Final Fantasy VII Remake Intergrade - recenzja i opinia o grze [Switch 2]. Prawdziwy pokaz możliwości
Po latach od pierwotnej premiery, po rozbudowaniu gry o duży dodatek i debiucie na kolejnych platformach, Final Fantasy VII Remake Intergrade w końcu trafił także na konsolę Nintendo. Czy jednak warto zainteresować się wydaniem przygotowanym specjalnie na Nintendo Switcha 2? Sprawdźcie naszą recenzję.
Final Fantasy VII Remake przeszło bardzo długą drogę. Produkcja początkowo była dostępna wyłącznie na PlayStation 4 i przez długi czas uchodziła za jeden z filarów ekskluzywnej oferty Sony, choć od początku było jasne, że taki stan rzeczy nie potrwa wiecznie. Po roku pojawiły się informacje o ulepszonej i rozbudowanej wersji na PS5, a następnie Square Enix potwierdziło na PC.
Japoński wydawca przez długi czas konsekwentnie trzymał się ekskluzywności na platformach Sony, jednak realia rynku szybko zweryfikowały tę strategię. Pełna wyłączność opłaca się dziś tylko nielicznym, dlatego kolejne produkcje muszą trafiać na następne urządzenia. Final Fantasy VII Remake Intergrade ostatecznie zadebiutowało więc także na Nintendo Switchu 2 oraz konsolach Xbox Series X|S. Nie będę jednak ukrywał, że należę do grona graczy, którzy najbardziej czekali właśnie na wersję przeznaczoną na sprzęt Nintendo. Powód jest prosty - edycja na Xboksa oferuje doświadczenie bardzo zbliżone do PlayStation 5, natomiast hybrydowy charakter Nintendo Switcha 2 od początku rodził jedno kluczowe pytanie: jak „magicy” ze Square Enix poradzili sobie z przeniesieniem tak dużej, widowiskowej produkcji na platformę, którą można zabrać ze sobą wszędzie?
Już wcześniej pojawiały się pozytywne opinie, widziałem też grę na targach, ale szczerze mówiąc... nie spodziewałem się, że Final Fantasy VII Remake Intergrade będzie na Nintendo Switchu 2 wyglądać i działać aż tak dobrze. Zacznijmy jednak od początku.
Ta historia wciąż działa
Na dobry początek muszę podkreślić jedno: powrót do Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 jest dla mnie jak kolejna wizyta w dobrze znanym mieście, które za każdym razem potrafi zachwycić detalami. Midgar nadal robi fenomenalne wrażenie - to tu oglądamy upadek wielkiej korporacji, która dosłownie wysysa energię z planety i jednocześnie rodzący się bunt Avalanche, gotowy wysadzić w powietrze nie tylko reaktory, ale też cały dotychczasowy porządek świata. Remake rozciąga znany z oryginału wstęp do pełnoprawnej, kilkudziesięciogodzinnej opowieści, w której naprawdę czuć stawkę, konsekwencje kolejnych ruchów i ciężar konfliktu. I nawet jeśli tę historię znam od lat, ponowne przeżywanie jej w takiej formie robi na mnie ogromne wrażenie.
Sedno pozostaje proste: były żołnierz Shinry, Cloud Strife, dołącza do Avalanche jako najemnik i razem z Tifą, Barretem oraz resztą ekipy zaczyna uderzać w serce korporacji. To, co wyróżnia Remake, to sposób, w jaki dopowiada każdy fragment tej drogi i daje mu przestrzeń - slumsy nie są już tylko tłem na kilka minut, ale tętniącymi życiem dzielnicami pełnymi mieszkańców, małych dramatów i codziennych problemów. Wall Market z kolei przestaje być „przystankiem” w podróży, a staje się pełnoprawną sceną, na której bohaterowie muszą zmierzyć się zarówno z własnymi słabościami, jak i z groteskową, przerysowaną sceną świata rozrywki. Fabularnie to wciąż klasyczna opowieść o walce z korporacją... tylko że opowiedziana w tempie i skali prawdziwego blockbustera.
Ogromną siłą tej historii pozostają bohaterowie. Cloud ze swoim zamknięciem w sobie i kruszącą się pozą „twardziela do wynajęcia”, Tifa rozpięta między lojalnością wobec przyjaciela a odpowiedzialnością za ludzi ze slumsów, Barret walczący jednocześnie o planetę i o własną rodzinę, wreszcie Aerith, która potrafi jednym uśmiechem rozbroić najbardziej ponury moment - ta ekipa działa tu jeszcze lepiej niż w oryginale. Final Fantasy VII Remake dopisuje sceny, na które kiedyś zwyczajnie brakowało miejsca, pozwala lepiej poznać Biggsa, Jessie i Wedge’a, a relacje w drużynie budowane są spokojniej, z większą czułością i cierpliwością. To jedna z tych gier, w których naprawdę chce się wczytywać w dialogi i patrzeć, jak ta grupa ludzi krok po kroku zaczyna funkcjonować jak zespół.
No i jest jeszcze słynna końcówka, która od lat dzieli fanów... jedni ją uwielbiają, inni najchętniej wyrzuciliby ostatnie rozdziały do kosza. Ja od początku jestem po tej pierwszej stronie. To odważna próba zabawy oczekiwaniami, wyjścia poza bezpieczny remake i otwarcia drzwi na coś więcej niż odtwarzanie klasyka scena po scenie. Dziś, gdy druga część trylogii jest już na rynku, ten zabieg nabiera jeszcze większego sensu, bo łatwiej zrozumieć intencje twórców i kierunek, w którym to wszystko zmierza. W moim odczuciu fabuła Final Fantasy VII Remake Intergrade wciąż broni się znakomicie: to świetnie poprowadzona reinterpretacja, z kapitalnie napisanymi bohaterami i finałem, który może budzić emocje, ale na pewno nie pozostawia obojętnym.
W wydaniu na Nintendo Switch 2 dostajemy od razu kompletny pakiet - nie tylko ogromną podstawkę, ale też epizod z Yuffie na kolejne kilka dobrych godzin, a do tego masę pobocznych misji i wyzwań dla tych, którzy lubią wymaksować każdy element gry. To spokojnie zestaw, przy którym można zatracić się na długie tygodnie, jeśli wkręcicie się w sekrety, walki na wyższych poziomach trudności czy dopieszczanie buildów postaci. I właśnie tutaj wchodzi magia hybrydowego charakteru Nintendo Switcha 2: w Final Fantasy VII Remake Intergrade mogę grać dosłownie wszędzie, bez przywiązania do dużego ekranu w salonie. Duże, fabularne rozdziały odpalam na telewizorze, a mniejsze misje, poboczne aktywności i grindowanie odhaczam w łóżku, w pociągu albo w przerwie między obowiązkami... przy tak rozbudowanej grze to jest po prostu bezcenne.
Jak Final Fantasy VII Remake Intergrade działa na Nintendo Switch 2?
Na dobry początek muszę od razu poruszyć temat, który miałem w głowie przed uruchomieniem gry: 30 klatek na sekundę. Przy tak dynamicznym systemie walki łatwo pomyśleć, że to będzie ograniczenie, które będzie przeszkadzało przez cały czas. W praktyce jednak bardzo szybko przestałem się tym przejmować, bo port trzyma równe tempo - reakcje postaci są szybkie, uniki wchodzą wtedy, kiedy powinny, a sterowanie nie sprawia wrażenia „ociężałego”. To nie jest pokaz płynności na poziomie 60 FPS, ale jest to stabilna, komfortowa rozgrywka, w której liczba klatek nie rozbija zabawy.
Ta stabilność nie kończy się na spokojniejszych fragmentach. Recenzowany Final Fantasy VII Remake Intergrade regularnie serwuje efektowne starcia: eksplozje, gęste efekty cząsteczkowe, masę magii na ekranie i bossowie, którzy potrafią zamienić walkę w czysty chaos. A mimo to całość trzyma się kupy - nie odczułem momentów, w których akcja nagle zaczynałaby wyraźnie chrupać, a kamera gubiłaby rytm w najważniejszych chwilach. Podobnie jest w eksploracji: slumsy i bardziej „zatłoczone” lokacje Midgaru nie wywołują irytujących przycinek, więc gra po prostu sprawia wrażenie dopracowanej pod tę platformę.
Ważnym tematem w wydaniu na Nintendo Switch 2 są czasy wczytywania. Pamiętam, jak na PS4 potrafiło to zabijać tempo - przechodzenie między rozdziałami i doczytywanie scen bywało wyraźnie odczuwalne, a dopiero PS5 pokazało, jak komfortowo może działać ta gra, gdy sprzęt przestaje być hamulcem. Dlatego byłem ciekaw, jak wypadnie Switch 2, zwłaszcza że mówimy o porcie, który na papierze ma dużo mniejsze pole manewru niż potężna konsola Sony. I mogę uspokoić: jest dobrze. Wczytywanie jest zauważalnie krótsze niż w erze PS4 i w praktyce nie wybija z rytmu - start gry, wczytywanie lokacji czy kolejne etapy rozdziałów po prostu dzieją się sprawniej. Różnica zależy od tego, gdzie trzymacie grę: na pamięci wewnętrznej jest szybciej (7-9 sekund), a na karcie microSD Express nadal jest przyzwoicie (8-12 sekund), tylko minimalnie wolniej.
Oczywiście to wciąż nie jest poziom PS5, które pod kątem wczytywania potrafi robić „magiczne sztuczki”, ale w praktyce Switch 2 dowozi wystarczająco komfortowe tempo, by nie myśleć o tym przy każdej zmianie miejsca. A przy grze, którą chce się ogrywać w krótszych sesjach to jest po prostu istotne.
Jak Final Fantasy VII Remake Intergrade wygląda na Nintendo Switch 2?
Jeśli nawet chcemy narzekać na brak 60 klatek, to jednocześnie z pełnym przekonaniem mogę napisać jedno: pod względem grafiki recenzowany Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 wygląda znakomicie. Największy przeskok dostrzeżecie porównując najnowsze wydanie z pierwotną wersją z PS4, ponieważ łatwo docenić klarowność obrazu i dopracowanie tekstur - tam, gdzie kiedyś raziły legendarne powierzchnie (z drzwiami na czele), tutaj detale są czytelniejsze, a wiele elementów środowiska w końcu wygląda po prostu normalnie. W slumsach, na ulicach i w kluczowych lokacjach łatwiej docenić architekturę Midgaru, tablice, szyldy czy drobne ozdoby w otoczeniu - bez tego wrażenia, że część świata jest zrobiona z rozmytej papki.
Świetnie wypada też ogólna „filmowość” scen. Oświetlenie, klimat i praca kamery w przerywnikach nadal prezentują się znakomicie - nocne ujęcia, neony Wall Market, wnętrza reaktorów czy korytarze Shinry potrafią wyglądać bardzo nowocześnie. Oczywiście, Switch 2 ma swoje braki: w niektórych miejscach widać, że efekty w rodzaju mgieł czy dymu są mniej „mięsiste”, a obraz bywa delikatnie bardziej miękki niż w topowych wersjach, ale w normalnej grze nie miałem poczucia, że obcuję z portem robionym na siłę. Pewnym problemem dla najnowszej wersji są włosy, które prezentują się gorzej względem tych z PS5, ale to raczej takie drobne kompromisy, które wychodzą dopiero wtedy, gdy zaczynasz porównywać kadry klatka w klatkę.
Najwyraźniejsze cięcia widać w cieniach i doczytywaniu mieszkańców. Cienie bywają mniej precyzyjne, czasem łatwiej dostrzec ich schodkowanie albo zmiany jakości wraz z odległością, a w szerszych przestrzeniach potrafi pojawić się mniej NPC-ów niż w najmocniejszych wydaniach... i to właśnie te elementy najczęściej zdradzają, gdzie poszły oszczędności. W praktyce nie psuje to jednak klimatu: Switch 2 dostaje bardzo solidną, atrakcyjną wizualnie wersję gry, która wygląda dojrzale i nowocześnie, nawet jeśli nie zawsze dobija do poziomu „bezkompromisowego” PS5.
W docku Final Fantasy VII Remake Intergrade wygląda wyraźnie lepiej niż na PS4: krawędzie są gładsze, a Midgar zyskuje ten „duży”, nowoczesny sznyt. Czasami (przy szybkim ruchu kamery albo w miejscach z drobnymi elementami i efektami) da się wyłapać typowe dla współczesnego renderingu artefakty (zwłaszcza na włosach i cienkich detalach), ale to raczej coś, co zauważą osoby robiące powiększenia i porównania, nie problem psujący zwykłą rozgrywkę.
W trybie przenośnym kompromisy są naturalne, ale to wcale nie jest „gorsza wersja do plecaka” - wręcz przeciwnie, handheld jest jednym z najmocniejszych argumentów tej edycji. Obraz jest trochę bardziej miękki, a drobne niedoskonałości potrafią częściej wyjść na wierzch, ale na ekranie Switcha 2 całość nadal wygląda świetnie: tekstury trzymają poziom, światło nie traci klimatu, a sceny, które na dużym TV robią wrażenie produkcji z dużej konsoli, w wersji przenośnej wciąż potrafią imponować.
Nie ma tu wrażenia, że Square Enix „wycina pół gry”, gdy tylko wyjmiesz konsolę z docka. Ten port broni się spójnością: różnice wynikają głównie z rozdzielczości i przekątnej ekranu, a nie z brutalnego okrajania oprawy. I jasne – są miejsca, w których widać, gdzie poszły oszczędności (np. w niektórych elementach obrazu czy specyficznych detalach), ale ogólny odbiór jest taki, że to pełnoprawna gra z segmentu AAA działająca na hybrydzie.
Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 to bardzo pozytywne zaskoczenie
Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 to dla mnie ten sam poziom „magii portu”, który wcześniej zobaczyliśmy przy Cyberpunku 2077... a momentami mam wręcz wrażenie, że Square Enix delikatnie podbiło poprzeczkę, jaką ustawiło CD Projekt RED. Midgar wygląda znakomicie, sceny fabularne robią ogromne wrażenie, a różnica względem wersji z PlayStation 4 jest wyraźna już od pierwszych minut. To port, który nie próbuje się tłumaczyć ograniczeniami sprzętu, tylko pokazuje, jak wiele da się z niego wycisnąć.
PlayStation 5 nadal pozostaje platformą referencyjną pod względem najwyższej płynności i maksymalnej ostrości obrazu na kosnolach, ale nawet mając tego świadomość trudno nie docenić wydania na Nintendo Switch 2. To nie jest port, by wyciągnąć kasę od fanów, tylko produkcja zaprojektowana z myślą o konkretnej konsoli – z rozsądnymi cięciami, bardzo dobrym poziomem detali, świetnym oświetleniem i stabilnymi 30 klatkami na sekundę. Po kilku godzinach przestajesz myśleć o tym, czego brakuje względem PS5, a zaczynasz po prostu cieszyć się faktem, że tak duże, dopracowane jRPG działa bez problemu w wersji przenośnej.
Hybrydowy charakter platformy idealnie domyka cały obraz. Duże rozdziały fabularne i efektowne walki z bossami najlepiej smakują na dużym ekranie, ale wszystkie poboczne aktywności, rozwijanie postaci, polowanie na sekrety czy krótsze sesje „na luzie” aż proszą się o tryb przenośny - w łóżku, w podróży czy w przerwie między obowiązkami. Recenzowany Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 to dokładnie ten przypadek, w którym technicznie dopracowany port spotyka się z realnymi zaletami hybrydowej konsoli i razem przekłada się na świetną zabawę na dziesiątki godzin. Jeśli ktoś szuka dużego, efektownego jRPG-a, który nie przywiązuje do kanapy, trudno o lepszy przykład.
Warto też wspomnieć o dodatkowych opcjach startowych, przygotowanych z myślą o graczach wracających do gry po latach lub przenoszących się z innej platformy. Istnieją rozwiązania pozwalające szybciej wejść w rozgrywkę i skupić się na fabule lub systemie walki bez konieczności przechodzenia całej drogi rozwoju od zera. To nie jest coś, co poleciłbym przy pierwszym podejściu do Final Fantasy VII Remake Intergrade , bo klasyczne tempo progresji jest częścią doświadczenia, ale jako opcjonalna forma „odświeżenia” gry sprawdza się bardzo dobrze - szczególnie dla tych, którzy chcą po prostu wrócić do Midgaru na Switchu 2 i cieszyć się przygodą bez zbędnego grindu.
Czy warto zagrać w Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2?
Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 to port z najwyższej półki. Twórcy odrobili pracę domową - Midgar wygląda fantastycznie, sceny fabularne robią ogromne wrażenie, a przeskok względem wersji z PlayStation 4 jest wyraźny od pierwszych minut. Pod względem oprawy to spokojnie liga „dużych” wydań i momentami naprawdę trudno uwierzyć, że patrzymy na grę działającą na hybrydowej konsoli.
Wciąż mówimy o 30 klatkach na sekundę, ale w tym konkretnym przypadku ta liczba nie kłuje tak mocno, jak mogłoby się wydawać. Animacja trzyma równy poziom: walka pozostaje responsywna, eksploracja nie łapie zadyszki, a większe starcia nie zamieniają się w pokaz slajdów. Przy takiej skali detali i tak efektownych scenach akcji szybko przestajesz myśleć o braku trybu 60 FPS i po prostu wsiąkasz w opowieść.
Do tego dochodzi rozmach samej zawartości - kompletna wersja Final Fantasy VII Remake z epizodem Yuffie to gra na dziesiątki godzin, pełna mocnych momentów fabularnych, kapitalnych walk i pobocznych aktywności, które aż proszą się o ogrywanie „po trochu” w trybie przenośnym. I właśnie dlatego odpowiedź jest prosta: Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 to pozycja obowiązkowa dla posiadaczy tej konsoli – szczególnie jeśli cenisz wielkie jRPG-i, ale chcesz grać bez przywiązania do kanapy.
Ocena - recenzja gry Final Fantasy VII Remake Intergrade
Atuty
- Wzorowa jakość portu – świetna oprawa i znakomita rozgrywka na małym lub dużym ekranie,
- Stabilne 30 FPS – animacja trzyma poziom zarówno w dynamicznych walkach, jak i podczas eksploracji,
- Hybrydowy charakter Switcha 2 – to pełnoprawne, duże jRPG, w które wygodnie gra się na TV i w trybie przenośnym,
- Kompletny pakiet zawartości – główna kampania + epizod Yuffie + masa aktywności na długie tygodnie,
- Świetna okazja do nadrobienia gry – idealny moment, by w końcu ograć remake na sprzęcie Nintendo.
Wady
- Brak trybu 60 FPS – przy tak dopracowanym porcie aż prosi się o dodatkową opcję,
- Mało „switchowych” dodatków – to przede wszystkim wierne, technicznie dopieszczone wydanie, bez większych unikalnych funkcji pod konsolę.
Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 to wzorowy port, który pokazuje, jak powinno przenosić się duże AAA na hybrydową konsolę Nintendo. Gra wygląda fantastycznie – przeskok względem PS4 jest ogromny, a Midgar na małym ekranie potrafi autentycznie zachwycić. Stabilne 30 klatek przy takiej jakości oprawy naprawdę nie męczy i już po chwili po prostu wsiąka się w historię oraz walki. To rozbudowany jRPG na dziesiątki godzin i tytuł obowiązkowy dla każdego posiadacza Nintendo Switch 2.
Graliśmy na:
NS2
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (11)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych