The 7th Guest Remake - recenzja i opinia o grze. [PS5, PC, NS2] Echa przeszłości
Posiadłości pełne zagadek i wspomnień to woda na młyn dla wielbicieli tajemnic. Badanie każdego zakątka w poszukiwanie odpowiedzi na dawno zadanie pytania fascynowało mnie od najmłodszych lat. W 1993 roku na rynku pojawiła się firma Trilobyte, której założyciele mieli dwie obsesje: niezbadane rezydencje ekscentrycznych lordów i nowe technologie. Tak stało się 7th Guest, pierwsza gra opracowana w formacie CD-ROM. Po trzydziestu trzech latach tę historię przepisano od nowa, z zachowaniem pewnych elementów, które uwarunkowały sukces oryginału. Czy poza nostalgią z tej opowieści pozostało coś więcej? Zapraszam do recenzji.
Studio Vertigo zasilają deweloperzy o wszechstronnych zainteresowaniach. Wkupili się w łaski graczy za sprawą całkiem udanego shootera, Arizona Sunshine, oraz gry dedykowanej goglom wirtualnej rzeczywistości, Metro Awakening. W końcu zabrali się za odrestaurowanie gry kultowej z punktu widzenia i koncepcji i technologii. Oryginalne The 7th Guest powstało z burzy mózgów dwóch projektantów: Roba Landerosa i Greame'a Devine. Obaj pracowali dla Virgin zarządzanego przez nieżyjącego już Martina Alpera. Gdy zaprezentowali oni pitch nowej gry, zainteresowany projektem Alper zaprosił ich na obiad i obwieścił, że są zwolnieni. Następnie zaproponował, aby założyli własną firmę i opracowali tę grę. The 7th Guest opierało się na eksploracji nawiedzonej posiadłości, po brzegi wypełnionej pomysłowymi łamigłówkami. Tytuł wymagał aż dwóch płyt CD, bo taki był koszt danych gry spowodowany m.in. umieszczeniem scen nakręconych z żywymi aktorami (FMV) jako nieodłącznej części rozgrywki.
Vertigo, otrzymawszy błogosławieństwo od autorów oryginału, najpierw uwspółcześniło 7th Guest ze wsparciem technologii VR. Siłą rzeczy, była to produkcja skierowana ku bardziej hermetycznej społeczności. Recenzowany The 7th Guest Remake powstał na bazie produkcji sprzed trzech lat. To ta sama zawartość, tym razem udostępniona dla wszystkich zainteresowanych. Gdy na rynek zawitało klasyczne wydanie, rosło zainteresowanie grami FMV, które zasłynęły z łączenia filmowej kliszy z interakcją po stronie odbiorcy. The 7th Guest postrzegano w kategoriach horroru, choć w grze nie pojawiła się nawet jedna kropla krwi. Siłą produkcji okazała się ciekawa atmosfera i projekt zagadek. Z historycznego punktu widzenia The 7th Guest od Trilobyte stało się pierwszym, tak wyraźnym mariażem obu mediów. Upłynęły dekady. Vertigo wzięli się za grę absolutnie kultową, inicjatora popytu na gry wykorzystujące FMV jako narzędzie do modelowania rozgrywki. Efekt? Ponadprzeciętny.
The 7th Guest Remake – spotkanie po latach

Powrót The 7th Guest po trzydziestu latach nie był głośnym wydarzeniem w branży gier. Deweloperzy wybrali jak najgłębszą immersję kosztem popytu. Projekt renowacji zaczął się z koncepcją przeniesienia historii do wirtualnej rzeczywistości. Niemal całkiem przeprojektowano zagadki, od podstaw wymodelowano posiadłość znaną z oryginalnej edycji i od zera nagrana sceny z udziałem aktorów, następnie blendując je do świata gry, w czasie rzeczywistym. Dzięki ponownemu wydaniu produkcji, tym razem na współczesne konsole, markę doceni znacznie więcej osób niż w przypadku niszy zabawiającej się na co dzień goglami VR. Współcześnie trudno pisać o rozkwicie gier przygodowych point’n click, jeszcze trudniej w kategoriach horroru. The 7th Guest Remake zachowuje upiorną atmosferę i mroczny charakter opowieści snutej wydarzeniami w czasie przeszłym. Twórcy chcą wytężyć nasz umysł poprzez rzucanie na stół coraz to bardziej skomplikowanych puzzli. W The 7th Guest Remake nie ma stalkerów trapiących postać gracza. Jest za to postać szalonego geniusza, mistrza narracji rodem z escape room’ów.
Pewnej nocy, Henry Stauf, ekscentryczny i majętny sztukmistrz zaprosił do swojej posiadłości sześciu gości. Byli oni, w większości, ludźmi o wysokiej pozycji społecznej i wielkopańskich manierach. Zaproszenie Stauffa było wyjątkowe, goście mieli bowiem spędzić noc na rozwiązywaniu różnorodnych zagadek, aby odkryć najgłębsze, najmroczniejsze z tajemnic gospodarza. Z przybyłych gości nikt nie zaszedł na tyle daleko, aby zdobyć pożądaną wiedzę nt. Sekretów pana domu. Większość przybyszów i przybyszek doświadczyło paranormalnych zjawisk w trakcie pobytu. Teraz posiadłość zaprasza tytułowego, siódmego gościa, który wezwany przez tajemniczą siłę zjawia się u jej bram. Przypływa łodzią i znajduje Lampion Dusz, dzięki któremu jest w stanie zrekonstruować wybrane fragmenty otoczenia. Po przekroczeniu bram rodem z filmów Tima Burtona rozpoczyna się fascynująca, choć ściśle linearna podróż po zakamarkach rezydencji Staufa.
The 7th Guest Remake skupia się na eksploracji, szukaniu poszlak i rozwiązywaniu sprawnie zaprojektowanych łamigłówek. Moją uwagę w pierwszych minutach zwróciła wyborna gra aktorska. Bije z niej zamierzony cringe, goście są do bólu sztampowi, a jednak szalenie wyraziści. Autorzy hołdują materiał źródłowy blendując sylwetki żywych aktorów przeniesione do świata zer i jedynek ze światem gry, wszystko oczywiście odbywa się w czasie rzeczywistym. Dialogi napisano z wyczuciem, żadna kwestia się nie powtarza, do tego raz ujrzanej sekwencji nie można ponownie odtworzyć w ramach rewizji wspomnień. W konwersacjach z przeszłości często skryte są cenne wskazówki. Bardzo podoba mi się sposób wtapiania naszej uwagi w pełen tajemnic świat The 7th Guest Remake. Gra nie wykłada wszystkiego na tacy, tłumaczy tylko bazowe mechaniki, a reszty musimy dojść na drodze konkluzji. Część historii właściciela domu uwieczniono na licznych fotografiach. Światło Lampionu Dusz pozwala dostrzec mroczną stronę domostwa. Kapitalnie wypadają tutaj wiszące na ścianach obrazy. Gra światłem i cieniem została tutaj dopracowana do maksimum, do tego świetnie nastraja klimat opowieści. W grze o dość niewielkiej powierzchni upchnięto niemało environmental storytellingu, techniki przekazywania informacji za pomocą świata, a nie scen. To się ceni.
The 7th Guest Remake – remont na bis

W ciągu trzech lat kultowe dzieło doczekało się dwukrotnej renowacji. Recenzowany The 7th Guest Remake nosi w sobie znamiona gry zaprojektowanej pod technologię VR. Niemal wszystkie obecne w grze zagadki sprowadzają się do obracania jakimś przedmiotem lub mechanizmem. Większość przedmiotów można podnieść i zbadać z każdej strony. W grze istotnym elementem jest właśnie ekspozycja. Przygoda na "płaskim ekranie" nigdy nie dorówna symulacji generowanej przez gogle VR. Mimo to, 7th Guest Remake potrafiło zabrać mi z życia blisko dziesięć godzin. Charakter opowieści jest liniowy, po rozwiązaniu zagadki w jednym pokoju przechodzimy do kolejnych pomieszczeń i tak do finału przygody. Aby wspomóc nawigowanie po rezydencji i sprawdzenie postępów mamy do dyspozycji tablice Ouija, która w rzeczywistości jest po prostu mapą rezydencji. Na gości czeka siedemnaście pokoi do wyeksplorowania, są również inne znajdźki, niektóre zostały bardzo skrzętnie ukryte przez twórców. Całości dopełnia bardzo klimatyczna ścieżka dźwiękowa.
The 7th Guest Remake jest także schludne pod kątem oprawy wizualnej. Tekstury nie odrzucają, wydajność nie spada, gra nie ma problemów z interakcjami. Nie uświadczymy klasycznego inwentarza, a nieść ze sobą możemy maks. jeden wybrany przedmiot. W lewej dłoni dzierżymy przywołaną wcześniej latarnię. Ci, którzy oczekują typowego horroru, przerażających zjaw i psychozy srogo się zawiodą. The 7th Guest Remake to sentymentalna podróż w nowoczesnym wydaniu. Nieskomplikowana systemowo, bo opiera się na chodzie i klikaniu w aktywne ikonki, za to złożona intelektualnie. Niektóre łamigłówki potrafią przystopować na dłużej, mimo że rozwiązane leży przed nosem. Produkcję polecam wszystkim graczom, niezależnie, czy znają oryginał, czy też nigdy o nim nie słyszeli. Henry Stauf zaprasza. Ja także.
Ocena - recenzja gry The 7th Guest Remake
Atuty
- Historia
- Zagadki
- Muzyka
- Gra aktorska
- Klimat
Wady
- Liniowość
- Pozostałości po VR, które nie do końca pasują w tej wersji
- Kilka sporadycznych błędów
The 7th Guest Remake to godny powrót legendy wykutej przez studio Trilobyte. Deweloperzy skutecznie uwspółcześnili mechaniki i przepisali historię dla młodszych pokoleń. To gra dobra nie tylko dla weteranów pamiętających oryginał. Każdy powinien się odnaleźć. Zawiodą się tylko fani straszydeł. Lęków tu nie doświadczą.
Graliśmy na:
PS5
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych