Po włączeniu gry, pierwsze, z czym przyjdzie nam się zmierzyć, to sterowanie. Z pozoru wydaje się łatwe - lewym drążkiem poruszamy chlebkiem, prawym obracamy kamerą (która momentami do granic możliwości wyczerpuje pokłady cierpliwości i przyprawia o frustrację), tylnymi przyciskami i spustami kontrolujemy każdy z rogów kromki, dzięki czemu jakikolwiek ruch jest wykonalny, a przyciskami geometrycznymi zatrzaskujemy dany róg w ciągłym chwycie. Wspomniałem, że sterowanie z pozoru jest proste. Pozory jednak mylą ponieważ opanowanie bezwładności chlebka w praktyce jest ciężkim zdaniem, a zmuszenie go do wykonania dokładnie tego, co chcemy, żeby wykonał, wymaga sporej ilości prób.

Cel gry jest prosty - należy dotrzeć chlebkiem do źródła ciepła i upiec go. Wbrew pozorom nie zawsze jest to toster. Banalnie brzmiące zadanie bardzo szybko okazuje się niezwykle ciężkie do zrealizowania, bowiem na każdym poziomie czyhają na nas różnego rodzaju przeszkody i zagrożenia. Interakcja z nimi jest skutkuje zmniejszeniem jadalności naszego bohatera. Oczywiście kiedy ów wskaźnik sięgnie zera, planszę kończymy porażką i trzeba zaczynać od początku. Na szczęście można zwiększyć poziom pyszności sznytki poprzez wysmarowanie się marmoladą, dżemem, masłem czy innymi frykasami. Twórcy zastosowali pewne ułatwienie dla mniej cierpliwych graczy - gdy parę razy z rzędu poniesiemy porażkę, na początku planszy pojawia się pewien wspomagacz, dzięki któremu jesteśmy odporni na spadek jadalności oraz zyskujemy nieograniczony czas chwytu.

I am Bread oferuje nam siedem różnych plansz plus epilog. Przejście ich zajmie nam od trzydziestu minut do nawet paru godzin. Wszystko zależy od naszego opanowania ruchów chlebka i obeznania w otoczeniu. Oprócz trybu opowieści, Bossa Studios zapewniło nam dodatkową porcję zabawy w postaci innych trybów gry. Są to: Cheese Hunt, w którym jako krakers musimy zebrać ukryte kawałki sera, oraz Bagel Race polegający na dotarciu obwarzankiem ze startu do mety w jak najkrótszym czasie, przechodząc przez punkty kontrolne. W wersji na PlayStation 4 twórcy z błędu występującego na PC stworzyli kolejny tryb gry - Zero Gravity. Jak nietrudno się domyślić, grawitacja płata tam figle. Jeżeli poprzednie tryby wystarczająco nas zdenerwują, możemy oddać się niczym nieskrępowanej rozwałce za pomocą bagietki. Ostatni tryb to Free Roam, czyli bezcelowe poruszanie się po wybranej planszy. To w tym trybie można obmyślić strategię na poprawienie wyników zdobytych we wcześniejszych podejściach oraz poznać wszelkie zakamarki każdego poziomu.

Niestety jak to często bywa w grach od deweloperów niezależnych, tak i w I am Bread znalazły się błędy skutecznie podnoszące poziom frustracji. Wiele razy mój chlebek potrafił utknąć pomiędzy teksturami i za nic nie chciał się z nich wydostać. Zdarzają się tez problemy z detekcją kolizji, przez co nie zawsze możemy chwycić się wybranej powierzchni. Jednak najbardziej irytującym błędem, na jaki się natknąłem, to utrata jadalności pomimo wyraźnego braku kontaktu z powierzchnią zmniejszającą jej poziom.

Na koniec warto wspomnieć, że I am Bread ma fabułę. Cała historia opowiadana jest przez właściciela domu, w którym zaczynamy zabawę. Na skutek naszych poczynań jegomość powoli popada w szaleństwo. Potwierdzają to widoczne na początku każdej planszy opinie od psychologa. Koniec końców właściciel domu ląduje na stole operacyjnym w innej grze Bossa Studios - Surgeon Simulator: Anniversary Edition.

Czy warto więc zainteresować się grą w której gramy kromką chleba? Jeśli aktualnie nie mamy nic innego do ogrania i cierpimy na nadmiar gotówki, to tak. Ale lepie jednak poczekać na przecenę.