Strzępy (2026) - recenzja, opinia o serialu [Disney]. Los Angeles, koks i seryjni mordercy
Dzieci reżyserów i producentów filmowych Hollywood kończą powoli liceum, podczas gdy w Los Angeles zaczyna grasować nowy seryjny morderca. W starciu hormony kontra najczystszą kokaina kontra brutalna przemoc, zwycięzca może być tylko jeden.
Bret Easton Ellis nie napisał żadnej książki przez trzynaście lat trzydziestoośmioletniej kariery, po czym nagle obudził się z letargu i w 2023 wypluł na rynek "Strzępy" - powieść odważnie tańczącą na granicy fikcji i autobiografii. W typowym dla siebie stylu, lekkie pióro miesza się w niej z przestylizowanymi dialogami i lekko pretensjonalnym wydźwiękiem, pozostawiając jednak czytelnika z bardzo wyraźną wizją świata, który autor zamierzał mu pokazać. Naturalnie, Hollywood rzuciło się na prawa do ekranizacji.
Ostatecznie wygrał FX, czyli, patrząc ciut szerzej, Disney i tak oto do projektu dołączony został Ryan Murphy (zabawne nazwisko, kiedy czyta się akurat najnowszą przygodę Cormorana Strike'a), autor sukcesu produkcji takich jak "Glee", "American horror story" czy "911". I widz natychmiast wie, że czego by "Strzępom" nie zarzucać, stylu brakować im nie będzie.
Strzępy (2026) - recenzja, opinia o serialu [Disney]. Wspomnienia młodego Ellisa
"Strzępy" opowiadają historię młodego Breta Eastona Ellisa, zaczynającego swój ostatni rok w elitarnym liceum dla bogatych, uprzywilejowanych dzieci Hollywood. Życie jest lekkie i przyjemne. Co wieczór, wspólnie z przyjaciółmi, ciągną najlepszej jakości, czystą kokainę, poprawiają sobie urodę i uprawiają niezobowiązujący seks. Bret (Igby Rigney) ma niby dziewczynę, piękną Debbie (Hayes Warner), córkę znanego producenta z fabryki snów (Wes Bentley), ale tak naprawdę dziewczyny interesują go znacznie mniej niż chłopaki. I choć w tych czasach nie może sobie pozwolić na otwarty związek z drugim mężczyzną, uprzywilejowana pozycja sprawia, że i tak może robić z grubsza co mu się podoba. Jego przyjaciele nie są pod tym względem lepsi. Największym problemem Thoma i Susan (Graham Campbell i Kaia Gerber) jest to czy chcą zostać królem i królową balu maturalnego. Wszystko psuje się jednak, gdy w mieście pojawia się nowy chłopak - tajemniczy i zabójczo przystojny Robert (Homer Gere) - a wraz z nim, nowy seryjny morderca.
Dzisiejsi giganci streamingowi mają paskudny zwyczaj wysyłania do recenzji wszystkiego... Poza finałowym odcinkiem. Tak więc, lekko zawiedziony samym serialem, ale jednak spragniony informacji o zakończeniu jego najbardziej tajemniczego wątku, sprawdziłem jak kończy się książka. I co? I jest to jeden z największych zawodów, jakie przeżyłem w tym roku. Niby można się było spodziewać, że tworząc pół biografię z nieistniejącym w prawdziwym życiu mordercą dla dodania pikanterii, nie okaże się nagle, że to najbliższy przyjaciel Breta był mordercą. Ale, kurde, mogłoby się jednak okazać, nie wiem, cokolwiek! Na samym początku serialu, Bret zza kadru komentuje, że nie podobało mu się "Lśnienie" Kubricka, bo nie miało za wiele wspólnego z książką. Mam nadzieję , że to subtelny komentarz twórców serialu, którzy informują widza, że zakonczneie serialu będzie bardziej konkretne niż zakończenie książki, ponieważ bez tego nie potrafię zmusić się do polecenia komukolwiek tej produkcji.
Strzępy (2026) - recenzja, opinia o serialu [Disney]. Styl, styl i jeszcze raz STYL
Wypada jednak przyznać, że tak jak fabularnie nie dzieje się zbyt wiele, a narracja to taki typowy Ellis, wchodzący w dziwne detale, obsesyjnie skupiający się na szczegółach ostatecznie niewiele wnoszących do narracji - choć dających pewien wgląd w psychikę głównego bohatera - tak czysto technicznie serial jest absolutnie pierwszorzędny. Czy chcemy rozmawiać o zdjęciach, tak pięknie imitujących tamtą dekadę, czy kostiumach perfekcyjnie mieszających estetykę lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Czy może o ścieżce dźwiękowej, przepełnionej wręcz klasykami jak żywo wyciągniętymi z mojej prywatnej, codziennej playlisty. Czy o młodzież o oświetleniu, o kadrowaniu czy o czymkolwiek innym. "Strzępy" wygląda absolutnie pierwszorzędnie, a jeśli jego homoerotyczne tony wpisują się w twoje gusta, to można do tego dorzucić również, że jest to serial kosmicznie wręcz erotyczny.
I właśnie ta ostatnia myśl trochę mi doskwiera, bo tak jak lubię uważać się za osobę raczej otwartą na różne koncepcje, tak tutaj mam wrażenie, że homoseksualność poszczególnych bohaterów razi mnie trochę mocniej niż bym sobie tego życzył. Czuję się tak jakby selsualność bohatera była jednym z najważniejszych wątków całego serialu, zamiast po prostu elementem jego charakterologii. Może to kwestia tego, że w ogóle cały serial jest bardzo mocno nacechowany seksualnie, że znaczna jego część opiera się na miłosnych zawirowaniach bohaterów, nie wiem, ale miałem problem żeby w pełni poczuć klimat opowieści. Bogate, homoseksualne dzieciaki, które głównie walą koks i się bawią - z kim tu sympatyzować?!
"Strzępy" to dla mnie bardzo dziwna produkcja. Z jednej strony stylistycznie dopieszczona w najdrobniejszych detalach, z drugiej pusta, pompatyczna i pretensjonalna. Może to wszystko jest celowym działaniem ze strony producentów, może zmierza do jakiegoś sensownego finału, ale na ten moment kompletnie tego nie czuję. Sprawdzę finał, bo już naprawdę niewiele do niego brakuje, ale myślę, że sam z siebie odpadłbym już dawno temu.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych