Code Vein II - recenzja gry. Wampiry bez zębów

Code Vein II - recenzja gry. Wampiry bez zębów

Paweł Musiolik | Dzisiaj, 00:00

Gdy pierwsza gra w nowej serii jest średniakiem wykazującym pewien potencjał, kontynuacja zazwyczaj poprawia wiele bolączek oryginału, co pozwala jej wskoczyć ligę wyżej. Code Vein świata na kolana nie rzuciło, jednak grono fanów zebrało. Bandai Namco miało więc na czym budować kontynuację. W teorii. Bo praktyka wygląda zgoła inaczej.

Widzicie, sprawa ma się tak, że zbliżająca się premiera Code Vein II nie jest w próżni. Od debiutu poprzedniej odsłony minęło parę lat, do sprzedaży trafiło wiele gier  gatunku soulslike, mniej lub bardziej udanych. Mniejsi twórcy postanowili szlifować sprawdzoną formułę, dostarczając na rynek hit pokroju Lies of P. Inni, jak chociażby ekipa od Wuchang: Fallen Feathers czy First Berserker sprawiła miłe niespodzianki. Zasady gry zostały jednak zmienione nieco wcześniej wraz z premierą Elden Ring, które zabrało gatunek soulslike’ów do otwartego świata. I zrobiło to w sposób ocierający się o geniusz (przynajmniej jeśli opierać się na recenzjach branży, opinii większości graczy i wynikach sprzedaży).

Dalsza część tekstu pod wideo

W tym momencie na przemęczonej szkapie wjeżdża Bandai Namco, które uznało, że w sumie oni też chcą mieć swojego Eldena. Wzięli więc umiarkowanie udane Code Vein, wrzucili do otwartego świata, dokleili dwójkę i uznali, że czas na fajrant. A tak się nie da zrobić bardzo dobrej gry. Ba, to za mało, by móc powiedzieć, że Code Vein II to gra dobra. Do tego jednak dojdziemy.

Code Vein II #3
resize icon

Czy da się pokochać historię, gdy masz w d… tyłku bohaterów?

Odpowiedź jest oczywista. Nie. Code Vein II to kontynuacja, choć nie bezpośrednia poprzedniczki. Więc sporo elementów świata gry będzie znajome dla osób, które grały w poprzedniczkę. Choć ich znajomość nie jest do niczego potrzebna, bo główna oś fabularna jest zamkniętą całością i wykładana nam przed nos, byśmy przypadkiem niczego źle nie zrozumieli. Choć twórcy nie poszli drogą From Software i tajemnice świata gry ograniczyli do minimum, czasami starają się zaskoczyć nas jakimś zwrotem akcji. Nie wychodzi im to jednak zbyt dobrze. Rdzeń opowiadanej historii skupia się na zapaści świata wywołanej przez tzw. Odrodzenie, które za pomocą schorzenia nazwanego Luna Rapacis zaczęło zamieniać Revenantów w monstra, zaburzając istniejący od dawna porządek. Nasz bohater dostaje zadanie zabicia pięciu herosów, którzy sto lat temu powstrzymali jeden kataklizm i użycia ich mocy do powstrzymania ponownej katastrofy.

Poziom głównej osi fabularnej określiłbym mianem najwyżej średni. Największą bolączką w moim odczuciu jest problem z zaangażowaniem gracza w oglądane wydarzenia. Jak już wspomniałem wcześniej, nie pomagają w tym towarzyszący nam bohaterowie. W teorii tragiczne postaci z bagażem emocjonalnym. W praktyce słuchając ich opowieści o traumach, z jakimi przyszło im żyć, wzruszałem jedynie ramionami, okazjonalnie kręcąc głową, gdy widziałem interakcje żeńskich bohaterek w kierunku mojego bohatera. Zresztą, sam ich design to typowy gooner bait (dla mniej zorientowanych — wygląd pod typowych stulejarzy), na który lepiej spuścić zasłonę milczenia.

Całość spina klamrą podróżowanie w czasie, które niestety zostało zarówno pod względem fabularnym, jak i w kwestii rozgrywki, kompletnie położone. Jeszcze na początku gry mogłem mieć nadzieje, że coś z tego wyjdzie sensownego, szybko jednak zrozumiałem, że ciągle operujemy na tym samym schemacie, a zmieniają się jedynie obiekty, wokół których kręcą się wydarzenia.

Code Vein II #1
resize icon

Elden Ring dla ubogich

Rozumiem, dlaczego deweloperzy postanowili wrzucić Code Vein II w ramy otwartego świata. Po prostu nie wiem, po co to zrobili. Decydując się na taki ruch, musisz mieć pewność, że wykreowany na potrzeby gry świat jest ciekawy, za jego konstrukcją stoi jakaś logika, a i sam design powrzucanych do niego miejscówek musi trzymać przynajmniej solidny poziom. A w przypadku Code Vein II jest on mocno nierówny ze wskazaniem, niestety, na gorszą część skali. Mamy parę lokacji, których konstrukcja i wygląd są przemyślane, zwłaszcza jeśli chodzi o backtracking. Niestety, nie jest ich zbyt wiele, przeważają brzydkie korytarze, tunele w jaskiniach i puste pola bez znaków szczególnych ułatwiających nawigację. Jednym z nielicznych plusów jest spora liczba punktów szybkiej podróży, które znacząco skracają nam powroty do lokacji, gdy chcemy pofarmić przedmioty lub wykonać zadania poboczne.

A skoro przy nich jesteśmy, to podobnie jak sekretów, nie mamy ich zbyt dużo. Krótkie serie pobocznych zadań powiązane są bezpośrednio z postaciami, które spotykamy na naszej drodze. I w większości opierają się na tym, by zabić jakiegoś minibossa, albo grupkę przeciwników. Widać, że zespół deweloperski nie chciał się za bardzo przemęczać, co mnie nieco dziwi, mając na uwadze, że te poboczne zadania bezpośrednio związane są z dodatkowymi zakończeniami. Cóż, czasami człowiek nie nadąży za pomysłami designerów.

Code Vein II #2
resize icon

Gdyby w Code Vein II proporcje walki i eksploracji były zaburzone w kierunku tej drugiej opcji, nie byłoby czego z gry ratować. Na szczęście system walki, aspekty z nią związane i możliwości rozwoju postaci niosą całość na plecach. Z racji tego, że to soulslike, podstawy są podobne. Dwa rodzaje ataku, blokowanie kamery na wrogu, uniki, parowanie i te sprawy. Nie ma co się nad tym rozwodzić. Code Vein II wyróżnia się na tle konkurencji obecnością towarzysza, którego możemy wchłonąć, by wzmocnić nasze statystyki, lub pozostawić go na polu walki, by walczył razem z nami. Każdy z nich różni się bonusami, które aktywuje, więc decyzja o tym, kogo zabierzemy z sobą, ma znaczenie także przy kierunku rozwoju. Choć osobiście nie widzę powodu, dlaczego rezygnować z towarzysza, który odciąga uwagę przeciwnika od nas. Ponadto jego obecność wpływa na przeżywalność, gdyż „dokłada” się do naszego paska życia w formie tarczy wyrażanej statystyką LP.

W samej walce mając do wyboru kilka rodzajów broni możemy także przypisywać do każdego rodzaju różne ataki specjalne zużywające zasób nazywany w Code Vein II mianem Ichor. Możemy go odzyskiwać za pomocą przedmiotów lub atakami specjalnymi, które wysysają go z przeciwnika. Oczywiście mamy kilka rodzajów tej broni specjalnej (wraz z postępami w eliminacji bossów zyskujemy nowe) znacząco różniącą się siłą, szybkością i zasięgiem. To jednak nie wszystko. Zrezygnowano tutaj z klasycznego rozdawania punktów w statystyki. Poziomy co prawda wbijamy za zdobytą „walutę” z pokonanych wrogów, jednak ma ona niewielki wpływ na punkty życia, wytrzymałość, siłę ataków i te sprawy. Cała reszta odbywa się poprzez ekwipowanie coś, co nazwano tutaj Blood Code. Potraktujcie to jako ” duszę” towarzysza, mającą wpływ na nasze statystyki, zapewniając nam różne pasywne bonusy. Blood Code rozwija się wraz z liczbą zabitych wrogów i w większości wypadków po wymaksowaniu, otrzymujemy kolejny, mocniejszy od poprzedniego. Może na papierze brzmi nieco zagmatwanie, ale w trakcie gry szybko łapiecie, o co chodzi. No i dzięki temu respec postaci nie jest obarczony dodatkową gimnastyką. Ot, przy wyższych poziomach i mocniejszym sprzęcie minusem będą niższe statystyki bazowe, co prowadzić będzie do „przeładowania”, a to, zależnie od statystyk, ma przeróżny, negatywny wpływ na naszego bohatera.

Gra minionej epoki

Gdy zestawimy ze sobą w dwóch narożnikach część eksploracyjną oraz walkę otrzymamy grę, która bije się sama ze sobą, by wyskoczyć ze średniactwa. Nie za bardzo jej się to udaje. Pierwsza część zadebiutowała prawie siedem lat temu i świata nie zwojowała. Jak wspominałem na początku, w trakcie tych lat pojawiło się wiele dobrych gier w tym gatunku, sporo dobrych i parę świetnych. Code Vein II jakiś tam pomysł na siebie ma, żeby wyróżnić się z tłumu konkurencji, jednak to po prostu za mało. Nie pomaga w tym ani nieangażująca historia, ani warstwa techniczna gry. Tytuł wydawany przez Bandai Namco jest zwyczajnie brzydki, ma problemy z płynnością rozgrywki w najmniej spodziewanych momentach. Ktoś powie, że Blighttown w Dark Souls go zahartowało, ale bądźmy poważni. Oczekujmy więcej.

Nie jestem w stanie także pojąć absurdalnej decyzji o wyrzucenia możliwości rozgrywki w kooperacji. Tak, pierwsza odsłona Code Vein ją miała. Code Vein II jej nie ma. Być może twórcy uznali, że gra i tak jest za łatwa, by ją jeszcze uprościć (poniekąd mieli rację, tytuł jest łatwy) pozwalając biegać graczom razem. Nie wiem, ciężko to racjonalnie zrozumieć. Podejrzewam, że Code Vein II zyskałoby znacznie więcej zainteresowania z kooperacją, aniżeli bez niej. A jeśli twórcy uważają, że uda się to nadrobić (tj. zainteresowanie postronnych) rozbudowanym kreatorem postaci, to chyba sobie żartują.

Jeśli ktoś mnie zapyta, czy przy takim wyborze w gatunku soulslike’ów warto zainteresować się Code Vein II, moja odpowiedź będzie prosta — nie. To produkcja, która po ukończeniu wypada nam z głowy i zapominamy, że w ogóle w nią graliśmy. Całość zajęła mi mniej więcej 30 godzin i gdzieś w połowie myślałem sobie, że zagrałbym w coś innego. Cokolwiek. Może mamy do czynienia ze zmarnowanym potencjałem, a może po prostu z grą, która od początku poza średniactwo miała nie wyjść.

Ocena - recenzja gry Code Vein II

Atuty

  • System walki i rozwoju postaci
  • Fani kreatorów postaci (a niekoniecznie grania) będą zadowoleni z możliwości oferowanych przez grę
  • Jeśli zignorujemy dodatkowe zadania, to niezbyt długi czas potrzebny na ukończenie, więc nie zdążycie się znudzić

Wady

  • Brak kooperacji
  • Historia do zapomnienia, podobnie jak bohaterowie poboczni
  • Niewykorzystana kreacja świata
  • Design większości lokacji (szaroburo, nijako, na odwal się)
  • Techniczne niedoskonałości (detekcja kolizji, spadki płynności)

Nie potrzeba wysiłku, by stworzyć listę lepszych soulslike'ów od Code Vein II. Zagrać można, ale po co?
Graliśmy na: PS5

Paweł Musiolik Strona autora
cropper