007 First Light - recenzja gry. To prawdziwy Bond, James Bond

007 First Light - recenzja i opinia o grze [PS5, Xbox, PC]. To prawdziwy Bond, James Bond

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 14:00

Twórcy Hitmana otrzymali licencję na zabijanie, skradanie i opowiedzenie historii młodego agenta, który dopiero staje się legendą. IO Interactive sięga po jedną z najbardziej ikonicznych marek w historii kina i próbuje udowodnić, że James Bond może wreszcie otrzymać grę na miarę swojego nazwiska. Jak wypada 007 First Light? Przeczytajcie naszą recenzję.

IO Interactive przez lata wyrobiło sobie wyjątkowo mocną renomę za sprawą serii Hitman. To właśnie duńskie studio udowodniło, że potrafi tworzyć gry oparte na skradaniu, improwizacji, obserwowaniu otoczenia i wykorzystywaniu każdej okazji do realizacji celu. Później nie brakowało problemów - rozstanie ze Square Enix, walka o niezależność i konieczność udowodnienia, że Agent 47 może dalej działać bez wielkiego wydawcy nad głową. Dzisiaj można jednak napisać jedno: dla IO Interactive była to najlepsza możliwa decyzja, bo zespół odzyskał pełną kontrolę nad własną przyszłością.

Dalsza część tekstu pod wideo

Po tym trudnym okresie przyszedł czas rozwoju. IO Interactive nie tylko utrzymało Hitmana przy życiu, ale rozbudowało struktury, otworzyło kolejne zespoły i zaczęło coraz odważniej patrzeć w stronę nowych projektów. Właśnie wtedy pojawiła się jedna z tych informacji, które od początku brzmiały jak idealne połączenie studia i marki: twórcy Agenta 47 otrzymali licencję na Jamesa Bonda. Fani bardzo szybko zaczęli powtarzać, że jeśli ktoś ma dzisiaj przygotować dobrą grę o 007, to właśnie autorzy Hitmana - ludzie, którzy doskonale rozumieją szpiegostwo, infiltrację, elegancję, precyzję i zabawę w szukanie własnej drogi do celu.

I po spędzeniu z 007 First Light ponad 20 godzin mogę napisać tylko jedno: te oczekiwania nie były przesadzone. IO Interactive nie przygotowało prostego „Hitmana połączonego z Bondem”, ale pełnoprawną, widowiskową i świetnie poprowadzoną przygodę o młodym agencie, który dopiero staje się legendą. Zacznijmy jednak od początku, bo każdy największy agent potrzebuje swojej genezy.

007 First Light to zupełnie nowa historia o Jamesie Bondzie

Recenzowany 007 First Light nie jest adaptacją żadnej znanej historii z filmów czy książek, ale w wielu momentach bardzo świadomie korzysta z dorobku całego uniwersum Jamesa Bonda. IO Interactive nie próbuje przepisać jednej z kultowych opowieści, tylko buduje własną genezę agenta 007. Jamesa poznajemy jeszcze zanim stanie się legendą brytyjskiego wywiadu - nie jest agentem do zadań specjalnych, nie ma statusu 00 i nie wchodzi do akcji jako człowiek, który zawsze ma przygotowaną odpowiedź. To młody kadet, który razem z grupą żołnierzy zostaje wysłany na Islandię, by sprawdzić, dlaczego naukowcy zerwali kontakt i co tak naprawdę wydarzyło się w odciętej placówce.

Bardzo szybko okazuje się jednak, że to nie jest zwykła misja rozpoznawcza. Sprawa zaczyna wykraczać poza kompetencje żołnierzy, sytuacja robi się znacznie poważniejsza, a całość dosłownie przejmuje MI6. I tutaj IO Interactive bardzo przyjemnie zaskakuje, bo twórcy nie idą na skróty. Nie robią z Bonda pełnoprawnego agenta po pierwszej większej akcji, nie wrzucają mu od razu do ręki wszystkich gadżetów i nie każą udawać, że już jest człowiekiem, którego znamy z późniejszych historii. Wręcz przeciwnie: gra daje sobie czas, by pokazać proces, trening i pierwsze błędy bohatera.

Dlatego tak dobrze prezentuje się fragment na Malcie, gdzie Bond trafia na szkolenie. To bardzo trafiona decyzja deweloperów, bo pozwala nie tylko osadzić go w strukturach MI6, ale też przedstawić nowe postacie, które z czasem stają się jego sojusznikami, partnerami i przyjaciółmi. Nie mamy tutaj od razu wielkiej misji ratowania świata, tylko etap budowania fundamentów. Poznajemy ludzi, którzy będą towarzyszyć Jamesowi, widzimy, jak uczy się pracy operacyjnej, jak reaguje na rozkazy i jak powoli zaczyna kształtować się jego charakter. Dzięki temu późniejsze wydarzenia mają większą wagę, bo nie obserwujemy gotowego symbolu, tylko człowieka, który dopiero zmierza w stronę legendy.

Pierwsze poważne zadanie młodych rekrutów pojawia się, gdy po latach ukrywania się na scenę wraca Agent 009 - zbuntowany przedstawiciel MI6. Bond i jego ekipa mają zdobyć informacje, przejąć cel i dowiedzieć się, dlaczego dawny agent znowu pojawił się na radarze. Brzmi jak klasyczna szpiegowska misja, ale to tylko początek znacznie bardziej rozbudowanej intrygi. IO Interactive bardzo dobrze prowadzi tę historię małymi krokami - zamiast od razu wykładać wszystkie karty na stół, buduje napięcie, dorzuca kolejne tropy i pozwala graczowi razem z Bondem odkrywać, że za sprawą 009 kryje się coś znacznie większego.

Najbardziej podoba mi się jednak to, że scenarzyści nie sprowadzają całej opowieści do prostego pytania „kto jest złym?”. Owszem, mniej więcej w połowie przygody otrzymujemy już znacznie konkretniejszy obraz głównego zagrożenia, ale do tego czasu gra robi coś dużo ważniejszego - pokazuje, jak James Bond staje się agentem. Uczestniczymy w tym procesie, widzimy jego impulsywność, odwagę, błędy, lojalność i sposób, w jaki coraz mocniej zaczyna rozumieć świat wywiadu. 007 First Light to nie tylko typowa szpiegowska intryga, ale przede wszystkim historia narodzin Bonda… i właśnie dzięki temu fabuła potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć.

W 007 First Light nie brakuje pięknych kobiet

I mimo że 007 First Light opowiada o młodym Bondzie, który dopiero uczy się zasad świata wywiadu, to wciąż jest to prawdziwy James Bond. IO Interactive bardzo dobrze rozumie najważniejsze elementy tej marki. W grze pojawiają się oprychy, z którymi bez problemu mógłby mierzyć się Daniel Craig albo któryś z jego poprzedników, nie brakuje pięknych, często niebezpiecznych kobiet, są eleganckie lokacje, tajemnice, piękne-markowe samochody, zdrady i momenty, w których główny bohater zaczyna kwestionować wszystko, czego do tej pory się nauczył. To bardzo rozbudowana, zaskakująco ciekawa historia, która nie pędzi na złamanie karku. I właśnie to jest jednym z jej największych atutów.

IO Interactive bardzo mądrze buduje opowieść małymi krokami. Grając, kilka razy miałem wrażenie, że w wielu współczesnych produkcjach podobny wątek zostałby załatwiony jednym filmikiem, który w prosty sposób wyłożyłby nam wszystkie założenia. Tutaj jest inaczej. W 007 First Light często uczestniczymy w scenie, a nie tylko ją oglądamy. Możemy dopytywać towarzyszy, rozmawiać z przeciwnikami, wybierać jedną z kilku opcji dialogowych i dzięki temu stopniowo poznawać nie tylko wydarzenia, ale też ludzi, którzy biorą w nich udział. To nie są może wybory zmieniające całą historię, ale świetnie budują poczucie, że faktycznie jesteśmy częścią szpiegowskiego śledztwa.

A czym byłby James Bond bez mocnej obsady? IO Interactive bardzo dobrze o tym pamięta i stawia na postacie, które naprawdę potrafią zostać w głowie. Patrick Gibson jako młody Bond wypada znakomicie - szczerze mówiąc, po tej grze polubiłem go jeszcze bardziej niż po „Dexter: Grzech pierworodny”. Ma w sobie odpowiednią pewność siebie, ale też niedojrzałość, impulsywność i ten błysk w oku, który pasuje do Bonda na etapie przed pełnym uformowaniem legendy. To nie jest kopia Craiga, Brosnana czy Connery’ego, tylko własna interpretacja postaci.

Bardzo dobrze wypada również M w wykonaniu Priyangi Burford, ale prawdziwą perełką jest dla mnie Q grany przez Alastaira Mackenziego. Twórcy świetnie uchwycili jego charakter - inteligencję, ironię i ten specyficzny ton człowieka, który z jednej strony daje Bondowi zabawki, a z drugiej doskonale wie, że ten młody agent zaraz wykorzysta je w sposób, którego nikt nie przewidział. Kapitalny występ daje także Lennie James jako John Greenway, twardy mentor Bonda. To postać, która nie musi dużo mówić, żeby od razu było jasne, że waży każde słowo i doskonale rozumie cenę pracy w tej branży.

To oczywiście tylko część obsady, ale już na ich przykładzie widać, że IO Interactive potrafi stworzyć naprawdę ciekawe postacie, rozbudować te znane i nadać im nowe szaty bez niszczenia ich tożsamości. Studio nie tylko korzysta z ikonografii Bonda, ale naprawdę próbuje ją rozwijać. Trochę szkoda jedynie roli Lenny’ego Kravitza, który pojawia się w grze i oczywiście przyciąga uwagę samym nazwiskiem, ale ostatecznie sprawia wrażenie raczej efektownego dodatku niż pełnoprawnie wykorzystanej postaci. Nie zmienia to jednak faktu, że pod względem obsady, dialogów i budowania relacji 007 First Light potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć.

Recenzowany 007 First Light to zaskakująco rozbudowana opowieść, która nigdzie się nie śpieszy… i właśnie to jest jednym z jej największych atutów. Ukończenie głównej historii zajmuje około 17-18 godzin, ale IO Interactive bardzo dobrze wykorzystuje ten czas: twórcy przygotowali rozbudowane wątki, zaskakująco długie misje, spokojniejsze momenty szkolenia, sceny przy drinku, wspominki, żarty i rozmowy, które pozwalają lepiej poznać Bonda oraz ludzi wokół niego. Na początku lekkomyślne podejście głównego bohatera może trochę męczyć, a w samym głównym wątku czuć pewne ograniczenia, ale ostatecznie ta historia naprawdę działa… dawno tak dobrze nie bawiłem się przy przygodzie Jamesa Bonda.

007 First Light to nie jest Hitman. To połączenie Uncharted i Hitmana

Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki w 007 First Light zastanawiałem się, czy IO Interactive będzie potrafiło odciąć się od własnego dziedzictwa. W końcu Agent 47 i Agent 007 na papierze mają ze sobą sporo wspólnego - elegancja, infiltracja, przebrania, obserwowanie otoczenia, wykorzystywanie okazji i realizowanie celu w sposób możliwie najczystszy. Twórcy nie próbują jednak robić „Hitmana z Bondem w roli głównej”. W wielu momentach bardzo świadomie odchodzą od zasad znanych z „World of Assassination”, by budować rozgrywkę pod zupełnie inne uniwersum. 007 First Light korzysta z doświadczenia IO Interactive, ale jednocześnie mocno czerpie z filmowej tożsamości Jamesa Bonda.

Dlatego w wielu miejscach 007 First Light jest tak naprawdę bliżej... Uncharted niż klasycznego Hitmana. IO Interactive przygotowało mnóstwo efektownych scen, których nie powstydziłoby się Naughty Dog, gdyby tworzyło nową przygodę Nathana Drake’a. Bond wchodzi do zatłoczonego pomieszczenia, obserwuje otoczenie, zbiera informacje i szuka rozwiązania, ale chwilę później wyskakuje przez okno, wspina się po gzymsach, przedostaje się do zamkniętego pokoju, analizuje wskazówki i rusza dalej za kolejnym tropem. Ta gra bardzo często miesza spokojniejszą infiltrację z filmową przygodą i właśnie dlatego najłatwiej opisać ją jako połączenie Hitmana z Uncharted… tyle że przepuszczone przez bardzo bondowski filtr.

W wielu misjach James Bond musi infiltrować lokacje, szukać wejść, chować się w krzakach, podsłuchiwać rozmowy i znajdować sposób na dotarcie do celu. I wypada to naprawdę dobrze. Szybko jednak okazuje się, że nawet bardziej rozbudowane lokacje są znacznie mocniej kontrolowane niż w Hitmanie. Zazwyczaj mamy 2-3 sensowne przejścia, kilka możliwych rozwiązań i konkretne ścieżki, które musimy odkryć. Czasami trafiamy na sztuczne ograniczenia, których nie widzieliśmy w świecie Agenta 47, ale które bez problemu zaakceptowalibyśmy w przygodzie Nathana Drake’a. I szczerze? To ma sens. IO Interactive musiało zachować spójność wydarzeń, tempo historii i filmowy rytm, bo gdyby gracz zbyt długo szukał prostego rozwiązania, całość mogłaby zwyczajnie zacząć męczyć.

W recenzowanym 007 First Light nie brakuje misji na większych mapach, gdzie faktycznie możemy pochodzić, zebrać informacje, sprawdzić kilka tropów i samodzielnie poszukać rozwiązania. To są momenty najbliższe DNA IO Interactive i bez wątpienia jedne z najlepszych fragmentów gry. Ale bardzo często uczestniczymy też w zadaniach, w których twórcy prowadzą nas znacznie mocniej za rękę. Gra dokładnie pokazuje, gdzie mamy się udać, co musimy zrobić i jaki jest kolejny krok w historii. Nie każdemu takie podejście przypadnie do gustu, ale w praktyce dobrze pasuje do opowieści o młodym Bondzie, który dopiero uczy się działania w terenie, a jednocześnie bierze udział w coraz bardziej widowiskowych wydarzeniach.

Ograniczenia widać również w samym podejściu do misji. W 007 First Light nie możemy w każdej chwili wyciągnąć broni i zamienić akcji w festiwal strzelania niczym Rambo. Bond musi otrzymać swoją „licencję na zabijanie”, która pojawia się dopiero wtedy, gdy przeciwnik faktycznie przejawia intencję zabicia bohatera. W prostych słowach? Jeśli obok nas biegają faceci z giwerami i próbują nas zastrzelić, możemy odpowiedzieć ogniem i pokazać, co potrafi przyszły agent 007. W innych sytuacjach musimy się skradać, unikać konfrontacji, blefować, manipulować otoczeniem albo radzić sobie w walce wręcz. To ciekawe rozwiązanie, bo przypomina, że Bond nie jest zwykłym najemnikiem, tylko człowiekiem działającym w ramach konkretnych zasad.

Bardzo dobrze wypada też system blefowania i cichego eliminowania przeciwników. James Bond może odwracać uwagę wrogów, zwabiać ich do wyznaczonych miejsc i pozbywać się ich po cichu, co oczywiście mocno przypomina Hitmana. Tyle że tutaj nie możemy nadużywać takich sztuczek bez końca. Bohater jest ograniczony przez „instynkt”, czyli zasób zdobywany za dobrze wykonane akcje. Dzięki temu gra zachęca do precyzji i planowania, ale nie pozwala bezmyślnie spamować najwygodniejszymi rozwiązaniami. Jeśli zostaniemy dostrzeżeni, sytuacja potrafi szybko wymknąć się spod kontroli i wtedy do gry wchodzą pięści.

Walka wręcz jest jednocześnie efektowna i dość prosta. 007 First Light przypomina pod tym względem skromniejszą wersję systemu znanego z serii Batman: Arkham. Bond korzysta z podstawowych ataków, musi unikać chwytów i ciosów, a najlepszym rozwiązaniem bardzo często okazuje się wykorzystanie otoczenia. Możemy chwycić przeciwnika, rzucić go na ścianę, stół, szybę albo różne urządzenia, co jest nie tylko widowiskowe, ale przede wszystkim bardzo skuteczne. Nie jest to najbardziej rozbudowany system walki w grach akcji, ale pasuje do młodego Bonda - brutalnego, szybkiego, jeszcze trochę chaotycznego, ale już piekielnie skutecznego.

Lepiej wypada strzelanie, bo jest bardziej intensywne i naprawdę dobrze oddaje filmowy charakter całej gry. Amunicji często brakuje, więc nie możemy po prostu schować się za osłoną i prowadzić spokojnej wymiany ognia przez kilka minut. IO Interactive chce, żeby Bond był w ciągłym ruchu. Bardzo często opróżniamy magazynek, rzucamy pustym pistoletem w przeciwnika, doskakujemy do niego, przejmujemy jego broń i od razu kontynuujemy walkę. To daje świetne tempo i sprawia, że starcia mają w sobie dużo improwizacji. W najlepszych momentach naprawdę czujemy się jak Bond, który nie tyle realizuje perfekcyjny plan, co błyskawicznie reaguje na chaos wokół siebie i zawsze znajduje sposób, by wyjść z opresji.

Nie mogło też zabraknąć pościgów samochodowych. Są one oczywiście mocno wyreżyserowane, bardzo filmowe i podporządkowane konkretnym scenom, ale trudno odmówić im uroku. To nie są rozbudowane sekwencje wyścigowe, w których nagle dostajemy pełną swobodę prowadzenia, tylko efektowne fragmenty przygody mające podkręcić tempo i przypomnieć, że mówimy o Jamesie Bondzie. I pod tym względem działają naprawdę dobrze.

Recenzowany 007 First Light to trochę Uncharted, trochę Hitman, ale ostatecznie to naprawdę James Bond. IO Interactive bardzo mądrze połączyło efektowną, filmową przygodę z infiltracją, skradaniem, improwizacją i wykorzystywaniem gadżetów, dzięki czemu całość ma własny charakter, a nie sprawia wrażenia prostego klonu innych hitów. Atmosfera budowana przez historię, ciekawe misje rozrzucone po całym świecie, rozmowy, pościgi, walka wręcz, strzelaniny i wszystkie te małe szpiegowskie zabawki od Q sprawiają, że naprawdę czuć tutaj ducha 007 - elegancję, ryzyko, napięcie i ten charakterystyczny moment, gdy plan zaczyna się sypać, a Bond i tak znajduje sposób, by wyjść z sytuacji z klasą.

007 First Light to James Bond z gadżetami

Już w poprzednim akapicie wspomniałem o zabawkach od Q, ale gadżety zasługują na osobny punkt w tej recenzji. W 007 First Light niemal od początku możemy korzystać z rozbudowanego zegarka, który pozwala bawić się różnymi urządzeniami i bardzo szybko staje się jednym z najważniejszych narzędzi Bonda. Wywołujemy spięcie, by otworzyć drzwi, hakujemy smartfony, manipulujemy oświetleniem, odwracamy uwagę przeciwników i w tych momentach gra IO Interactive potrafi delikatnie przypominać serię Watch Dogs. Oczywiście wszystko odbywa się w znacznie bardziej ograniczonych ramach, bo 007 First Light nie jest otwartym sandboksem o hakowaniu, ale sama zabawa systemami otoczenia wypada naprawdę świetnie.

Bond może też korzystać z lasera, który sprawdza się zarówno podczas infiltracji, jak i w bardziej bezpośrednich sytuacjach. Możemy nim oślepiać przeciwników, przecinać zabezpieczenia albo otwierać zamknięte przejścia, co bardzo dobrze pasuje do szpiegowskiego charakteru gry. Kapitalnie wypada również gadżet wywołujący mdłości u ofiary - wystarczy celny strzał, przeciwnik musi nagle zwrócić wczorajszy posiłek, a my zyskujemy kilka cennych sekund, by go okraść, ominąć albo po prostu przejść dalej niezauważeni. To właśnie takie małe, lekko absurdalne, ale bardzo bondowskie rozwiązania sprawiają, że gadżety nie są tylko mechanicznymi dodatkami, ale budują cały klimat.

Wśród dostępnego sprzętu nie brakuje też bardziej ofensywnych zabawek, jak granaty czy nawet mała rakietnica, ale największą frajdę daje mi to, że IO Interactive nie traktuje gadżetów wyłącznie jako kolejnych broni. To narzędzia do improwizacji, planowania i zmiany podejścia do misji. Przed rozpoczęciem zadania wybieramy, z którego wyposażenia chcemy korzystać, więc już na starcie możemy przygotować się pod bardziej ciche przejście, agresywną akcję albo mieszankę obu stylów. I właśnie dlatego gadżety są jednym z tych elementów, które zachęcają do powrotu do wcześniejszych misji. Z innym zestawem sprzętu ta sama lokacja może otworzyć przed nami nowe możliwości, a Bond zaczyna jeszcze mocniej przypominać agenta, który wygrywa nie tylko siłą, ale sprytem, elegancją i zabawkami od Q.

007 First Light to nie tylko główny wątek

W 007 First Light znajduje się jeszcze dodatkowy tryb, w którym możemy sprawdzić swoje umiejętności w specjalnych misjach oraz wyzwaniach. Nie jest to pełnoprawna, osobna historia, ale bardzo dobrze uzupełnia główną kampanię i pozwala wrócić do najważniejszych mechanik gry bez konieczności ponownego przechodzenia całej opowieści. Co ciekawe, samo zakończenie bardzo wyraźnie sugeruje, że IO Interactive nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa… albo otrzymamy pełnoprawną kontynuację, albo właśnie ten tryb stanie się miejscem na kolejne zadania i rozwijanie przygód młodego Bonda.

I to naprawdę znakomita wiadomość, bo 007 First Light zasługuje na dalszy rozwój. To pełnoprawny blockbuster, przeładowany atmosferą Jamesa Bonda i przygotowany z ogromnym wyczuciem tego uniwersum. IO Interactive stworzyło grę, która w niemal każdym momencie uśmiecha się do wiernych fanów 007 - w relacjach Bonda z pięknymi kobietami znajdziecie wiele wymownych dialogów, w starciach z przeciwnikami łatwo dostrzec nawiązania do klasyki serii, a kolejne sceny bardzo często przypominają, że twórcy naprawdę odrobili lekcję z filmów, książek i całej popkulturowej legendy tej marki.

Nie mogę napisać za wiele, bo część tych smaczków najlepiej odkryć samodzielnie, ale chcę jedno podkreślić: IO Interactive wyciąga esencję Jamesa Bonda i podaje ją w formie gry wideo. Elegancja, flirt, brutalność, gadżety, szpiegowskie napięcie, efektowne lokacje, wielkie intrygi i ten charakterystyczny moment, gdy Bond z absolutnie niemożliwej sytuacji wychodzi z lekkim uśmiechem… wszystko to tutaj działa. Dlatego mam ogromną nadzieję, że 007 First Light nie będzie jednorazową przygodą, tylko początkiem większej serii, bo po takim starcie aż chce się zobaczyć, jak IO Interactive rozwinie tę wizję w kolejnych odsłonach.

Muszę jednak podkreślić, że choć 007 First Light na PS5 Pro działa naprawdę dobrze, to nie jest to produkcja całkowicie pozbawiona technicznych potknięć. W niektórych momentach podczas rozgrywki zauważyłem niedopracowane animacje przeciwników - czasami broń potrafiła się dziwnie zawiesić albo zachować w nienaturalny sposób - a gra w kilku scenach lekko zwolniła, choć nie był to problem, który realnie przeszkadzałby w zabawie. Znacznie bardziej zaskoczyły mnie dwa wyrzucenia do ekranu głównego konsoli, ale tutaj muszę podkreślić, że dwa dni przed publikacją recenzji pojawił się pierwszy patch i możliwe, że część tych problemów została już wyeliminowana.

007 First Light to prawdziwy next-genowy James Bond?

007 First Light potrafi wyglądać naprawdę znakomicie i bardzo często widać, że IO Interactive świetnie rozumie filmowy język Jamesa Bonda. Twórcy kapitalnie korzystają ze światła - wchodzimy do eleganckich budynków, gdzie posadzki dosłownie błyszczą, odbicia pracują na powierzchniach, a w lustrach możemy dostrzec sylwetkę głównego bohatera. Do tego dochodzą efektowne sceny akcji, pościgi, strzelaniny i kolejne lokacje rozsiane po świecie, które potrafią bardzo dobrze sprzedać skalę całej przygody. Gdy Bond trafia do zatłoczonych miejsc, eleganckich wnętrz albo bardziej widowiskowych przestrzeni, gra bez problemu potrafi zachwycić oprawą i zbudować odpowiedni klimat.

Nie jest to jednak produkcja równa w każdym detalu. Najłatwiej zauważyć to przy trzecioplanowych postaciach - Bond, jego najważniejsi towarzysze oraz antagoniści zostali przygotowani znakomicie, mają świetne twarze, bardzo dobrą mimikę i odpowiednią ekspresję, ale zwykli NPC-e potrafią wyglądać już znacznie słabiej. Podobnie bywa z niektórymi lokacjami, gdzie czuć, że twórcy oszczędzili na detalach lub jakości wybranych elementów otoczenia. Przez to grafika bywa trochę nierówna, choć ogólny odbiór pozostaje bardzo pozytywny. W najlepszych momentach 007 First Light wygląda jak pełnoprawny, efektowny blockbuster o Bondzie.

Bardzo dużo dobrego robi również udźwiękowienie. Już od filmowego otwarcia, gdy pojawia się motyw przewodni i oglądamy klasyczną czołówkę Bonda, czuć, że IO Interactive doskonale wiedziało, jak wykorzystać tę licencję. Muzyka, efekty i sposób prowadzenia scen natychmiast budują atmosferę elegancji, napięcia i wielkiej szpiegowskiej przygody. Podobnie jest podczas misji - gdy w odpowiednim momencie wybrzmiewa dobrze dobrany utwór, akcja przyspiesza, a Bond rusza do działania, trudno mieć wątpliwości, że uczestniczymy w kolejnej historii Agenta 007. To właśnie dźwięk bardzo często spina całość i sprawia, że nawet prostsze sceny dostają odpowiednio filmowy charakter.

Czy warto zagrać w 007 First Light?

To jest naprawdę dobry początek roku... i recenzowany 007 First Light jest kolejną znakomitą produkcją, o której będzie się mówić jeszcze długo. IO Interactive otrzymało licencję idealnie pasującą do własnego doświadczenia i bardzo dobrze wykorzystało tę szansę. To nie jest zwykły „Hitman z Bondem w roli głównej”, ale pełnoprawna, filmowa przygoda szpiegowska, która potrafi połączyć infiltrację, efektowną akcję, gadżety, pościgi, walkę wręcz i spokojniejsze momenty budowania historii.

Największą siłą gry jest jednak atmosfera. 007 First Light ma świetną, zaskakująco rozbudowaną historię, bardzo dobre postacie i dobrze poprowadzonego młodego Bonda, który dopiero staje się legendą. Patrick Gibson wypada znakomicie, Q kradnie wiele scen, John Greenway świetnie sprawdza się jako twardy mentor, a całość ma ten charakterystyczny bondowski styl - elegancję, ryzyko, piękne lokacje, niebezpieczne kobiety, bezwzględnych oprychów i momenty, w których plan rozsypuje się na naszych oczach, ale bohater nadal znajduje sposób, by wyjść z sytuacji z klasą.

Oczywiście nie wszystko jest idealne. Rozgrywka czasami prowadzi nas mocno za rękę, a niektóre ograniczenia w misjach potrafią rzucić się w oczy... ale to są detale, które nie zmieniają najważniejszego: dawno nie bawiłem się tak dobrze w grze o Jamesie Bondzie. 007 First Light to efektowna, dopracowana i pełna klimatu przygoda, która nie tylko rozumie tę licencję, ale może stać się początkiem nowej, znakomitej serii od IO Interactive.

Advertisement

Ocena - recenzja gry 007 First Light

Atuty

  • Najlepsza gra o Jamesie Bondzie w historii,
  • Świetna, zaskakująco rozbudowana historia,
  • Bardzo dobrze pokazana droga młodego Bonda do statusu agenta 007,
  • Patrick Gibson znakomicie wypada jako James Bond,
  • Świetne postacie drugoplanowe, szczególnie Q i John Greenway,
  • Kapitalna atmosfera klasycznej przygody 007,
  • Udane połączenie Hitmana z filmową akcją w stylu Uncharted,
  • Ciekawe misje rozrzucone po całym świecie,
  • Gadżety od Q świetnie wpływają na rozgrywkę,
  • Strzelanie jest dynamiczne, efektowne i bardzo bondowskie,
  • Oprawa w najlepszych momentach potrafi zachwycić,
  • Bardzo dobre udźwiękowienie i świetnie wykorzystany motyw 007.

Wady

  • Niektóre misje zbyt mocno prowadzą gracza za rękę,
  • Lokacje bywają ograniczone bardziej niż w Hitmanie,
  • Pod względem graficznym nie otrzymujemy stale oczekiwanego poziomu.

007 First Light to najlepsza gra o Jamesie Bondzie w historii - świetnie napisana, znakomicie zagrana i pełna tej niepowtarzalnej atmosfery, której oczekujemy od opowieści o Agencie 007. IO Interactive połączyło własne doświadczenie z Hitmana z filmową przygodą w stylu Uncharted, dorzucając do tego gadżety, efektowne misje, ciekawe postacie i bardzo dobrze poprowadzoną historię młodego Bonda. Nie wszystko działa idealnie, bo gra czasami prowadzi za rękę (za mocno!), ale ostatecznie to kapitalny początek nowej ery 007 w grach.
Graliśmy na: PS5

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper