Horizon Forbidden West – recenzja gry. Znakomita kontynuacja pokazująca pazur PS5

Horizon Forbidden West – recenzja i opinia o grze [PS5, PS4]. Znakomita kontynuacja pokazująca pazur PS5

Wojciech Gruszczyk | 14.02, 09:02

Guerrilla Games jeszcze kilkanaście lat temu było znane tylko z serii Killzone, ale Holendrzy rozpoczęli nowy rozdział w swojej historii. Horizon Zero Dawn był testem, który przekonał Sony, by zainwestować w to IP, a Horizon Forbidden West potwierdza wielkie ambicje studia. Aloy wyruszyła w nową podróż, by nie tylko uratować świat, ale pokazać wszystkim graczom jego skalę.

W styczniu Jeff Ross wspomniał, że pierwsza część Days Gone miała pokazać graczom świat, który następnie zostałby odpowiednio rozwinięty w kontynuacji. Twórcy nie tworzyliby już podstaw, a mogliby rozszerzyć każdy element gry i skupić się na zaprezentowaniu jego skali... I wspominam o tym nie bez powodu, ponieważ identyczną sytuację zobaczyłem w Horizon Zero Dawn oraz Horizon Forbidden West. Pierwsza gra przedstawiła IP, a druga go znacząco rozbudowała. Guerrilla Games sprawiło, że już nikt nie będzie pamiętał o wojnie Helghastów, ponieważ opowieść Aloy zachwyca.

Aloy wyrusza na Zakazany Zachód

Horizon Forbidden West - recenzja gry - Aloy gotowa do walki

Wydarzenia z recenzowanego Horizon Forbidden West rozpoczynają się po sześciu miesiącach od zakończenia akcji z Horizon Zero Dawn. Aloy nie świętowała swojego wielkiego triumfu z pierwszej historii, a od razu wyczuła kolejne zagrożenie i niczym ruda lisica podążyła za jagodami. Twórcy nie mówią tego wprost, ale chcąc zrozumieć wszystkie wydarzenia z najnowszej opowieści – niezbędne jest ukończenie gry z 2017 roku. Bez znajomości tej przygody nie rozpoznacie przyjaciół bohaterki, możecie mieć problem ze zrozumieniem niektórych wątków, a na pewno nie wyczujecie zmiany w głównej bohaterce.

Aloy nie jest teraz wyrzutkiem, który nie potrafi znaleźć swojego miejsca na planecie, a jest wielką obrończynią. Podczas całej przygody protagonistka napotyka na ludzi, którzy doskonale znają jej historię i nie brakuje osób dosłownie wielbiących przedstawicielkę plemiona Nora. Aloy nabrała także dużo pewności siebie, co w ciekawy sposób można zestawić z wydarzeniami z pierwszej opowieści – teraz kobieta nie chce słyszeć słowa „nie” i kilkukrotnie pokazuje swoją stanowczość.

Główny wątek Horizon Forbidden West nie jest jednak przedstawiony w bardzo bezpośredni sposób, ponieważ deweloperzy chcieli za jego pomocą zaprezentować skalę świata. Już na samym początku historii napotykamy na nowe plemiona, poznajemy ich zwyczaje, zaczynamy rozumieć relacje ludów, a gdy to wszystko zaczyna nas pochłaniać, to... Poznajemy następne plemię, w międzyczasie spotykamy „Obcych”, gdzieś w tle pojawiają się problemy z maszynami, a jeszcze na samym początku widzimy bardzo znaną postać z pierwszego Horizona i stale jesteśmy karmieni kolejnymi wątkami. Żaden z nich nie jest wybitnie rozbudowany, niektóre można traktować w epizodyczny sposób, ale cały czas dążymy do uratowania świata – tym razem przed plagą, która niszczy na swojej drodze dosłownie wszystko. Twórcy w pewnym momencie dają nam nawet możliwość wybrania, którymi fabularnymi zadaniami chcemy się zająć – ma to również związek z stworzeniem bazy wypadowej, która odgrywa ważną rolę w całej historii.

Horizon Forbidden West - recenzja gry - skanowanie

Mimo to ponownie nie potrafiłem oderwać się od konsoli i w cztery dni spędziłem przy Horizon Forbidden West pierwsze 30 godzin. Główny wątek można poznać w około 26-27 godzin, ale to dopiero początek, ponieważ najnowsza, ekskluzywna produkcja Sony jest przeładowana atrakcjami, które pochłoną graczy na wiele tygodni.

W Horizon Forbidden West deweloperzy znacząco powiększyli zadania poboczne, które teraz nie tylko zapewniają nam ciekawszy sprzęt oraz pożądane surowce, to jednak pozwalają również jeszcze mocniej poznać ten świat. Niektóre questy są tak rozszerzone, że musimy pchnąć dalej fabułę, by móc kontynuować dodatkową historię – scenarzyści wyraźnie chcieli za pomocą tych misji zapewnić graczom jeszcze większą wiedzę o świecie i to jest naprawdę świetne. Aloy ma teraz nawet okazję wziąć udział w wyścigach, wpaść na arenę zmierzyć się z kolejnymi metalowymi bestiami lub... Zagrać w planszówkę. To zaskakujące, ale deweloperzy przygotowali naprawdę ciekawą i sensowną mini-grę, która jednego z moich znajomych pochłonęła już na dobre 10 godzin. To właśnie te elementy sprawiają, że w świecie recenzowanego Horizon Forbidden West z łatwością można spędzić długie godziny.

Guerrilla Games zajęło się rozbudowaniem wielu podstawowych elementów gry i przykładowo teraz wspinaczka jest znacznie przyjemniejsza – Focus pozwala podświetlić odpowiednie elementy w skałach, dzięki którym można swobodnie przemieszczać się do wyznaczonego miejsca. W samej eksploracji niemal od początku mamy dostęp do wierzchowca – Aloy wskakuje na jedną z maszyn. Metalowy zwierzak może nawet dla nas walczyć, choć jeśli zostanie zniszczony, to niezbędne jest znalezienie kolejnego pomocnika. Protagonistka może także korzystać ze specjalnej linki – za jej pomocą otwieramy niektóre przejścia, ale także szybko wspinamy się do wyznaczonych punktów. Jedna z fabularnych misji zapewnia bohaterce spadochron, więc rudowłosa nie musi obawiać się upadków z dużych wysokości. Pozycja pod względem samej eksploracji została znacząco poprawiona, a warto wiedzieć, że mapa oferowana przez holenderskie studio jest ogromna. Na każdym kroku napotykamy na nowe osady, możemy pomagać okolicznym mieszkańcom, mamy okazję walczyć z niektórymi plemionami, cały czas spotykamy metalowe bestie i... muszę to powiedzieć wprost: Horizon Forbidden West zachwyca światem.

Horizon Forbidden West zapewnia mnóstwo zabawy

Horizon Forbidden West - recenzja gry - Elisabet Sobeck

W samej rozgrywce nie zmieniono jednak podstaw. Nadal podczas podróży zbieramy liczne patyki, kamienie lub owoce, by otwierając koło wyboru móc płynnie tworzyć strzały i walczyć z kolejnymi przeciwnikami. Bohaterka gromadzi setki elementów, co jest związane z samym craftingiem – w każdym z obozów mamy okazję kupić nowy sprzęt, zjeść porządny posiłek czasowo zwiększający statystyki lub po prostu zajmujemy się ulepszeniem broni lub pancerzy.

Znacznie ważniejszą rolę w grze odgrywa teraz Focus – urządzenie do skanowania od Aloy pozwala wyróżnić poszczególne części blaszaków, by następnie gracze mogli atakować wyznaczone miejsca. To działało już wcześniej, jednak teraz twórcy bardziej (nawet w samej fabule) podkreślają istotne funkcje różnych elementów. Sprzęt zapewnia także możliwość śledzenia maszyn – w trakcie rozgrywki widzimy ścieżkę, po której podąża metalowa bestia, co pozwala nam znacznie lepiej reagować i atakować przeciwników w idealnym momencie. Świetnie sprawdza się także opcja odstrzelenia niektórych części rywali, by następnie użyć ich do walki – protagonistka może nawet zadbać o stworzenie reakcji i strzelając odpowiednią amunicją w zbiornik na plecach oponenta możemy wywołać wybuch. Jak już wspomniałem – gameplay w tym wypadku nie przeszedł diametralnych zmian, ale został znacząco rozwinięty. Kapitalnie w Horizon Forbidden West wypada walka wręcz, która również została dopracowana i łatwo możemy opanować kilka ruchów, dzięki którym lepiej radzimy sobie w starciach bezpośrednich. Ponownie mamy okazję sięgnąć po kilka różnych broni – choć nie będę zaskoczony, gdy gracze przez 90% głównego wątku będą wykorzystywać tylko łuk.

Horizon Forbidden West - recenzja gry - Piękny świat (San Francisco)

Guerrilla Games nie zmieniło podstaw, ale je znacząco rozwinęło. Teraz od początku gry mamy dostęp do aż sześciu drzewek rozwoju (wojowniczka, traperka, łowczyni, ocalała, infiltratorka, mistrzyni maszyn) i tutaj dosłownie każdy gracz może stworzyć swoją wersję Aloy. Świetnie sprawdzają się również nowe finishery – bohaterka podczas walki ładuje specjalny pasek i w odpowiednim momencie możemy wykorzystać dodatkową umiejętność. W drzewkach skilli pojawiają się moce zwane „Przepływ odwagi”, które pozwalają widowiskowo reagować i przykładowo zadawać większe obrażenia z łuku. Horizon Forbidden West pod względem rozwoju bohaterki został znacznie lepiej przemyślany, ponieważ teraz czujemy, że mamy większy wpływ na jej kolejne możliwości – twórcy często nagradzają nas punktami doświadczenia, które zdobywamy za pokonanych wrogów czy też wykonane misje, więc mamy okazję do sprawdzenia różnych opcji w rozwoju Aloy. Gra jest w dodatku tak ogromna, że poznanie głównego wątku to dopiero początek, a skala produkcji została zaprezentowana na samej mapie świata, ponieważ po zakończeniu historii możemy swobodnie kontynuować rozgrywkę i odkrywać wiele wcześniej nieodwiedzonych miejsc. Istotne okazuje się również eksplorowanie podwodnych lokacji – nowy sprzęt Aloy pozwala na zwiedzanie ciekawych miejscówek.

Pojedynki w recenzowanym Horizon Forbidden West są naprawdę ekscytujące i kilkukrotnie zdarzyło mi się powtarzać walki, ponieważ twórcy chętnie rzucają w naszym kierunku nawet 5-6 większych rywali. Deweloperom udało się zapewnić poczucie rozwoju postaci, ponieważ za każdym razem mamy świadomość, że nowa umiejętność może zapewnić oczekiwaną przewagę. Czasami jest to dłuższe wstrzymanie czasu podczas celowania, innym razem szybsze tworzenie pułapek albo po prostu możliwość kontrolowania kolejnych mechów. Produkcja nie zapewnia już takiego efektu „wow”, jak w przypadku pierwszego spotkania z Horizonem, jednak nadal akcje potrafią oczarować. W trakcie rozgrywki spotkacie ponad 40 zróżnicowanych maszyn i choć niektóre okazy powracają, to Zakazany Zachód skrywa wiele widowiskowych okazów – choć na wiele z nich natraficie dopiero zbaczając z drogi i nie zajmując się wyłącznie głównym wątkiem.

Horizon Forbidden West pokazuje moc PlayStation 5

Horizon Forbidden West - recenzja gry - chcemy uleczyć świat

Jest jeszcze jeden element, w którym recenzowany Horizon Forbidden West znacząco wyróżnia się od Horizon Zero Dawn – deweloperzy istotnie podkręcili jakość przerywników filmowych. Twarze postaci, detale ich ubrań lub różne części maszyn – to wygląda wprost fantastycznie. Pod względem grafiki produkcja prezentuje bardzo wysoki poziom (grałem na PS5), ale co ważne – deweloperzy zadbali także o różnorodność terenów, ponieważ podczas opowieści wpadamy na łąki pełne bestii, odwiedzamy lasy, pustynie, mamy okazję wielokrotnie zmoczyć ubrania pływając w głębinach czy też wspinamy się na szczyty i opowieść w wielu miejscach wygląda naprawdę pięknie. Szczególnie przypadła mi do gustu końcówka, gdy odwiedzamy zniszczone San Francisco – Holendrzy atakują nasze zmysły barwnymi, cudownie wyglądającymi terenami i szczerze mówiąc z dużą przyjemnością spędzałem przy konsoli dodatkowe godziny, by odkrywać kolejne sekrety gry. Bardzo dobrze wypadają wszystkie dźwięki maszyn – zachęcam do zagrania w pozycję na słuchawkach lub odpowiednim sprzęcie audio, ponieważ Tempest Engine pokazuje charakter. PlayStation zapewniło także polski dubbing, który stoi na wysokim poziomie – choć w tym wypadku bez problemu zagracie w tytuł z angielskimi głosami i rodzimymi napisami.

Guerrilla Games nie zapomniało także o wykorzystaniu mocy DualSense – recenzowany Horizon Forbidden West jest jedną z wizytówek możliwości adaptacyjnych triggerów, ponieważ naciąganie cięciwy łuku daje mnóstwo frajdy. Twórcy pozwalają nam poczuć różne wrażenia przez haptyczne wibracje, a nie zapomniano także o głośniku, z którego czasami wydobywają się różne dźwięki. Kontroler PS5 w przyjemny sposób rozbudowuje wrażenia i jest to kolejna produkcja, która potwierdza, że Sony podjęło dobrą decyzję stawiając na nowoczesny pad. Tylko w jednym momencie poczułem, że PlayStation 5 ma problem z okiełznaniem wydarzeń, a sprawdzałem rozgrywkę na dwóch trybach – polecam grać w 60 klatkach (wydajność). W całej rozgrywce natrafiłem tylko na dwa mniejsze błędy (raz postać dziwnie przeskoczyła przez kamienie, innym razem przez 3 sekundy pływałem w powietrzu), które jednak nie wpłynęły negatywnie na moje doświadczenie.

Horizon Forbidden West to wstęp do wielkiego uniwersum

Gdy w 2017 roku miałem nadzieję, że Aloy w przyszłości wyruszy na kolejną misję, teraz jestem pewien, że Horizon Forbidden West to dopiero początek. Guerrilla Games stworzyło uniwersum, które będzie rozwijane kolejnymi opowieściami – na naszych oczach w zaledwie kilka lat powstało wielkie IP. Już teraz wiemy, że na PlayStation VR2 zmierza następna przygoda, a jestem jednocześnie pewien, że Holendrzy planują lub nawet opracowują zakończenie pierwszej trylogii.

Choć Horizon Forbidden West nie zaskakuje pod względem rozgrywki, to w wielu miejscach deweloperzy rozwinęli wcześniej opracowane mechaniki z Horizon Zero Dawn. Tutaj od początku do końca mamy świadomość, że twórcy realizują swój plan i co najważniejsze – zapewniają znakomitą rozgrywkę.

Horizon Forbidden West to prawdziwy must have dla fanów Horizon Zero Dawn, a jednocześnie bardzo ciekawa przygoda z toną atrakcji, wyzwań i misji. To produkcja, w którą zatopicie się na długie godziny, a każda następna chwila pozwoli Wam jeszcze lepiej doświadczać zniszczonego świata.

Ocena - recenzja gry Horizon Forbidden West

Atuty

  • Horizon Forbidden West jest przeładowany ciekawymi wątkami
  • Gameplay ponownie oferuje mnóstwo frajdy, a DualSense podbija wrażenia
  • Akcja na najwyższym poziomie – niektóre walki są wprost ekstremalne!
  • Znakomity system rozwoju postaci. Czujemy, że to my mamy kontrolę nad bohaterką
  • Mnóstwo zróżnicowanych wrogów
  • Świat jest wielki i na każdym kroku natrafiamy na nowe atrakcje

Wady

  • Nie ma już tego efektu „WOW”, który towarzyszył mi przy pierwszej przygodzie
  • Twórcy mogliby zrezygnować z niektórych tematów, by skupić się na tych najważniejszych wydarzeniach

Wojciech Gruszczyk

Horizon Forbidden West to kontynuacja-wizytówka. To właśnie tak powinno się rozwijać światy i zapewniać graczom wyzwania na znanych warunkach. Grać, cieszyć się i czerpać garściami!
Graliśmy na: PS5

Galeria

Komentarze (551)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych