Kwestią czasu było zatem nadejście dużej gry wideo sygnowanej logotypem rosnącej w siłę marki. Co prawda My Hero otrzymało dedykowaną sobie produkcję już wcześniej, ale była to popierdółka dostępna wyłącznie w Japonii i to w dodatku na 3DS-a. Premiera One's Justice była więc przez fanów przygód Deku i All Mighta długo wyczekiwanym kąskiem.

Detroit Smash!

Zajmująca się produkcją gry ekipa Byking dostała od Bandai Namco zapewne bardzo proste zadania - "zróbcie prostą adaptacje serii, bez własnych fabularnych nowinek", co jest typowe dla tego typu tytułów. Deweloperzy wzięli się zatem do pracy i scenariusz swojego dzieła oparli na historii znanej z anime od momentu gdy Deku trafia na szkolenie do Gran Torino, aż do epickiej walki All Mighta z All for One.

Dlaczego rozpoczęto grę tak jakby od środka? Początki są w tej serii dosyć leniwe i bardziej emocjonalne, aniżeli napakowane walką, a głupio byłoby też zacząć zabawę końcówki pierwszego sezonu, czy też wielkiego turnieju uczniów U.A Academy. Moment, w którym Midoriya, nasz główny bohater, idzie na nauki do Gran Torino, był zatem idealnym miejscem na implementację samouczka.

Podczas niego nauczymy się kilku podstawowych komend związanych z poruszaniem się, unikami, atakami zwyczajnymi oraz zagraniami uderzeniami z gatunku Plus Ultra. Po krótkim wprowadzeniu przenoszeni jesteśmy od razu do menu całej produkcji i trzeba tutaj przyznać, że artyści z Byking odwalili kawał solidnej roboty. Każda zakładka ma dedykowane tło, które wizualnie daje nam sygnał o zawartości, jaką znajdziemy w środku - co warto tu podkreślić, to fakt, iż niemal każde z nich zostało dobrane bardzo sensownie w ujęciu lore tegoż uniwersum.

Jeśli zaś chodzi o tryb fabularny, ten podzielony został na dwie sekcje ukazujące wydarzenia znane z mangi oraz anime zarówno od strony bohaterów jak i złoczyńców, co jest świetną gratką dla miłośników serii. Niestety ukazuje nam się tutaj jedna z największych bolączek My Hero: One's Justice, a mianowicie zbyt ostrożne podejście Bandai Namco do budżetu gry i czasu na jej stworzenie. 

Przez to, że deweloperzy mieli do dyspozycji relatywnie małe środki, musieli ciąć koszty gdzie się tylko da, dlatego też jakieś 30% z misji jakie rozgrywamy w trakcie obu kampanii, to bardzo proste i zazwyczaj komiksowo ukazane scenki traktujące o jakimś małym fragmencie większej opowieści.

Jednakże mimo wszystko, fani Akademii Bohaterów powinni być w miarę zadowoleni z tego, co reprezentuje sobą kampania jako całość. Będziecie w niej mogli sklepać zadek Stainowi, wziąć udział w walce Deku z Muscularem, czy też pomóc All Mightowi rozprawić się z All for One. Tak samo stając po tej złej stronie powalczymy między innymi jako Stain, ścierając się z uczniami U.A. Academy.

Arizona Smash!

Pomimo ograniczonego budżetu, ekipa odpowiedzialna za scenariusz chciała tu odtworzyć najbardziej kultowe momenty z anime w formie pre-renderowanych scenek opartych na silniku gry. O ile sam pomysł trzeba uszanować, bo miał w sobie spory potencjał, o tyle wysiłek włożonych w taką replikację poszedł na marne. W samym anime, w takich momentach jak pokonanie Staina, akcja ratunkowa Bakugo, czy ostateczny cios zadany All for One, czuć było niesamowite emocje, energię drzemiącą w każdej klatce animacji - tutaj zaś z braku czasu na dopracowanie efektów, wyszła jedynie marna kopia. Lepszym rozwiązaniem byłoby już wklejenie tych momentów wprost z serialu.

Jeśli zaś chodzi o rozgrywkę, ta stoi na całkiem solidnym poziomie. Z racji tego, że wydawcą gry jest Bandai Namco, otrzymaliśmy tu kolejne dzieło wprost klonujące rozwiązania znane z serii Naruto Ultimate Ninja Storm. Tak więc znajdziemy tu arenowe walki 1 na 1, w których w zależności od ustawień meczu, mogą brać udział aktywowani guziczkiem towarzysze. Jednakże Byking dodało tu nieco własnych pomysłów.

Przede wszystkim niemalże całe środowisko jest w pełni zniszczalne, zaś gdy obie postacie staną w boju na ścianie, aktywuje się specjalna sekwencja zwana "Wall Rush", w której kamera zmienia swoją pozycję i kadruje bohaterów na ścianie - ciekawe rozwiązanie urozmaicające wrażenia z rozgrywki.

Ponadto każda z grywalnych postaci została świetnie zaprojektowana i najwięksi fani marki dostrzegą tu niesamowite pokłady pracy włożone w przywiązanie do nawet drobnych detali. Gdy Deku użyje swojego słabszego ruchu Plus Ultra, w którym strzela z palca, jego strój ulega zniszczeniu, zaś palce wykorzystywane do ataku zmienią swą barwę tak, jakby były połamane.

Gdy zaś All Might użyje silnego ciosu Plus Ultra, uruchomi animację wiernie odwzorowującą jego zachowania z pamiętnej walki z Nomu, gdzie zadał wrogowi dokładnie 300 uderzeń, a ostatnim z nich posłał paskudę w przestworza. A taka dajmy na to Uraraka wykorzystuje do walki między innymi ruch znany z pierwszego sezonu anime jako "Home Run Comet".

Niestety te bardzo pozytywne odczucia niemalże natychmiastowo burzone są z siłą buldożera przez bardzo, ale to bardzo, fatalną sztuczną inteligencję naszych adwersarzy. W każdej normalnej bijatyce jest tak, że nasi rywale przyjmują jakieś pre-definiowane taktyki i wcielają je w życie atakując, robiąc uniki czy też blokując i kontrując poczynania gracza.

Tutaj zaś wszyscy wybrali wybitnie nieefektywną metodę walki składającą się z trzech kroków. Po pierwsze uciekaj i skacz po arenie jak kangur, dalej zaatakuj gracza, jeśli trafisz, uciekaj dalej, a jeśli nie trafisz i dostaniesz w ucho, wstań i przez 5 sekund próbuj wbiec w ścianę. Sekwencję powtarzaj aż do przegranej.

United States of Smash!

Wzorem dzisiejszych trendów, My Hero: One's Justice zawiera sporo dodatkowych atrakcji, jakie mają zatrzymać nas przy grze na dłużej. Zainteresowani znajdą tu specjalne Misje, które podzielone zostały na kilka map, na których musimy przejść kilka bardziej wymagających walk. Dodatkowo na samym dole menu czekać na was będzie tryb Arcade, jaki skomponowany został z 6 etapów, gdzie ostatnim bossem jest All for One. Nie zapomniano także o meczach lokalnych oraz tych sieciowych, podzielonych na starcia rankingowe i rekreacyjne. 

Do naszej dyspozycji oddano również zaawansowany edytor postaci, gdzie każdemu z grywalnych zawodników zmienimy wypowiadane kwestie, pozy bojowe oraz oczywiście stroje. Tutaj ponownie widać, że ekipa Byking naprawdę świetnie odnajduje się w tym uniwersum, albowiem jedne z takich bardziej komicznych dekoracji dla naszych postaci związane są z jednym z największych perwertów w serii. Niejaki "Mineta" (tak, to jego oryginalne, japońskie imię...) znalazł się tu zarówno jako wielki hełm oraz figurka jaką przykleja się do nogi - na naszym screenie zobaczycie jak to wygląda w samej grze.

Jako wierny fan marki Boku no Hero Academia, liczyłem na to, że Bandai Namco sypnie na produkcję gry osadzonej w tak popularnym świecie nieco więcej kasy niż zazwyczaj. Niestety na każdym kroku widać tu, że pasja drzemiąca w deweloperach oraz ich umiejętności tłumione były przez ograniczenia związane z czasem produkcji i prawdopodobnie śmiesznej wielkości budżetem.

Graficznie tytuł pamięta czasy poprzedniej generacji, zaś technicznie wymagał jeszcze z miesiąca lub dwóch na optymalizację. Na szczęście wysiłek deweloperów doceniony zostanie przez tych graczy, którzy wychwycą drobne detale dodane tu i ówdzie przez projektantów. Godne potępienia jest zaś podejście Bandai Namco do dodatkowej zawartości, jaką możemy zakupić do My Hero: One's Justice.

W ofercie znajduje się tylko 1 darmowe DLC, które oddaje w nasze ręce Deku w wersji Full Cowl - który różni się od zwykłej wyłącznie nakładkami na strój i może paroma ciosami. Kolejne już są płatne i pozwalają nam zakupić nowych zawodników oraz przypisane do nich misje specjalne - szkoda tylko, że trzeba je kupować osobno. Oznacza to, że za bohatera i zestaw paru walk, które na spokojnie można poskładać w silniku gry w jakieś 2 dni, trzeba zapłacić ponad 20 zł.