Death Stranding Director's Cut - recenzja gry. Wspaniała przygoda na pustkowiach, choć już nieco uproszczona

Death Stranding Director's Cut - recenzja gry. Wspaniała przygoda na pustkowiach, choć już nieco uproszczona

Roger Żochowski | 24.09.2021, 06:00

Death Stranding, nazywane też pieszczotliwie symulatorem kuriera, podzieliło graczy. Jedni zachwycali się podejściem do gameplayu i scenariuszem inni wskazywali, że cała produkcja to przerost formy nad treścią. Wersja reżyserska przygotowana z myślą o PS5 dostarcza wielu nowości, choć zapewne znów podzieli ludzi. Zapraszam do recenzji.

 
Dalsza część tekstu pod wideo

W poniższej recenzji skupię się przede wszystkim na nowościach przyszykowanych z myślą o wersji na PS5, oraz doświadczeniu jakie płynie z zabawy na nowej konsoli Sony. Na lekturę recenzji edycji z PS4 opisującej wszelkie składowe i mechanikę gry, zapraszam tutaj.

Wersja reżyserska. Tak jakby

Death Stranding Director's Cut - recenzja gry. Wspaniała przygoda na pustkowiach, choć już nieco uproszczona

Z racji tego, że Sony nie przygotowało wielkiego, ekskluzywnego hitu na jesień 2021, Death Stranding: Director's Cut, zaraz obok Deathloopa i Keny (czasowe exy), będzie zapewne uchodzić za najlepszą produkcję na konsolową wyłączność przypadającą na koniec tego roku. Bo choć z Kojimy i jego nowej gry sporo już sobie pożartowaliśmy przez ten rok, to osobiście uważam, że to tytuł unikalny, wyjątkowy i wciągający. Paradoksalnie jednak - jeśli Death Stranding odrzuciło Was na PS4, nowa wersja raczej nie zmieni negatywnego zdania, choć na pewno jest to produkcja bardziej przystępna.

Festiwal nowości w Death Stranding: Director's Cut zacznę od kąska, który zapowiadał się najsmaczniej, a więc dodatkowej zawartości fabularnej. Czy było warto czekać? Opowiedzianą przez Kojimę historię wdarcia śmierci, które zniszczyło Ameryką, uważam za naprawdę udaną, angażującą i komentującą w dość ironiczny sposób wiele aspektów współczesnego życia. W tym aspekcie Hideo już rok temu dowiózł i jeśli nie graliście, fabuła nie raz Was zaskoczy i da mocno do myślenia. Starający się zjednoczyć na nowo kraj Sam Porter Bridges trafia w sam środek niesamowicie zakręconych wydarzeń, ale to jak Kojimie udało się połączyć wszelkie wątki, pojęcia, koncepcję życia i śmierci, w końcu zaimplementować do tej historii wiele ciekawych technologii, zasługuje na ogromne brawa. Być może dlatego liczyłem po cichu, że nowe elementy scenariusza w wersji reżyserskiej dostarczą kolejny wstrząs. 

Takiego jednak nie dostałem - nowe misje rozgrywają się w pewnym kompleksie naukowym i są w sumie ukłonem w stronę fanów Metal Gear Solid. Uzbrojony w pistolet do ogłuszania wrogów Sam sporo się tu skrada, odkrywając kolejne części bazy, ale fabuła jest tu tylko dodatkiem, swoistym uzupełnieniem tego, co już wiemy. Tak jak część nowych misji i dialogów, które przewijają się podczas całej przygody. Być może dlatego Kojima nie był zadowolony z tego, że wersja na PS5 nazwana została właśnie "reżyserską". Inna sprawa, że next-genowa edycja Ghost of Tsushima  dorzucała całą nową wyspę pełną contentu i chyba liczyłem na coś podobnego tutaj. Może na wyrost.

Poczta, ale nie polska 

Death Stranding Director's Cut - recenzja gry. Wspaniała przygoda na pustkowiach, choć już nieco uproszczona

Trzeba jednak przyznać, że nowości urozmaicających przygodę kuriera na pustkowiach jest w recenzowanym Death Stranding: Director's Cut naprawdę sporo. Lepsze stabilizatory ułatwiające przenoszenie przesyłek i nawigację w terenie służące jako plecak odrzutowy czy specjalne katapulty umożliwiające przerzucanie towaru na odległość (gdy nie chce się nam go tachać na plecach, albo mamy już na plerach zawartość dwóch chińskich kontenerów), które następnie opuszczamy w bezpieczne miejsca za pomocą spadochronu, to tylko niektóre z nowych zabawek. Wszak możemy też przywiązywać towary do aerobagażnika czy zabrać ze sobą specjalnego, autonomicznego robota, który również weźmie sporo na garb i nawet nie będzie wołał jeść. Tym samym z czasem będziemy w stanie przenosić z miejsca na miejsce ogromne ilości towaru.   

Z kolei w specjalnym asemblerze, za pomocą którego możemy stawiać na mapie konstrukcje ułatwiające przemieszczanie się i dostarczanie paczek, doszła możliwość tworzenia ramp/mostów dla motocykla. To z kolei ułatwia przeprawę przez cięższe tereny czy rzeki. Generalnie wszystkie te nowości sprzętowe nieco ułatwiają zabawę. Skracają czas dotarcia z jednego punktu do drugiego, przyspieszają progres, dzięki czemu gra nie jest już tak hardkorowa i staje się bardziej przystępna dla nowego gracza. Niektóre trasy, w których trzeba było przemierzać z buta wiele kilometrów, uważając na niebezpieczeństwa terenowe i wrogów, można teraz ukończyć po prostu szybciej. A dodajmy, że w przypadku starć z terrorystami dodano kolejne ułatwienie - możliwość wyłączenia specjalnych słupów, dzięki którym wrogowie mogli nas łatwiej wykryć. Wydaje mi się, że twórcy Death Stranding: Director's Cut dodali też sugerowane ścieżki prowadzące do celu, co również jest bardzo pomocne w przemierzaniu tego nieprzyjaznego świata.

Death Stranding: Director's Cut jak MGS

Death Stranding Director's Cut - recenzja gry. Wspaniała przygoda na pustkowiach, choć już nieco uproszczona

Większa ilość gadżetów w Death Stranding: Director's Cut jeszcze mocniej obłożyła funkcjami kontroler i złapałem się na tym, że wracając do gry zastanawiałem się jaką kombinacją przycisków odpalało się daną akcję. W trakcie bardziej stresujących sytuacji, gdy przychodzi nam ukrywać się lub walczyć z wrogami, ogrom przycisków do obsługi ponownie potrafi wywołać niekontrolowany chaos. A czasami zapominałem nawet w jaki sposób bohater może pozbyć się moczu z pęcherza, wszak o tym też trzeba regularnie pamiętać. No właśnie, Kojima nie byłby sobą, gdyby nie przygotował też bardziej szalonych dodatków. Co powiecie na możliwość tworzenia własnych tras, a następnie śmigania po nich i pobijania rekordów, również nowymi, niedostępnymi wcześniej pojazdami? Szczerze? Niespecjalnie mnie ten dodatek wkręcił, ale pewnie znajdzie amatorów. 

Dużo lepiej wypada specjalna strzelnica, w której możemy pobijać rekordy w trybie rankingowym. Nie wiem czemu, ale przypomniały mi się misje VR Mission z pierwszego Metal Gear Solid, które masterowałem jak szalony. Rankingowo możemy też popykać w nowy tryb umożliwiający ponowne starcia z bossami. Dodano też masę mniejszych pierdół pokroju skórek na kapsułę bobasa, nowych przedmiotów, wersji kolorystycznych kombinezonów i easter eggów związanych z innymi produkcjami. 

Adaptacyjna przyjemność 

Death Stranding Director's Cut - recenzja gry. Wspaniała przygoda na pustkowiach, choć już nieco uproszczona

Death Stranding dzięki zastosowaniu silnika Decima od Guerilla Games, wyglądało już zjawiskowo na poprzedniej generacji, ale teraz ostrzejsze tekstury, większa liczba detali i 60 klatek na sekundę robią jeszcze lepszą robotę ukazując piękno krajobrazów zniszczonej Ameryki. Jestem osobą, która kocha góry, co roku staram się zaliczać kolejne szczyty i majestatyczne widokówki w Death Stranding: Director's Cut działają na mnie jak magnes. Zwłaszcza, gdy podróżom towarzyszą kolejne utwory (w wersji na PS5 jest kilka nowych), rewelacyjnie podbijające i tak już unikalny klimat. Na PS5 możemy też zagrać w natywnym 4K w 30 klatkach, ale osobiście polecam jednak opcję z 60 fpsach. Twórcy gry zadbali też o dźwięk przestrzenny i jeśli posiadacie słuchawki z 3D audio, potyczki z nawiedzającymi Sama "istotami", gdy trzeba zważać na każdy krok, ŁD-ek dostaje szału, a my modlimy się, by postać wytrzymała jeszcze trochę na wstrzymanym oddechu, wbiją się Wam w pamięć (czaszkę?) jeszcze mocniej. 

Standardowo też zadbano o wykorzystanie unikalnych funkcji DualSense'a, więc każdy krok, każde potknięcie, odczuwamy jeszcze mocniej dzięki zastosowaniu haptycznych wibracji i adaptacyjnych spustów, które w trakcie wspinaczki i przechylania się ładunków stawiają dodatkowy opór. Choć uważam, że można było jeszcze lepiej wykorzystać unikalne funkcje pada i kto jak kto, ale Kojima, który straszył nas Psychomantisem kasujących save'y, powinien to akurat wiedzieć najlepiej. O dysku SSD chyba nie trzeba już wspominać - Death Stranding stało się dzięki błyskawicznym czasom wgrywania mega przystępne i można praktycznie z marszu cieszyć się wszelkimi aktywnościami. 

Na koniec warto zaznaczyć, że save'y z PS4 można przenieść do wersji na next-geny, ale trzeba niestety, podobnie jak w Final Fantasy VII: Remake, użyć wpierw starej wersji gry. Z kolei udpate wersji z PS4 do PS5 nie jest niestety darmowy - całe szczęście koszt to tylko 40 złotych. Ponarzekałem trochę na Death Stranding: Director's Cut wspominając, że stało się bardziej przystępne dla nowych graczy, ale zapewne dla części z nich będzie to jednak zaleta. Cały charakter zabawy, dawanie lajków innym graczom, tworzenie całych tras spedycyjnych, budowanie mostów, drabinek i tyrolek na niebezpiecznych pustkowiach, w których każda śmierć niesie ze sobą konsekwencje, jest niepodrabialna. Rzekłbym do bólu kojimowska. Wróciłem tu z wielką przyjemnością, nawet jeśli liczba zaoferowanych nowości pozostawia lekki niedosyt. 

Źródło: własne

Ocena - recenzja gry Death Stranding: Director's Cut

Atuty

  • Wciąż niezwykle angażująca fabuła
  • Unikalny gameplay w zjawiskowej scenerii
  • Dodana obsługa DualSense'a
  • Lepsza jakość oprawy AV
  • Dodanie strzelnicy i wyścigów
  • Dla niektórych - mniej hardkorowe wyzwanie

Wady

  • Maksymalne obłożenie pada komendami wciąż potrafi sprawiać trudności
  • Obiecana nowa zawartość fabularna to lekki zawód jak na "wersję reżyserską"
  • Dla niektórych - mniej hardkorowe wyzwanie

Gry Hideo Kojimy albo się lubi, albo nie. Ja należy do tych pierwszych, a Death Stranding na PS5 pozwoliło mi jeszcze raz przeżyć tę wspaniałą przygodę. Choć przyznaję, że dodatkowa zawartość fabularna i uproszczenia gameplayu są lekkim zawodem.
Graliśmy na: PS5

Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia. 
cropper