River City Saga: Journey to the West - recenzja i opinia o grze [PS5, XSX|S, PC]
Serii River City czy też Kunio-Kun nie trzeba chyba graczom przedstawiać. Marka ta z charakterystycznym dla niej stylem grafiki powołana jeszcze przez japońskie Technos w latach osiemdziesiątych minionego wieku. Posiada licznych fanów i jest rozpoznawalna nawet przez graczy, którzy się do nich nie zaliczają. Cykl, o dziwo dzisiaj przyciąga do siebie nawet młode pokolenia, które zazwyczaj podchodzą z niechęcią do tematu retro. W swojej nowej grze Kunio zaprasza na swoje przygody ponownie do starożytnych Chin w River City Saga: Journey to the West. Zapraszamy do naszej recenzji.
W dwóch w poprzednich odsłonach tej chodzonej bijatyki, gdzie Kunio wcielał się w bohatera Guan Yu. Jego oczyma, w humorystyczny sposób poznawaliśmy w komediowy sposób zawiłości chińskiego eposu historycznego – Dziejów Trzech Królestw, aż do jego przełomowego momentu, czyli Bitwy Pod Czerwonymi Klifami. Recenzowane River City Saga: Journey to the West ponownie pozostawia nas w chińskim kręgu kulturowym, tym razem jednak zagłębimy się w stronice tytułowej „Wędrówki na Zachód”, szesnastowiecznego literackiego klasyka autorstwa Wu Cheng’ena śledząc losy Kunio towarzyszącemu buddyjskiemu mnichowi w jego drodze do Indii. Dla urozmaicenia jednak rozgrywkę wzbogacono o elementy roguelike, co tylko zwiększa głębie całej wyprawy.
Humorystyczna interpretacja literackiego klasyka
Oczywiście, zamiast wiernie odtworzyć fabułę poematu, gra obsadza znane postacie z River City, w tym samego Kunio w rolach Sun Wukonga (małpi król), Zhu Baije i Sha Wuijing oraz jego towarzyszy i wrogów stawiając na komedię, przerysowane osobowości i żartobliwe reinterpretacje materiału źródłowego. W rezultacie powstała historia, która pozostaje interesująca nawet dla graczy, którzy nie znają dobrze ani „Drogi na Zachód”, ani szerszej obsady „River City”, choć wieloletni fani z pewnością docenią wiele powracających postaci i nawiązań. O dziwo jak na stosunkowo prostą koncepcyjnie grę beat’em up dialogów jest tu zatrzęsienie, z których humor często absurdalny i rubaszny leje się strumieniami.
W każdym razie, jeśli, ktoś oczekuje czegoś więcej niż tylko kolejnych etapów zabawnej, ale jednak tradycyjnej mordoklepki narzekał nie będzie. Największą zaletą River City Saga: Journey to the West jest połączenie bijatyki z przewijaniem bocznym i progresji w stylu roguelike. Rozgrywka polega na oczyszczaniu następujących po sobie aren walki z wrogów, zbieraniu ulepszeń, pokonywaniu bossów i powrotach do bazy głównej, gdzie można odblokować trwałe ulepszenia, zanim ponownie się w nią zanurzymy. Standard dla współczesnych "rogalików", ale wciąż świetnie się sprawdzający, zwłaszcza w początkowych godzinach zabawy. Szkoda tylko, że sama wciąż trwa stosunkowo krótko, w każdym razie cztery etapy po około 10 plansz zalicza się prędko, nawet jeśli giniemy często. Sama walka oddaje w dużej mierze beztroską energię, która od dekad definiuje gry River City. Przeciwnicy pojawiają się znienacka, ataki specjalne wypełniają areny wizualnym chaosem, a każde starcie cechuje się poziomem slapstickowego absurdu, który pasuje do komediowego tonu gry.
Kunio razy trzy w River City Saga: Journey to the West
Trzy grywalne postacie oznaczają trzy style walki, co również dodają różnorodności: Sun Wukong stawia na szybkość, Zhu Bajie zadaje wolne, ale potężne ciosy, a Sha Wujing koncentruje się raczej na atakach z dystansu. Wraz z upływem gry, można się również swobodnie przełączać pomiędzy nimi. Sterowanie w River City Saga: Journey to the West jest responsywne, a uniki i ruchy nie ulegają spowolnieniu nawet wtedy, gdy ekran zapełnia się przeciwnikami i efektami czarów czy umiejętności. Areny bitewne zawierają również pułapki, które dają kilka sekund na reakcję, niezależnie od tego, czy są to podłogi z kolcami, czy wybuchające beczki. Walka z coraz większym tłumem przeciwników ma satysfakcjonujący, zręcznościowy charakter i właściwie nigdy się nie nudzi, m.in. dzięki sporym możliwościom bojowym Kunio. Istnieje jednak pewien zgrzyt. Protagonista czasem ma możność przywołania postaci niezależnej do pomocy. Niestety ta często stoi na placu boju i nie robi nic, co przydałoby się naprawić jakąś łatką. Również słabo zaprojektowano walki z bossami, bo poza finałową, nie różnią się specjalnie wiele od zwykłych pojedynków nie oferując dodatkowych doznań.
System roguelike oferuje bogaty wybór ulepszeń, umiejętności specjalnych i odblokowywanych mocy, które zachęcają do eksperymentowania podczas wielu podejść. Pokonani bossowie zapewniają nowe umiejętności, tzw. błogosławieństwa, a losowe ulepszenia mogą znacząco wpłynąć na przebieg rozgrywki. Szkoda tylko, że pomimo ogromnej liczby dostępnych umiejętności Kunio nie jest w stanie ich zagospodarować w takim stopniu jakby mógł. Cóż, widać tu celową ingerencję twórców by zachować zrównoważony balans rozgrywki i zapobiec nadmiernemu "przekoksowaniu" postaci. Pewną wadę stanowi coraz mniejsza różnorodność przeciwników i wyzwań im bardziej zagłębiamy się w rozgrywkę. Początkowo bowiem jesteśmy zalewami masowo różnymi atrakcjami i czymś nowym, ale później recenzowana produkcja ma coraz większe problemy, by nas czymś zaskoczyć. Sam system roguelike na szczęście nie jest tak straszny jak mogłoby się wydawać. Umierając zawsze mamy jakieś zasoby pozwalające wrócić na pole bitwy silniejszym niż wcześniej, a poza tym śmierć często jest przyczyną nowym dialogów, wydarzeń, czy spotkań z postaciami niezależnymi.
River City Saga: Journey to the West wciąż z komediową grafiką
Wizualnie gra doskonale zachowuje urok estetyki serii River City. Grafika pikselowa jest żywa, animacje postaci wyraziste, a efekty walki efektowne, nie tracąc przy tym na czytelności. Nawet na PlayStation 5, gdzie pixel-artowe produkcje na dużym TV wyglądają często jak plama na plamie, tytuł, który właśnie recenzuje, wygląda zadziwiająco dobrze i ciężko się czegokolwiek przyczepić. Od River City Saga: Journey to the West, aż kipi humorem oraz akcją i ciężko sobie wyobrazić, by ta gra wyglądać mogła inaczej. Dźwięk wspiera całe szaleństwo widoczne na ekranie energicznym akompaniamentem, który pasuje do zabawnego charakteru gry. Ogólnie całość oprawy audiowizualnej skutecznie wzmacnia tożsamość gry jako lekkiej, dynamicznej przygody, a nie poważnej epickiej opowieści.
Ostatecznie Arc System Works i UnitePlus dostarczyły zaskakująco wciągającą wersję zarówno formuły serii River City, jak i oryginalnego spojrzenia na mitologię zawartą we wspomnianej już powieści. Łącząc nostalgiczne postacie, satysfakcjonującą akcję w stylu beat'em-up i roguelike River City Saga: Journey to the West oferuje doświadczenie, które jest przyjazne zarówno dla nowicjuszy, jak i wielbicieli serii. Nie wnosi nic do gatunków, jakimi się inspiruje, ale jej sama stylistyka oraz absurdalny klimat, pozwala spędzić ze zrecenzowanym właśnie tytułem spędzić nieco miłych chwil.
Ocena - recenzja gry River City Saga: Journey to the West
Atuty
- Humorystyczna oprawa retro
- Trzy grywalne postacie do wykorzystania w boju
- Elementy roguelike uprzyjemniające zabawę
- Poziom trudności przystępny zarówno dla nowicjusza jak weterana serii
- Walka wciąż sprawia masę frajdy
Wady
- Stosunkowo krótka
- Walki z większością bossów mało efektowne
- Nadmiar dostępnych umiejętności i przedmiotów potrafi utrudnić wybór
- Drobne błędy techniczne
River City Saga: Journey to the West to kolejna gra osadzona w znanym beat'em upowym uniwersum. Znów stanowi gratkę dla fanów, chociaż ponownie zabiera nas w orientalne klimaty i dorzuca elementy roguelike. Zabawa chociaż stosunkowo krótka, wciąż pełna jest absurdalnego humoru, dzięki któremu wciąż z niesamowitą przyjemnością zmiatamy wrogów z planszy bitewnej.
Graliśmy na:
PS5
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych