
Ne Zha 2. W krainie potworów (2025) - recenzja i opinia o filmie. Jeden z największych hitów w historii kina
Pewnie wielu z Was nawet nie wie, że "Ne Zha 2" to największy hit box office tego roku. Produkcja zarobiła już na całym świecie prawie 2 miliardy dolarów, bijąc na głowę takie filmy jak "Thunderbolts", "Superman" czy "Fantastyczna Czwórka". I nawet jeśli większość zysków pochodzi z Chin, wynik i tak robi ogromne wrażenie.
Z racji tego, że pierwsza część filmu nigdy nie trafiła do naszego kraju, a nie można jej też legalnie obejrzeć na żadnym serwisie streamingowym, warto zadać sobie pytanie: czy bez znajomości pierwowzoru można się na nim dobrze bawić? Odpowiedź brzmi: tak - i to bardzo dobrze, choć pierwsze minuty mogą w tym nie pomagać. Chińscy widzowie mają tu łatwiej, bo jest to w rzeczywistości adaptacja prequela "Podróży na Zachód", jednej z czterech klasycznych powieści chińskiej literatury, autorstwa Wu Cheng’ena, którą przecież większość z nich doskonale zna.
Twórcy wrzucają widza od razu na głęboką wodę, serwując masę postaci i wątków oraz rozpoczynając wszystko od wielkiej bitwy. Robi to ogromne wrażenie - pojawiają się uwielbiane przez wszystkich smoki, a jakość animacji momentami przebija produkcje Pixara i Disneya. Można się w tym niestety trochę się pogubić, ale z każdą kolejną minutą coraz mocniej zagłębiamy się w historię i świat.




Chińska bajka

Zacznijmy jednak od początku, czyli od fabuły. To bezpośrednia kontynuacja pierwszej części, więc znajomość bohaterów i wydarzeń ułatwia odnalezienie się w tej historii. Jeśli ich nie znamy - sporo można się domyślić z kontekstu, a twórcy starają się także zarysować kluczowe relacje fabularne. Inna sprawa to mnogość mitologicznych postaci, bóstw i symboli – dla części widzów może być to trudne do ogarnięcia, choć jednocześnie nadaje filmowi głębię. Nie brakuje tu humoru w stylu klozetowym w tym puszczania bąków czy oddawania moczu w nieodpowiednich miejscach, ale nie jest to nic nowego dla polskiego widza. Produkcja swoim luźnym podejściem i prostym humorem nawiązuje do Dragon Balla, a sam główny bohater - pyskaty, niesforny, zawsze stawiający na swoim – chwilami do złudzenia przypomina młodego Son Gokū.
Ten mały rozrabiaka to właśnie Ne Zha, który w poprzedniej części musiał walczyć z Ao Bingiem. Obecnie są już przyjaciółmi, którzy - przez niefortunny zbieg okoliczności - dzielą jedno ciało przez siedem dni. W tym czasie muszą przejść trzy próby, aby zdobyć specjalny eliksir, który pozwoli ich rozdzielić i uratować życie Ao Binga, który obecnie pozostaje w duchowej formie. Aby przechytrzyć bogów i istoty nieśmiertelne, nie może wyjść na jaw, że w ciele Ne Zhy ukrywa się także drugi bohater. Nie będzie to łatwe, bo ciało raz kontroluje jedna postać, raz druga, co prowadzi nie tylko do zabawnych sytuacji, ale też buduje dramaturgię. To zdecydowanie siła napędowa scenariusza.
I mają smoki!

Ale to nie wszystko. Jest tu masa pobocznych postaci i wątków, a chińskie imiona nie są łatwe do zapamiętania, szczególnie dla młodszej widowni. Ao Bing, którego życie ma zostać uratowane, jest synem smoczego Króla Morza, Ao Guanga, którego wojska oblegają rodzinne miasto Ne Zhy do czasu, aż ten zdobędzie eliksir. Rodzice brzdąca przebywający w mieście są więc zakładnikami. Problem w tym, że wśród podwładnych Króla są również uwięzione w łańcuchach smoki, które knują swój niecny plan ucieczki na wolność. Dochodzi do tego cała masa postaci związanych z próbami, które Ne Zhie zleca nieśmiertelny mistrz Wuliang - lokalny autorytet, bóstwo, a jednocześnie śmiertelny wróg Króla Mórz. Żeby było ciekawiej - oblężeniem miasta dowodzi Shen Gongbao, który ma własne niecne plany i pragnie zachować autorytet w oczach młodszego brata, Shen Xiaobao. Zależności jest więc sporo, ale finalnie działa to na korzyść narracji - nawet jeśli chwilami można się poczuć jak w brazylijskiej telenoweli.
Nie dajcie się jednak zwieść momentami infantylnej otoczce. Ne Zha 2 to pod skorupą niewybrednych żartów i masy efektów specjalnych głęboka opowieść o sile przyjaźni, poświęceniu, wartościach rodzinnych, bólu i nieuchronnym przeznaczeniu. Produkcja momentami zahacza o buddyzm i taoizm, ale przede wszystkim kreuje wielowymiarowe postaci, których motywacje i zamiary poznajemy stopniowo. W większości przypadków nie są to bohaterowie czarno-biali – mają swoje wady, walczą w słusznej sprawie, ale - jak to na wojnie bywa - każdy ma tu swoje racje, a zwroty akcji są na porządku dziennym. Jedno jest pewne – na tym filmie przynajmniej raz bardzo się wzruszycie. Kreskówkowy charakter produkcji w pewnym momencie ustępuje dojrzałej opowieści, a można się tu nawet dopatrzyć małego prztyczka w stronę USA.
Lepiej niż w Dragon Ballu

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to do tempa produkcji, które przez niemal dwie godziny ani na chwilę się nie zatrzymuje. Momentami taki miks obrazów i efektów napędzających kolejne bitwy jest troche męczący. Niemniej jednak wykonanie po prostu wgniata w fotel i bezwzględnie polecam obejrzeć ten film w IMAX-ie - tam wrażenia będą spotęgowane. Wystarczy wspomnieć, że podczas jednej z epickich bitew - przewyższających to, co widzieliśmy w Dragon Ballu – na ekranie pojawia się ponad 200 milionów animowanych postaci! Oczywiście stylizacja jest specyficzna, skierowana do azjatyckiego odbiorcy, więc czasem może się wydawać, że pewne elementy do siebie nie pasują. Ale ta unikalność ma też swoje plusy - to po prostu inny sposób opowiadania i prezentowania emocji niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
Ne Zha 2 nie poleciłbym raczej dzieciom poniżej 10. roku życia – jest tu kilka naprawdę mocnych, dramatycznych scen - choć trzeba zaznaczyć, że film dostępny jest z polskim dubbingiem. Dla fanów epickich opowieści, którzy nie boją się zmierzyć z chińską mitologią, będzie to jednak seans pełen wrażeń, dynamicznych walk i zapierających dech w piersiach animacji.
Atuty
- Rewelacyjne sceny walk i jakość animacji
- Unikalne klimat chińskiej mitologii
- Dojrzała, wzruszająca histeria
- Postacie, które w większości nie są stereotypowo podzielone na dobrych i złych
- Relacja Ne Zhy i Ao Binga złączonych w jednym ciele
- Mimo wszystko humor
Wady
- Dla niektórych widzów niezaznajomionych z chińską mitologią film może być ciężki do oglądania
- Bez znajomości pierwszej części początek jest chaotyczny
- Czasami natłok wątków, postaci i scen akcji
Jeśli nie straszna Wam chińska mitologia będziecie bawić się doskonale.
Przeczytaj również






Komentarze (9)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych