowymi pomieszczeniami, w których musimy dosłownie odkryć, jak dostać się do wcześniej niedostępnego miejsca. Gdy już wpadniemy do nowej miejscówki mamy okazję przykładowo zawalczyć z większym oponentem, by na końcu sięgnąć po artefakt, który w przyszłości pozwoli poprawić parametry bohaterów. Podczas rozgrywki chętnie sprawdzałem poszczególne miejsca, gdyż grzebiąc w świecie gry możemy natrafić na ciekawych oponentów – są to często większe i potężniejsze bestie. Twórcy pozwalają także wracać do już wcześniej odwiedzanych miejscówek (rozdziałów), by poszukać kilku dodatkowych nagród.

Darksiders Genesis recenzja 3

Darksiders Genesis z wielkimi rywalami i zagadkami

W samej historii nie brakuje bossów, którzy wymagają od nas lepszego opanowania dostępnych ruchów i w zasadzie każdy taki pojedynek wydobywa esencję tytułu – nie możemy liczyć na szybkie oklepanie oponenta i kontynuowanie wydarzeń. Przeciwnicy nie wybaczają błędów i potrafią mocno przyłożyć – kluczem do sukcesu w takich walkach jest korzystanie z atutów obu herosów. Podczas solowej rozgrywki zdarzało mi się, że na początku obijałem oponenta za pomocą Waśni, by w odpowiednim momencie wypuścić na ring Wojnę, który posyłał w kierunku rywala kilka mocniejszych ciosów. Walki są często szczególnie intensywne, a ich przebieg zachęca do manewrowania postaciami i ich umiejętnościami. Muszę przy tym zaznaczyć, że bardzo przypadł mi do gustu poziom trudności, bo choć podczas opowieści nigdy nie zaciąłem się na dłużej lub też nie miałem dużego problemu z pokonaniem rywali, to jednak często czułem, że akcja dosłownie balansuje na cienkiej linie i jeden zły ruch sprawiłby, że musiałbym rozpocząć sekwencję od początku.

Tytuł posiada także ważny element, którego nie może zabraknąć w porządnych slasherach – twórcy zadbali o uczucie rozwoju postaci. Z biegiem czasu nie tylko lepiej władamy orężem charyzmatycznej dwójki, ale dzięki zdobytym umiejętnościom możemy lepiej radzić sobie z coraz silniejszymi rywalami. Każde kolejne starcie sprawia większą frajdę i pod względem walk – Darksiders Genesis oferuje naprawdę kawał solidnej rozgrywki. Twórcy nie zawiedli przenosząc gameplay w nowe realia, powiedziałbym, że dobrze odrobili zadanie domowe i zadbali o ten najważniejszy składnik.

W Darksiders Genesis nie mogło także zabraknąć środowiskowych zagadek oraz elementów platformowych. Łamigłówki nie są specjalnie wymagające, ale w dobry sposób podczas ich rozwiązywania musimy wykorzystywać zdobyty wcześniej sprzęt – radzę dokładnie czytać wszystkie przedstawione informacje dotyczące nowych zabawek. W przypadku sekwencji wspinaczkowych od czasu do czasu miałem wrażenie, że bohater nie zawsze dokładnie słucha moich poleceń, ale na szczęście nie są to problemy, które w bardzo mocny sposób wpłynęłyby na moje doświadczenie. Podobnie zresztą jak drobne spadki animacji – nawet wersja na Xboksa One X potrzebuje przynajmniej jednej łatki, która poprawi wydajność produkcji.

Do gustu przypadła mi sama oprawa. Studio nie odbiegło od założeń serii, a nowa perspektywa nadaje całości dobrego wymiaru. Świetnie prezentują się niektóre lokacje – autorzy bawią się skalą i kompozycją. Szkoda jedynie, że od czasu do czasu zawodzi praca kamery, która skupia się na złym elemencie blokując tym samym widok. Mimo wszystko, nie natrafiłem w konsolowym Darksiders Genesis na większe problemy – port jest solidny.

Darksiders Genesis recenzja 4

Darksiders Genesis powinno rozpocząć nową serię

THQ Nordic ratując serię Darksiders zyskało w swoim katalogu świetną markę, o którą trzeba odpowiednio dbać. Przykładem pozytywnej troski jest właśnie Darksiders Genesis: twórcy nie odcinają kolejnego kuponu od znanego świata oferując „to samo w lekko zmienionych szatach”, a sam gameplay przeszedł totalną przebudowę. To się naprawdę udało, choć w pewnym momencie odczuwam drobny niedosyt – wydarzenia na końcu biegną zbyt szybko i mam wrażenie, że opowieść powinna trwać przynajmniej 5-6 godzin dłużej. Mimo wszystko – dla fanów gatunku i uniwersum jest to pozycja obowiązkowa.