Uwielbiam produkcje, które potrafią mnie dosłownie przyssać do ekranu telewizora. Najnowszy projekt Moon Studios chciałem jedynie sprawdzić, zerknąć na wstęp przez kwadrans i wrócić do tytułu następnego dnia. „Obudziłem” się z padem w ręku po czterech godzinach ciągłej rozgrywki i chciałem tylko jednego. Więcej.

W pierwotnym zamyśle miałem nagrać 15 minut rozgrywki i pokazać Wam jak rozpoczyna się ta historia, ale z każdą kolejną chwilą gry wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Ori and the Blid Forest to nie jest pozycja, którą można oglądać. To jest dzieło, w które trzeba grać.

Drogi czytelniku, przygotuj się teraz na serię wielu zachwytów, ten tytuł bowiem na to zasługuje. I piekielnie żałuję, że w dzisiejszych czasach jest tak mało tak dobrych gier. Zacznijmy jednak od początku.

Na początku jest zachwyt...

Głównym bohaterem produkcji jest tytułowy Ori, który jest jednym ze strażników lasu zwanego Nibel. Wiedzie on bardzo spokojne i beztroskie życie, ale ten błogi spokój przerywa wielka burza, która sprawia, że postać zostaje oddzielona od swoich przyjaciół. Na ratunek bohaterowi przychodzi  niedźwiedzica, która mu pomaga. Niestety, codzienność kolejny raz zostaje przerwana przez przerażającego i ogromnego ptaka o imieniu Kuro, który postanowił wykraść magiczne światło z wielkiego, świętego drzewa. Czyn ten powoduje, że pobliską roślinność oraz zwierzynę czeka zagłada, więc Ori wyrusza w długą i niebezpieczną podróż, której celem jest przywrócenie harmonii.

Nie jest to pewnie scenariusz na Oskara, ale deweloperzy potrafili obładować tę historię mnóstwem emocji. Jestem jednak przekonany, że nie byłoby to możliwe bez wyjątkowej audiowizualnej otoczki. Ori and the Blind Forest wygląda wprost fenomenalnie – każda lokacja jest przygotowana z wyjątkową dbałością o szczegóły i idealnie pasuje do przygotowanego świata. W trakcie rozgrywki podróżujemy i odkrywamy kolejne zachwycające miejscówki, które są niczym wyjęte z baśniowej opowieści. Oczywiście całość jest podbudowana świetnie dobraną, wpadającą w ucho muzyką, która słyszymy jeszcze długo po wyłączeniu konsoli.

Autorzy grają na naszych emocjach od dosłownie 3 minuty gry i robią to do samego końca. Nie trudno dosłownie wsiąknąć w ten świat, ponieważ deweloperzy przygotowali ciekawą koncepcję i co najważniejsze – ubrali ją w świetne barwy. Ta produkcja wygląda bajecznie, brzmi wspaniale i przedstawia nam wciągającą opowieść.

A później zdecydowanie więcej...

Musicie jednak wiedzieć, że autorzy nie tylko przygotowali świat, ale potrafili go ożywić. Ori skacze, biega, wykorzystuje umiejętności i wszystko to robi z wyjątkową gracją. Jak na typową platformówkę 2D w trakcie rozgrywki biegamy pomiędzy kolejnymi planszami, odkrywamy nowe przejścia, trafiamy do wcześniej niedostępnych lokacji, a z biegiem czasu możemy pozwolić sobie na coraz to więcej.

Ori z początku może tylko i wyłącznie skakać, ale już po chwili spotyka swojego przyjaciela Seina, który pozwala mu wykorzystywać ofensywne moce. A należy z nich korzystać bardzo często, ponieważ czyn którego dopuścił się Kuro spowodował, że w świecie pojawia się wiele wyjątkowo niebezpiecznych stworów. Pająki, żaby, ryby, ptaki oraz wiele różnorodnych przeciwników stoi na drodze do wykonania misji i przywrócenia porządku w tym niegdyś błogim miejscu.

Starcia są wymagające, ale jednocześnie satysfakcjonujące, ponieważ za każdego pokonanego rywala otrzymujemy kule energii, które pozwalają rozwijać jedno z trzech drzewek rozwoju. Ulepszając bohatera, sprawiamy, że jego ataki są mocniejsze, poprawiamy jego sprawność poruszania się lub zwiększamy wytrzymałość, ale wszystkie kluczowe techniki pozwalające nam przejść do wcześniej niedostępnych miejsc są darem od mniejszych drzew życia. Znajdując takowe uczymy się między innymi wspinania po ścianach, wykorzystywania ataków przeciwników, czy też podwójnego skoku.

W trakcie rozgrywki można dojść do wniosku, że projekt został zaplanowany dokładnie od początku do końca, ponieważ każda kolejna umiejętność ubarwia rozgrywkę, w pewien sposób ją podkręca i sprawia, że z większą przyjemnością biegamy po świecie. Trudno tutaj o nudę, bo wciąż odkrywamy nowe miejsca, wskakujemy do nowych lokacji i odkrywamy nowe przyjemności.

Interesującą innowacją przygotowaną przez Moon Studios jest możliwość zapisywania rozgrywki. Twórcy doskonale wiedzieli, że przygotowują trudną grę, więc pozwalają nam wykonać save niemal w każdym miejscu – wystarczy posiadać niebieską kulę energii. Ten patent jest naprawdę przemyślany, ponieważ gra jest wymagająca i nie trudno tutaj o śmierć, ale dzięki pomysłowi sami decydujemy, w którym miejscu chcemy odsapnąć. To daje nam kontrolę nad rozgrywką i wewnętrzny spokój... Automatyczny zapis pojawia się jedynie przed starciami z bossami, które również nie należą do najłatwiejszych, ale po odpowiednim opanowaniu wcześniej zdobytych umiejętności możemy poradzić sobie z każdym niebezpieczeństwem.

Pomimo wysokiego poziomu trudności Ori and the Blind Forest nie frustruje. Nie giniemy tutaj przez źle przygotowaną kontrolę bohatera czy też problemy produkcji, a tylko i wyłącznie przez własne błędy. Z tego powodu szybko powtarzamy etap, próbujemy, ponownie, ponownie, ponownie, aż w końcu uda nam się przejść tę wymagającą część i możemy w spokoju zapisać rozgrywkę. Ta innowacja naprawdę się sprawdza i nadaje się idealnie do przygotowanych realiów.

Jedynym mankamentem, na który trafiłem w przypadku tej pozycji to problem z rozpoczęciem rozgrywki. Z niewyjaśnionych przyczyn gra po załączeniu kilkukrotnie odmówiła mi posłuszeństwa, dwukrotnie zawiesiła konsolę, ale na szczęście te wszystkie złe rzeczy dzieją się jeszcze przed początkiem zabawy. Gdy już tytuł wystartował, mogłem bez problemu chłonąć świat. Podobno ten problem naprawia ostatnia łatka, ale trudno mi to potwierdzić, ponieważ błąd nie pojawiał się zawsze. Jedyna rada, jeśli akurat też traficie na tę dolegliwość – próbujcie włączać grę do skutku, za 5-7 razem zadziała.

I na końcu jeszcze trochę...

Ori and the Blind Forest to bardzo dobrze przemyślana produkcja, która zachwyca pod wieloma względami. Wygląda pięknie, brzmi urzekająco i nie zawodzi w temacie rozgrywki. Mało mamy tak ujmujących pozycji i jest to na pewno dobra alternatywa od wszystkich ostatnich premier.

Przez 11 godzin rozgrywki zdążyłem nacieszyć się tym światem wystarczająco, aby bez najmniejszej obawy móc polecić ten projekt wszystkim czytelnikom PPE. Historię można poznać w około 8-9 godzin, ale świat jest na tyle urokliwy, że pewnie wielu z Was, identycznie jak ja, z chęcią zapozna się z dodatkowymi lokacjami.

Musicie jednak przygotować się na brak zawrotnej rewolucji w gatunku. Autorzy nie są pionierami, a wyjątkowo dobrymi rzeźbiarzami. Wykorzystują znane schematy, uwypuklają wszystkie atuty i właśnie w ten sposób tworzą wyśmienitą produkcję.

Tytuł z sercem i chwytający za serce. Brać, grać, chłonąć i chcieć więcej.  

Gra testowana w wersji na Xboksa One.