Jedna historia na dwóch wymiarach

 

Przedstawiciele z Novarama Technology oraz Magenta Software wspólnie sięgnęli po świetną koncepcję – jednocześnie tworzyli, a następnie wydali dwie gry: Invizimals: Zaginione Królestwo (PlayStation 3) oraz Invizimals: Drużyna (PlayStation Vita) i co warto zaznaczyć już na samym początku tekstu oba te tytuły ze sobą współgrają. Przykładowo na początku poznajemy opowieść na PS Vita, a później możemy rozszerzyć swoją wiedzę o historię z PlayStation 3. Opowieść przechodzi pomiędzy produkcjami, a bohaterowie opowiadają wydarzenia i przedstawiają nowe Invizimale. Ten koncept prezentuje się świetnie.

 

Dodatkowymi funkcjami łączącymi platformy jest wspólna gra – posiadacze PS Vity mogą konkurować lub pomagać znajomemu, który gra na PlayStation 3. Oczywiście sytuacja działa również w drugą stronę.

 

 

Mali ludzie ratują świat!

 

Poznawania świata na dwóch urządzeniach spodoba się wszystkim graczom. Jednak nie da się ukryć, że sama opowieść jest skierowana do młodszych odbiorców. Nie jest to oczywiście wielka wada – target został ustalony zapewne przed samym stworzeniem uniwersum, ale niektóre teksty, czy też zachowania bohaterów potrafią irytować.

 

Na wielki plus zasługuje samo ukazanie opowieści – gra została obładowana przerywnikami filmowymi, w których aktorzy przybliżają nam fabułę. Młodsi gracze bez problemu wczują się w klimat opowieści i wsiąkną we tę historię. Na brawa zasługuje dubbing, który nie odstrasza. W trakcie rozgrywki gracz wciela się w młodego badacza zajmującego się Invizimalami. Opowieść wielokrotnie jest ukazana z perspektywy pierwszej osoby, zaś postać trzyma w dłoniach, identycznie jak gracz, system PlayStation Vita – utożsamienie z bohaterem gwarantowane!

 

Invizimals: Drużyna to przygoda dla młodszych graczy, którzy pokochają te małe stworki i będą zatapiać się w tej dość infantylnej historii od samego początku. Dużym plusem są poradniki, które pojawiają się przez całą produkcję – autorzy dokładnie tłumaczą wszystkie aspekty gry.

 

 

Ale nawet starsi mogą bawić się dobrze…

 

Drużyna daje nam możliwość fantastycznej walki w kilku wariantach. Pojedynki odbywają się na różnych arenach, gdzie postacie poruszają się swobodnie. Każdy z Invizimali na starcie ma cztery ataki, które w różnym stopniu zagrażają życiu rywali – niektóre atakuje z bliska, inne z daleka, a kolejne powodują obrażenia obszarowe. Warto wspomnieć, że stworki charakteryzują się kilkoma statystykami, a podczas zdobywania kolejnych poziomów doświadczenia nasz pupil rośnie. Gdy nadejdzie odpowiedni moment możemy dodatkowo pomyśleć o ewolucji, która powiększa siłę chowańca i odrobinę zmienia jego wygląd.

 

Dużo tego, dużo tamtego i trzeba się nabiegać

 

Twórcy pomyśleli, że gracze mogą nie chcieć wyłącznie poznawać fabuły i dołączyli do rozgrywki kilka interesujących elementów. Zastanawia Was w jaki sposób zdobywamy nowe Invizimale? Niektóre pokonane okazy trafiają do sklepu, które następnie możemy kupić, ale największą zabawę daje pozyskiwanie tych, które znajdują się w naszym domu! Tutaj z pomocą przychodzi rozszerzona rzeczywistość i fakt, że potworki możecie znaleźć w każdym miejscu. Podczas poszukiwań należy nasłuchiwać odgłosów, wyszukiwać śladów, zagrać w mini-gry lub po prostu zawalczyć z wściekłą bestią. Pomysł idealnie komponuje się z możliwościami konsoli i cały koncept na pewno rozbawi wszystkich młodszych odbiorców. Starsi mogą czuć się dziwnie biegając z konsolą po domu lub machając sprzętem za prawie tysiąc złotych w zawrotnym tempie. Dla potwierdzenia tych słów wspomnę tylko, że teść do teraz patrzy na mnie dziwnie, bo biegałem po jego mieszkaniu w poszukiwaniu śladów jednego z Invizimali… Z drugiej strony młodsza szwagierka do teraz ciągle pyta „kiedy znowu zagramy”, bo chce biegać i szukać „tych śmiesznych jaszczurek”.

 

Systematycznie podczas rozgrywki dostajemy możliwość tworzenia różnych budynków, dzięki którym pchamy dalej fabułę. Dla przykładu mamy tutaj arenę turniejową, laboratorium, czy nawet sklep. Różne miejsca pozwalają nam na małe zabawy – warto wspomnieć, że możemy nabywać lub zdobywać składniki, z których wykonujemy wektory – czyli małe gadżety ułatwiające rywalizację. Autorzy w tym miejscu nie zapomnieli o funkcjach konsoli – konstrukcje stawiamy na karcie rozszerzonej rzeczywistości, a poszczególnymi elementami ruszamy za pomocą dotykowego . Przyjemna mini-gierka. 

 

Jeśli już wspomniałem o turniejach, to muszę napomknąć, że na arenie odnajdą się wszyscy mali trenerzy Pokemonów. Możemy brać udział w różnorodnych wydarzeniach na ciekawych planszach, a im dalsze losy bohaterów poznamy, tym rywale są silniejsi.

 

 

Jest poprawnie i tego się trzymajmy

 

Ten tytuł na małej konsoli Sony wygląda przyzwoicie. Jak już wspomniałem, podczas poznawania historii rozkoszujemy się serią filmików live-action, zaś same pojedynki są bardzo kolorowe i przyjemne dla oka. Podobnie zresztą jak same Invizimale, które choć przegrywają w moim osobistym rankingu z Pokemonami, to przy dłuższym poznaniu prezentują się nieźle. Trzeba przy tym pamiętać, że grafika jest bardzo prosta - nie mamy tutaj wystrzałowych akcji, nie pojawi się moment "wow jak to wygląda". Podobnie zresztą jest z muzyką – w dzisiejszych czasach trudno zepsuć ten element produkcji, ale także w tym miejscu autorzy nie wykazali się ambicją.  

 

Sieć rozpalona do czerwoności!

 

Nie spodziewałem się, że w takiej produkcji znajdę chętnych do rozgrywki Online. Gracze z uśmiechem na twarzy walczą w Sieci i aż miło czasami sprawdzić swoje umiejętności, a zarazem siłę swojego stwora. Programiści zapewnili dość pokaźną możliwość ingerowania w serwery, dlatego tuż przed starciem meczu możemy dowolnie zmieniać poszczególne elementy pojedynku.

 

 

Gdybym był młodszy…

 

Przyznam się bez bicia, że przez pierwsze 4 godziny biegałem po mieszkaniu razem z ośmiolatką i szukałem różnych Invizimali, aby po chwili móc rozegrać na arenie zacięte bitwy. Jednak starego konia nie nauczysz nowych sztuczek, a jako że przesiedziałem ostatnie kilka lat z kontrolerem w ręku, to po chwili zapragnąłem spokoju. Nie pomaga w tym wszystkim monotonia i powtarzające się schematy. Akurat w tym przypadku doskonale wiem, że już kilka lat temu wyrosłem z grupy, w którą celowali twórcy.

 

Młodsi, a przetestowałem to na ośmioletniej dziewczynce, pokochają tę grę i będą chcieli więcej, więcej i więcej! Ich nie męczy bieganie, a podobnie jak zadawanie pytania „dlaczego?”, mogą wykonywać te same sekwencje w nieskończoność. W oczach najmłodszych graczy ten tytuł może okazać się grą roku – są tutaj stworki, jest mnóstwo małych gier, są ciekawe walki i podobno (cytuję) „fajna historia”, a no i „ten miły doktor”.

 

Kończąc, bo i tak powiedziałem już za wiele – jeśli macie naście lat na karku, ale lubicie czasami odwiedzić Alabastię, to możecie liznąć tej produkcji, ale nie oczekujcie za wiele. Pamiętajcie o przestrodze, którą mam nadzieję czytelnie zawarłem w tym tekście. Natomiast tatusie i mamusie muszą zapamiętać, że na sklepowych półkach znajduje się idealny prezent dla ich pociech. Dla tej grupy też mam przestrogę – po kupieniu gry możecie już nie odzyskać PlayStation Vity.