Doskonale zdaję sobie sprawę, że wstęp recenzji skreśla tekst w oczach wiernych fanów uniwersum, ale jestem w pełni szczery – Pokemon Sword/Shield potrafi ponownie zauroczyć. Nie wszystkie decyzje trafiają w mój gust, ale pomimo to, otrzymujemy od Game Freak porządną produkcję, która ponownie pozwala wyruszyć w za łatwą, ale za to bardzo przyjemną przygodę.

Pokemon Sword-Shield recenzja 2

Pokemon Sword/Shield – nowy świat, nowe możliwości

Nowa generacja Pokemonów zaprasza śmiałków do zupełnie nowego regionu. Galar to inspirowany wieloma urokami Wielkiej Brytanii świat, którego zwiedzanie jest sporą przyjemnością, bo łatwo można zostać oczarowanym atutami wyciągniętymi wprost z londyńskich włości. Piękne zamki, stylizowane na angielskie miasteczka lub wielkie stadiony? Twórcy nie żartowali zapowiadając, że tym razem zamierzają skorzystać z uroków Zjednoczonego Królestwa i te inspiracje są namacalne. Deweloperzy sprawnie zaprezentowali jak plastycznie mogą połączyć świat Pokemonów z naszą rzeczywistością i mam wrażenie, że są to przymiarki do czegoś znacznie większego. Wybór pewnie nieprzypadkowo padł już na początku na Wyspy, ponieważ autorzy zalotnie puszczają oczko do milionów Brytyjczyków, którzy kochają tę serię.

Studio w końcu porzuciło jeden z największych archaizmów uniwersum w postaci HM-ów. Teraz nie jesteśmy zmuszeni do korzystania ze sztywno przypisanych zdolności, a gdy od pewnego momentu pojawia się taka potrzeba – sprawdzamy szybką podróż, zamieniamy rower w pojazd wodny, a dodatkowo nie musimy męczyć się kolejnymi krzakami lub innymi kamieniami. Zdaję sobie doskonale sprawę, że nie wszyscy są zadowoleni z ruszenia „reliktu”, jednak z mojej perspektywy – najwyższy czas na zmiany. Pokemony potrzebują odpowiedniego odświeżenia, a takimi krokami studio podąża w dobrą stronę.

Podobne wrażenie wywołuje we mnie motyw z napotkanymi Pokemonami, ponieważ teraz stworki chodzące po trawie są widoczne. Skandal? Nie! W końcu gdy nie chcę walczyć, mogę łatwo ominąć przeciwnika, a podczas wyszukiwania odpowiedniego okazu – nie muszę się męczyć. Podobne rozwiązanie widzieliśmy już w poprzedniej odsłonie, ale najwidoczniej twórcy chcą czerpać z tego pomysłu, z czego i ja jestem bardzo zadowolony. Od czasu do czasu autorzy chcą nas zaskoczyć nie pokazując do końca rywala – jednak co najważniejsze: nawet w tej sytuacji wiemy, że nadciąga konkurent, za którym możemy podążyć. Odrobinę gorzej wypadają jednak „Dzikie Areny” czyli specjalne miejscówki, które z założenia mają zapewnić dodatkowe atrakcje i pojedynki z potężniejszymi przeciwnikami. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że tereny są puste – brakuje pewnego urozmaicenia. Gracze mają okazję przemierzać spory teren, napotykają na kolejne stwory, a dodatkowo w grze nie brakuje potężniejszych Pokemonów. Największą nowością w tym miejscu są chwalone przez deweloperów raidy, które w nietuzinkowy sposób pokazują w jakim kierunku może podążyć seria. W trakcie rozgrywki możemy podejść do większych Pokemonów w pojedynkę lub wyszukać do pomocy trzech innych graczy. Tutaj oczywiście nie możemy mówić o wielkiej rewolucji w założeniach gry, ale należę akurat do graczy, którzy widzą w tym miejscu potencjał. Może i przydałoby się rozbudowanie miejscówki dbając o samą sferę wizualną, to jednak dzika strona najnowszych Pokemonów jest dobrym miejscem na rozwinięcie swojego zespołu.

Pewnym urozmaiceniem zabawy jest jeszcze zakładanie obozu. Twórcy wyraźnie ogrywali w ostatnich latach kilka dużych produkcji z Final Fantasy XV na czele i postanowili dorzucić do swojej gry coś na wzór biwakowania. Gracze mogą teraz rozłożyć toboły, by przez kilka minut przyglądać się z bliska swoim okazom – w trakcie zabawy odniosłem wrażenie, że jest to ukłon w stronę fanów animacji. W Pokémon Camp możemy przykładowo karmić swoje stworki, by tym samym przygotowywać się na kolejne starcia.

Pokemon Sword-Shield recenzja 3

Pokemon Sword/Shield – klasyczna opowieść, zbierz je wszystkie?

Nie bez powodu nadal nie wspomniałem o fabularnej sferze Pokemon Sword/Shield, gdyż w tym przypadku koło na nowo nie zostało odkryte. Historia to nadal wyłącznie pretekst do przemierzania świata, zdobywania nowych Pokemonów i walki o kolejne odznaki. Czy to źle? Na szczęście nie, bo świetnie swoje zadanie odrabia w tym miejscu sam region, który zachęca do eksploracji. Nadal akcja jest skupiona na głównym wątku, który obraca się w temacie zostania mistrzem Pokemonów, jednak klasyczna formuła akurat w tym miejscu wciąż się nie zestarzała.

Nie można już tego powiedzieć o samych pojedynkach, które ponownie stawiają na klasykę – dwa rzędy, ataki, łapanie i umiejętności. Nawet Dynamax oferujący gigantyczne wersje stworków nie jest specjalnym odświeżeniem – to w zasadzie połączenie Mega Ewolucji z Z-Moves. Mam przy tym pewność, że pewnie nie narzekałbym na przyjętą koncepcję, gdyby produkcja oferowała odrobinę większe wyzwania – Pokemony niestety nadal przez większość czasu są produkcją odrobinę za łatwą. Ma to pewnie związek z samym doświadczeniem, jednak chciałbym w końcu zagrać w Pokemony, które od początku do końca wymęczyłyby mnie rozrzuconymi po drodze kłodami. W Pokemon Sword/Shield na poważniejszych rywali trzeba zaczekać, ale pewnym plusem jest dzielenie doświadczenia – do niedawna nie byłem specjalnym entuzjastą tej mechaniki, jednak z jednego powodu ma to w najnowszej odsłonie sens: tutaj spotykamy wiele nowych okazów i miło jest sprawdzać ich kolejne formy.

Galar to nie tylko zróżnicowany teren, ale przede wszystkim zestaw zupełnie nowych Pokemonów. Doskonale zdaję sobie sprawę, że jeszcze przed premierą Pokedex wywołał ogromne poruszenie wśród fanów, i tak – brakuje kilku okazów. W Pokemon Sword/Shield nie zdobędziemy wszystkich dostępnych w całej serii stworków, jednak deweloperzy przygotowali wiele ciekawych i naprawdę intrygujących okazów, które gromadzi się z przyjemnością. Tutaj zatem przydaje się dzielenie doświadczenia, bo choć zawsze można spojrzeć do Sieci i zobaczyć „co nas czeka” po zdobyciu odpowiedniego poziomu, jednak akurat należę do graczy, którzy lubią „odkrywać region”. Tak, ja biegam, szukam i później niczym dzieciak napawam się zdobyczami. Ósmą generację rozpoczynamy o Grookey'a, Scorbunny'a lub Sobble'a – to trzy bardzo osobliwe stworki, które zachwyciły mnie swoimi ostatnimi formami. Nie zawsze towarzyszy mi to uczucie podczas zdobywania kolejnych Poksów, jednak podchodząc do najnowszej gry zdawałem sobie sprawę, że czeka mnie nowa generacja i na niej się skupiłem – twórcy oferują zróżnicowany zestaw Pokemonów, którym bez wątpienia zaryzykowali rezygnując z niektórych okazów, jednak wyraźnie próbowali zadowolić szersze grono odbiorców oferując przedstawicieli każdej generacji. Gra ma przy tym jeszcze jeden atut – łatwo można wprowadzić nowego Pokemona do swojego zespołu, dzięki czemu chętnie żongluje się okazami. Wcześniej miałem już z góry określony zestaw, który chciałem zdobyć, obecnie czerpałem garściami z nowego regionu... Czy nie tak powinno wyglądać przedzieranie się przez nowy świat? Na pewno warto dodać, że zespół odpowiedzialny za projektowanie stworków nie zapomniał o regionalnych odmianach klasycznych Pokemonów.

Deweloperzy oczywiście nie pominęli odpowiedniej rozbudowy pojedynków o odznaki – za każdym razem produkcja potrafi zaskoczyć miejscówką oraz przyjętymi założeniami. Znakomicie sprawdza się sam pomysł związany z Wielką Brytanią – w przemyślany sposób wykorzystano „świętość” Wysp, potrafiąc ją wdrożyć w tak podstawowy element produkcji jakim są Gymy. Standardowo akurat w tych miejscach nie można narzekać na poziom trudności, więc bez wątpienia akurat te lokacje zasługują na duże brawa.

Tytuł zaliczył również odświeżenie oprawy. To nadal nie jest produkcja, która może stanąć w szranki z najpiękniejszymi tytułami aktualnej generacji, jednak jak na standardy konsoli – jest dobrze. Od czasu do czasu przydałoby się kilka świeżych animacji (szczególnie w walkach), jednak nie można równocześnie stwierdzić, że Japończycy odcinają kupony od serii. Mimo wszystko czym prędzej wymagałoby się publikacji przynajmniej jednej aktualizacji, która okiełzna kilka fragmentów gry, podczas których Switch potrafi się zakrztusić – problemy poczułem głównie podczas przemierzania dzikich terenów.

Pokemon Sword-Shield recenzja 1

Pokemon Sword/Shield – trochę na plus, trochę na minus

Nowa generacja nie przynosi wielkiej rewolucji. To bardzo spokojna ewolucja, która potrafi zachwycić światem, oferuje serię świetnych Pokemonów, a starcia o odznaki oraz raidy pokazują, że można właściwie zareagować na oczekiwania społeczności. W całym tym zgiełku brakuje kilku ulubieńców, poziom trudności mógłby ponownie być wyższy, a w niektórych miejscach przydałoby się odpowiednie ożywienie, ale pragnę to podkreślić – w ostatnich dniach niezwykle chętnie wracam do Pokemon Sword/Shield. Aż chciałoby się prosić o odrobinę dłuższy wątek główny (25 godzin), jednak end-game został w atrakcyjny sposób rozszerzony, a nowe okazy zachęcają do ponownego włączania konsoli.

Pokemony nadal oferują jedno: fantastyczne doświadczenie, dzięki któremu pokochaliśmy tę serię lata temu. Gra wciąż ma w sobie „to coś”, by z radością spędzać przed ekranem konsoli wiele długich godzin.