Aphelion - recenzja gry. Taka nuda, że aż zasnąłem podczas gry

Aphelion - recenzja i opinie o grze [PS5, XSX, PC]. Wieje nudą, że aż strach

Igor Chrzanowski | Dzisiaj, 07:00

Francuskie Dontnod jest znane z dobrych gier i poruszających historii. Czy ich nowe Aphelion jest godne dziedzictwa twórców Life is Strange? Zapraszamy do naszej recenzji najnowszej produkcji cenionego studia. 

Dontnod jest bardzo nierównym deweloperem. Z jednej strony dostajemy od nich genialne Life is Strange czy dobrego Vampyra, z drugiej mocno zapomniane Remember Me czy nijakie Twin Mirror. Po debiutującym ostatnio Aphelion można było się zatem spodziewać wszystkiego i jednocześnie niczego. Mogła to być gra na miarę Jusant lub crap jakiego nigdy wcześniej francuski game dev nie widział. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Najnowsze dzieło uznanego studia nie jest jednak tym o czym moglibyśmy marzyć jako miłośnicy twórczości Francuzów. Zarówno po moim tytule, jak i po zapoznaniu się z innymi branżowymi opiniami, macie już pewien obraz świeżo wydanej produkcji. Niestety Aphelion nie zapisze się do grona najlepszych dzieł jakie ukazały się w tym roku. Ale dlaczego? Czy wszystko jest tu aż tak złe, że nie warto dać szansy tej opowieści? Już śpieszę z wyjaśnieniami. Weźcie kawkę, rozsiądźcie się wygodnie w fotelu i zaczynamy. 

Aphelion - po raz pierwszy Dontnod zawodzi fabularnie?

W dzisiejszych czasach motyw samotności oraz tęsknoty za ukochaną osobą jest nam bardzo bliski - za dużo pracujemy, siedzimy z nosami w telefonach i ciągle jesteśmy czymś "zajęci". Często dotyczy to nawet osób, które siedzą w jednym pomieszczeniu z kimś bliskim, ale są tak naprawdę w dwóch różnych światach, które mimo iż podobne, tak naprawdę są od siebie bardzo różne. No i w moim odczuciu całe Aphelion jest trochę metaforą tego współczesnego problemu, który być może nie dotyka nas wszystkich, ale jednak coraz więcej osób zaczyna trafiać do takiego emocjonalnego pustkowia.

Doświadczone w takich opowieściach Dontnod ubrało to w ładnie prezentującą się opowieść o parze wysłanników ludzkości, którzy na obcej planecie mieli za zadanie odkryć potencjalne źródło życia dla ludzkości, która ma, lekko to ujmując, przegwizdaną sytuację. W wyniku katastrofy ich statek rozbija się na rzeczonej planecie, ale następuje coś dziwnego, albowiem pomimo tego, iż obydwoje lądują w dokładnie tym samym miejscu, budzą się w zupełnie innych czasach. Pierwszą grywalną bohaterką jest Ariane, która to musi mierzyć się ze skutą lodem powierzchnią, podczas gdy jej ukochany Thomas, śmiga sobie po gorących źródłach i topniejących lodowcach. 

Niestety nie jest tak jak się spodziewałem i akcje naszych postaci aż tak bardzo się nie łączą - nie ma tak jak na przykład w Onimushy 3, że akcja w roku X, daje efekty w roku Y. Nasi bohaterowie szukają siebie nawzajem i starają się wykonać powierzoną im misję, ale ich kontakt można by sprowadzić do rozmowy ślepego z głuchym. Ariane widzi dziwneg hologramy z Thomasem i jego poczynaniami, on zaś ciągle gada sam do siebie jakby to fajnie było, gdyby ona była przy nim. Po spędzeniu z nimi paru godzin stwierdzam jedno - bardziej nijakiej i nudnej pary w życiu nie widziałem, a to naprawdę wyczyn, bo przez lata pracy na PPE ogrywałem dziesiątki crapiszonów. Cieżko jest tu jakkolwiek współczuć czy przeżywać jakiekolwiek inne emocje z bohaterami, bo nie ma ku temu żadnych powodów - ich miłość mnie nie obchodzi, bo jej nie poznałem, a ich tęsknota brzmi czasem jak postękiwania dzieciaków z gimnazjum o utraconej bratniej duszy. 

Aphelion - wspinaczka rodem z Uncharted, takiego z Temu

Jeśli zaś chodzi o samą rozgrywkę, tutaj widać że twórcy chcieli połączyć powiedzmy sobie wspinaczkę z Uncharted czy Tomb Raidera z motywem eksploracji niczym w autorskim Jusant czy Podróży sprzed ładnych kilkunastu lat. No i czysto technicznie, programistycznie i animacyjnie, nie jest to wykonane jakoś bardzo tragicznie - działać działa, ale czy jest dobre? Bynajmniej! Stworzenie dobrej wspinaczki to naprawdę sztuka i to co przez lata dawało nam Naughty Dog to absolutna mistrzowska szkoła jazdy, z której każdy aspirujący następca powinien czerpać garściami. Takimi pełnymi, a nie dziurawymi jak PRL-owski durszlak. 

Systemy wspinaczkowe bywają tutaj bardzo, ale to naprawdę bardzo, męczące. Nie są trudne czy specjalnie emocjonujące, ale ktoś w ekipie Dontnod wpadł na debilny pomysł bycia jak Uncharted i imitowania tego kultowego dreszczyku emocji, gdy od czasu do czasu Nate źle złapie skałkę, albo coś się mu pod rękoma pokruszy. Tutaj za każdym razem, autentycznie KAŻDYM razem, gdy wykonujemy skok o odległości nieco większej niż zasięg naszych ramion, trzeba szybko wciskać A (grałem na Xboksie), żeby te dwie niedorajdy złapały się skalnej półki. I to nie jest tak, że to się zdarza co kilkanaście minut czy co parę ścian, tylko co 2-3 skoki, więc zamiast cieszyć się płynną zabawą, wku...rzamy się na wymóg klepania tego przycisku, bo inaczej spadniemy. 

Na domiar złego te sekcje wspinaczkowe są dramatycznie nudne, sam dosłownie podczas swoich rozgrywek dwukrotnie zasnąłem przy konsoli z padem w ręku. Trasy są nużące, bez ładnych widoków, bez emocjonujących sekwencji i bez grama jakiejkolwiek różnorodności. Jedynym przerywnikiem bywają cut-scenki oraz okazjonalne sekwencje skradankowe lub czasowe. Thomas musi latać ze skafandrem od jednej stacji z tlenem do drugiej, co tworzy serię "czasówek" na bieganie po wąskich korytarzach lub semi-otwartych przestrzeniach. Ariane zaś musi od czasu do czasu uciekać przed mityczną formą życia zamieszkującą tę planetę, będącą czymś na wzór przeciwników z Podróży - niby spoko, ale na litość boską, po co ta baba tyle gęga pod nosem. Czaję, boisz się, że kosmiczny wąż cię zeżre na obiad, nie trzeba o tym mówić co 10 sekund. 

Pod kątem rozgrywki dawno się tak nigdzie nie wynudziłem i o ile rozumiem co chcieli osiągnąć deweloperzy, totalnie im to nie wyszło. Grafika jest spoko, muzyka w tle jakaś tam sobie plumka, a przerywniki filmowe są nawet nieźle wyreżyserowane. Zabrakło mimo wszystko doświadczenia na polu rozgrywki, co pogrąża ten tytuł nawet jak na coś, co zostało dołączone na premierę do Game Passa. 

Aphelion - czy warto zagrać?

Najnowsze dzieło Dontnod nie zapisze się w historii jako jedna z ich najlepszych produkcji, ale też nie jest to najgorsza gra świata. Twórcy w ambitny sposób chcieli opowiedzieć pewną historię, która jednak nie potrafi chwycić za serce, zaś sama rozgrywka jest diabelnie nudna i uciążliwa, przez co mimo dość krótkiej kampanii, nie da się jej "wchłonąć" na raz. Jusant było o niebo lepsze, więc jeśli szukacie jakiejś gry o wspinaczce, zdecydujcie się na poprzednie dzieło Dontnod albo kupcie Cairn, które jest jedną z najlepszych gier tego roku. Aphelion to co najwyżej druga liga.

Advertisement

Ocena - recenzja gry Aphelion

Francuskie Dontnod pragnie eksperymentować z różnymi gatunkami, ale póki co wychodzi im to średnio. Aphelion jest wykonany poprawnie, ale brakuje mu duszy i porządnej fabuły, dzięki której chcielibyśmy zostać przed ekranem dłużej niż 20 minut.
Graliśmy na: XSX|S

Igor Chrzanowski Strona autora
cropper