Screamer - recenzja gry. Initial D włoskiej produkcji

Screamer - recenzja i opinia o grze [PS5, PC, XSX|S]

Patryk Dzięglewicz | Dzisiaj, 12:00

Wydawałoby się, że gra anime robiona przez Włochów jest czymś dziwnym, chociaż z drugiej strony kto pamięta jeszcze stację Polonia 1 i włoski dubbing, może wcale nie być specjalnie zaskoczony takim związkiem. Ponadto czekanie ponad 30 lat na sequel gry wyścigowej również stanowi pewne kuriozum. Czy pomimo tych wszystkich nietypowych okoliczności debiutująca właśnie „ścigałka” Screamer ma szansę zarządzić w sercach graczy lubiących ostrą rywalizację na ulicach miast? Sprawdźmy to w naszej recenzji.

Gracze oczekujący na premierę uważają Screamer za współczesną wariację tytułu sprzed kilku dekad, aczkolwiek twórcy mówią raczej o kontynuacji, więc niech im będzie. Inna sprawa, że pierwowzór był nawet jak na swoje czasy popularną i interesującą, ale jednak „normalną” grą wyścigową, a tu, przynajmniej z wyglądu dostajemy coś, co kojarzyć może się z japońskimi anime o  nielegalnych wyścigach ulicznych między innymi Initial D czy Wangan Midnight. Oczywiście studio Milestone nie zawiesiło swojej franczyzy na kołku już po pierwszym tytule, ponieważ pod tym logo powstało jeszcze kilka uznanych produkcji jak Screamer Rally czy Screamer 4x4, ale recenzowana produkcja odnosi się bezpośrednio do swoich początków z roku 1995, pomimo szatek w stylu KKW.

Dalsza część tekstu pod wideo

Zemsta dokona się na torze

Recenzowane Screamer to na pozór nieskomplikowana wyścigówka arcade jakich sporo na rynku, więc twórcy musieli podejść do swojego projektu nieszablonowo. Pierwszym widocznym elementem to skupienie się mocno na wątku fabularnym, który nie składa się z pojedynczych misji, nie oferuje też otwartego świata, ale stanowi długą, jednolitą i pełnoprawną opowieść w stylu anime, zwaną tutaj Turniejem. Prześledzimy naprzemienne losy pięciu trzyosobowych drużyn uczestników nielegalnych wyścigów, biorących udział w zawodach zorganizowanych przez multimilionera w tajemniczej masce nazywanego Mr. A. Mimo wszystko nie o pieniądze tutaj chodzi, ponieważ uczestnicy przystępują do zawodów z pobudek osobistych. Dla przykładu weźmy pierwszy zespół – Green Reapers, gdzie liderem jest dość stereotypowy jak dla anime Japończyk Hiroshi. Wspomaga go dwójka przyjaciół – Szkotka (sądząc po akcencie) Róisin oraz czarnoskóry Francuz Frederic.

Wszyscy poprzez wyścigi, chcą niepostrzeżenie zemścić się na pewnym zawodniku za śmierć ważnej dla nich osoby. Wraz z upływem czasu poznajemy kolejne intrygujące postacie różnych narodowości i odkrywamy ich motywacje coraz mroczniejsze kulisy całego turnieju, przy których chęć zemsty schodzi na dalszy plan. Nie powiem, przedstawiona historia nawet mnie wciągnęła, zwłaszcza dzięki dowcipnym dialogom pomiędzy postaciami. Co ciekawe często nawijają w swoich narodowych językach, (polubiłem zwłaszcza włoski głos Lavinii), co tylko zwiększa immersję. Może wydawać się to dziwne, ale fabuła wyjaśnia, dlaczego tak jest, więc nie ma się czym martwić. Często czułem się jakbym grał w tytuł visual-novel gdzie scenki rodzajowe poprzetykanie są wyścigami niż rasową „rajdówkę-arcade”, co mnie osobiście bardzo przypadło do gustu. Owszem nie powiem, że fabuła recenzowanego tytułu zmusi nas do większych przemyśleń czy nie da spać po nocach, ale jak na potrzeby gry została dobrze skrojona i za to należy się pochwała.

Screamer – gaz do dechy i do przodu

Nie należy jednak odnosić wrażenia, iż pomimo skupienia się na fabule samym wyścigom poświęcono mniej uwagi. Co to, to nie. Już po kilku minutach od posadzenia tyłka za kółkiem czuć, że postawiono na widowiskowość, dynamikę, emocje i nadsterowność odpuszczając sobie realizm, jak tego oczekujemy od arcade'ówki. Co ciekawe wszystko ma umocowanie w fabule pod postacią tajemniczego wynalazku zwanego Echo, który, skrótowo rzecz ujmując, przywraca nas i samochód do życia po kraksach, chociaż bywają ograniczenia. W każdym razie nie musimy sobie na siłę racjonalizować faktu „zmartwychwstania”, bo zrobiła to za nas sama historia. Model prowadzenia auta jest od razu widoczny i oparty o zręcznościowy styl jazdy stawiający na zaangażowanie, a nie ostrożność. Ekscytujące jest zwłaszcza pokonywanie licznych zakrętów driftem, zwłaszcza dzięki intuicyjnemu sterowaniu.

Same auta prowadzi się bardzo płynnie. Używając prawej gałki analogowej precyzyjnie dobieramy kąt poślizgu, a lewą dostosowujemy swoją pozycję na drodze. Mimo że uczucie prędkości jest oszałamiające na późniejszych trasach musimy również nauczyć się korzystać z hamulca, by do maksimum wykorzystać zarówno potencjał naszych umiejętności jak i samochodu. Przyzwyczajenie się do tej mechaniki zajmuje trochę czasu, ale po kilku wyścigach nawet laik będzie prowadził jak profesjonalista a idealny drift na wydłużonym zakręcie to naprawdę błogie uczucie. Gra z jednej strony potrafi ukarać za najmniejszy błąd, przez mocno odczujemy każdą kolizję z otoczeniem, z drugiej strony oferuje sporo ułatwień pozwalający dostosować poziom wyzwania do naszych oczekiwań. Warto docenić, że Screamer stara się być przystępny zarówno dla osób zwykle niebawiących się w gry wyścigowe, jak i weteranów gatunku. Dla łaknących emocji jest kilka poziomów sztucznej inteligencji oponentów do wyboru, a dla początkujących nieco ułatwień, które można sobie aktywować, jak chociażby stała jazda z maksymalną prędkością, czy zawsze płynne wchodzenie/ wychodzenie z zakrętów. 

Dobry rywal to martwy rywal

Poza podstawową mechaniką jazdy Milestone wprowadziło różne pomysły znane z pokrewnych tytułów jak chociażby boost prędkości w stylu QTE, ręczną zmianę biegów oraz system ofensywo-defensywny pozwalający atakować innych uczestników wyścigu bądź samemu się bronić przed ich atakami. Aby ostudzić nieco zapał innych kierowców, zużywamy Entropię - energię w grze - która tymczasowo zwiększa naszą prędkość, powodując zniszczenia wrogiego wozu, z którym się przepychamy. Taki stan nie trwa jednak długo, więc należy wykazać się zręcznością, aby skutecznie pokonać przeciwnika. Zamiast tego można użyć tarczy kontrując ciosy wymierzone w nas i odzyskując energię. Ostatecznie, kiedy nasz zbiornik Entropii jest pełny możemy przejść w tryb Overdrive, dewastujący wszystkich oponentów, z którymi się zetkniemy, ale po zderzeniu z przeszkodą sami wylecimy w powietrze.

Wszystko to sprawia, że pełne ryzyka przepychanki z innymi zawodnikami są naprawdę miodne i podnoszą poziom adrenaliny ponadto wprowadzając na tor nieco taktyki. Nie bez znaczenia jest też kto siedzi za kierownicą, ponieważ każdy kierowca ma własne umiejętności pasywne mocno wpływające na nas styl jazdy. W trybie Turnieju drażnią jednak nagle pojawiające się wydarzenia fabularne w takcie jazdy, co wybija z rytmu, a ponadto nie wszystkie wyścigi są do wygrania, o czym często nie wiemy. Czasami, w niektórych wyścigach turniejowych, można odnieść wrażenie jakby gra sztucznie utrzymywała rywali stale blisko nas niezależnie od tego jak dobrze nam idzie, czego nie zauważyłem w innych trybach zabawy. Moim zdaniem, ten element powinien zostać poprawiony, ale na szczęście takich sytuacji było zaledwie kilka w całych zawodach. Szkoda tylko, że twórców nie było stać na licencje na prawdziwe marki samochodów, a różnice w osiągach pomiędzy nimi są słabo zauważalne. Gdyby nie wspomniane wcześniej w recenzji umiejętności kierowców każdym autem jeździłoby się niemal tak samo. 

Różnorodność wyścigów

Jeśli kogoś jednak nie interesują perypetie bohaterów i chciałby po prostu się pościgać bez zobowiązań, recenzowany Screamer wychodzi tej potrzebie naprzeciw, oferując multum innych trybów zabawy. Od pojedynczych wyścigów, po Pojedynki, Próby Czasowe, zaliczanie punktów kontrolnych i tym podobnych odbywających się na trasach odblokowywanych w trakcie fabuły. Do wyboru, do koloru. Oczywiście jest także dostępna rozgrywka wieloosobowa dla maksymalnie czterech osób na podzielonym ekranie oraz rywalizacja online. Niestety o ile kanapowe granie ze znajomymi dawało sporo radości i emocji, to nie miałem możliwości przed premierą sprawdzić zabawy przez sieć. Ponadto, rzecz jasna musimy posiadać abonament PS+, ale mimo wszystko jestem w dobrej myśli odnośnie wysokiego poziomu globalnej rywalizacji w dniu debiutu, sądząc po wykonaniu innych elementów składowych gry. Dziwi mnie tylko brak możliwości stworzenia własnego profilu kierowcy według własnych upodobań, przez co musimy wybierać z 15 dostępnych (wcześniej odblokowanych), co jak na rozmach rozgrywki w Screamer nie jest dużą liczbą.

Jak można zobaczyć na obrazkach Screamer został stworzony w stylistyce anime-cyberpunka z lekkim klimatem lekko futurystycznych lat dziewięćdziesiątym minionego wieku. Nawet na zwykłym PlayStation 5 tytuł prezentuje się naprawdę wyśmienicie, a animacja bez problemu osiągający 60 klatek w rozdzielczości 4K. Za filmy przerywnikowe odpowiada japońskie studio Polygon Pictures, które ze swojego zadania wywiązało się znakomicie. Każdy z 40 torów ma własny charakter, jest pełen detali, ale chciałbym by były nieco dłuższe. Futurystyczne, cyberpunkowe, jakby japońskie, krajobrazy miejskie, jaskrawe billboardy, mieszają się z dzielnicami przemysłowymi i otwartymi plenerami  oferując imponujące widoki. To zdecydowanie jedna z najładniejszych i wizualnie oryginalnych gier wyścigowych od wielu lat, a wszystko to w towarzystwie intensywnych, pulsujących elektronicznych rytmów, tak jak powinno być. Ponadto Screamer do maksimum wykorzystuje możliwości pada Dual Sense, co tylko dodaje większej frajdy z wyścigów, co jest zauważalne, zwłaszcza gdy przejdziemy na widok z oczu kierowcy. 

Screamer po polsku

Niestety dla równowagi scenki rodzajowe prezentują się słabo, a w każdym razie ciężko było mi przywyknąć do generycznych popersi 2D, którym brakuje iskry życia. Dobrze, że aktorzy głosowi radzą sobie o wiele lepiej, a multijęzykowa gadka dobrze wpisuje się w atmosferę. Ponadto Screamer został bardzo dobrze spolonizowany, czuć lekkość dialogów i swadę w wypowiedziach bohaterów. Postacie nie obawiają się używania ostrego, szyderczego, a nawet wulgarnego języka, dzięki czemu dialogi często śledzi się parskając śmiechem. Brak też bardziej widocznego modelu zniszczeń, wprawdzie podczas kolizji odpadnie jakiś spoiler czy błotnik, a po eksplozjach widać wrak, ale to wszystko. 

Screamer to solidna produkcja dla fanów wyścigów oraz anime w tej tematyce. W żaden sposób nie rewolucjonizuje gatunku, nie zapisze się też na dłużej w historii gatunku, ale oferuje olbrzymie pokłady grywalności, obok których ciężko przejść obojętnie. Naprawdę warto dać się porwać obezwładniającemu uczuciu prędkości i przeć do przodu, nie zważając na nic i nikogo. 

Advertisement

Ocena - recenzja gry Screamer

Atuty

  • Rozbudowana warstwa fabularna
  • Oprawa audiowizualna wyścigów
  • System jazdy i walk z rywalami na torze
  • Duża ilość dostępnych tras i trybów zabawy
  • Język polski

Wady

  • Fabuła często niepotrzebnie przeszkadza w wyścigu
  • Awatary postaci podczas scenek przerywnikowych bez życia
  • Tory mogłyby być troszkę dłuższe jednak
  • Brak możliwości stworzenia własnego kierowcy

Screamer to świetne wyścigi arcade w stylu anime, przypominające taką telewizyjną produkcję jak Initial D. Jeśli ktoś od "ścigałki" oczekuje czegoś więcej niż zaliczanie torów jeden za drugim ma teraz okazję śledzić przy całkiem ciekawą fabułę. A poza tym wyścigów na konsole gdzie naprawdę można poczuć prawdziwą prędkość nigdy za mało.
Graliśmy na: PS5

Patryk Dzięglewicz Strona autora
Były recenzent na PS Site, obecnie pisze dla PPE.pl. Uwielbia japońskie gry RPG, japońską animację, strategie i książkową fantastykę. Interesuje się historią, geopolityką oraz kolekcjonuje figurki i anime. Z wykształcenia technik ochrony środowiska oraz laborant. Tworzy teksty o grach od ponad 15 lat z dorobkiem ponad setki recenzji.
cropper