SKLEP
Michał Włodarczyk 13.02.2017
Sniper Elite 4 - recenzja gry
21149V

Sniper Elite 4 - recenzja gry

Profesja snajpera to ciężki kawałek chleba. Godziny i dni spędzane pod gołym niebem, konieczność załatwiania najpilniejszych potrzeb "na miejscu", wreszcie okrutny koniec, jeśli strzelec zostanie schwytany przez wroga. Na szczęście trochę inaczej wygląda to w Sniper Elite 4, najnowszej odsłonie serii studia Rebellion.

Sniper Elite 4
  • Platformy:  PS4   XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 14.02.2017
  • Napisy
  • od lat 16 przemoc

Nie licząc japońskich deweloperów, którzy od lat dostarczają na rynek wysokiej jakości gry AA, produkcje z tego segmentu na konsolach obecnej generacji nie mają łatwo. Jednym z ciekawszych studiów trudzących się pisaniem gier pudełkowych z budżetem dwukrotnie mniejszym niż koszt cutscenek w Call of Duty, jest brytyjskie Rebellion Developments. Po niezłych Aliens vs. Predator czy Sniper Elite V2 wypuszczonych w poprzedniej generacji, w połowie 2014 roku Anglicy zaliczyli udany debiut na PlayStation 4 i Xboksie One za sprawą Sniper Elite 3: Afrika. Przygody Karla Fairburne'a na Czarnym Lądzie odświeżyły formułę serii, znacznie rozbudowując płaszczyznę skradankową. Gra była naprawdę przyzwoita, mimo że po stronie minusów należało zapisać stosunkowo krótką kampanię, błędy techniczne oraz kod sieciowy. Od tego czasu minęło ponad dwa i pół roku, a swoją premierę miała najlepsza pod względem mechaniki skradanka wszech czasów - Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Miło, że twórcy "czwórki" nie tylko wyciągnęli wnioski z własnych błędów, lecz także sporo nauczyli się od Japończyków.

Bij Niemca!

Scenariusz nie odgrywa większej roli. Akcja ma miejsce bezpośrednio po wydarzeniach z "trójki". Karl Fairburne, amerykański as wywiadu, snajper i sabotażysta w jednym, ląduje tym razem we Włoszech roku 1943. Cel - walka z niemieckimi żołnierzami stacjonującymi na Półwyspie Apenińskim. Kilka stylizowanych cutscenek opisuje kolejne etapy podróży głównego bohatera, lecz bez większej straty można je pominąć, gdyż najważniejszą składową nowego Sniper Elite tradycyjnie jest rozgrywka. Trzecioosobowa perspektywa, karabin snajperski na plecach i hordy nazistów przed nami - na pierwszy rzut oka wydaje się, że od czasu afrykańskiego epizodu niewiele się zmieniło, jednak pięć minut później fani "trójki" zrozumieją, iż znaleźli się w snajperskim raju. Pierwszy poziom w grze, w tym tytule jeden z najmniejszych, jest trzykrotnie większy od najobszerniejszego levelu z poprzednika! W tym miejscu uczymy się zasad gry i systemów, które nie zmieniają się praktycznie do samego końca. Już w "trójce" karabin snajperski przestał być aż tak bardzo dominującym elementem rozgrywki, jak w dwóch pierwszych odsłonach, gdyż równie ważne stało się przemykanie między osłonami, zachodzenie wrogów od tyłu i eliminowanie ich pistoletem z tłumikiem. W Sniper Elite 4 rozbudowano obie płaszczyzny rozgrywki, dzięki czemu zabawa stoi na jeszcze wyższym poziomie. Kolejne etapy wyraźnie różnią się od siebie tematycznie (ruiny, miasteczka, porty, lasy, góry), choć główny cel misji polega najczęściej na wyeliminowaniu konkretnej osoby lub przechwyceniu pewnych danych czy też przedmiotów. Przy okazji wykonujemy też zadania poboczne (zarówno obligatoryjne, jak i opcjonalne), lecz w jakiej kolejności i w jaki sposób - to zależy już tylko od nas.

Schemat zadań w "czwórce" porównałbym do fabularnej misji w MGS V: Ground Zeroes. Autorzy wyznaczają nam z pozoru proste cele, wręczają zabawki, oferują dużą i częściowo otwartą lokację, po czym zapraszają do zabawy. W związku z powyższym Karl musiał nauczyć się nowych sztuczek. Nasz snajper w końcu potrafi skakać (choć tylko w miejscach przewidzianych przez dewelopera), wspinać się po ścianach, jak również eliminować przeciwników w zależności od aktualnego położenia, np. zrzucając strażnika z balkonu. Do Snake'a wprawdzie nadal wiele mu brakuje, lecz i tak poczynił spore postępy. Zanim jednak ruszymy w bój, warto wyjąć lornetkę i rozejrzeć się po okolicy, dzięki czemu można dostrzec bardzo odległe cele, rozpoznać przyzwyczajenia wrogów, a ich samych oznaczyć, by następnie obserwować ich zachowania nawet za zasłonami. "Zapamiętać" możemy w ten sposób również wszelkie wybuchowe elementy (czerwone beczki, kanistry z benzyną, baki w ciężarówkach), bardzo pomocne, gdy planujemy pozbyć się kilku niemieckich żołnierzy za jednym strzałem. Warto "polować" zwłaszcza na oficerów (po przeszukaniu trupa poznajemy pozycje wszystkich jego podwładnych) oraz operatorów radia, którzy wzywają posiłki. Przygotowanie taktyki i ciche przemykanie między zasłonami to klucz do sukcesu, zwłaszcza że sztuczna inteligencja naszych zachodnich sąsiadów uległa poprawie - po zauważeniu martwego kolegi zaczynają przeszukiwać teren, a gdy określą kierunek, z którego oddaliśmy strzał, wzywają wsparcie i wysyłają w miejsce, gdzie ostatnio przebywaliśmy. Mimo wszystko w dalszym ciągu zdarzają się sytuacje, kiedy przechodzący żołdak nie dostrzega martwego kompana leżącego dwa metry obok, choć na ogół przeciwnicy mogą pochwalić się bardzo dobrym zasięgiem widzenia.

Kula w łeb

Bliższe spotkania z oponentami można inaugurować nożem, na szczęście to ostateczność, gdyż twórcy oddali nam do dyspozycji o wiele ciekawsze narzędzia mordu. Karabiny maszynowe, strzelby, pistolety, wyrzutnie rakiet czy materiały wybuchowe pozwalają poczuć się pewniej, w dodatku zestaw broni możemy dopasować do własnych preferencji przed każdym rozdziałem. Mimo wszystko najlepszą przyjaciółką bohatera pozostaje snajperka. Autorzy przygotowali kilkanaście modeli z okresu II wojny światowej, poszerzyli również opcje kustomizacji (celownik, stabilizator, itp.). I chociaż arsenał jest w tej odsłonie wyjątkowo bogaty, długa lufa pozostaje naszą matką, żoną i kochanką. Gdy posiadamy przy sobie cichą amunicję, możemy działać szybko i zdecydowanie, jednak prawdziwe główkowanie zaczyna się w momencie jej braku, gdy przez dłuższy czas trzeba przytrzymać palec na spuście. Zdejmować cele najlepiej jest wtedy, gdy w pobliżu znajduje się jakieś źródło głośnych dźwięków (przelatujący samolot, uszkodzony generator, burza), kiedy jednak trzeba zabijać przy akompaniamencie wystrzału, warto zabezpieczyć wcześniej teren, rozstawiając pułapki (teraz można używać do tego także niemieckich trupów). "Czwórka" błyszczy na poziomie fizyki, uwzględniając takie szczegóły, jak wpływ grawitacji i kierunek wiatru na trajektorię pocisku - jeśli porywamy się na odległe cele, bez trybu koncentracji (jeden przycisk na padzie) i wypuszczania powietrza z płuc trudno o sukces. Precyzja jest tutaj tak wysoka, że trafić można nawet w radio operatora czy granat zawieszony przy pasie wroga. Wisienką na torcie tradycyjnie już są słynne ujęcia kamery i rentgenowskie prześwietlenia zabójczych trafień.

Popularne X-Ray-e towarzyszą serii od jej narodzin, lecz tutaj wyniesiono je na zupełnie nowy poziom. Po oddaniu celnego strzału z dalszej odlegości, obserwujemy, jakie spustoszenie sieje kula w ciele ofiary, przebijając się przez kościec, poszczególne warstwy mięśniowe i tkanki. Niszczone organy, kruszone żebra i czaszki, masakrowane genitalia czy rozrywane członki, to tylko część "atrakcji". W najnowszej odsłonie uwzględniono nawet odłamki otoczenia wbijające się w nazistów czy prześwietlenia w momencie cichego zabójstwa oraz ataku melee. Istnieje opcja, by zmniejszyć częstotliwość występowania takich ujęć, a nawet całkiem je wyłączyć, lecz idę o zakład, że nikt się na to nie zdecyduje.

Wolność i swoboda to słowa, które definiują wymagającą kampanię, rozpisaną na kilkanaście godzin zabawy, opcjonalnie do rozegrania w kooperacji z drugim graczem. Gra potrafi dać w kość już na domyślnym poziomie wyzwania, a platynę/calaka wycisną z niej tylko najlepsi. I choć tryb fabularny to bez wątpienia danie główne w Sniper Elite 4, po napisach końcowych zabawa się nie kończy. W Przetrwaniu jako członek włoskiego ruchu oporu walczymy z następującymi po sobie falami niemieckojęzycznych "sojuszników", a robić możemy to zarówno w pojedynkę, jak i we współpracy z innymi garczami za pośrednictwem Sieci. Deweloper ponownie zaimplementował kilka trybów dla miłośników pojedynków z większą liczbą osób, które nie zachwycają wprawdzie ilością map (zaledwie sześć), nadrabiają za to udanym przeniesieniem mechaniki z singlowej przygody, jak również fajnie pomyślanym systemem antykamperskim (gra premiuje przemieszczanie się po polu bitwy). Gracze z wykupionym abonamentem PlayStation Plus/Gold spędzą tutaj mnóstwo czasu.

AA na wypasie

Dzieło Rebellion raczej na nikim nie zrobi wrażenia aspektami technicznymi. Promień dorysowywania obiektów jest większy niż w "trójce", tekstury trochę wyraźniejsze, a efekty eksplozji bardziej soczyste, widać jednak, iż cała "moc" poszła w duże, pełne szczegółów poziomy. Ciężko robić z tego zarzut angielskiemu studiu, gdyż jak wspomniałem na początku, priorytetem dla autorów Sniper Elite jest wymagająca, taktyczna rozgrywka. Wprawdzie czuć, że "czwórce" brakuje technicznego szlifu charakterystycznego dla większości wysokobudżetowych blockbusterów, niektóre animacje głównego bohatera tworzono za pięć dwunasta, przeciwnicy cierpią na chwilowe zaniki SI, a przed premierą nie rozkwaszono wszystkich pomniejszych bugów, jednakże w dalszym ciągu brytyjska produkcja bez problemu broni się jako solidny, wymagający i tworzony z pasją taktyczny shooter, garściami czerpiący z ostatniego hitu Hideo Kojimy. W skrócie - Sniper Elite 4 to najlepsza zerojedynkowa produkcja koncentrująca się na profesji snajpera.

Tagi:

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + Solidny, taktyczny gameplay
  • + Swoboda w rozgrywce
  • + Operowanie karabinem snajperskim
  • + Projekty poziomów
  • + Usprawnienia względem "trójki"
  • + Mnogość trybów offline i online
  • + Niezła oprawa A/V
  • - W dalszym ciągu nierówne SI wrogów
  • - Animacje ruchów postaci
  • - Pomniejsze bugi i glitche
  • - Momentami odczuwalna "budżetowość"
Michał Włodarczyk
Michał Włodarczyk Choć Sniper Elite 4 nie jest doskonałe, to najlepsza odsłona serii i najlepszy tytuł traktujący o profesji snajpera.
Oceń recenzję
+ +20 -

Miesięcznik PSX Extreme