Mixtape - recenzja gry. Emocjonalna przejażdżka, ale nie dla każdego

Mixtape - recenzja i opinia o grze [PS5, Xbox, Switch2, PC]. Emocjonalna przejażdżka, ale nie dla każdego

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 16:00

W ostatnich dniach wiele mówiło się o tym, co właściwie „jest grą”, a co można już nazwać wyłącznie „interaktywnym filmem”. Postanowiłem więc zmierzyć się z tym pytaniem w najlepszy możliwy sposób - włączając Mixtape. Czy warto sprawdzić tę produkcję? Przeczytajcie naszą recenzję.

Za Mixtape odpowiada Beethoven & Dinosaur, czyli australijskie studio, które już przy The Artful Escape bardzo jasno pokazało, że nie interesuje go tworzenie typowych, bezpiecznych przygodówek. To zespół, który od początku stawia na gry przesiąknięte muzyką, emocjami i bardzo konkretnym stylem wizualnym. I szczerze mówiąc trudno się temu dziwić, bo na czele studia stoi Johnny Galvatron - były muzyk, który doskonale rozumie, że odpowiednio dobrany utwór potrafi czasami powiedzieć więcej niż długi dialog.

Dalsza część tekstu pod wideo

Właśnie dlatego Mixtape od samego początku wydaje się naturalnym rozwinięciem tego, co Beethoven & Dinosaur próbowało robić już wcześniej. The Artful Escape było psychodeliczną, rockową podróżą przez wyobraźnię artysty, a najnowsza produkcja studia idzie w trochę inną stronę, ale ponownie buduje wszystko wokół muzyki. Tym razem nie chodzi jednak o kosmiczny koncert i odnajdywanie scenicznej tożsamości, tylko o wspomnienia, dorastanie, przyjaźń i te piosenki, które w pewnym momencie życia potrafią stać się całym naszym światem.

W pewien sposób recenzowany Mixtape trochę przypomina mi Kena: Bridge of Spirits. Tam za grę odpowiadało Ember Lab, czyli zespół, który wcześniej specjalizował się w animacjach i filmach krótkometrażowych, więc od początku było czuć, że twórcy patrzą na interaktywną przygodę trochę inaczej niż klasyczne studia gamingowe. Tutaj jest podobnie, ponieważ Beethoven & Dinosaur również nie próbuje na siłę budować produkcji wokół rozbudowanych systemów, trudnych zagadek czy wielkich wyborów. To studio wychodzi od muzyki, nastroju i emocji, a dopiero później obudowuje je interakcją. Mixtape nie chce być więc typową grą przygodową, co można wyczuć od dosłownie pierwszej chwili.

O czym jest Mixtape?

Fabuła Mixtape skupia się na trójce przyjaciół, którzy spędzają razem ostatnią noc przed wielką zmianą. Stacy Rockford, Slater i Cassandra są na takim etapie życia, w którym wszystko jeszcze wydaje się znajome, ale jednocześnie czuć już, że za chwilę nic nie będzie takie samo. Kończy się szkoła, kończy się codzienność oparta na tych samych ulicach, tych samych ludziach i tych samych rytuałach, a każdy z bohaterów powoli zaczyna iść w swoją stronę. I nadciągający wielkimi krokami, ten jeden wieczór ma dla nich tak duże znaczenie - to nie jest zwykła impreza ani kolejna noc pełna wygłupów, tylko ostatnia próba zatrzymania czegoś, co nieuchronnie się kończy.

Twórcy bardzo dobrze wykorzystują ten punkt wyjścia, bo Mixtape nie opowiada o ratowaniu świata, wielkiej tajemnicy czy dramatycznym konflikcie, który trzeba rozwiązać przed napisami końcowymi. To historia o przyjaźni, dorastaniu i o tym dziwnym momencie, gdy człowiek niby chce ruszyć dalej, ale w zasadzie… trochę go to wszystko przerasta. Stacy marzy o muzycznej przyszłości i wyjeździe, Slater oraz Cassandra mają własne plany, emocje, lęki i oczekiwania, a ich wspólna noc bardzo szybko staje się podróżą przez wspomnienia. Jedna piosenka potrafi przywołać dawną scenę, jedna rozmowa otwiera kolejną ranę, a zwykłe wygłupy nagle zaczynają znaczyć znacznie więcej, niż początkowo mogłoby się wydawać.

Plan bohaterów jest prosty: przeżyć jeszcze jedną, ostatnią noc po swojemu. Włóczyć się, imprezować, łamać drobne zasady, uciekać przed dorosłością, wygłupiać się, wspominać i robić rzeczy, które za kilka lat będą opowiadane jak małe legendy młodości. Recenzowany Mixtape prowadzi nas przez takie momenty jak jazda na deskorolce, wspólne wypady, pierwsze zauroczenia, wymykanie się z domu, rozmowy o przyszłości i wszystkie te drobne sytuacje, które w normalnej grze mogłyby wydawać się dodatkiem, a tutaj stają się sercem opowieści. To właśnie z takich scen twórcy układają obraz relacji trójki bohaterów -trochę chaotyczny, trochę nostalgiczny, ale bardzo ludzki.

Najbardziej podoba mi się to, że Mixtape nie próbuje od razu wyciskać łez wielkimi dramatami. Ta opowieść działa raczej przez nastrój i świadomość, że bohaterowie stoją na granicy dwóch etapów życia. Jeszcze są młodzieżą, która potrafi zachowywać się głupio, śmiać się z bzdur i traktować noc jak niekończącą się przygodę, ale jednocześnie w tle cały czas czuć dorosłość, decyzje i rozstania. Ta fabuła ma w sobie sporo uroku - bo przypomina, że czasami najważniejsze historie nie dzieją się wtedy, gdy walczymy z wielkim zagrożeniem, tylko wtedy, gdy po raz ostatni robimy coś zwyczajnego z ludźmi, którzy przez lata byli całym naszym światem.

Na czym polega rozgrywka w Mixtape?

W Mixtape rozgrywka zaczyna się bardzo spokojnie, bo bohaterowie niby przygotowują się do wielkiej imprezy, ale zanim faktycznie ruszą w noc, muszą jeszcze wrócić do miejsc, które przez lata tworzyły ich codzienność. Odwiedzają rodzinne domy, rozmawiają, wspominają, a my jako gracze zaglądamy do kolejnych pomieszczeń i wchodzimy w interakcje z przedmiotami, które uruchamiają konkretne wspomnienia. To nie są zwykłe znajdźki ani dekoracje do odhaczenia - każdy taki element potrafi przenieść nas do przeszłości i pokazać kolejny fragment relacji Stacy, Slatera i Cassandry.

Same retrospekcje przybierają formę krótkich mini-gier i muszę przyznać, że choć twórcom nie brakowało wyobraźni, to jednak ich jakość bywa nierówna. Czasami są naprawdę świetne, bardzo pomysłowe i doskonale zsynchronizowane z nastrojem sceny, innym razem potrafią być dość proste albo zwyczajnie mniej angażujące. Wystarczy jednak pierwsze 30 minut z Mixtape, by zrozumieć, że gameplay tutaj nie jest tutaj najważniejszy. Twórcy nie próbują udowodnić, że przygotowali rozbudowaną przygodówkę z głębokimi systemami. Najważniejsze jest przesłanie, emocje i ten konkretny moment w życiu bohaterów.

Najlepsze jest to, że przez te krótkie scenki naprawdę poznajemy bohaterów. Nie przez długie ekspozycyjne dialogi, ale przez wspomnienia, wygłupy, rodzinne sytuacje i drobne momenty, które mówią o nich więcej niż wielkie przemowy. Szybko rozumiemy, dlaczego Stacy chce wyjechać i co tak naprawdę pcha ją w stronę muzycznej przyszłości. Poznajemy przeszłość Cassandry, jej bunt, jej sposób patrzenia na świat i to, jak bardzo próbuje zaznaczyć własną niezależność. Slater również przestaje być tylko „tym trzecim z paczki”, bo kolejne retrospekcje pokazują, jaką rolę odgrywa w tej przyjaźni. I szczerze? Sam byłem zaskoczony, że przy tak ograniczonej interakcji tak dobrze udało mi się wejść w tę relację.

Dużym atutem Mixtape jest też sam sposób przedstawienia akcji. Stacy przygotowała składankę i każde wspomnienie zostaje powiązane z konkretną piosenką. To nie jest tylko fajny zabieg stylistyczny, ale fundament całej narracji. Główna bohaterka wprowadza nas w kolejne wydarzenia, czasami przełamuje czwartą ścianę, opowiada o utworze, tłumaczy, dlaczego właśnie ten kawałek znalazł się na kasecie, i dopiero wtedy gra przenosi nas do konkretnej sceny. Dzięki temu muzyka nie jest dodatkiem puszczonym w tle, tylko drogą do pamięci bohaterów.

I właśnie w tym połączeniu narracji, akcji oraz muzyki recenzowany Mixtape wypada najlepiej. Nawet jeśli konkretna mini-gra nie zawsze porywa, to całość potrafi działać, bo rozumiemy, po co ta scena istnieje i co mówi o bohaterach. Jedna piosenka otwiera wspomnienie, wspomnienie dokłada kontekst, a kontekst sprawia, że ta ostatnia noc nabiera większego znaczenia. Beethoven & Dinosaur świetnie rozumie, że dorastanie nie składa się wyłącznie z wielkich dramatów, ale też z małych, często głupich sytuacji, które po latach zostają w głowie najmocniej.

Jak gra się w Mixtape?

Pod względem rozgrywki Mixtape jest bardzo nietypowym doświadczeniem, bo twórcy nie próbują tutaj budować klasycznej gry opartej na wyzwaniu, refleksie czy ryzyku porażki. Pomiędzy kolejnymi rozdziałami wskakujemy na deskorolkę i przemieszczamy się między wspomnieniami bohaterów, ale ten element zabawy ma bardziej rytmiczny, nastrojowy charakter niż zręcznościowy. Możemy wykonywać proste triki, łapać płynność jazdy i po prostu sunąć przed siebie, ale trudno mówić tutaj o mechanice, która faktycznie wymaga od gracza precyzji. To raczej sposób na utrzymanie tempa opowieści i płynne przejście do następnej sceny.

Po dotarciu do kolejnych miejsc gra wrzuca nas w serię mini-gierek, które na papierze brzmią wręcz absurdalnie prosto. Raz siłujemy się językami, innym razem przenosimy kanapę, robimy zdjęcia, wybieramy filmy w sklepie, biegamy po polanie w niemal odrealnionym, lewitującym rytmie, malujemy drzwi albo uczestniczymy w innych drobnych aktywnościach z życia trójki przyjaciół. Żadna z tych mechanik nie jest szczególnie głęboka, żadna nie zmusza do dłuższego kombinowania i żadna nie zostaje z nami jako „świetny gameplayowy patent”… a jednak w praktyce to działa.

Działa, ponieważ Mixtape nie opowiada o wielkich czynach, tylko o małych chwilach, które z perspektywy czasu okazują się najważniejsze. Te mini-gry są banalne, ale właśnie dlatego tak dobrze pasują do całej historii. Bohaterowie nie wspominają epickich przygód z końcem świata w tle, tylko momenty, które mogły wydarzyć się naprawdę: wygłupy ze znajomymi, pierwsze zauroczenia, wspólne włóczenie się bez celu, głupie pomysły, spontaniczne zabawy i sytuacje, które wtedy wydawały się normalne, a po latach nabierają ogromnej wartości.

Twórcy tak naprawdę świadomie rezygnują z przesadnego skomplikowania. Gdyby te mini-gry były bardziej wymagające, mogłyby odciągać uwagę od emocji. Tymczasem tutaj mechaniki są tylko narzędziem do przeżywania wspomnień. Gracz nie ma się zastanawiać, jak wygrać daną sekwencję, tylko poczuć jej klimat. I Mixtape potrafi naprawdę mocno trafić, bo wiele scen wydaje się dziwnie znajomych.

To właśnie ta zwyczajność robi największe wrażenie. Trójka przyjaciół przeżywa rzeczy, które pewnie wielu z nas pamięta z własnej młodości - może nie dokładnie w takiej formie, ale emocje mogą być bardzo podobne. Dlatego nawet jeśli sama rozgrywka bywa prosta, momentami wręcz symboliczna, to trudno uznać ją za przypadkową. Ona jest podporządkowana wspomnieniom, relacjom i atmosferze dorastania. Mixtape nie jest więc grą, którą zapamiętam za wyzwania. Zapamiętam ją za to, jak wykorzystuje drobne interakcje do opowiedzenia czegoś bardzo prawdziwego. To doświadczenie lekkie, czasami niemal senne, ale jednocześnie bardzo autentyczne. 

Dlaczego Mixtape poruszył branżę?

Zdaję sobie sprawę, że od premiery Mixtape trwa dyskusja, czy to faktycznie jeszcze gra, czy już raczej interaktywny film. Dlaczego? W produkcji nie brakuje momentów, w których naprawdę można odłożyć kontroler i po prostu oglądać akcję na ekranie, bo Beethoven & Dinosaur bardzo często prowadzi gracza za rękę i bardziej zaprasza do uczestniczenia w scenie niż faktycznego wpływania na jej przebieg. Z drugiej strony nie możemy odbierać Mixtape prawa do bycia grą, bo w wielu momentach to właśnie my poruszamy bohaterami, wykonujemy drobne czynności, bierzemy udział w mini-grach, uruchamiamy wspomnienia i wchodzimy w ten świat przez interakcję. Tylko trzeba jasno powiedzieć: to interakcja bardzo prosta, podporządkowana narracji, nastrojowi i muzyce.

Mixtape jest dla mnie produkcją dosłownie jednorazową. To raczej nie będzie tytuł, do którego większość graczy wróci po kilku tygodniach, żeby odkrywać nowe ścieżki, sprawdzać alternatywne zakończenia czy szukać ukrytych mechanik… bo po prostu tego tutaj nie znajdziemy. To krótka, około trzygodzinna opowieść, którą najlepiej potraktować jak jeden intensywny seans - historię do przeżycia, a nie system do wielokrotnego rozgrywania. Mam jednak wrażenie, że najwięksi fani, którzy nie bez powodu wystawiali tej produkcji najwyższe noty, mogli trafić dokładnie w jej emocjonalny punkt. Jeśli ktoś wychowywał się przy takim soundtracku, jeśli podobne piosenki towarzyszyły mu w ważnych momentach życia, jeśli zna uczucie ostatnich wakacji, ostatniej imprezy i rozchodzenia się dróg z najbliższymi ludźmi, to Mixtape może trafić w naprawdę czuły punkt.

Bo ta gra (nie bójmy się użyć tego słowa!) bardzo świadomie gra na emocjach. Rozgrywka jest prosta, czas trwania krótki, a mechaniki rzadko kiedy potrafią same w sobie zachwycić, ale całość ma ogromną siłę, jeśli znajdziemy się w odpowiedniej grupie odbiorców. Dlatego nie dziwi mnie krytyka i nie dziwią mnie zachwyty. Dla jednych będzie to zbyt mało „gry w grze”, zbyt dużo oglądania i zbyt proste interakcje. Dla innych piękna, nostalgiczna podróż do czasów, gdy kilka głupich decyzji, paczka przyjaciół i dobra muzyka potrafiły znaczyć absolutnie wszystko. Ja bez problemu potrafię docenić to, jak Mixtape łączy obraz, dźwięk i wspomnienia w bardzo spójną całość.

Największą siłą tej produkcji jest właśnie wizja. Mixtape wygląda świetnie, brzmi jeszcze lepiej i potrafi zamienić zwykłą scenę w mały teledysk o dorastaniu. Graficzny styl, animacje, kolory i sposób kadrowania idealnie współgrają z muzyką, a utwory takich artystów jak The Smashing Pumpkins, Iggy Pop, Joy Division, The Cure, Roxy Music, DEVO czy Siouxsie and the Banshees nie są tutaj przypadkową playlistą wrzuconą w tło. To paliwo dla całej opowieści. Każda piosenka otwiera inne wspomnienie, nadaje scenie rytm i sprawia, że nawet bardzo prosta interakcja potrafi zostać w głowie na dłużej. I właśnie dlatego Mixtape jest tak ciekawym przypadkiem - może nie dla każdego, może nie jako klasyczna gra, ale jako emocjonalne, muzyczne doświadczenie potrafi być naprawdę wyjątkowe.

Czy warto zagrać w Mixtape?

Grając w recenzowany Mixtape bardzo łatwo docenić sam zamysł deweloperów. Beethoven & Dinosaur miało konkretną wizję i konsekwentnie ją zrealizowało - stworzyło nostalgiczną opowieść o przyjaźni, dorastaniu, muzyce i tym jednym momencie, gdy człowiek zaczyna rozumieć, że pewien etap życia naprawdę dobiega końca. To nie jest przypadkowy zbiór scenek, tylko bardzo świadomie zbudowane doświadczenie, w którym obraz, dźwięk i wspomnienia mają działać razem. I pod tym względem Mixtape potrafi naprawdę oczarować.

Najmocniejsza jest bez wątpienia sfera audio-wizualna. Gra wygląda świetnie, ma własny charakter, kapitalnie korzysta z licencjonowanych utworów i w najlepszych momentach potrafi zamienić prostą scenę w mały teledysk pełen emocji. Problem w tym, że ostatecznie trochę zabrakło mi tutaj samej rozgrywki. Jasne, bierzemy udział w kolejnych mini-grach, poruszamy bohaterami, jeździmy na deskorolce i uczestniczymy w retrospekcjach, ale bardzo często miałem wrażenie, że interakcja jest tylko dodatkiem do historii, a nie jej pełnoprawnym fundamentem.

Dlatego Mixtape najlepiej traktować jak kapitalną opowieść na jeden wieczór. Krótką, bardzo stylową, momentami wzruszającą, ale też taką, do której raczej nie każdy będzie chciał wracać. Sam podczas rozgrywki kilka razy łapałem się na myśli, żejestem o kilka lat za młody i nie wychowałem się na amerykańskich przedmieściach, by w pełni poczuć wszystko, co twórcy chcieli mi przekazać. Ta gra bardzo mocno odwołuje się do konkretnej nostalgii, konkretnego czasu i konkretnych emocji, więc jej siła w dużej mierze zależy od tego, czy mamy własne wspomnienia, które potrafią z nią rezonować.

I właśnie dlatego rozumiem zarówno zachwyty, jak i krytykę. Mixtape nie jest klasyczną grą, która każdego kupi rozgrywką, systemami czy wyzwaniem. To bardziej muzyczne wspomnienie o młodości, przyjaźni i ostatnich chwilach przed dorosłością. Jeśli przeżywaliście podobne przygody jak bohaterowie tej historii, jeśli taki soundtrack był częścią Waszego życia i jeśli lubicie produkcje nastawione przede wszystkim na emocje, możecie zachwycać się każdą minutą tej przygody. Jeśli jednak szukacie przede wszystkim angażującego gameplayu, to te trzy godziny możecie spędzić w znacznie lepszy sposób.

Advertisement

Ocena - recenzja gry Mixtape

Atuty

  • Kapitalna sfera audio-wizualna,
  • Świetny soundtrack, który realnie prowadzi opowieść,
  • Bardzo dobry klimat dorastania, przyjaźni i ostatnich chwil młodości,
  • Ciekawy sposób opowiadania historii przez wspomnienia i piosenki,
  • Stacy, Slater i Cassandra szybko stają się bliscy graczowi,
  • Niektóre sceny potrafią naprawdę wzruszyć,
  • Produkcja ma wyraźną artystyczną wizję i własny charakter.

Wady

  • Bardzo prosta rozgrywka,
  • Mini-gry bywają nierówne i czasami mało angażujące,
  • To raczej jednorazowa przygoda na około jeden wieczór,
  • Nie każdy odnajdzie się w tak konkretnej nostalgii.

Mixtape to piękna, muzyczna i bardzo nostalgiczna opowieść na jeden wieczór, która świetnie łączy obraz, soundtrack i wspomnienia o końcu młodości. Beethoven & Dinosaur przygotowało produkcję pełną emocji, ale z bardzo prostą rozgrywką, więc nie każdy poczuje tutaj pełną satysfakcję z samego grania. Jeśli jednak traficie w jej klimat, bohaterów i muzyczną wrażliwość, Mixtape może naprawdę poruszyć.
Graliśmy na: PS5

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper