Oczywiście gry ewoluują nieustannie, ale nie o to chodzi. Ewolucja jest tu kluczowa w kontekście podejścia do konkretnej produkcji, która nie jest już dziełem skończonym, a nieustannie zmieniającym się, cyfrowym organizmem, którzy przystosowuje się do zmian na rynku i oczekiwań konsumentów. Warframe jest właśnie koronnym przykładem takiego produktu.

Destiny 2. Dlaczego to nie wyszło?

To właśnie przez takie tytuły recenzowanie gier stało się bardzo niewdzięcznym zadaniem. Odfajkowanie tekstu oraz werdyktu zaraz po premierze kompletnie nie zdaje egzaminu i - jeśli taka ocena jest wliczana w strony agregujące recenzje - zniekształca obraz danej produkcji. Dlatego warto, a wręcz trzeba mieć odwagę taką recenzję zdewaluować i uaktualnić werdykt. W naszym przypadku to zadanie nieco łatwiejsze, bowiem ten tekst jest pierwszą recką Warframe na tym portalu. I szczerze mówiąc - bardzo dobrze się składa. Zwłaszcza, że gra dorobiła się niedawno ogromnego rozszerzenia pt. Plains of Eidolon, które swoim rozmachem niemal całkowicie odmienia oblicze tej produkcji.

W środku króliczej nory

Cofnijmy się na chwilę do 2013 roku. Premiera PlayStation 4. Na PS Store hula wiatr. Raptem kilka tytułów do dyspozycji zgłodniałych graczy, w tym jakiś dziwny shooter f2p o nazwie Warframe. Większość z nas, z braku laku i czystej ciekawości, ściąga go na dysk, gra chwilę i krzywi się nieco na widok dziwnego świata oraz takiej sobie rozgrywki. Większość z nas kasuję grę i bawi się dalej w Resoguna. Byłem jednym z tych, którzy podobnie postąpili te cztery lata temu. Tymczasem przy grze Digital Extremes została grupa ludzi, zaś sama produkcja zaczęła żyć własnym życiem, przewijając się w tle przy dyskusji o Destiny czy The Division. Zawsze niemal na drugim planie w mainstreamowych mediach. Ale coś było na rzeczy - na Steam Warframe niemal cały czas utrzymuje się w pierwszej dziesiątce w statystykach aktywnych graczy. Cały czas się też rozwija, więc odpalenie gry w 2017 roku, to już zgoła odmienne doświadczenie, niezależnie od platformy. 

Ja, wracając do gry po latach, doświadczyłem swoistego katharsis i jednego z najmilszych zaskoczeń w tym roku. Ale początki w Warframe nie są łatwe. Unikalna stylistyka gry może niektórych odpychać. W produkcji Digital Extremes wędrujemy setki lat w przyszłość, by wcielić się w Tenno - wyjątkowych wojowników, którzy w akcji używają specjalnych, na wpół mechanicznych,na wpół organicznych zbroi o nazwie Warframes. Z pomocą ich różnorodnych, unikalnych zdolności zamieniamy się w kosmicznych ninja, którzy czyszczą nasz układ słoneczny z wszelkiego rodzaju badziewia. To tak w dużym skrócie i bardzo dużym uproszczeniu. Warframe kryje w sobie fajną fabułę i unikalne uniwersum, które nie jest kolejną kopią znanych motywów sci-fi, tylko czymś naprawdę oryginalnym.

Trzeba tylko przetrwać pierwszy "szok" estetyczny i pierwsze nieciekawe misje. Podstawową wadą tej produkcji jest niezbyt umiejętne przywitanie nowego gracza i zaznajomienie go tak ze światem, jak i zasadami nim rządzącymi. Ale dalej to już jest tylko ostra jazda bez trzymanki i wędrówka w głąb najprawdziwszej króliczej nory!

Kosmiczni ninja są cool!

Wspomniałem coś o ostrej jeździe i kosmicznych ninja. Nie bez powodu, zresztą podobnie reklamowana jest gra. Podstawową zaletą Warframe'ów jest - obok różnorodnych specjalnych mocy - ich niesamowita mobilność. Jeśli tylko zaznajomisz się ze sterowaniem, będziesz mógł skakać po ścianach, dokonywać efektownych wślizgów, uników, czy tzw. bullet jumpów - podstawowego "środka lokomocji" w grze. Gdy naciśniemy skok podczas wykonywania wślizgu, nasza postać wyskoczy niczym torpeda do przodu, drastycznie zwiększając zasięg i prędkość lotu. Do tego możemy robić różne akrobatyczne kombinacje, np. celując w locie z broni, co automatycznie zwalnia czas (a raczej czas naszego lotu). Wygląda to wszystko niczym balet rodem z Ninja Gaiden, tyle że zaadoptowane jest na potrzeby shootera TPP z mocnymi elementami walki wręcz.

Dodajmy do tego fakt, że każdy z ponad 30 dostępnych obecnie do zdobycia Warframe'ów to zupełnie inna postać, z innymi umiejętnościami i specyfiką. Mamy postacie zbalansowane, jak np. Excalibur potrafiący m.in. wykonywać błyskawiczne ataki mieczem. Mamy postacie skrytobójcze, jak Loki, który potrafi stać się niewidzialny, albo zamienić miejscami z przeciwnikiem. Mamy też typowych tanków, jak Rhino uaktywniający dodatkowy pancerz, czy obrońców, jak Frost generujący powłokę z mrozu chroniącą przed ostrzałem. Są też postaci wspierające, albo wykorzystujące pułapki, są berserkerzy i snajperzy. Są nekromanci i frame'y mieszające w głowach przeciwników. Archetypów postaci jest masa, a każda z nich rozwija 4 specjalne umiejętności i charakteryzuje się pasywnymi właściwościami.

A to wciąż wierzchołek góry lodowej, bowiem dochodzi do tego asortyment najróżniejszych broni (każdą strzela się i siecze inaczej), dodatkowego sprzętu (np. drony) czy zwierząt, które mogą nam towarzyszyć. Wszystko to rozwijamy niezależnie, dobierając do tego tzw. Mody, czyli karty zawierające różne modyfikacje do działania sprzętu/Warframe'a. Samo działanie, levelowanie (tak, Mody też można ulepszać) i odpowiednie aplikowanie tych kart to temat na osobny artykuł. A to i tak jeszcze nie wszystko w kontekście skomplikowanego, ale fantastycznego systemu rozwoju w Warframe. Dzięki temu wszystkiemu jesteśmy w stanie stworzyć sobie postać, o jakiej tylko marzyliśmy - swoją własną wersję Dantego z Devil May Cry czy Ryu Hayabusy z Ninja Gaiden, która walczy i działa tak, jak chcemy, żeby działała. Multum możliwości jest tutaj wręcz onieśmielające.

Grindframe

To onieśmielenie towarzyszy Warframe niemal na każdym kroku. Ta gra zawstydza wręcz Destiny 2. Nie idzie na kompromisy (czego ceną jest niestety niezbyt zręczne wytłumaczenie zasad nowicjuszom), przez co oferuje naprawdę głęboką rozgrywkę, która zaskakuje jeszcze po 100 godzinach zabawy! Mało tego, oddany nam do dyspozycji Układ Słoneczny to cała masa misji do zaliczenia oraz dodatkowych aktywności do odhaczenia. Same zadania nie ograniczają się do prostackiego dotarcia z punktu A do punktu B i wybicia przeciwników. Są misje szpiegowskie, w trakcie których musimy hakować terminale, jest eliminacja celu, albo ratunek i eskorta więźnia. Różnorodność rośnie wraz z zagłębianiem się w wątek fabularny, który zresztą w pewnym momencie zaskakuje nas najpierw możliwością latania w kosmosie przy pomocy specjalnych skrzydeł, a później częstuje nas tzw. Second Dream - takim twistem fabularnym i gameplay'owym, że można zbierać szczękę z podłogi.

To wszystko oczywiście możemy rozgrywać samemu lub ze znajomymi. Możemy też (podobnie jak w Destiny czy The Division) w ramach matchmakingu dołączyć do grupy nieznajomych. Jest nawet tryb PVP o nazwie Conclave, choć akurat w przypadku Warframe to w zasadzie niemal martwa część gry. Prawie wszyscy jednak grają w kooperacji, odkrywając kolejne planety, tonąc w engame'owych aktywnościach (raidach, inwazjach itd.) i polując na nowe części do Warframe'ów, uzbrojenia oraz elementów kosmetycznych idących tu w setki różnych fantastycznych wariantów. Tak, grind to drugie imię tej gry.

W kwestii grindu i poświęconego nań czasu Warframe najbliżej do takich produkcji jak Diablo czy Path of Exile. Trzeba to brać pod uwagę, wchodząc w ten świat. Żeby zdobywać odpowiednie materiały czy też plany do wykonania pożądanych przedmiotów, trzeba ustawicznie wracać do zaliczonych misji i powtarzać niektóre aktywności. Dodatkowo większość broni oraz Warframe'ów produkujemy sami w specjalnej kuźni na pokładzie naszego statku, co wymaga rzeczywistego czasu (np. stworzenie nowego frame'a trwa ok. 72 godziny). Można przyspieszyć ten czas, a nawet kupić większość sprzętu za tzw. platynę, którą z kolei można kupić za prawdziwą kasę (więcej o tym mechanizmie w ramce poniżej). Grind albo płacenie - taka jest specyfika tej produkcji oraz świadomy design. Albo to lubisz, albo nie, jednak ważne jest to, że żadna podjęta misja (pod warunkiem, że ukończona) nie zostawia nas z niczym. Zawsze zyskamy jakiś materiał albo przedmiot, który - jeśli nie teraz - przyda nam się przy innej okazji.