Reanimal - recenzja gry. Przygoda dla wszystkich

Reanimal - recenzja i opinia o grze [PC, PS5, XSX|S, NS2]. Przygoda dla wszystkich

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 17:00

Reanimal to najnowsza, recenzowana dzisiaj przez nas produkcja szwedzkiego studia Tarsier Studios, które gracze na całym świecie kojarzą przede wszystkim z niezwykle popularną serią Little Nightmares. Gra reprezentuje gatunek mrocznych przygodówek akcji z elementami platformowymi, w których kluczową rolę odgrywa gęsta atmosfera oraz specyficzny styl wizualny. Już od pierwszych zapowiedzi było wiadomo, że deweloperzy zamierzają kontynuować ścieżkę wytyczoną przez swoje poprzednie hity, serwując nam niepokojącą opowieść o dzieciach rzuconych w sam środek koszmaru.

Pod względem ogólnych założeń Reanimal jest niemal duchowym następcą wspomnianego cyklu o małej Six, choć tym razem twórcy postanowili położyć znacznie większy nacisk na aspekt współpracy. Gra została zaprojektowana przede wszystkim jako tytuł do przechodzenia w kooperacji, co w dzisiejszych czasach jest bardzo doceniane przez fanów wspólnego grania. Możemy bawić się zarówno lokalnie na jednej kanapie, jak i za pośrednictwem sieci, co daje dużą elastyczność w doborze towarzysza podróży.

Dalsza część tekstu pod wideo

Wspólne przechodzenie historii przywołuje na myśl takie produkcje jak It Takes Two czy Split Fiction. Twórcy wyraźnie chcieli, aby interakcja między dwiema osobami była sercem rozgrywki, co widać w wielu zaplanowanych sekwencjach. Mechanika gry promuje wzajemne pomaganie sobie i wspólne odkrywanie kolejnych fragmentów tego dziwnego, zniekształconego świata.

Solo lub online - do wyboru, do koloru

Reanimal - recenzja gry. Gra dla wszystkich
resize icon

Co jednak istotne dla osób preferujących samotną zabawę, Recenzowany Reanimal oferuje również dopracowany tryb solo. W takim scenariuszu gracz przejmuje kontrolę nad postacią chłopca, podczas gdy dziewczynką steruje sztuczna inteligencja. System ten został wykonany na tyle solidnie, że komputerowy kompan nie irytuje swoją obecnością i nie psuje zabawy zbytnią ingerencją w przebieg misji.

Dziewczynka sterowana przez konsolę grzecznie podąża za naszym protagonistą i nie narzuca się ze swoimi działaniami. Co najważniejsze, sztuczna inteligencja nie ułatwia gry na siłę, co często bywa bolączką podobnych tytułów. Nie wchodzi ona w interakcje z przedmiotami zanim my tego nie zrobimy i nie pokazuje palcem gotowych rozwiązań, pozwalając nam samodzielnie główkować nad tym, jak pchnąć akcję do przodu.

Jeśli chodzi o strukturę gry, opisywany Reanimal został podzielony na trzy główne akty, z których każdy składa się z trzech rozdziałów. Taki układ sprawia, że narracja jest dość zwarta i pozbawiona niepotrzebnych zapychaczy. Całość można ukończyć w czasie od sześciu do ośmiu godzin (potem możemy też powtarzać rozdziały i zbierać pozostałe przedmioty kolekcjonerskie, jak maski czy grafiki koncepcyjne), co zależy głównie od tego, jak bardzo będziemy chcieli zwiedzać każdy kąt przygotowanych lokacji.

Warto jednak zaznaczyć, że czas ten nie wydłuży się drastycznie poprzez aktywności poboczne, ponieważ tych jest tutaj bardzo mało. W porównaniu do bogatego w mini-gry It Takes Two czy Split Fiction, omawiane Reanimal jest produkcją bardzo liniową i skoncentrowaną na głównym wątku. Można więc uznać, że jest to gra stosunkowo krótka, idealna na jeden lub dwa intensywne wieczory z padem w dłoni.

Znane systemy z Little Nightmares

Reanimal - recenzja gry. Gra dla wszystkich
resize icon

Główna oś fabularna skupia się na ratowaniu przyjaciół naszych bohaterów, którzy zostali uwięzieni w tym makabrycznym świecie. Motywacja protagonistów jest prosta i czytelna, co pozwala szybko wkręcić się w rytm zabawy. Nie szukamy tu skomplikowanych teorii spiskowych, lecz skupiamy się na przetrwaniu i niesieniu pomocy tym, na których postaciom zależy najbardziej.

Sama rozgrywka w recenzowanym Reanimal opiera się na wykonywaniu stosunkowo prostych aktywności, które doskonale znają fani poprzednich gier tego studia. Musimy przede wszystkim eksplorować otoczenie w poszukiwaniu przedmiotów niezbędnych do otwarcia zamkniętych drzwi lub uruchomienia jakichś mechanizmów. Czasami będziemy musieli przenieść ciężki obiekt w odpowiednie miejsce, aby móc wspiąć się wyżej lub osłonić przed zagrożeniem.

Systemy te są bardzo zbliżone do tego, co widzieliśmy w Little Nightmares, więc każdy, kto grał w tamtą serię, od razu poczuje się jak w domu. Reanimal nie sili się na rewolucję w mechanice, stawiając raczej na sprawdzone schematy. Walka z wrogami, choć obecna, zazwyczaj sprowadza się do prostych interakcji lub ucieczki w odpowiednim momencie.

Trzeba otwarcie powiedzieć, że każdy poziom przynosi inne wyzwania wizualne, ale pod względem trudności Reanimal to gra banalnie prosta. Twórcy celowo zrezygnowali z wysokiego poziomu wyzwania, aby tytuł był przystępny dla każdego. Może go przejść osoba, która pierwszy raz w życiu trzyma kontroler, ponieważ gra bardzo rzadko wymaga od nas precyzji czy szybkich odruchów. Jedynie skradanie między wrogami może przynieść kłopot, ale wtedy to bardziej "doświadczona" osoba może przejąć pałeczkę i powiedzieć, co gdzie i kiedy zrobić, aby nie zostać zauważonym.

Fabularna (nie)zagwozdka

Reanimal - recenzja gry. Gra dla wszystkich
resize icon

Pod względem fabularnym produkcja nie jest wielkim majstersztykiem, który zmieni wasz światopogląd. Oczywiście przygotowano pewien zwrot akcji, który ma nas zaskoczyć w odpowiednim momencie, ale sama opowieść służy raczej jako tło dla klimatu. To właśnie atmosfera i niezwykła oprawa graficzna są głównymi motorami napędowymi tego tytułu.

Eksplorując kolejne rozdziały w omawianym Reanimal, trafiamy do wielu masakrycznie wyglądających lokacji, które mocno działają na wyobraźnię gracza. Świat jest mroczny, groźny i pełen detali sugerujących, że stało się tu coś bardzo złego. Wygląd zniekształconych zwierząt i potworów jest na tyle sugestywny, że momentami można poczuć prawdziwy dyskomfort podczas obserwowania tego, co dzieje się na ekranie.

W wielu momentach czujemy na plecach oddech wroga, który nas dogania i próbuje pożreć, co buduje solidne napięcie. Reanimal potrafi zbudować klimat grozy, ale trzeba zaznaczyć, że w żaden sposób nie straszy w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Brakuje tu nagłych skoków ciśnienia czy momentów, w których serce zaczęłoby bić szybciej ze strachu.

Cała ta makabra służy raczej budowaniu estetyki niż wywoływaniu realnego przerażenia u gracza. Lokacje wyglądają strasznie, potwory budzą odrazę, ale to wszystko pozostaje w sferze wizualnej fascynacji grozą. Jeśli szukacie gry, która sprawi, że będziecie bali się zgasić światło, Reanimal prawdopodobnie was pod tym względem rozczaruje.

Dobre technikalia w REANIMAL

Reanimal - recenzja gry. Gra dla wszystkich
resize icon

Graficznie tytuł prezentuje się bardzo dobrze i widać, że deweloperzy przyłożyli się do szczegółowości otoczenia. Obiekty w świecie gry są wykonane z dużą pieczołowitością, co buduje spójną i przekonującą wizję koszmaru. Oprawa techniczna stoi na wysokim poziomie, a artystyczna wizja studia Tarsier jest widoczna w każdym kadrze.

Bardzo mądrze rozwiązano kwestię pracy kamery, która musi nadążać za dwiema postaciami naraz. Lokacje w recenzowanym Reanimal są tak zbudowane, aby obaj bohaterowie mogli swobodnie eksplorować różne poziomy tej samej sali. Przykładowo, jedna osoba może sprawdzać parter, a druga biegać po schodach na górze, a kamera płynnie obejmuje obie te strefy bez powodowania chaosu na ekranie.

Gdy nadchodzi moment przejścia do kolejnej sekcji, gra dba o to, by nikt nie został w tyle. Przy próbie otwarcia drzwi postać, która wchodzi w interakcję, czeka na partnera, a jej animacja zostaje na chwilę zawieszona. Dzięki temu nie ma mowy o wariowaniu widoku czy gubieniu drugiego gracza, co jest częstym problemem w tytułach z kooperacją na wspólnym ekranie.

Co nie zagrało?

Reanimal - recenzja gry. Gra dla wszystkich
resize icon

Swoją przygodę z Reanimal odbyłem w trybie solo i muszę przyznać, że nie jest to produkcja, o której będę pamiętał przez długie lata. Gra jest poprawna i rzemieślniczo bardzo dobra, ale brakuje jej tego czegoś, co wyryłoby się na trwałe w pamięci. Dla kogoś, kto przeszedł wiele podobnych przygodówek, schematyczność może być tu nieco zbyt widoczna.

Moim największym zarzutem jest dotkliwy brak zagadek logicznych, które zmusiłyby gracza do choćby chwili zastanowienia. Przez całe sześć godzin rozgrywki naliczyłem tylko dwie sekwencje, które można by z przymrużeniem oka nazwać zagadkami. Reszta to po prostu parcie przed siebie i proste interakcje z otoczeniem, co sprawia, że gra momentami wydaje się zbyt uproszczona.

Zabrakło mi również większej liczby momentów realnej współpracy między bohaterami, które wymagałyby zgrania i pomysłowości. Większość czynności sprowadza się do tego, że jedna postać coś podsadza lub otwiera, a druga przechodzi. W grze stworzonej pod kooperację chciałoby się widzieć więcej kreatywnych sposobów na wspólne pokonywanie przeszkód. Bo o ile ta groza jest wyczuwalna i przechodząc do kolejnej lokacji jesteśmy zaintrygowani, co jest za drzwiami, tak jednak współpraca jest szczątkowa. A na pewno nie tak cholernie fascynująca, jak w It Takes Two czy Split Fiction.

Jeśli chodzi o aktywności poboczne w opisywanym Reanimal, to praktycznie one nie istnieją, co ostudzi zapał miłośników lizania ścian. Możemy co prawda czasami usiąść na kanapie w ramach drobnej interakcji czy podnieść zabawkowy pistolet, by dla żartu strzelić do swojego kompana, ale to tylko drobne ozdobniki. Nie liczcie na żadne wciągające mini-gry czy wyzwania, które odciągnęłyby was od głównej ścieżki na dłużej. Znajdziecie tu jednak sporo przedmiotów kolekcjonerskich czy możliwość wejścia w interakcję z pewnymi elementami, co odblokowuje sekretne zakończenie.

Sama konstrukcja świata jest bardzo zamknięta i liniowa, co akurat w tym gatunku nie musi być wadą. Nie znajdziecie tu otwartego świata, lecz ciąg dobrze zaprojektowanych i klimatycznych lokacji. Każda z nich ma swój unikalny charakter, ale zawsze prowadzi nas za rękę od punktu do punktu, nie pozwalając na zgubienie się czy dłuższą eksplorację.

Podsumowanie recenzji Reanimal

To sprawia, że Reanimal jest doświadczeniem bardzo filmowym i skondensowanym, co dla niektórych będzie zaletą. Nie tracimy czasu na bieganie bez celu, bo gra zawsze jasno komunikuje, gdzie mamy się udać. Z drugiej strony, taka liniowość w połączeniu z brakiem trudnych zagadek sprawia, że przechodzimy przez grę niemalże na autopilocie.

Podsumowując moje wrażenia, recenzowane Reanimal to solidna rzemieślnicza robota, która bardzo mocno czerpie z dorobku Little Nightmares. Jeśli byliście fanami tamtej serii i podobał wam się specyficzny klimat oraz styl rozgrywki, to tutaj również będziecie bawić się dobrze. Schemat zabawy jest niemal identyczny, a jakość wykonania stoi na podobnie wysokim poziomie.

Trzeba jednak mieć świadomość ograniczeń tej produkcji i jej krótkiego czasu trwania (co jednak jest sygnalizowane już niezwykle dobrą ceną, bo wynoszącą jedynie niecałe 150 zł za pudełkową edycję!). To gra, która stawia na klimat i obraz, zostawiając skomplikowaną mechanikę i trudne zagadki daleko w tyle. Jest to pozycja idealna dla osób, które chcą bezstresowo chłonąć mroczną atmosferę, nie martwiąc się o to, że utkną w jakimś miejscu na dłużej.

Mimo moich uwag dotyczących prostoty, doceniam w recenzji Reanimal za stabilne działanie. To świetny tytuł, by pokazać komuś mniej doświadczonemu w grach, jak klimatyczne mogą być współczesne produkcje niezależne. Piękno tego świata, choć groteskowe i brudne, potrafi przyciągnąć do ekranu i utrzymać uwagę aż do samego końca.

Ocena - recenzja gry REANIMAL

Atuty

  • Prostota - w tę grę może zagrać każdy
  • Niesamowity klimat budowany przez lokacje
  • Współpraca lub rozgrywka solo z dobrze zaprojektowanym kompanem AI
  • Wyśmienita oprawa graficzna
  • Dopracowane technikalia

Wady

  • Brak większych plot twistów
  • Fani gier mogą poczuć brak wyzwania

REANIMAL to ciekawa pozycja dla graczy. I to wszystkich graczy, bo gra jest na tyle prosta, że może w nią zagrać dosłownie każdy - nawet ktoś, kto nie ma styczności z gamingiem.
Graliśmy na: PS5

Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper