Recenzja gry: Saints Row IV: Re-Elected

Recenzja gry: Saints Row IV: Re-Elected

Adam Ginel | 09.02.2015, 23:43

Informacje o edycjach HD, Ultra, Remaster omijam ostatnio szerokim łukiem. Developerzy prześcigają się w próbach zarobienia kasy na sentymencie graczy do hitów sprzed lat lub chcą dorobić, wydając „ulepszone” wersje gier z poprzedniej generacji. Takim właśnie sposobem na sklepowe półki trafił Saints Row IV okraszony dopiskiem „Re-Elected”.

Odpieranie kolejnych prób podbicia Ziemi przez kosmitów to temat oklepany bardziej, niż tyłek panny lekkich obyczajów. Twórcy czwartej odsłony Saints Row (wydanej pierwotnie w sierpniu 2013 roku), podobnie jak wielu innych developerów, postanowili wypuścić remastera, aby wyszarpnąć kilka dodatkowych dolców od posiadaczy konsol nowej generacji. Jeśli już miałeś okazję zwiedzić wirtualne Steelport, możesz darować sobie edycję Re-Elected, ponieważ oprócz wszystkich wydanych w międzyczasie DLC oraz nowego dodatku, w którym przyjdzie ci się zmierzyć z samym Szatanem, nie znajdziesz tu niczego ciekawego.

O fabule Saints Row IV możesz przeczytać w recenzji sprzed półtorej roku, więc nie będę tracił twojego czasu i skupię się na zmianach względem pierwowzoru. Niestety nie ma ich właściwie wcale. Wciąż jesteś super herosem, któremu nikt nie podskoczy. Dzięki swoim nadnaturalnym zdolnościom możesz biegać po ścianach, wykonywać skoki niczym w Matriksie i rzucać samochodami. Misje dodatkowe pozostały takie same, model jazdy nie uległ poprawie (jeden z najgorszych, jakie widziałem), inteligencja przeciwników jest rzeczywiście sztuczna, a samo miasto nadal jest nudne jak flaki z olejem. Wielka szkoda, ponieważ twórcy mogli pokusić się o wrzucenie kilku dodatkowych zadań, czy chociażby delikatny lifting metropolii. Na domiar złego, oprawa wciąż pozostawia wiele do życzenia. Nie licz na zapierające dech w piersi widoki, a przygotuj się na liczne błędy i kulejącą fizykę. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że Re-Elected jest dokładną kopią oryginału, co niestety nie jest argumentem „za”.

Jeżeli nie grałeś w pierwowzór, a lubisz oryginalne, przepełnione specyficznym humorem sandboksy, Saints Row IV: Re-Elected powinien cię zainteresować. Główny wątek to ponad 12 godzin zabawy (większość misji jest konkretnie pokręcona), a gdy dorzucić do tego wszystkie znajdźki i zadania poboczne, czas ulega przynajmniej podwojeniu. Oczywiście wszędzie da się zauważyć zapożyczenia z innych, znanych produkcji, jednak w tym gatunku dziś wyjątkowo trudno o oryginalność. Po pewnym czasie schematyczność daje się we znaki, jednak miłośnicy zabawy w piaskownicy (nie czuję, że rymuję!) zapewne nie zwrócą na to uwagi. Produkcja Volition to swoisty miks Crackdown, Assassin’s Creed, inFamous i Grand Theft Auto.


 

Gwoździem programu jest bez wątpienia dodatek „Gat Out of Hell”, w którym Johnny i Kinzie ruszają do piekła, aby ratować szefa Świętych z rąk samego Szatana. Diabeł wymyślił sobie, że jego córka, Jezebel, wyjdzie właśnie za przywódcę gangu. Tak zaczyna się konkretna zadyma w siedzibie Boruty. Gameplay jest ten sam, zmieniła się jedynie miejscówka. Niestety, ponownie wieje tu nudą. Ulicami nie przechadzają się zwykli mieszkańcy, lecz potępieni, przypominający nieco zombie, a misje główne i dodatkowe w większości przypadków polegają na robieniu rozpierduchy. Szkoda, że ta szybko się nudzi. Tak bardzo liczyłem na przysłowiowy „ogień z dupy”, a musiałem obejść się smrodem siarki. Przejście dodatku zajęło mi nieco ponad cztery godziny. Jeśli kupiłbyś go wraz z remasterem, nie byłoby biedy, jednak biorąc pod uwagę cenę samodzielnego rozszerzenia, jest to zwykłe zdzierstwo.


Grę polecić mogę ci tylko i wyłącznie w przypadku, gdy nie szarpałeś w pierwowzór. Wówczas dostaniesz całkiem sympatycznego szpila, który wraz z dodatkami starczy ci na przynajmniej 30 godzin zabawy, jeśli zechcesz zwiedzić dokładnie każdy zakątek mapy. Jeśli jednak czwarta odsłona przygód Świętych jest ci znana, daruj sobie Re-Elected.

Ocena - recenzja gry Saints Row 4

Atuty

  • Klimat
  • Czas gry
  • Ciekawe moce i giwery

Wady

  • Liczne błędy
  • Oprawa
  • Na dłuższą metę wieje nudą
FaithlessGod

Adam Ginel

Odgrzewany kotlet, w dodatku lekko przypalony. Tylko dla tych, którzy nie mieli styczności z pierwowzorem.

Komentarze (28)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper