Usta diabła (2026) – recenzja filmu [Amazon]. Nastolatki, jaskinie i żądny krwi rekin

Usta diabła (2026) – recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Nastolatki, jaskinie i żądny krwi rekin

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 20:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Sam, Max oraz ich szkolni przyjaciele wybierają się na szaloną wyprawę po malowniczej Tajlandii. Postanawiają zwiedzić kompleks jaskiń znany jako „Usta diabła”. Niestety, szybko okazuje się, że siniaki i skaleczenia będą najmniejszymi z ich zmartwień, ponieważ ich tropem zaczyna podążać groźny, słodkowodny rekin. Czy uda im się przed nim uciec? A może zostaną pochłonięci przez Usta Diabła?

Przyznaję bez bicia, że jedynym elementem filmu Amazona, który sprawił, że faktycznie miałem ochotę go obejrzeć, była osoba Kathryn Newton. Nie chodzi nawet o to, że uważam ją za jakoś znaczącą aktorkę, osobę, dla której warto jest zaprzestać to, co się obecnie robi i zabrać się za seans jej najnowszego filmu, ale zobaczyłem po prostu znane nazwisko, które łączę bardziej lub mniej świadomie z innymi produkcjami, więc stwierdziłem, że ten jej nowy film nie może być jakoś BARDZO zły, skoro zgodziła się w nim zagrać. Cóż, może i kiedyś tak właśnie to wyglądało – wybierając się na film ze Stallone'em można było oczekiwać rozrywki na konkretnym poziomie – raz wyższym, raz gorszym, ale poniżej pewnego pułapu nie schodzącym. I choć przytomnie zdaję sobie sprawę z faktu, że tamte czasy już dawno minęły, to jednak mechanizm wciąż żywo oddziałuje na moją głowę. I co, czy warto było dać się skusić na nowy film z córką Ant-Mana? O, panie!

Dalsza część tekstu pod wideo

Kawa na ławę – to może być jeden z najsłabszych horrorów tego roku. I nie chodzi mi tu o estetykę, bo wiadomo, że robione za garść drobniaków kino klasy D będzie wyglądało obiektywnie gorzej niż dzisiejszy film. Nowość od Amazona jest problematyczna ponieważ ma słabą intrygę, marne postacie, dramatycznej jakości CGI i napięcie tworzone za pomocą tych samych mechanizmów, którymi my straszyliśmy swoich kolegów w rzece czy jeziorze, kiedy mieliśmy po sześć lat. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak już fabuła dochodzi do jaskini, do motywów straszących, jakoś około 20-25 minuty seansu, tak do samego końca nie oferuje już absolutnie niczego innego ponad to, co już nam zaprezentowała. Niby film nie trwa nawet dwóch godzin, a i tak ciągnie się jakby to była „Liga sprawiedliwości” Zacka Snydera.

Usta diabła (2026) – recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Czemu ktoś miałby się tymi ludźmi przejmować?

Niby w podróż do Tajlandii wyruszamy z całą grupą znajomych, lecz tak naprawdę znakomita większość z nich to po prostu worki mięsa z przypiętymi imionami – obecni po to tylko, aby polujący na nich żarłacz tępogłowy miał co jeść, zanim zacznie polować na główne bohaterki. Sam i Max (Newton i Lana Condor) są najlepszymi przyjaciółkami od zawsze. Te same plany na przyszłość, te same wakacje, wszystko to samo... pod warunkiem, że był to pomysł Max. Sam ma już trochę dosyć tego, że zawsze musi grać drugie skrzypce i dostosowywać się do pomysłów swojej koleżanki – fakt, którego Max zdaje się w ogóle nie zauważać. Gdzieś tam w tle głównych wydarzeń dostajemy więc konflikt między przyjaciółkami, ponieważ Sam zamierza iść na studia w konkretne miejsce i zacząć podążać w konkretną stronę ze swoim życiem, podczas gdy Max wciąż myśli, że życie ułoży się dokładnie tak, jak to sobie wymyśliła. Jest to jednak ostatecznie absolutnie nieistotny detal, którego jedynym zadaniem jest zbudowanie muru między dziewczynami, który, w teorii, ma kazać widzowi zastanawiać się, czy uda im się dojść do porozumienia, czy nie. Z ucieczką przed wielkim, nienasyconym rekinem nie ma to nic wspólnego.

Kiedy po jakichś dwudziestu minutach narracyjnej waty trafiamy w końcu do kompleksu jaskiń, w którym spędzimy następnych osiemdziesiąt minut, wszystko inne staje się nieistotne. Początkowa ekstaza małolatów – podziwianie wydzielających światło alg, setki nietoperzy latające nad ich głowami, ciasne przejścia i niebanalne ułożenia stalaktytów, stalagmitów i stalagnatów – szybko zaczynają ustępować miejsca lękowi, kiedy ktoś z ekipy raz za razem niepokojony jest przez fizyczny kontakt z mieszkańcami jaskini. Pierwsze sytuacje to w najgorszym wypadku nieporozumienia, ale w końcu pojawiają się pierwsze pogryzienia, wciągnięcia pod wodę i, w końcu... rozerwanie na strzępy przez gigantycznego rekina. Zaczyna się walka o przetrwanie.

Usta diabła (2026) – recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Rekin jaki jest każdy widzi

Problem z tym tutejszym rekinem można rozbić na kilka mniejszych tematów. Pierwsza sprawa, to ta jego wybiórczość w temacie polowania na ofiarę. Wtedy, kiedy wymaga tego fabuła, jest on kompletnie nieustępliwy – potrafi taranować ściany żeby zrzucić ofiarę do wody, skacze, próbuje gryźć. Kiedy ma jednak nastąpić przerwa, ponieważ nasi bohaterowie muszą przemieścić się do nowej części jaskini, porozmawiać, rozwinąć i poprawić stan swojej przyjaźni, rekin stwierdza, że pójdzie na kilka minut popływać gdzie indziej. Nie to, żeby w tych jaskiniach działo się cokolwiek innego – ryba odpływa, bo tak! Nie myśl o tym za dużo. Druga sprawa, to ta jego inteligencja. On zdaje się dosłownie rozumieć, że jeśli któreś z bohaterów siedzi na niewielkiej półce skalnej, to istnieje szansa, że nawalanie łbem w ścianę pod rzeczoną półką sprawi, że ofiara spadnie do wody, prosto w objęcia jego szerokiego uśmiechu. I niby fajnie, bo nadaje to „postaci rekina” odrobinę charakteru, ale kłóci się ona z jego kretyńskimi zachowaniami, manifestowanymi w co drugiej scenie z jego udziałem.

Trzecim, najbardziej prozaicznym problemem z antagonistą „Ust diabła” jest fakt, że efekty wizualne z nim związane są zwyczajnie mierne. Może nie kompletnie nie nadające się do oglądania – do tego poziomu nie wrócimy już chyba nigdy – ale zwyczajnie słabe. Same tekstury i animacje nie są jeszcze najgorsze, ale już sposób, w jaki zostały wkomponowane w obraz, woła o pomstę do nieba. Miejscami miałem wrażenie, jakbym oglądał film 3D, ale zapomniałem założyć okulary. Jest w tym stylu kompozycji coś, co bardzo wyróżnia rekina (i pozostałe morskie żyjątka w filmie) na tle całej reszty. Jednym z winowajców zdecydowanie jest niewyrównane oświetlenie, które inaczej świeci na ciało ryby, a inaczej na ludzi i otoczenie, przez co nasze oczy w bardzo bolesny sposób widzą, że mają do czynienia z czymś nieprawdziwym, ale nie wydaje mi się aby było to jedyny problem filmu Jeffa Wadlowa. Gdyby przyjrzeć się tym scenom dokładniej, zapewne można by ustalić każdy jeden błąd grafików, przez który widz nie ma szans wczuć się w grozę, w powagę sytuacji. Ale po co aż tak się męczyć dla średniej jakości filmu streamingowego?

„Usta diabła” to jeden z najbardziej po łebkach zrobionych horrorów, jaki widziałem w ostatnich miesiącach. Prosta koncepcja, pełna tanich jump scare'ów, zastąpionych następnie przez niemożliwie trudnego do zaakceptowania jako prawdziwe zagrożenie rekina, rozpięta na blisko dziewięćdziesiąt minut pływania po ciemnych, mało interesujących planach zdjęciowych. Nie ma tu ani niczego oryginalnego, ani zabawnego ani... w ogóle niczego, co sprawiałoby, że warto się tym filmem zainteresować.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Atuty

  • Kilka jaskiń imponuje wizualnie;
  • Nie wiem, klimat Tajlandii?

Wady

  • Kompletnie antypatyczne albo zupełnie nierozwinięte postacie;
  • Niezdecydowany, pozbawiony sensu, wygodny fabularnie rekin;
  • Bohaterowie dosłownie kręcą się w kółko bez pomysłu co dalej;
  • Nie umie zbudować ani utrzymać klimatu;
  • Mierne, bezsensowne, a pod pewnymi względami wręcz ofensywne zakończenie.

Chronicznie niezdecydowany rekin pływa po „Ustach diabła” polując na grupę niesympatycznych nastolatków. I tak przez blisko dwie godziny. Może i film Jeffa Wadlowa jest długi, ale za to nieciekawy.

3,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper