Zwykłe okrążenia, jazda po checkpointach na otwartej mapie, bardziej efektowny Supercross czy wielka nowość w postaci Rythm Racing na długim, wyboistym torze – czego tu nie ma?! Cóż, ktoś złośliwy mógłby zacząć wymieniać – akceptowalnej grafiki, realistycznych animacji, wiernie odwzorowanego zachowania się pojazdów, porządnego SI, chętnych do gry w Sieci, balansu pojazdów, dobrego framerate’u… na szczęście nie jestem złośliwy. No, może troszkę.

Jeśli byłby konkurs na najgorsze pierwsze wrażenie, MX vs. ATV Supercross Encore spokojnie wylądowałoby w czołówce. W grach wyścigowych powinniśmy zaczynać z beznadziejną maszyną, by powoli piąć się coraz wyżej i zdobywać pojazdy lepszej klasy, ale tutaj startowe crossy i quady wystarczają, by pokonać wszystkich na najwyższym poziomie trudności. Gdybyście pomyśleli, że po prostu świetnie gram (ta, na pewno tak pomyśleliście), to uspokajam – moje umiejętności wyścigowe w dobrym dniu można zaliczyć co najwyżej do średnich. Niestety, podobnie jest ze sztuczną inteligencją.

Rywale są trochę agresywni, trochę popełniają błędów, czasami zatrzymują na środku drogi, stając bez powodu bokiem i blokując część trasy. Dlaczego? Mam teorię, że deweloper chciał dać iluzję gry z żywym przeciwnikiem, który pewnie znudziłby się w trakcie wyścigu i poszedł robić coś innego. Nie żeby w grze nie było sieciowego multiplayera, po prostu twórcy się nie oszukiwali – oprócz recenzentów w okolicach premiery, nikogo w tym trybie nie znajdziecie.

Problematyczny jest też balans maszyn. O ile te początkowe są przeciętne (i jest to całkiem logiczne), o tyle odblokowywane później bestie (szczególnie crossy) wykazują się takim mocnym silnikiem i nieposłuszeństwem względem praw fizyki, że łatwo wybić się w powietrze, zrobić kilka backflipów z bardziej efektownymi Supermanami i wylądować, najczęściej zupełnie poza torem.

Pisałem o tragicznym pierwszym wrażeniu, a później wcale nie jest lepiej, ale właśnie z powodu late-game’owych absurdów zaczynamy doceniać sam początek. Startowe pojazdy może i nie są jakieś wyjątkowe, lecz wybicie się na nich i zrobienie najprostszego tricka to wyzwanie. W pierwszych godzinach fakt ten irytuje, ale później, wraz z przesytem szalonych wyczynów w powietrzu, można docenić „gorsze” crossy.

Graficznie MX vs. ATV Supercross Encore przypomniało mi Farming Simulator – całkiem spora szczegółowość pojazdów, ale otoczenie i cała reszta (włącznie z rozpoczynającą każdy wyścig panną) razi teksturami rodem sprzed dwóch generacji. Sztywne animacje też niespecjalnie zachwycają, chociaż kilka tricków wygląda całkiem efektownie. Nie można jednak pominąć nagminnego przenikania się obiektów i takich rodzynków, jak „wchodzenie” w model innego zawodnika, gdy ten jest za nami na tej samej odległości, co kamera. O przesadzie w wybijaniu się już pisałem, ale przeszkadzał mi również brak różnic w jeździe na odmiennych rodzajach podłoża, a całość spinają drobne zjazdy wyświetlanych klatek na sekundę. Z zalet to w sumie niebo wygląda znośnie.

Konsolowa wersja produkcji posiada możliwość gry na podzielonym ekranie, więc z uwagi na pusty Online może to być zbawieniem. Inna sprawa, że mając znajomego z drugą kopią MX vs. ATV, sieciowe starcie nie sprawi Wam żadnych kłopotów natury technicznej – ba, nawet wszystko będzie chodzić płynniej, bo mamy tylko dwóch zawodników (można niby do dwunastu, ale powodzenia w zbieraniu takiej ekipy). A czekając na znajomego w lobby da się wypróbować trasę, na jaką zaraz wskoczycie. Wszystko zatem działa na akceptowalnym poziomie.

Co to za wyścigi, w których nie uświadczycie przypływu adrenaliny, nie czuć pędu, a jedyny przeciwnik w postaci SI zawodzi nawet na najwyższym poziomie trudności? Mówiąc krótko – to nieudane wyścigi. MX vs. ATV Supercross Encore jakieś tam podstawy ma i na split-screenie można parę rundek ze znajomym zagrać. Cieszą też licencjonowane nazwiska czy pojazdy wśród których znalazły się maluchy 50cc i nawet monotonną rozgrywkę urozmaica kamera z oczu oraz ta „filmowa”, ale lepiej chwycić starsze odsłony Alive czy rewelacyjnego MX vs. ATV Unleashed (PS2). Supercross było już słabe na PS3, a odświeżone i wzbogacone Encore wciąż nie dostarcza takiej frajdy jak poprzedniczki.