Blue Reflection Quartet — recenzja gry. Persona wannabe

Blue Reflection Quartet — recenzja gry. Persona wannabe

Paweł Musiolik | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Ciężko oburzać się na aktualną sytuację w świecie gier. Wydawcy zaczęli masowo odświeżać swoje gry w formie remasterów i remake’ów. Niektórzy, jak Capcom, są mistrzami w tym fachu. Inni dopiero się uczą i efekty są przeróżne. Podstawą jest jednak, by pomalować nową farbą coś, co za pierwszym razem było dobrą grą i cieszyło się jakąkolwiek popularnością. Koei Tecmo z planami przepakowania Blue Reflection w nowe szaty przestrzeliło właśnie z tego powodu. Wydane kolejno w 2017 i 2021 roku produkcje były najwyżej mocno średnie i to wyłącznie wtedy, gdy oceniający miałdobry humor.

Na Blue Reflection Quartet składają się cztery gry, więc na papierze czeka na potencjalnego nabywcę sporo zabawy, prawda? Otóż nie do końca. Blue Reflection i Blue Reflection: Second Light to faktycznie pełnoprawne tytuły, których ukończenie zajmie mniej więcej 20 godzin. Jednakże produkcje o podtytule Ray to na szybciocha przerobione na grę anime, do skończenia w maksymalnie godzinę, a Sun to ulep z zamkniętej dawno temu mobilnej gachy na mniej więcej 2 godziny. I paradoksalnie dobrze, że te dwa fillery nie zajmują aż tyle czasu, bo są wyjątkowo słabe. Rozgrywka w Ray jest okropna i polega na przebieganiu między dwoma punktami, by zobaczyć biednie animowane scenki. Nie wiem, po co Gust kombinowało, wystarczyło, jak niegdyś Square Enix w kolekcji Kingdom Hearts, wrzucić filmik do obejrzenia. Sun z drugiej strony tej rozgrywki ma nieco więcej, choć z mobilki wyciągnięto kilkanaście starć, do których również doklejono parę scenek, przy których człowiek ma ochotę wyłączyć konsolę.

Dalsza część tekstu pod wideo

Blue Reflection Quartet #1
resize icon

Blue Reflection? Cierpienie dla duszy

Skupmy się jednak na dwóch poważnych grach w tym zestawie. Pierwsze Blue Reflection wyszło dziewięć lat temu i świata nie zwojowało. Teoretycznie więc ponowne wydanie tej gry z paroma zmianami mogło sprawić, że znajdzie ona nowe grono odbiorców. Cóż, wątpię, by tak się stało. Zmiany dotyczą głównie kwestii QOL — dodano opcję przewijania dialogów od samego początku, szybszego poruszania się po poziomach oraz automatyczny zapis w wybranych momentach. To naprawdę niewiele, mając na uwadze, że główny rdzeń rozgrywki jest niesamowicie nudny. Schemat w trakcie całej gry jest ciągle taki sam. Nasza bohaterka, która stała się tzw. Reflectorem, biega sobie po tajemniczym liceum, rozmawia z koleżankami, które mają przeróżne problemy (jak to dzieci w tym wieku). Po krótkiej wymianie zdań wskakuje do lokacji nazwanej Common, gdzie stajemy, zależnie od danego zadania, przed opcją zebrania pięciu przedmiotów lub pokonaniu wybranych wrogów. Po takiej krótkiej, szalonej przygodzie, wracamy znowu do szkoły i przerabiamy kolejne dialogi. Możemy też z koleżankami chodzić na randki, co powiększa naszą zażyłość i pozwala na odblokowanie dodatkowych cech, które podpinamy pod ataki specjalne.

Z początku przy braku większych wymagań można nawet się przemóc do tego typu rozgrywki. Rozwój postaci został mocno powiązany z częścią „czytankową”, więc całość trzyma się kupy. Jednak po dwóch, może trzech godzinach wychodzi na wierzch fakt, że całość jest robiona na jedno kopyto i przypomina Personę z Temu. I gdyby jeszcze kreacja tych dziewczyn trzymała jakiś poziom. Nie tutaj. Dialogi są bardzo słabe, łamane na fatalne. Fanserwis mimo rzekomej cenzury, mocno się przebija do naszej świadomości i dosyć szybko uświadomił mnie, że to jest produkt to bardzo wąskiej i niesamowicie specyficznej grupy graczy. Ja nie jestem osobą, która doceni dialog, w którym koleżanka naszej bohaterki informuje ją, że podobają się jej majtki i chciałaby się nimi wymienić… Eh. Przyznaję, że gdzieś w połowie gry zacząłem korzystać z opcji całkowitego pomijania scenek, gdy tylko wykazywały jakiekolwiek objawy fanserwisowego prostactwa. Po ukończeniu gry musiałem to rozchodzić...

Blue Reflection Quartet #2
resize icon

Blue Reflection: Second Light. Czyściec bez ratunku

…po czym zabrałem się za kontynuację, a w Blue Reflection Quartet ostatnią grę całej historii. I tutaj przywitał mnie lekki powiew świeżego powietrza. Blue Reflection: Second Light nadal ma posmak okropnie budżetowej Persony, jednak rozgrywka jest nieco bardziej zróżnicowana. Choć nadal biegamy po szkole i ględzimy z koleżankami, chodząc czasami z nimi na randeczki, tak dla odmiany możemy sobie także potworzyć przedmioty oraz rozbudować szkołę o nowe obiekty dodające nam pasywny wpływ na statystyki. Pociągnęło to za sobą większy nacisk na eksplorację i zbieractwo w trakcie misji, ale… da się to przełknąć. Tym bardziej że ten aspekt rozgrywki został faktycznie nieco lepiej przemyślany. Względem poprzedniczki zmiany też zaszły w systemie walki (który przeniesiono też, tak na marginesie do Sun), który jest bardziej rozbudowany, nieco dynamiczniejszy i ciut trudniejszy do opanowania. Szkoda tylko, że rozwój postaci odbywa się w bardziej klasycznym wydaniu — grindowaniu walk z przeciwnikami i podnoszeniu poziomów.

Względem oryginału zmiany w Blue Reflection: Second Light są nieco mniejsze. Ponownie oddano nam opcję szybszego poruszania się podczas rozgrywki oraz przyspieszania rozmówek, możemy też przyspieszyć walki, co z uwagi na ich większą częstotliwość jest miłym dodatkiem. Największą nowością jest dodanie ośmiu postaci, które możemy wcielić do drużyny. Choć zrobiono to trochę po łebkach. Walczyć mogą, jednak nie możemy ich rozwijać tak, jak pozostałych bohaterek.

Blue Reflection Quartet niczym lukrecja. Może komuś przypadnie do gustu

Każda z dostępnych w zestawie gier, poza zmianami im dedykowanymi otrzymała także nową oprawę wizualną. Choć przyznam, że ciężko na pierwszy rzut oka, bez porównywania sprawdzić, co się zmieniło. Na pewno dosyć dobrze wyglądają modele bohaterek, niezależnie od produkcji. Doceniłbym, jednak gdyby animatorzy poświęcili tyle uwagi całej postaci, co zeszło im na animowanie nastoletnich biustów. Straszą za to lokacje, po których się poruszamy. Są puste, obiekty przypominają erę PlayStation 2, podobnie zresztą jak tekstury zdobiące całość. Malutka różnorodność modeli przeciwników dodatkowo podnosi wrażenie robienia całości na budżecie tygodniowej wypłaty bezrobotnego. Jedynym tak naprawdę aspektem technicznym, który się broni w Blue Reflection Quartet, jest ścieżka dźwiękowa. Nie ma w niej utworów, które zapisują się w pamięci, ale chociaż nic nie irytuje (nie to, co głosy bohaterek i odgłosy przez nie wydawane) w trakcie gry.

Blue Reflection Quartet nie jest produkcją, którą poleciłbym komukolwiek. Odświeżone produkcje przypadną do gustu wyłącznie osobom, które doceniły pierwotne wydania. Na rynku aktualnie mamy multum gier, niezależnie od tego, czy patrzymy na jRPG-i czy na VN-ki, które są po prostu lepsze. Blue Reflection Quartet jest nudne, słabo napisane i irytujące dla każdego, kto oczekuje od gier minimum przyzwoitości.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Ocena - recenzja gry Blue Reflection Quartet

Atuty

  • Parę zmian QOL, które zmniejszają cierpienie związane z rozgrywką
  • Rzekoma cenzura, która nieco przystopowała fanserwisowe scenki
  • Mimo wszystko to cztery produkcje w jednym opakowaniu...

Wady

  • Słaba kreacja postaci
  • Bardzo, ale to bardzo złe dialogi podsycane przez okropny fanserwis
  • Monotonna rozgrywka
  • Słabiutka oprawa wizualna

Choć Blue Reflection Quartet nie jest crapem absolutnym, to bez wątpienia szkodę na mojej psychice poczyniło sporą.
Graliśmy na: PS5

Paweł Musiolik Strona autora
cropper