56 dni (2026) - recenzja i opinia o serialu [Prime Video]. Zanim opadnie kurz, a kwas strawi resztki złudzeń
W epoce, w której algorytmy aplikacji randkowych z matematyczną precyzją decydują o naszych uniesieniach, przypadkowe spotkanie dwojga nieznajomych w dziale z warzywami brzmi niemal jak relikt minionej epoki romantyzmu. Jednak w najnowszym serialu platformy Amazon Prime Video ociekający lukrem schemat komedii romantycznej błyskawicznie mutuje w duszną, klaustrofobiczną wiwisekcję toksycznej relacji.
„56 dni”, oparty na bestsellerowej powieści Catherine Ryan Howard, to ośmioodcinkowy thriller psychologiczny z wyraźną nutą erotyczną, który próbuje udowodnić, że najkrótsza droga od płomiennego uczucia do morderstwa z premedytacją wiedzie przez wspólną łazienkę. Twórcy - z Jamesem Wanem na czele jako producentem wykonawczym - serwują nam gatunkową hybrydę. To produkcja utkana z namiętności, obsesji i kłamstw, która choć czasami potyka się o własne ambicje, potrafi przykuć do ekranu niczym najwymyślniejsze narzędzie zbrodni. Zamiast pytać „kto zabił?”, serial zmusza nas do ciągłego zadawania pytania - „kto tu właściwie jest ofiarą?”.
56 dni (2026) - recenzja i opinia o serialu [Amazon Prime Video]. Anatomia toksycznego zauroczenia i narracyjna żonglerka
Siłą napędową „56 dni” jest nielinearna, dwutorowa narracja, która niczym hitchcockowska bomba tyka pod stołem od pierwszych minut seansu. W jednej osi czasu obserwujemy urocze, choć od początku naznaczone czerwonymi flagami, początki znajomości Ciary i Olivera. Ich relacja rozwija się w zawrotnym, wręcz niepokojącym tempie, napędzana mieszanką fascynacji, pożądania i głęboko skrywanych traum. Druga oś, oddalona o tytułowe 56 dni, wrzuca nas w sam środek makabrycznego śledztwa. W luksusowym, sterylnym apartamencie Olivera, w wannie pełnej żrących chemikaliów, policja odnajduje ulegające rozkładowi zwłoki. Kto zginął? Czy to Oliver zamordował Ciare, czy może ona jego? A może prawda leży w zupełnie innej, jeszcze mroczniejszej płaszczyźnie?
Twórcy (Lisa Zwerling i Karyn Usher) z sadystyczną przyjemnością bawią się naszymi oczekiwaniami. Kiedy już wydaje nam się, że rozszyfrowaliśmy dynamikę tej pary, scenariusz serwuje zwrot akcji, który wywraca szachownicę do góry nogami. Związek głównych bohaterów przypomina taniec na polu minowym. Fascynacja przeradza się w obsesję, a każdy czuły gest wydaje się mieć drugie, manipulacyjne dno. Owszem, można zarzucić serialowi, że momentami gubi właściwy rytm, a ciężar gatunkowy thrillera ustępuje miejsca nieco przerysowanej, mydlanej estetyce erotycznego dramatu. Widać to zwłaszcza w środkowych odcinkach, gdzie fabuła lekko osiada na mieliźnie, zapętlając się w ciągłych niedomówieniach. Jednak nawet wtedy, napięcie wynikające z oczekiwania na nieuniknioną tragedię nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. To nie jest opowieść o miłości, to studium przypadku dwojga ludzi, którzy dopasowali się swoimi deficytami.
56 dni (2026) - recenzja i opinia o serialu [Amazon Prime Video]. Aktorska wolta, czyli Dove Cameron zrzuca disnejowską skórę
Największym, a zarazem najjaśniejszym punktem „56 dni” są kreacje aktorskie, ze szczególnym uwzględnieniem fenomenalnej Dove Cameron. Amerykańska aktorka, z determinacją godną pozazdroszczenia, ostatecznie i bezpowrotnie zrywa z wizerunkiem gwiazdki z młodzieżowych produkcji Disneya. Jej Ciara Wyse to postać utkana z fascynujących sprzeczności. Cameron nie szarżuje - jej gra opiera się na mikroekspresjach, minimalizmie i chłodnej kalkulacji ukrytej za zasłoną pozornej kruchości. Aktorka potrafi przekazać więcej jednym, pozbawionym mrugnięcia spojrzeniem, niż inne aktorki potrafią wykrzyczeć w trwającym kilka minut monologu. Ciara w jej interpretacji to cicha obserwatorka, postać nieustannie analizująca rzeczywistość, która na naszych oczach przepoczwarza się z zagubionej dziewczyny w wytrawną graczkę.
Partnerujący jej Avan Jogia, jako charyzmatyczny i zamożny Oliver Kennedy, ma przed sobą równie trudne zadanie. Jego bohater musi balansować na krawędzi - być jednocześnie czarującym kochankiem, w którego ramiona chce się rzucić, i niepokojącym drapieżnikiem, przed którym powinno się uciekać. Chemia między Cameron a Jogią jest namacalna, gęsta i momentami bardzo toksyczna. Widać między nimi iskrzenie, które legitymizuje wszystkie głupie i nieodpowiedzialne decyzje podejmowane przez ich postacie. Na osobną owację zasługuje jednak drugi plan. Karla Souza w roli prowadzącej śledztwo detektyw Lee Reardon to czyste złoto. Zmęczona życiem, cyniczna, z własnymi demonami w szafie, wprowadza do dusznej atmosfery serialu niezbędny, czarny humor i szorstki, detektywistyczny autentyzm, będąc doskonałą przeciwwagą dla romantycznej paranoi głównego duetu.
56 dni (2026) - recenzja i opinia o serialu [Amazon Prime Video]. Wizualna poezja rozkładu i pułapki gatunkowe
Od strony formalnej produkcja Prime Video prezentuje się znakomicie. Złowieszczy klimat budowany jest tu poprzez przemyślaną scenografię i bezlitosną wręcz pracę kamery. Elegancki apartament Olivera, początkowo jawiący się jako azyl i gniazdko namiętności, z odcinka na odcinek staje się coraz bardziej klaustrofobicznym, sterylnym więzieniem ze szkła i betonu. Operatorzy kapitalnie grają kontrastami - ciepłe, zmysłowe ujęcia z początków znajomości zderzają się z chłodną, niemal prosektoryjną kolorystyką teraźniejszości, w której technicy policyjni w kombinezonach próbują zrekonstruować potworną zbrodnię. Ta wizualna dychotomia doskonale podbija psychologiczny rozkład samego związku.
Mimo ewidentnych zalet, „56 dni” wpada w pewne typowe dla współczesnego streamingu pułapki. Osiem blisko godzinnych odcinków to format, który bywa bezlitosny dla opowieści opartej na tak hermetycznym koncepcie. Intryga, choć pasjonująca, w okolicach piątego epizodu zaczyna cierpieć na zadyszkę, a niektóre zachowania bohaterów zaczynają naginać granice logiki na rzecz efektownych cliffhangerów. Można również odnieść wrażenie, że serial miejscami zbyt mocno fetyszyzuje samą tajemnicę, przeciągając w nieskończoność momenty, które można by skondensować. Gdyby całość zamknąć w sześciu zwartych epizodach, zyskalibyśmy dreszczowiec absolutnie perfekcyjny w swoim tempie. Niemniej, reżyseria skutecznie maskuje te scenariuszowe mielizny, a satysfakcjonujący i daleki od oczywistości finał wynagradza cierpliwość.
56 dni (2026) - recenzja i opinia o serialu [Amazon Prime Video]. Podsumowanie
„56 dni” to bez wątpienia jeden z najbardziej intrygujących thrillerów, jaki dotychczas zaoferował nam Amazon. To serial, który pod płaszczykiem erotycznego dreszczowca o zabarwieniu kryminalnym przemyca inteligentną refleksję na temat tego, jak mało wiemy o ludziach, z którymi decydujemy się dzielić życie.
Mimo okazjonalnych przestojów w narracji i popadania w melodramatyczne tony, produkcja broni się genialną rolą Dove Cameron, gęstym klimatem i satysfakcjonującą dekonstrukcją motywu morderstwa doskonałego. To wyśmienite, angażujące „guilty pleasure”, idealne na wieczorny binge-watching, które udowadnia, że prawdziwe potwory rzadko czają się w ciemnych uliczkach. Najczęściej śpią obok nas.
Atuty
- Magnetyczna Dove Cameron
- Wciągająca intryga
Wady
- Nierówne tempo
- Przerysowane momenty dramatyczne
- Przewidywalna fabuła
- Nijakie sceny erotyczne
Widzowie szukający ekscytacji godnej najlepszych thrillerów erotycznych mogą poczuć niedosyt. „56 dni" to serial, który zasługuje na obejrzenie, ale niekoniecznie na zapamiętanie.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych