Recenzja: Never Alone (PS4)

Recenzja: Never Alone (PS4)

Andrzej Ostrowski | 04.12.2014, 20:02

Istnieją pewne tytuły, przy których gracz w trakcie zabawy zastanawia się, czy aby na pewno ma jeszcze do czynienia z grą, czy też już z czymś, co zaczyna podchodzić pod sztukę. Never Alone jest jedną z takich produkcji, gdzie granica zaczyna się zacierać, a my czujemy, że deweloperowi chodziło o coś więcej niż tylko sprzedaż.

Zerwanie ze sztampą jest czasami bardzo trudne i wydaję się, że chęć podjęcia się tego wyzwania była jedną z głównych przyczyn rozpoczęcia prac przez studio Upper One Games nad Never Alone. W trakcie gry przeniesiemy się w świat eskimoskich legend. wcielając się w protagonistkę Nunę. Przed dziewczynką zostało postawione bardzo ciężkie zadanie - nieustannie wiejący wiatr wywołał głód w jej wiosce, a ta na dodatek została zniszczona przez opętanego szaleńca. Chcąc uratować swój lud, Nuna będzie musiała wraz z arktycznym liskiem podjąć się wyzwania wymagającego szaleńczej odwagi oraz zmierzenia się z przeciwnościami losu stawianymi przez folklor ludu Ińupiaq. Wraz z nią i jej liskiem zanurzymy się w świat nieznanych białemu człowiekowi legend i opowieści oraz surrealistyczny klimat przygotowanej przez twórców baśni.

Minęło wiele lat od czasu, kiedy ostatni raz widziałem tak klimatyczną grę. Atmosfera jest bardzo ciężka i nie raz w trakcie gry przypominała mi baśnie Andersena. To nie jest tytuł, na który będziemy obojętni, a sam obraz w swej brutalności będzie nam nieustannie o tym przypominał. Szaro-biała kolorystyka Alaski wymusza posępny klimat, który wraz z udźwiękowieniem wciągnie nas w swój świat. Prawdopodobnie nie opuścimy go aż do samego końca gry. Tym bardziej, że tak, jak napisałem wcześniej, tutaj chodziło o coś więcej niż tylko sprzedaż. Gra za wszelką cenę stara się nam przybliżyć lud Ińupiaq oraz jego kulturę, zwyczaje i legendy. To właśnie one są głównym motorem napędowym historii. Sama w sobie jest dodatkowo zaopatrzona w opcjonalne materiały wideo, które opowiedzą nam więcej na temat tych praktycznie nieznanych w Europie ludzi. Dowiemy się jak żyją, w co wierzą, jakie są ich podania ludowe i czym kierują się w życiu. Jest to świetny sposób na zamieszczenie w grze czegoś więcej i zaszczepienie w graczu jakiejś idei oraz wiedzy na temat zjawisk, o których prawdopodobnie usłyszy pierwszy raz w życiu. Gdybym miał ocenić ten tytuł tylko na podstawie atmosfery i klimatu, to prawdopodobnie postawiłbym swoją pierwszą dziesiątkę.

Niestety Never Alone wciąż jest grą i pomimo roztaczanego wokół siebie klimatu i zasysającej niczym odkurzacz atmosfery, jako gra musi zostać ocenione. I nie jest to tytuł bez wad, choć te tyczą się tylko i wyłącznie jego mechaniki. Wraz z lisim towarzyszem będziemy rozwiązywali puzzle, skakali z platformy na platformę, od czasu do czasu przesuwali obiekty lub przed czymś uciekali. Tutaj pojawiają się pierwsze zastrzeżenia. Jednym z elementów rozgrywki jest używanie bolasa do niszczenia elementów otoczenia. Naprawdę rozumiem intencje twórców, którzy chcieli pokazać, jakie to jest trudne i zdecydowali się, aby jego użycie wymagało naciśnięcia i przytrzymania R3, a potem przesunięcia szybkim ruchem gałki w lewo i prawo. Udało się. Używanie bolasa jest bardzo nieprzyjemne i w dużej mierze losowe oraz frustrujące. Specjalnie to nie przeszkadza, ale wielokrotnie wzdychałem, wiedząc, że wystarczyłoby zastosować spusty do celowania i ataku. Innym problemem, jaki zauważyłem w trakcie gry, to stosunkowa ubogość puzzli oraz zagadek. Ilościowo ich jest dużo, ale większość zwyczajnie się powtarza średnio co kwadrans. Skaczemy, uciekamy, rzucamy bolasem – powtórzyć. Aż do samego końca towarzyszyło mi uczucie, że twórcom chyba trochę brakowało pomysłów. W szczególności, że gra jest bardzo krótka, bo starczy nam na maksymalnie 3-4 godziny i to w porywach, jeśli się nie śpieszymy. Z drugiej strony może to i dobrze. Pomysłów na urozmaicenie mechaniki ewidentnie jest niedosyt, więc rozciąganie tego do ośmiu godzin byłoby katorgą.

Największym problemem jest sztuczna inteligencja naszego lisiego towarzysza. Lub dziewczynki, zależnie od tego, na kogo się przełączymy. Przez pierwszą połowę gry wszystko jest w porządku, ale im bliżej jesteśmy końca, tym gorzej. W jednym etapie ostatnia aktualizacja dodała nam nawet możliwość pominięcia kilku puzzli, gdyż SI po prostu nie dawało rady i ciągle ginęliśmy z powodu jej błędów. W trybie kooperacyjnym problem oczywiście nie istnieje. Ten jest zresztą tak naprawdę docelowym trybem i jeśli tylko macie okazję, aby z kimś zagrać – tak właśnie zróbcie.

To nie są oczywiście duże rzeczy. Frustrowały mnie jako gracza i recenzenta, ale klimat i atmosfera całej podróży rekompensowały wszystko. Never Alone jest tytułem dla każdego i właśnie każdemu go polecam. Jeśli ktoś oczekuje nieco głębszego tytułu, który go poruszy lub wywoła konkretne emocje, to zwlekanie z zakupem jest pozbawione sensu. Tę grę można wziąć w ciemno i prawdopodobnie nikt się nie zawiedzie. Jeśli zaś mamy jeszcze kogoś do gry w trybie kooperacji, to spokojnie do oceny końcowej można dodać jeden, a nawet półtora punktu.

Ocena - recenzja gry Never Alone

Atuty

  • Fenomenalna atmosfera i klimat
  • Ponura oprawa graficzna i muzyka
  • Pomimo braku krwi świat jest bardzo brutalny
  • Ogromna oryginalność tytułu
  • Wstawki wideo opisujące kulturę eskimosów

Wady

  • Duże problemy z SI towarzysza
  • Powtarzalność puzzli
  • Zaledwie 3-4 godziny gry

Andrzej Ostrowski

Magiczna i szalenie klimatyczna podróż w świat eskimoskich legend. Wszystko zaś doprawione naprawdę ciężką atmosferą. Szkoda tylko, że gra ma trochę problemów technicznych. W miarę możliwości grać w trybie kooperacyjnym.

Komentarze (17)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper