WWE 2K26 - recenzja gry. Czy jesteście gotowi na nową erę?!
Powrót na wirtualny ring zawsze wiąże się dla mnie z pewnym dreszczykiem emocji. Seria WWE 2K w ostatnich latach przeszła długą drogę - od momentów zwątpienia (ekhem, 2K19) po odbudowę zaufania fanów (2K21), którzy wciąż wierzą, że cyfrowy wrestling może być czymś więcej niż tylko powtarzalną bijatyką w błyszczącej oprawie. Premiera recenzowanego WWE 2K26 to kolejny test dla twórców.
Miniony piątek przyniósł odpowiedź na wiele pytań, które narastały od miesięcy. Nowa odsłona nie jest już tylko coroczną aktualizacją składu czy kosmetyczną poprawką mechanik, lecz próbą dalszego rozwijania formuły, która wreszcie zaczęła działać. Oczekiwania były wysokie, a jak wyszło w praktyce? O tym przeczytacie niżej!
WWE 2K26 wjechało na salony!
Miniony piątek przyniósł więc premierę WWE 2K26 - najnowszej odsłony corocznej serii symulacji wrestlingu przygotowanej przez Visual Concepts i wydanej przez 2K Sports. Produkcja zadebiutowała na PlayStation 5, Xbox Series X|S oraz PC. Twórcy ponownie skupili się na dopracowaniu fundamentów rozgrywki, takich jak płynność starć, responsywność sterowania oraz realizm oprawy wizualnej i prezentacji gal.
Nowa odsłona wprowadza rozbudowany roster obejmujący zarówno aktualne gwiazdy WWE, jak i legendy federacji (do liczby zawodników jeszcze wrócimy), a także powracające tryby znane fanom serii, w tym karierę zawodnika oraz moduły pozwalające na tworzenie własnych wydarzeń i postaci. Już na tym etapie mogę więc śmiało napisać, że nie ma mowy o rewolucji, a ewolucji znanych aspektów.
Co nowego?
Przede wszystkim, recenzowane WWE 2K26 mocno rozwija fundamenty poprzednich odsłon, ale największe zmiany widać w samej fizyce walki i interakcji z otoczeniem. Twórcy postawili na bardziej dynamiczne, momentami wręcz nieprzewidywalne zachowania zawodników i przedmiotów, co sprawia, że pojedynki mają więcej „życia”. W praktyce oznacza to więcej momentów, w których ring przestaje być sceną zaplanowanych animacji, a zaczyna przypominać realny chaos walki.
Równolegle rozbudowano repertuar starć i narzędzi, jakie można wykorzystać w trakcie pojedynków. Debiutuje chociażby Dumpster Match, a wracają widowiskowe formuły jak Inferno Match, I Quit Match czy 3 Stages of Hell. Do tego dochodzi większa interakcja z otoczeniem - można układać stoły w stosy (sztosy!), a ponadtokorzystać z nowych obiektów pokroju wózków sklepowych czy pinezek (uwielbiam). W efekcie starcia są bardziej różnorodne, brutalniejsze w odbiorze i bliższe temu, co kibice kojarzą z najbardziej pamiętnych momentów WWE.
Ogólne wrażenia z WWE 2K26
No dobra, informacyjne akapity mamy za sobą, więc przejdźmy do mięsa - samej rozgrywki w WWE 2K26. I tak, są różnice względem poprzedniczki. Jak wspomniałem we wstępie, nie ma tu na pewno rewolucyjnych zmian, które całkowicie przekształcają to, jak gramy, natomiast fani 2K25 dość szybko zauważą, co zmieniono.
Na start wrócę do tej fizyki walk, bo ona faktycznie została zmieniona. Zadbano, by ragdolle były bardziej realistyczne. W poprzednich odsłonach można było odnieść wrażenie, że twórcy nie byli przygotowani na interakcję zawodników z elementami otoczenia - sylwetki zachowywały się niekiedy dziwnie po kontakcie z bandami reklamowymi, schodami, stołami, a nawet linami. Teraz wygląda to dużo lepiej.
Jasne, niekiedy przypomina to overselling w wykonaniu Shawna Michaelsa, ale ma to swój urok. Zresztą, spróbujcie rzucić przeciwnika na schody, albo zaserwować mu splasha na dwa stoły. Wygląda to doprawdy brutalnie!
A to nie jest jedyna rzecz, która ma “urealniać” starcia. Możemy teraz wybrać styl rozpoczęcia meczu (agresywny atak, podejście twarzą w twarz i tak dalej), czy odpowiednio podgrzewać publikę podczas wychodzenia do ringu. I to sprawia, że gra się lepiej. Ba - byłoby pod tym względem wyłącznie na plus względem ubiegłorocznej odsłony, ale… Jest przeklęty “okrąg zmęczenia”, do którego wrócę przy części z wadami.
Pepsi Phi… Znaczy - CM Punk!
Nie można w tym wszystkim zapomnieć o trybie Showcase, który od kilkunastu lat (z małymi wyjątkami) stanowi bardzo ważny element rozgrywki, pozwalający w bardzo nostalgiczny sposób poznawać historię wrestlingu - jego postaci, wydarzeń, czy er. A w recenzowanym WWE 2K26, o czym wiemu już od kilku tygodni, postawiono na postać obecnego Mistrza Wagi Ciężkiej, CM Punka.
Wybór nie zaskakuje i właściwie od kilku lat był “wskazywany” przez fanów jako ten, który - obok Randy’ego Ortona - wydawał się najrozsądniejszym. Tak też się stało, a my możemy stoczyć garść najważniejszych starć Punka w jego karierze w WWE. Do tego dołożono alternatywne ścieżki (co może być związane z kilkuletnim rozbratem wrestlera z federacją), ale… Mam wrażenie, że mało w tym wszystkim głównego bohatera.
I nie zrozumcie mnie źle, w każdej walce oczywiście korzystamy z CM Punków w różnych wariantach, natomiast przerywniki filmowe czy sceny z komentarzem zawodnika są jakieś takie bez życia. W pewnym momencie złapałem się na tym, że nieco zaczęło mnie to nudzić. Jakby brakowało emocji. Zestawiając więc ten showcase z ubiegłorocznym (historia Bloodline), czy tym sprzed dwóch lat (historia Wrestlemanii), tutaj mamy przynajmniej jedną półkę niżej.
W zasadzie, dłużej to analizując, ten spadek ma miejsce w momencie, kiedy dochodzimy do "alternatywnych" pojedynków, które Punk chciał stoczyć, ale nie miał takiej przyjemności. Bo w zasadzie jest to po prostu fantasy booking, który każdy z nas - graczy - realizuje sobie w swobodnych pojedynkach. Wiecie, Punk z Foleyem, Punk z Eddiem, czy Punk ze Stone Coldem. Niby ok, ale... To jednak nie do końca to.
A jak wypada MyRISE?
Kolejnym ważnym trybem jest oczywiście MyRISE, a więc - ujmijmy to najprościej - fabularyzowana kariera. Tworzymy swojego zawodnika, a następnie rozwijamy go w strukturach WWE, tocząc zwykłe walki i realizując te z góry zaplanowane, które wpisują się w kontekst opowieści.
I mogę śmiało napisać, że w tym roku jest lepiej, niż w zeszłym. Zresztą, mam wrażenie, że co odsłonę ostatnio to piszę, ale… Tak właśnie czuję. Tym razem jest może nieco mniejszy nacisk na aspekty zaskoczenia, natomiast więcej tu chaosu. Oj tak, zdecydowanie więcej! Jeśli więc lubicie, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, a story wrestlingowe stawia na jeden wielki roz… No, wstawcie tu swoje określenie. To będziecie zadowoleni.
Nie jest to mecz na pięć gwiazdek
Dobra, ale przejdźmy do tego, co nie zagrało. W recenzji nie pisałem o trybie Universe (nie jestem fanem, więc nigdy nie spędzam w nim za wiele czasu), bo nie doświadczyłem w nim ogromnych zmian (z dziennikarskiego obowiązku wspomnę o dodaniu opcji Watch Show, jeśli ktoś lubi oglądać walczący komputer), z The Island czy MyFaction… To niestety w dalszym ciągu dość zgrabne podejście do mikrotransakcji. Tu również wskakuję z doskoku, więc nie chcę się nad tym rozwodzić. Obecność w tej postaci to dla mnie zawsze po prostu -1 oczko.
Natomiast nie jest to jedyna wada gry. Zacznę od wspomnianego wskaźnika zmęczenia wrestlera. I powiem wprost, że ostatni pierścień, który mnie tak bardzo irytował, to ten czerwony z Xboksa 360. Wiem, że ma to służyć wprowadzeniu większego realizmu do rozgrywki, ale… Kurczę, to przecież gra, a nie symulator zapaśnika. Nie potrzebuję dodatkowego czynnika działającego po prostu jak znane doskonale ogłuszenie (stun) po przyjęciu zbyt wielu ciosów.
Nie zliczę, jak wiele razy irytowałem się na jego obecność, gdy przejmowałem inicjatywę nad przeciwnikiem… Podobnież nie zliczę, jak bardzo zirytowało mnie “zapełnienie” rosteru. 2K wspomnia o kilkuset wariantach zawodników, ale… Czy naprawdę “Main Event R-Trurth”, “CM Punk” i “Bronze Breakker” powinni zabierać miejsce ciekawszym opcjom? Nie wydaje mi się.
No i na koniec to, co wywołało chyba największe poruszenie w community jeszcze przed pełną premierą - podejście do DLC. W zasadzie nie mogę tego już tak nazywać, bo zamiast klasycznych paczek nowych zawodników, trzeba teraz płacić za Ringside Pass, a więc przepustki sezonowe, w których możemy rzeczonych wrestlerów odblokować. Tak jest, nie dostajemy ich od razu po zapłaceniu - najpierw musimy sporo pograć. I to nie jest zajęcie na godzinkę czy dwie.
WWE 2K26 - Ostateczny werdykt
No dobrze, co więc finalnie myśleć o WWE 2K26? Dla mnie to gra pełna sprzeczności. Z jednej strony najważniejszy aspekt - a więc sama rozgrywka (walki) - został poprawiony względem ubiegłej odsłony. A już wtedy było dobrze. Natomiast kilka “dodatkowych smaczków” zdecydowanie mogłoby wypaść lepiej. Finalnie więc trudno mówić wyłącznie o superlatywach, ale daleki jestem od krytyki.
Ponieważ tak, nie jest to gra idealna. I zdecydowanie bliższa “Nowej Erze” w skali głoszonej przez Triple H, niż pełnoprawnej (piąteczka, kto wyłapał nawiązanie z tytułu). Ma swoje bolączki, natomiast patrząc z szerszej perspektywy, wiele rzeczy się udało. Jeśli więc miałbym wyrokować, to… Dla fanów wrestlingu pozycja obowiązkowa, dla “niedzielnych obserwatorów dyscypliny” bardzo fajna opcja z mnóstwem zawartości, a dla szukających “spoko bijatyki”... Cóż, możecie zostać przy WWE 2K25.
Ja się bawię fantastycznie, zostawiłem w grze już naprawdę mnóstwo godzin i wiem, że jeszcze wiele przede mną, bo… W końcu trzeba jakoś odblokowywać wrestlerów z Ringside Passów, skoro za kilka miesięcy pojawią się choćby Bracia Hardy!
Ocena - recenzja gry WWE 2K26
Atuty
- - Mocno poprawiona fizyka zawodników
- - A co za tym idzie, wyższa brutalność starć
- - Dodano wiele efektów poprawiających odbiór otoczki walki
- - Sporo wrestlerów do wyboru, trudno się nudzić
- - Nowe mecze to ogromne frajda (3 Stages <3)
- - MyRise poprawiony względem WWE 2K25
Wady
- - Nowy system zmęczenia męczy, ale gracza
- - Sztuczne "zapełnianie" rosteru
- - Showcase zaliczył mały zjazd
- - Niektóre modele postaci wymagają OBOWIĄZKOWEJ aktualizacji (Je'von, Oba Femi...)
- - Ringside Pass zamiast klasycznych DLC
Tegoroczną odsłonę oceniam dokładnie tak, jak poprzednią, jeśli chodzi o skalę liczbową. Powód jest prosty - najważniejszy aspekt gry został poprawiony, ale pojawiły się problemy, których po prostu nie mogę odpuścić. Tak czy inaczej, bawię się fenomenalnie i jestem pewien, że wielu fanów WWE będzie miało bardzo zbliżone odczucia do moich. Zdecydowanie bardziej Yeet, niż No Yeet!
Graliśmy na:
PS5
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych