Dead or Alive 6: Last Round - recenzja gry. Najlepsze wydanie najsłabszej odsłony kultowej serii?

Dead or Alive 6: Last Round - recenzja i opinie o grze (PS5, XSX, PC). Najlepsza wersja hitu Team Ninja?

Igor Chrzanowski | Dzisiaj, 14:15

Dead or Alive ma swoje złote czasy za sobą, ale mimo wszystko Koei Tecmo stara się tchnąć w nie drugie. Czy Dead or Alive 6: Last Round dźwignie takie wyzwanie? 

Rynek bijatyk jest absolutnie bezlitosny i jeśli zrobisz coś, co jest po prostu przeciętne, możesz liczyć się z dużym rozczarowaniem oraz słabą sprzedażą. W czasach, w których królują Tekken 8, Street Fighter 6 czy powracające klasyki SNK, ciężko jest się utrzymać takim projektom jak Dead or Alive 6. Dlaczego? 

Dalsza część tekstu pod wideo

Oryginał z 2019 roku zgarnął tylko 72% w opiniach mediów i przez bagatela 7 lat od premiery rozszedł się tylko w 900 tysiącach kopii, co jak na serię tego kalibru jest wynikiem wprost dramatycznym. Delikatnie sytuację ratuje jednak wynik darmowej edycji zatytułowanej Core Fighters, którą pobrało aż 8 milionów osób. Popyt zatem jest, ale czy tym razem będziemy bardziej skłonni zapłacić za grę? I co najważniejsze, czy posiadacze pierwotnej wersji mają tu czego szukać? 

Dead or Alive 6: Last Round - fatalna historia

Gdy w 2019 roku na konsolach i pc wylądowała pierwsza wersja Dead or Alive 6, rynek był w zupełnie innym miejscu niż dziś. Wśród bijatyk mieliśmy Tekkena 7, Street Fightera V oraz Mortal Kombat i Injustice. Swoich sił próbowało także SoulCalibur 6 i właśnie dzieło Team Ninja, które po całkiem udanej wersji piątej, miało dobrą pozycję startową, a to oznaczało, iż sukces jest więcej niż pewny. Niestety twórcy bardzo zawiedli oczekiwania fanów, skupiając się chyba na nie tych "walorach" co trzeba i sami siebie zepchnęli na boczny tor. Recenzowane dziś Dead or Alive 6: Last Round ma za zadanie przypomnieć nam o istnieniu serii przed jej wielkim powrotem w kolejnej odsłonie, zwłaszcza jak nie graliście jeszcze w ten tytuł. Tak jak dla wielu z was, był to dla mnie pierwszy kontakt z DOA 6 i powiem wam szczerze, że nawet pomimo zerowych oczekiwań odnośnie warstwy fabularnej, zawiodłem się na niej niemiłosiernie

Wiecie, żyjemy już w czasach, w których nie można mieć wymówki pod tytułem "ale w bijatyki nie gra się dla historii", bo Tekken, Mortal Kombat czy Injustice pokazały, że jak najbardziej dobra kampania ma bardzo duże znaczenie w odbiorze gry. A niestety nawet w edycji Last Round tryb fabularny to absolutny koszmar. Całość podzielona została na wątek główny liczący sobie 7 rozdziałów oraz krótkie historie pojedynczych zawodników, układające się w jakąś powiedzmy większą opowieść. Problem w tym, że przeszedłem dosłownie wszystkie dostępne epizody i nadal za żadne skarby nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi - jakie są motywacje bohaterów, jakie są powiązania wątku głównego z pobocznymi, czy nawet dlaczego niektóre postacie mają po 2 odcinki na całą grę a inne kilkukrotnie więcej. Tryb ten wygląda zatem tak, jakby komuś w połowie skończył się budżet i z tego co tam miał przygotowane, próbował sklecić cokolwiek sensownego. 

Last Round uzupełnia siatkę wydarzeń o wątki postaci z DLC do oryginalnej gry, które nadal nie poprawiają tego "czegoś". A szkoda, bo na przykład historię w "piątce" śledziło mi się dużo lepiej. No dobra, ale no powiedzmy sobie, że możemy to jeszcze wybaczyć, bo to nie żaden remaster tylko bardziej kompletna reedycja siedmioletniej produkcji.

Dead or Alive 6: Last Round - przyzwoita rozgrywka

Jak zatem ma się sama rozgrywka, która w oryginale miewała pewne problemy z balansem i dynamiką? Tutaj powiem szczerze, że jest dobrze, choć takiego bezpośredniego porównania z edycją 2019 nie mam, więc tak jak wspominałem wcześniej, podchodzę do tematu jako świeży gracz, do którego tak naprawdę kierowane jest recenzowane Dead or Alive 6: Last Round. Do dyspozycji mamy aż 29 grywalnych postaci, co z jednej strony jest całkiem fajną, pokaźną liczbą zawodników, ale robi już mniejsze wrażenie jeśli dowiecie się, że oryginał miał ich na start 24, a następnie otrzymał 7 postaci w DLC - tak więc w Last Round nadal nie otrzymujemy wszystkich zawodników jakich powinniśmy mieć, bo dwójkę schowano za "pay-wallem". 

Ogólnie kwestia monetyzacji Dead or Alive 6 jest czymś o czym można napisać cały poradnik jak zrobić graczowi wodę z mózgu. Dlaczego? Hit Koei Tecmo będzie miał finalnie aż 4 wersje - DOA 6, darmowe DOA 6 Core Fighters, płatne DOA 6: Last Round oraz ponownie darmowe DOA 6: Last Round Core Fighters. Samo to wprowadza już zamieszanie. Ale trzymajcie się, bo jazda dopiero się zaczyna. Jeśli chcesz sobie kupić jakiś strój DLC do ulubionej postaci, musisz uważać na jego oznaczenie, bowiem podstawka oraz Last Round mają osobne kategorie DLC. No więc jeśli powiedzmy lubisz takiego Ryu Hayabusę i grasz w recenzowaną dziś wersję gry, ale masz dodatek z podstawki to... Musisz ściągnąć podstawkę lub jej darmowy odpowiednik, tam zakupić dodatek i dopiero potem przenieść go do edycji Last Round. Przecież to jest tak zagmatwane, że decydentów od takich zagrywek powinno się wsadzić na galerę, żeby tam robili już sami wiecie co. 

Ale no wróćmy do systemu walki, bo to on jest tutaj najważniejszy. No i pod kątem balansu oraz samego "wyczucia" ciosów jestem jak najbardziej zadowolony. Walki są ciekawe, efektowne oraz od czasu do czasu naprawdę zmuszają do pomyślenia, nawet w pojedynkach z NPC - na serwerach zabawa powinna być zatem przednia. Problem pojawia się dopiero w momencie, w którym na ekranie zaczyna dziać się nieco za wiele efektów specjalnych jednocześnie, bowiem gra potrafi wtedy stracić płynność, nawet w graficznym trybie nastawionym na frame-rate. Nie są to częste sytuacje, ale jednak istnieją, a jak na grę z 2019 roku, która nie wygląda już jakoś super szałowo, wypada to po prostu słabo. 

Samotnicy będą tutaj mieli co robić przez długie godziny - po fatalnej kampanii czekają na was angażujące DOA Quests, tryb Survival, Time Attack i parę innych bajerów. Samo zebranie ponad tysiąca tytułów i zarobienie na kosmetykę może zająć dosłownie setki godzin.

Dead or Alive 6: Last Round - czy warto zagrać?

Team Ninja i Koei Tecmo osiągnęli swój cel. Niskim kosztem delikatnie poprawili swoje dzieło z 2019 roku, ale nadal nie pozbawili go najważniejszych wad, które tak bardzo odstraszały od zakupu weteranów gatunku. Jeśli wcześniej nie miałeś styczności z oryginalnym Dead or Alive 6, z całą pewnością możesz połasić się na Dead or Alive 6: Last Round, ale może nie do końca za pełną cenę, bo nie oszukujmy się obecnie na rynku są lepsze i tańsze bijatyki. Oby tylko twórcy wyciągnęli lekcje z tego projektu i dali nam solidne Dead or Alive 7!

Advertisement

Ocena - recenzja gry Dead or Alive 6: Last Round

Atuty

  • Przyzwoity system walki z fajnymi combosami
  • Całkiem sporo postaci
  • Dużo trybów rozgrywki
  • Sporo bajerów dla fanów serii

Wady

  • Słaba i miernie przedstawiona historia
  • Bardzo nakombinowane z DLC
  • Brak jakiejkolwiek poprawy grafiki
  • Czasem potrafi chrupnąć

Dead or Alive 6: Last Round poprawia sytuację dość mizernego oryginału z 2019 roku, ale nadal cierpi na większość tych samych bolączek co wcześniej. Jeśli szukacie czegoś, aby przeczekać na nową odsłonę serii lub kolejne Virtua Fighter, śmiało możecie dać grze szansę.
Graliśmy na: PS5

Igor Chrzanowski Strona autora
cropper