Ile kosztuje wyprodukowanie gier na płytach? Niestety nie dziwne, że Sony ich nie chce
Ile rzeczywiście kosztuje produkcja fizycznych kopii gier i czy rzeczywiście jest tak kosztowna jak twierdzą niektórzy przedstawiciele zainteresowanych firm? Znany dziennikarz postanowił to sprawdzić.
Rezygnując z gier na fizycznych nośnikach, korporacje przebąkują o wysokich kosztach takiego formatu, co jednak gracze postrzegają w kategoriach byle pretekstu do dokręcenia im śruby - to jasne. Na pytanie, ile faktycznie kosztuje wyprodukowanie pudełka, postanowił rzeczowo odpowiedzieć znany dziennikarz Stephen Totilo z Game File, który jak twierdzi, zasięgnął opinii zaufanych osób w kanale dostaw. Wyniki śledztwa publicysty szokujące może nie są, ale dobitnie uświadamiają, skąd walka z krążkami.
Jak ustalił Totilo, wytłoczenie w skali masowej dwuwarstwowego kompaktu Blu-ray, a takie obecnie wiodą prym, to około 10-11 dolarów amerykańskich, a więc przedział 37-41 zł. Przy standardowej cenie gier równej 70 dol. produkcja pochłania więc mniej więcej 15%. Tyle że to dopiero początek, bo oczywiście proces nie kończy się na terenie fabryki. Dalej dochodzą m.in. koszty spedycyjne, magazynowe i marże kolejnych pośredników. Najwięksi detaliści, tacy jak choćby niemiecki Media Markt, ponoć również wykrawają dla siebie 15-20% i ponownie nie są jedynym podmiotem do wykarmienia w całym procesie.
Sam proces łatwy bynajmniej nie jest - zauważa Totilo. Zaczyna się od wydawcy, który musi poinformować Sony i/lub Microsoft o chęci stworzenia fizycznej kopii. Podpisana zostaje umowa, na mocy której przekazywana jest odpowiedzialność za inwentarz, po czym producent konsoli przeprowadza certyfikację danego tytułu. Jeśli zakończy się ona pozytywnie, studio projektowe siada do stworzenia okładki, a tłocznia wraz z wydawcą ustalają rozmiar dysku. Tu płyty jednowarstwowe, 25 GB, są nieco tańsze, stąd niektórzy mają decydować się na dociąganie danych z sieci.
Paradoks na koniec dnia jest taki, że 30% prowizji pobierane nominalnie przez Steam czy PlayStation Store, mimo iż wydaje się rozbojem w biały dzień, na tle sprzedaży krążków stanowi dla wydawcy i deweloperów zauważalną oszczędność. A tu problem jest jeszcze jeden, a mianowicie podczas gdy platformy cyfrowe naliczają swój udział procentowo, w uzależnieniu od ceny sprzedaży, koszty tłoczenia i dystrybucji płyt są stałe. Obniżona może zostać wyłącznie marża sklepu, ale dla fabryki nie ma znaczenia, czy na nośnik trafi topowe AAA czy relatywnie niedrogi indyk.