EA Sports UFC 6 - recenzja gry. Kolejny raz w oktagonie...
Sporty walki mają w sobie coś, co wyjątkowo dobrze pasuje do gier wideo. Jest napięcie, jest adrenalina, jest szybka kara za głupi błąd i jest ta piękna iluzja, że gdyby człowiek sam wszedł do oktagonu, to może przynajmniej przez kilka sekund wyglądałoby to godnie. Oczywiście wszyscy wiemy, jak skończyłoby się to w prawdziwym życiu, ale właśnie od tego mamy pada, kanapę i recenzowane UFC 6, które znów próbuje zamknąć brutalność, technikę oraz widowiskowość MMA w formie dostępnej dla zwykłego śmiertelnika.
Pytanie brzmi, czy tegoroczna odsłona faktycznie daje poczucie świeżej walki, czy tylko zakłada nowe rękawice na dobrze znany schemat. Wiecie - gry sportowe bardzo lubią obiecywać realizm, autentyczność i „największy krok naprzód w historii serii”, ale dopiero kilka godzin spędzonych w klinczu, parterze i nerwowych wymianach pod siatką pokazuje, ile z tych haseł naprawdę zostaje na macie. Dlatego sprawdźmy, czy UFC 6 faktycznie nokautuje, czy może tylko punktuje bez większego ryzyka.
UFC 6 - pora wejść do oktagonu!
Słowem wstępu, recenzowane EA Sports UFC 6 to kolejna odsłona serii gier sportowych poświęconych mieszanym sztukom walki, przygotowana z myślą o odtworzeniu realiów rywalizacji w oktagonie. Gracz może wcielać się w zawodników i zawodniczki UFC, korzystając z różnych stylów walki, uderzeń, kopnięć, klinczu, obaleń oraz technik parterowych. Sama rozgrywka skupia się na pojedynkach jeden na jednego, w których znaczenie mają dystans, timing, kondycja, defensywa oraz umiejętne reagowanie na działania przeciwnika. Jak co roku.
W grze dostępne są zarówno pojedyncze walki, jak i bardziej rozbudowane tryby. EA Sports UFC 6 poszło w tym roku do przodu, bo oferuje fabularne The Legacy, wirtualne muzeum UFC w Hall of Legends oraz dodatkowe formy treningu i rozwoju. A jednocześnie pamięta przy tym o swoich standardach. Ale rozłóżmy to na czynniki pierwsze.
Runda 1 - czyli “co nowego”
Mogę śmiało napisać, że UFC 6 rozbudowuje strukturę trybów, co w przypadku tej serii ma spore znaczenie, bo samo szybkie wskoczenie do oktagonu nie każdemu wystarczy na dłużej. Pojawiło się przede wszystkim The Legacy, czyli fabularny prolog kariery skupiony na Chrisie Carterze. Historia jest przyjemna, ma kilka fajnych smaczków (można stoczyć walkę w klubie :)), ale koniec końców na pewnym etapie zaczyna po prostu wyglądać jak zwykła kariera stworzonego przez nas zawodnika.
Do tego dochodzi The Gym, czyli przestrzeń treningowa, w której można oswajać mechaniki i rozwijać umiejętności bez presji natychmiastowej walki o wynik. Na papierze wygląda to jak próba lepszego opakowania całego doświadczenia, tak aby UFC 6 nie było tylko zbiorem pojedynków, ale też grą o drodze, zapleczu i kontekście zawodowego MMA. I faktycznie nieźle to wypada, choć mnie nie wciągnęło.
Nowości dotykają również samego odczucia walki i oprawy. EA podkreśla autentyczniejszy ruch, bardziej charakterystyczne uderzenia, poprawioną prezentację, oświetlenie, dźwięk oraz komentarz, czyli te elementy, które w teorii mają sprawić, że pojedynki będą bliższe prawdziwej transmisji UFC. I w praktyce… Faktycznie tak jest. Moim zdaniem naprawdę czuć różnorodność zawodników, różni sędziowie są dużą zaletą, a komentarz dowozi.
Idąc dalej, jest Hall of Legends pozwalające wejść w historię ikon UFC (miła ciekawostka i fajny smaczek dla “niedzielnych” fanów MMA), klasyczny Tryb Kariery (który też przeszedł małe rozbudowanie, a także standardowe wyzwania nawiązujące do sytuacji obecnie rozgrywających się w UFC i oczywiście swobodne pojedynki (z AI, a także z innymi przez Internet).
Runda 2 - Flow States
No dobra, muszę poruszyć krótko tego smoka w pokoju. Jedną z najważniejszych nowości w EA Sports UFC 6 są Flow States, czyli system mający mocniej podkreślać indywidualny styl konkretnych zawodników. W praktyce chodzi o to, że gra chce nagradzać nas za walkę zgodną z charakterem danego fightera - innymi słowy, inaczej powinno czuć się prowadzenie kogoś nastawionego na presję, inaczej kontrującego specjalisty od stójki, a jeszcze inaczej zawodnika szukającego dominacji w parterze.
Brzmi to jak sensowny kierunek, bo MMA w najlepszym wydaniu nie polega przecież wyłącznie na tym, że dwie postacie wymieniają animacje ciosów, tylko na różnicach w tempie, przyzwyczajeniach, mocnych stronach i sposobie narzucania walki. Natomiast wszystko to prowadzi do odpalenia czegoś na zasadzie “specjalnej umiejętności”, która prócz lekkiego wzmocnienia dorzuca nam efekty wizualne i dźwięki. I nie można od tego odejść nawet w symulacyjnym stylu walk.
Finalnie więc rozumiem kierunek, w praktyce nie przeszkadza mi to tak bardzo, jak sądziłem, ale… Jestem zdania, że gdyby tego dodatku nie było, to wcale bym nie cierpiał. Nie psuje to mocno recenzowanego UFC 6, natomiast funkcjonuje jak taka mała drzazga w kciuku, która od czasu do czasu o sobie przypomina i delikatnie uwiera.
Runda 3 - Co przypadło mi do gustu?
Na pewno trzeba UFC 6 oddać jedno: twórcy nie ograniczyli się wyłącznie do bezpiecznego odświeżenia tego, co już znaliśmy. Czuć tu próbę dorzucenia nowych rozwiązań, lepszego opakowania rozgrywki i sprawienia, żeby kolejna odsłona nie była tylko aktualizacją rosteru z nową cyfrą w tytule. Czy każda z tych zmian działa bezbłędnie? O tym można dyskutować, ale sam kierunek wypada całkiem sensownie.
Najciekawiej z tych nowości wypada chyba tryb Legacy. Lubię, gdy gra sportowa próbuje zbudować wokół rywalizacji jakiś szerszy kontekst (pamiętacie Fight Night: Champion? ;)), zamiast wrzucać nas od razu w serię oderwanych od siebie pojedynków. Oczywiście nie mówimy tu o pełnoprawnym dramacie sportowym, który nagle wywróci gatunek do góry nogami, ale samo wprowadzenie fabularnego tła działa na plus. Dzięki temu łatwiej złapać rytm, wejść w świat gry i poczuć, że kolejne walki są częścią większej drogi. Niby kilka dodatkowych scen, ale to fajny samouczek.
Bardzo dobrze wypada też brutalność walki, zwłaszcza system ran. UFC 6 potrafi być pod tym względem naprawdę krwawe i bezpośrednie, co w przypadku gry o MMA jest dla mnie dużym plusem. Pojedynki nie powinny wyglądać jak sterylna wymiana animacji, tylko jak starcie, w którym każdy mocny cios zostawia po sobie ślad. Rozcięcia, opuchlizna i krew pomagają poczuć ciężar walki, a przy okazji sprawiają, że oktagon wydaje się mniej grzeczny i bardziej fizyczny.
No i z uśmiechem chcę pochwalić roster, który moim zdaniem wypada solidnie. Osobiście nie potrzebuję zwariowanych dodatków w stylu Tysona czy Dany White’a, bo wolę, gdy gra trzyma się bliżej faktycznego świata UFC. A tutaj zestaw zawodników daje mi dokładnie to, czego oczekuję - wystarczająco dużo nazwisk, stylów i możliwości, żeby bez większego marudzenia wskoczyć w kolejne pojedynki. Na plus!
Runda 4 - Kryzys kondycyjny
Nie wszystko jednak w UFC 6 zadziałało u mnie tak, jak bym sobie tego życzył. Przede wszystkim czuć tu pewien krok w stronę większej arcade’owości, co samo w sobie nie musi być jeszcze wadą, ale w przypadku gry o MMA zawsze zapala mi małą lampkę ostrzegawczą. Do tego dochodzi HUD, który momentami wydaje się trochę zbyt mocno zasypany informacjami, oraz menu główne, potrafiące czasem lekko zamulić. To nie są rzeczy, które same w sobie niszczą zabawę, ale przy regularnym graniu zaczynają delikatnie drapać po głowie.
Nie da się też ukryć, że w UFC 6 nadal obecni są „meta” wojownicy, czyli postacie, po które część graczy będzie sięgać nie dlatego, że są ich ulubieńcami, ale dlatego, że po prostu dają wyraźną przewagę (tak, Alex, między innymi o Tobie mówię). W grach sportowych i bijatykach to pewnie zjawisko nie do wyeliminowania, ale zawsze trochę psuje mi klimat, gdy zamiast różnorodności stylów zaczyna się kręcić ta sama karuzela najbardziej opłacalnych wyborów. MMA jako sport jest fascynujące właśnie dlatego, że różne podejścia mogą się ze sobą zderzać w nieoczywisty sposób. Brakuje tego online.
Najbardziej bolą mnie jednak dwie rzeczy. Pierwsza to kreator postaci, który dalej jest zwyczajnie zły. Stworzenie zawodnika podobnego do siebie albo właściwie do kogokolwiek konkretnego nadal graniczy z cudem, a przecież w trybie kariery własna postać powinna być jednym z najważniejszych elementów całej zabawy. Druga sprawa to zmiany w wyprowadzaniu ciosów, a szczególnie kopnięć. Rozumiem, że twórcy chcieli coś przebudować i być może po dłuższym czasie wszystko zacznie wchodzić w palce bardziej naturalnie, ale po godzinach gry nadal zdarza mi się mieszać stare nawyki z nowymi komendami (bo po co zmieniać “loły” z “midlami”?!).
Runda 5 - Pora to zakończyć
EA Sports UFC 6 zostawiło mnie więc z poczuciem, że seria nadal ma w sobie sporo siły, ale jednocześnie nie wszystkie ciosy trafiają tu czysto w punkt. To gra, która potrafi dać dużo frajdy, zwłaszcza gdy walka zaczyna układać się po naszej myśli, rywal łapie rozcięcie, a kolejne wymiany nabierają tego przyjemnego ciężaru znanego z dobrych pojedynków MMA.
Doceniam też, że twórcy próbują dorzucać nowe rozwiązania, kombinować z trybami i budować wokół oktagonu coś więcej niż tylko listę szybkich starć. Legacy wypada ciekawie, system ran świetnie podbija brutalność, a roster jest dla mnie wystarczająco mocny bez konieczności dokładania najbardziej odjechanych dodatków.
Problem w tym, że UFC 6 nadal ma kilka elementów, które trudno zignorować. Kreator postaci wciąż potrafi skutecznie odebrać ochotę na zabawę własnym zawodnikiem, zmiany w sterowaniu bywają frustrujące nawet po kilkunastu godzinach, a lekki skręt w stronę arcade’owości może nie każdemu przypaść do gustu.
To nie jest nokaut, po którym poprzednie odsłony nagle wydają się zupełnie przestarzałe, ale raczej solidna walka na punkty - z kilkoma efektownymi momentami, paroma bolesnymi potknięciami i wrażeniem, że seria nadal ma potencjał, by wejść na wyższy poziom. Jest lepiej, niż przy poprzedniczce, ale to perfekcji długa droga.
Ocena - recenzja gry EA Sports UFC 6
Atuty
- Ciekawy samouczek w postaci kampanii fabularnej
- Bardzo dobra fizyka uderzeń
- Wielu zawodników ma swój charakterystyczny styl
- Oprawa walk robi wrażenie
- Tryb Kariery z kilkoma małymi zmianami na plus
Wady
- Flow States mogłoby być opcjonalne
- HUD potrafi przebodźcować
- Tworzenie postaci jest dalej upierdliwe i daje słaby efekt
- Zmiany (moim zdaniem niepotrzebne) w sterowaniu
W UFC 6 bawię się lepiej, niż w poprzedniczce. Pojawiło się sporo zmian i choć nie wszystkie są pozytywne, to cieszy, że twórcy nie próbują po prostu odcinać kuponów. Jeśli szukacie dobrej bijatyki, a nie graliście w poprzedniczkę, to opcja kapitalna. Jeśli natomiast jesteście fanami serii (i jakimś cudem "szóstki" jeszcze nie macie), również nie powinniście żałować zakupu. Polecam, bawię się bardzo dobrze!
Graliśmy na:
PS5
Przeczytaj również
Komentarze (7)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych