Sequel idealny, tak po prostu. Możesz przestać czytać i od razu skoczyć do oceny omawianego tutaj SteamWorld Dig 2. Czekałem na tę grę od dobrych paru lat, od momentu ukończenia pierwszego Diga, który mnie oczarował. Nie zdajesz sobie nawet sprawy, drogi czytelniku, jakie emocje mną targały kiedy zamiast sequela, Image & Form zapowiedziało „jakieś dziwne Heist, turowe RPG z boku w kosmosie, na co to komu?!” (autentyczna moja reakcja).  Oczywiście, Heist okazał się sukcesem i bardzo dobrą grą, ale ja nadal czekałem. Długo. Kiedy już wszelka nadzieja we mnie umarła, BUM! Jak gdyby od niechcenia na jednym z tegorocznych Nintendo Direct zapowiedziano pojawienie się SteamWorld Dig 2. Gry na którą czekałem zanim ją w ogóle zapowiedziano. Gry, której pragnąłem bardziej niż Mario Odyssey. Gry, która okazała się sequelem idealnym. Że niby się powtarzam i niepotrzebnie emocjonuje? Może. Ale zakochałem się w Digu 2 i wsiąkłem. Na amen, dopóki bateria Switcha nie zaczęła padać i musiałem na parę sekund powrócić do rzeczywistości by włożyć konsolę do docka i kontynuować drążenie tuneli na TV.

SteamWorld Dig to była taka prosta gra o kopaniu. Dostajesz do mechanicznych łap kilof i Twoim zadaniem jest dostać się na sam dół kopalni, po drodze zbierając surowce i minerały, za które po sprzedaniu otrzymujesz mamonę, a tę możesz wydać na ulepszenie znajdywanego po drodze nowego sprzętu. Ta banalna formuła sprawdzała się idealnie w jedynce, ale sama gra starczała zaledwie na dwie, może trzy godzinki gry. Całość była przedstawiona w przyjemnej dla oka grafice, miłej dla ucha muzyce i bezstresowej „fabule” z kilkoma postaciami z którymi mogłeś sobie pogadać w wiosce nad kopalnią. Wspominam o tym, bo sequel idzie o kilka kroków do przodu względem oryginału i absolutnie każdy jego element znacząco rozwija. 

Rusty? Gdzie jesteś?!

Wcielamy się w Dorothy, steampunkowego robota (robotkę?), która w oryginale skupowała od nas kruszce. Po wydarzeniach z jedynki wyrusza ona na poszukiwania Rusty’ego (protagonista Diga) i trafia w końcu do miasta El Machino, które to staje przed obliczem klęski żywiołowej – coraz to silniejsze trzęsienia ziemi zagrażają miastu. Podobno odpowiada za nie groźny robot z opisu przypominający Rusty’ego, więc Dorothy schodzi do kopalni pod miastem i wyrusza na poszukiwania.

Oczywiście, fabuła odgrywa to całkowicie drugorzędną rolę, jednak bardzo miłym akcentem jest to, że zadbano o to by postacie, ich motywy i intencje, wydarzenia fabularne miały jakiś sens i były motorem napędowym do wykonywania kolejnych zadań. Nie odczujemy tutaj, że bezsensownie kopiemy te niekończące się korytarze wydobywając minerały. Zawsze mamy przed sobą jakiś cel, jakieś zadanie, a że w trakcie jego wykonywania trafimy na kilka ciekawych postaci i dobrze napisanych dialogów, to nic tylko się cieszyć.

Digvania

Choć sam trzon rozgrywki nie uległ gwałtownej rewolucji (nadal skupimy się tu głównie na przekopywaniu się przez kwadratowe pola w głąb jaskiń), został on bardzo, ale to bardzo mocno rozwinięty. Przede wszystkim, zamiast kopania w jednej, dość monotematycznej kopalni, odwiedzimy ich kilka. Mało tego, gra z prostej kopaniny w dół ewoulowała do metroidvanii pełną gębą, gdzie już na początku gra wita nas jaskinią której sporej części obecnie nie zwiedzimy z powodu braku odpowiedniego wyposażenia! Nowy ekwipunek będziemy zdobywać w licznych dodatkowych jaskiniach, których to wejścia znajdują się w rozsianych po świecie gry kopalniach i innych podziemiach. 

Same jaskinie to osobny temat, bo nie dość, że sporo z nich oferuje nowe wyposażenie, tak znaczna większość przedstawia sobą jakieś wyzwanie do ukończenia. A to jakaś logiczna zagadka w celu odblokowania drzwi za którymi schowany jest skarb, a to sekcja zręcznościowa, platformowa z rozpadającymi się platformami. Każda przedstawia inne wyzwanie i ukończenie każdej jednej jest satysfakcjonujące. Jaskinie to po prostu świetny dodatek i miła odskocznia od wiecznego kopania nowych tuneli i szukania sekretów. Właśnie – sekrety. Każda z map wręcz tonie w zalewie sekretów, żadna ściana nie jest bezpieczna od naszego kilofa, żaden kamień nie zostanie nienaruszony. Szukać będziemy artefaktów, trybików, skarbów czy dodatkowych jaskiń lub ulepszeń. Każda lokacja ma swój procentowy wskaźnik ukończenia, więc zawsze będziemy wiedzieć gdzie nam czegoś jeszcze brakuje.

Pimp my robot

Wracając do wyposażenia, czego tu nie mamy! W tej trwającej 10-12 godzin przygody naszą drogą Dorothy ulepszymy między innymi o linkę przyśpieszającą przemieszczanie się, moduł biegania, młot pneumatyczny, miotacz pocisków i wiele innych. Żeby tego było mało, każdy jeden sprzęt, czy to kilof, torba na klejnoty, pochodnia, pompa wodna i tak dalej możemy ulepszać za zgromadzone ze sprzedaży surowców pieniądze, co nie dość, że odblokuje jakąś nową funkcjonalność tego przedmiotu (większa siła ataku kilofem, dłużej trzymające światło itp.) to jeszcze odblokujemy nowe perki dla każdego z przedmiotów, które możemy uruchomić przy użyciu trybów znajdywanych w trakcie przygody. Perki możemy dowolnie zmieniać w mieście, więc zawsze je możemy ustawić wedle naszych predyspozycji, oczywiście o ile mamy wystarczającą ilość zębatek. A ulepszeń jest cała masa, od możliwości zebrania dwóch surowców zamiast jednego, po niekończącą się latarnię przez niszczenie pobliskich kawałków ziemi przy wykopaniu surowców, szybsze rozkręcanie się młota pneumatycznego i wiele, wiele więcej. Same perki odblokujemy również dostarczając jednemu z robotów znajdywane podczas gry, sprytnie ukryte artefakty, które odnoszą się do naszych czasów (świat gry to już mocne postapo gdzie ludzkość właściwie wyginęła i teraz steampunkowe roboty rządzą planetą).

No zaraz wyłączę! *trzy godziny później* Ok, już. O co chodzi?

SteamWorld Dig 2 nie byłby grą tak dobrą za jaką ją uważam gdyby nie super responsywne sterowanie. Dorothy gra się po prostu niezwykle przyjemnie, skok jest idealny, szybkość poruszania się odpowiednia, wall-jumpy wykonuje się z radością, a wraz z kolejnymi ulepszeniami poprawiającymi mobilność naszej bohaterki gra staje się coraz bardziej przyjemna w odbiorze. Twórcom idealnie udało się utrzymać w graczu ciągłe poczucie postępu, przez całą grę co chwila zdobywamy nowy ekwipunek, nowe umiejętności, odwiedzamy nowe lokacje, przez co od gry niezwykle trudno się oderwać. Syndrom „jeszcze jednego zejścia” jest tu obecny i bardzo sprawnie nie pozwala odłożyć konsoli. Dodam jednak tylko, że pod koniec gry Dig 2 trochę zwalnia w dostarczaniu nam nowości i już nie czujemy aż tak dużego postępu. 

Jak wspomniałem wcześniej, w grze znajdziemy kilka różnorodnych podziemi, każda z unikalnymi mechanikami, przeciwnikami i obiektami. Trafimy na tradycyjną kopalnię, skąpaną w lawie świątynię, zarośniętą przez cudaczne rośliny jaskinię czy starą pogrzebaną świątynię. Każda z nich jest prześlicznie narysowana, dwuwymiarowa grafika pełna jest detali, szczegółów i efektów. Kolory są żywe, pełne energii i zwyczajnie chce się po tych wszystkich lokacjach chodzić, zwiedzać, kopać. W parze z cudowną grafiką w głośnikach pobrzmiewa fantastyczny soundtrack, który, choć składa się z zaledwie kilku otworów, nigdy nie nuży i nie męczy ucha podczas przebijania się przez jaskinie i idealnie podkreśla klimat każdej z lokacji. Każdy robot w przyjemny i unikalny dla siebie sposób „pika” w trakcie dialogów, efekty dźwiękowy dodają klimatu całej przygody (przygotujcie się na dźwięk machania kilofem powtarzany tysiące razy). 

Wcale nie taki Hidden Gem

SteamWorld Dig 2 to gra którą z nieukrywanym zachwytem skończyłem w 100%. Image & Form prosty pomysł z jedynki rozwinęło w absolutnie mistrzowski sposób w dwójce dostarczając niesamowicie dopieszczony produkt od którego ciężko się oderwać. Jasne, przygoda mogłaby być dłuższa, moglibyśmy dostać więcej ekwipunku, więcej fabuły, więcej podziemi, zawsze znajdzie się coś, czego mogło by być więcej. Mógłbym ponarzekać na małą ilość bossów i przeciwników, na niski poziom trudności. Ten ostatni można sobie „sztucznie” podbić przy użyciu perków. Jedyne czego mi tak naprawdę w tej grze brakuje to jakiejś losowo generowanej jaskini w której zbieramy surowce, ot, dla czystego relaksu. Albo w ramach ulepszenia nowej postaci, czy czegoś w ten deseń. SteamWorld Dig 2 może i jest fantastyczną pozycją, ale niestety, poza fanami produkcji, po zrobieniu 100% do gry już nie ma w zasadzie po co wracać. Można przechodzić jeszcze raz, może postarać się o jakiś sprytny sequence break (a takie są, a jakże!), ale w zasadzie to nie ma to większego sensu. Czy czekam teraz na Dig 3? Nie. Dig 2 jest grą kompletną, doskonałą, powiedziałbym że idealną, ale takich gier nie ma. Dig 3 po prostu nie może być jeszcze lepszy od dwójki, a tego bym nie przeżył i serce by mi pękło. Także, Image & Form, jeśli ktoś z Was to czyta – skupcie się na nowych projektach i pozwólcie, by ludzie zapamiętali Dig2 jako przykład sequela idealnego.