Podejrzliwi (2026) – recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Kiedy poziom paranoi sięga zenitu
Po nagłej śmierci matki, młoda kobieta wraca do rodzinnego miasteczka, gdzie dziwne zachowanie ojca sprawia, że zaczyna zastanawiać się, czy jej śmierć na pewno była wyłącznie dziełem przypadku.
Lubię sprawdzić co jakiś czas thriller z kraju innego niż polska czy Stany Zjednoczone. Różna wrażliwość estetyczna wielu naszych europejskich sąsiadów sprawia, że od czasu do czasu można trafić na coś naprawdę interesującego i oryginalnego. Oczywiście, czasami zdarzy się też, że trafi się kompletny niewypał, ale raczej trudno jest być tego pewnym jeszcze przed seansem. A jak wyszli „Podejrzliwi”? Sprawdźmy!
Film Rogera Guala zaczyna się obiecująco. Główna bohaterka, dręczona winą, że nie oddzwoniła do matki w przededniu jej śmierci, Ruth (Stephanie Magnin) przyjeżdża z Niemiec, gdzie pracuje, do rodzinnej Hiszpanii, by wziąć udział w pogrzebie. Od samego początku coś jest tu jednak nie tak. Dowiaduje się, że mama miała problemy z alkoholem, co jest dla niej kompletną niespodzianką, jako że dawniej w ogóle nie za bardzo piła. Ojciec (Jose Coronado) zachowuje się dziwnie, wszędzie wietrzy spisek i zajmuje się podejrzanymi rzeczami za zamkniętymi drzwiami strychu. Na domiar złego, w ich miejscowości niedawno w tajemniczych okolicznościach zaginęło kolejne dziecko, a cień na społeczność rzuca wielka korporacja farmaceutyczna, która jakiś czas temu otworzyła w okolicy swoją działalność.
Podejrzliwi (2026) – recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Paranoje, paramoje, paratwoje
Już tych kilka tylko zdań przedstawiających tło opowieści pokazuje jak żyzny grunt przygotowali sobie scenarzyści Dario Madrona i Carlos Montero. Wyczulony na typowe dla dreszczowców tropy widz natychmiast zaczyna układać sobie w głowie potencjalne nitki fabularne, za którymi podążyć może fabuła. Jego awatarem w filmie jest właśnie Ruth, która również dostrzega wszystkie te potencjalne wątki. Czy ojciec mógł mieć coś wspólnego ze śmiercią matki? Może to on porywa małe dzieci, a mama odkryła jego działania i musiała zginąć? A może to ci pozbawieni twarzy ludzie w garniturach, którzy potajemnie trzęsą światem mieli z tym coś wspólnego? Może rodzice Ruth dowiedzieli się czegoś, czego nie powinni? A może któreś z nich potajemnie pracowało dla tej firmy? Opcji jest bardzo dużo, a nasza bohaterka zamierza sprawdzić je wszystkie.
Obsada filmu nie jest przesadnie duża. Prócz Ruth i jej taty mamy jeszcze lokalnego policjanta, jakiegoś lekarza, kolegę z przeszłości, który pracuje obecnie dla wspomnianej już korporacji farmaceutycznej, nową znajomą taty i... w zasadzie tyle. Dostajemy tu raczej kameralną opowieść, skupioną przede wszystkim na samej głównej bohaterce i jej działaniach. Nie oznacza to, że postacie poboczne nie mają do odegrania istotnej roli – bo mają. Po prostu charakter opowiadanej historii wymaga przyjęcie takiej, a nie innej konwencji, przez co może się wydawać, że główna bohaterka jest niejako „oderwana” od reszty obsady. Trudno tu mówić o jakichś więziach czy ekranowej chemii z kimkolwiek. Swego rodzaju wyjątkiem może być postać kolegi, Arona (Alberto Olmo), jedynej osoby, której Ruth ufa i do której udaje się po pomoc. Nigdy nie poczułem jednak, aby ta ich więź była jakkolwiek głęboko, co z jednej strony może sprawić części widzów zawód, z drugiej, wydaje mi się, że było to bardzo celowe zagranie ze strony reżysera.
Podejrzliwi (2026) – recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Z dużej chmury mały deszcz
Przyznam, że całkiem długo nie miałem żadnej pewności, w którą stronę pójdzie ostatecznie fabuła filmu i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony jej końcowym zwrotem akcji. Zastosowana przez scenarzystów wolta jest i odpowiednia tematycznie i pięknie komentuje zarówno sytuację w filmie, jak i oczekiwania większości oglądających. W tamtym momencie poczułem, że mamy tu do czynienia z bardzo satysfakcjonującą, godną polecenia narracją... Ale do końca filmu zostało jeszcze ponad dwadzieścia minut. Co więc reżyser robi dalej? No, właśnie trochę w tym właśnie rzecz, że... w sumie to już nic. Meandruje, pokazuje palcem, bije po głowie swoim przesłaniem już w bardzo otwarty sposób i tyle. Miałem nadzieję, że po tak ostrym zwrocie akcji postawi na koniec wykrzyknik, a on zdecydował się na wielokropek. Trochę szkoda...
Tak więc, ostatecznie „Podejrzliwi” jest trochę nierównym filmem. Jego przesłanie jest wciąż bardzo aktualne i ważne, zwłaszcza biorąc pod uwagę w jak dziwnych obecnie żyjemy, ale mam wrażenie, że Gual jedynie zauważył tutaj problem, przyjrzał mu się trochę, po czym odszedł bez wyciągnięcia żadnych wniosków. Większa część seansu upływa szybko i przyjemnie, lecz zabrakło czegoś na końcu, co wywindowałoby produkcję Hiszpanów na wyższy poziom. Przy okazji można obejrzeć.
Atuty
- Wciągająca intryga;
- Dobre tempo;
- Paranoiczny klimat opowieści;
- Mocny zwrot akcji.
Wady
- Zakończenie torpeduje nieco wydźwięk reszty filmu.
„Podejrzliwi” wciąga w sieć swoich intryg i trzyma aż do rozwiązania, któremu czegoś jednak brakuje. Ciekawy i wciągający pomysł, ale do prawdziwej świetności trochę zabrakło.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych